poniedziałek, 16 lutego 2015

30. Jest Neymar?

Obudziłam się w bardzo dobrym nastroju. Długo nie otwierałam oczu. Myślałam. Nie wiedziałam czemu oboje się tak wczoraj zachowaliśmy. Jeszcze te jego słowa, gdy udawałam, że śpię. Postanowiłam o tym nie myśleć. Chciałam dzisiaj jakoś ładnie się ubrać. Co nie oznacza, że zaraz założę sukienkę. W sumie sama nie wiem co mam wybrać. Kiedy wstawiłam ujrzałam Neymara,który nadal spał. Odruchowo spojrzałam na zegarek. Jest już po 9. Podeszłam do walizek w celu wybrania jakiś ubrań. "Trzeba by było się w końcu rozpakować"- pomyślałam. Może założę się o coś z jakimś piłkarzem i w zamian będę miała ładnie poukładane rzeczy. Nie, to nie jest dobry pomysł. Coś czuję, że moja bielizna i ja byśmy na tym ucierpiały. A raczej ja bym cierpiała z powodu braku moje bielizny. Poszłam się ubrać wraz z przygotowanymi wcześniej ubraniami. Najpierw jednak wzięłam prysznic, a następnie wysuszyłam i rozczesałam swoje wlosy. Następnie umyłam zęby. Swoją drogą może wrócę do swoich naturalnych włosów? Nie wiem. Miałam się już ubierać, kiedy ktoś zaczął dobijać się do drzwi. Byłam jeszcze tak zaspana, że poszłam na otworzyć drzwi w samej bieliźnie. Boże mam nadzieję, że jestem Jedynym tak głupim stworzeniem, które idzie otworzyć drzwi  w dość seksownej bieliźnie. Kiedy z impetem otworzyłam drzwi ujrzałam Gerarda, Messiego i Alvesha. Wszyscy się kłócili,że kogoś u mnie nie ma. Tylko Geri mówił, że jest inaczej. Tylko do cholery czy ja mogę wiedzieć o kogo chodzi? Odchrząknęłam, aby zaznaczyć swoją obecność. Co za ludzie. Nagle wszystkie oczy zwróciły się na mnie.
-Jest Neymar?- zapytał nagle... Tak nagle po tylko się na mnie patrzyli, potem na siebie, a następnie w ziemię. O co im chodzi? Wróć. Co Geri powiedział? A raczej o co zapytał. 
-Nie, a czemu miałby tu być?- skłamałam, ale nie chciałam aby sobie coś pomyśleli.
-Mamy trening, a dosłownie nigdzie go nie ma i...- nie dane było mu skończyć bo w tym momencie wstał owy Brazylijczyk. Ten to ma wyczucie czasu i jak nic w prezencie Bozia dała mu niedojebanie mózgowe. Właśnie w takim momencie. Już mieli sobie iść, ale nie bo mu się właśnie teraz zachciało wstawać. Skąd on się urwał?
-Marika ja się ubiorę i pójdę do siebie!- krzyknął, a ja myślałam, że udusze go własnymi rękami. Właśnie szedł dla  łazienki ze swoimi ciuchami. Był oczywiście w samych bokserkach. Zapamiętać: nigdy w życiu nie spać z półnagim Neymarem. Pff... Ty sobie lepiej idiotko zapamiętaj, że masz nigdy nie spać z nim w jednym pokoju, a nie. Pech chciał, że z korytarza każdy miał wspaniały widok na wejście do łazienki.
-Nie ma u ciebie Neymara?- zapytał Leo, mruzac jedną brew. Wyglądał co najmniej komicznie. W innej sytuacji na pewno wybuchnęła bym niekontrolowanym śmiechem, ale teraz wcale nie miałam na to ochoty. 
-Nie ma mnie?- zapytał Neymar. Zrobił to tak spokojnie jakby pytał się właśnie o moje ulubione zwierzę. Na pewno nie ty panie da Silva. 
-Trening się już zaczął- powiedział Dani, a chłopaków już nie było. Ten to wie jak ratować innych z opresji. 
-Ładne majteczki- powiedział seksownie Neymar. Mimowolnie spojrzałam na swój strój u dopiero w tym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że stoję przed nim w samej bieliźnie. Przeklnelam pod nosem, ale musiał to usłyszeć bo się głupio uśmiechnął. Zamknęłam się w łazience w celu kompletnego ubrania się. Wybór padł na to:

Wyszlam z łazienki poprawiając uprzednio wlosy. 
-Nie mogłeś siedzieć prze chwile cicho?- zapytałam się go z pretensjami. Nie wiem czy zrobil to specjalnie czy po prostu wstał i zaczął gadać, co było dość normalne jak na niego. On właśnie nakładal na siebie koszulkę z wczoraj.
-Marika możemy pogadać po treningu? Musze się jeszcze przebrać, a Pep mnie za to zabiję- mówił blagalnie, ale ja nie mogłam czekać. Nagle przypomniało mi się, że miałam dzisiaj trenować z chłopakami. Szybko wyrzucałam rzeczy że swojej walizki i te, które były mi potrzebne pasowałam do torby. Neymar bez słowa, ale z usmiechem pod nosem wszystkie ciuchy rzucał na łóżko. 
-A może odpuścimy sobie dzisiejszy trening?- zapytał, a ja skamieniałam. Co on właśnie.powiedział? Spojrzałam na.niego z mina typu "wtf". Powiem, że Raf i Daviś wcześniej przyjechali, a my spokojnie się wyszukujemy i po nich pojedziemy- zaproponował,ale nie wiedziałam czy to dobry pomysł. W końcu za 2 dni grają z Sanrosem. Niby to nie jest jakiś wymagający przeciwnik, ale nie można go lekceważyć.
-Powinieneś teraz trenować. Za niedługo mecz- odparłam.
-Jestem dobry- powiedział, ale coś mi w jego zachowaniu nie pasowało. Trudno. 
-Gówno prawda i w tej chwili.na trening- powiedziałam rozkazujac mu palcem.
-Tak mamo- odezwał się i skierował się do wyjscia. Dostał jeszcze poduszką w łeb za tą mamę,ale szepnął mi tylko,że się ze mną policzy. Chyba zbyt łatwo mu zaufałam. Kiedyś też tak było. Wiem, że to nie jego wina, ale Bruny, ale mimo to nie mogę zapomnieć każdego słowa,które mnie zraniło. Postanowiłam o tym nie myśleć, wiec zadzwoniłam do dziewczyn, aby spędzić z nimi miło czas. Od razu wparowały mu do pokoju wszystkie się przekrzykując.
-Mi też was miło widzieć- powiedziałam z sarkazmem. Nie miałam bladego pojęcia o co im w ogóle chodzi. Naćpały się czy co? 
-Pep nie będzie na was zły?- zapytała Shak.
-Przecież się kochają to nie powinien być- odparła Anto. 
- Fajnej wiedzieć o co chodzi- odezwałam się, a dziewczyny dziwnie na mnie spojrzał. Znowu jestem w bieliźnie? Nie. Ubrałam się już przecież.
-No o ciebie i Neya- stwierdziły jednocześnie. 
-Skąd wiecie?- zapytałam. Wiedziałam, że chodzi o niedawna sytuacje, ale jak one się dowiedziały.
-Chłopaki od razu nam powiedzieli- wyjasniła mi Anto. Wybuchłam śmiechem, gdy przypomniałam sobie co musieli zrobić chłopcy. Istne przedszkole.Opowiedziałamdziewczynom całą historię. Wahałam się czy powiedzieć im o wyznaniu Neya, kiedy myślał, że już śpię. Musiałam to jednak komus powiedzieć, a poza tym potrzebowałam trzeźwej opinii. Może już wariuje.Nie wiem to mi nie daje spokoju. Jego słowa były dziwne. Co innego, gdybyśmy byli razem, ale nie w takim momencieie. 
Przepraszam za to, że jest taki krótki oraz za wszystkie błędy, ale jestem na telefonie i nie zbyt wygodnie się pisze :/ Nie stworzyłem także zestawu ubrań :/
Jeśli już musicie je kopiować to piszcie :) 
Co się zdarzy wieczorem? Jak Marika pozaluje? Co powiedzą jej przyjaciółki? Czy Pep będzie zadowolony z zakopania toporu wojennego czy wszystko sobie przemysli i nie będzie się z tym zgadzał? Co będzie dalej?

niedziela, 15 lutego 2015

29. Miałeś być na zawsze.

Książę siedział obrażony na cały świat na kanapie. Postanowiłam iść do pokoju hotelowego i się przebrać. Wtedy on wstał i powiedział:

-Nie mam karty do pokoju- dlaczego właśnie w tym momencie? Czy on jest jakiś upośledzony czy jak? 
-I co?- zapytałam udając głupa. Niestety, ale nie mam jakoś ochoty spędzać czasu w jego towarzystwie po tym jak potraktował Crisa. Co on sobie w ogóle wtedy wyobrażał? Kim on jest? Jedynie nędznym piłkarzyną, który nie wie czego chcę. Zwykły gówniarz.
-Mieliśmy się dogadać, więc może zaczniemy rozmawiać?- zapytał lekko poirytowany moim zachowaniem. Dobrze wiem, że często zachowuję się jak małe, głupiutkie dziecko. Chyba nie mogę tego więcej robić. Nie mogę pokazać mu, że jeszcze mnie boli jego zachowanie sprzed 2 lat. Właśnie... Marika hello ziemia do ciebie. To było 2 lata. Nie warto o tym pamiętać. Swoją drogą to ciekawe, dlaczego nadal to pamiętam. Dlaczego nie mogę tego wymazać z pamięci? Dlaczego nie mogę mu zaufać? Może dlatego, że nie ufasz nikomu, a poza tym wszystkich od siebie odsuwasz. Taa... Oto właśnie przedstawia się moja podświadomość. Nawet ja sama już zauważyłam, że coś jest ze mną nie tak.
-Dobra chodź do mnie- powiedziałam i nie czekając na niego poszłam w stronę mojego pokoju. Dopiero teraz zauważyłam w jakim pokoju mieszkam. Granatowo- beżowe ściany, kilka ładnych i małych obrazków na nich przywieszonych. Dwa dość spore łóżka z białą pościelą. No tak... Miałam mieszkać z dziewczynami. Obok łóżek szafki nocne z lampkami o czarnym odcieniu. Zaraz przy wejściu znajdowała się wielka, biała ściana z lustrem. Wchodząc głębiej zobaczyłam duży balkon. Od razu chwyciłam moją torebkę i poszłam z nią na świeże powietrze. Wyjęłam z kopertówki moje papierosy i usłyszałam zamknięcie drzwi oraz kroki w moją stronę. Nie interesowało mnie to. Usiadłam na zimnej posadzce i zaciągnęłam się moimi ulubionymi czerwonymi Malboro. Tak, wiem, że palę najmocniejsze papierosy. Nie przeszkadza mi to, a wręcz przeciwnie. Jestem już chyba nałogową palaczką, chociaż kiedy nie było mnie w Barcelonie nie paliłam. Nie miałam takiej potrzeby. Neymar usiadł obok mnie. 
-Miałaś nie palić- skarcił mnie. Czego on ode mnie chce? Byłam na niego już cholernie zła. Nie dość, że przez niego tutaj siedzimy to jeszcze będzie mi prawił tu jakieś kazania.
-Miałeś być na zawsze- pomyślałam, ale jak na złość powiedziałam to na głos. Co ja zrobiłam... Pogięło mnie już totalnie. 
-Co?- zapytał zdziwiony.
-Gówno- odpowiedziałam po polsku. Sama nie wiem czemu. Po co ja to powiedziałam. Wstałam z zimnej posadzki i skierowałam się do mojej walizki. Wyjęłam z niej krótkie, sportowe spodenki i bluzkę Fc Barcelony z numerem 15 na plecach. Marc podarował mi kiedyś swoją koszulkę. W mojej szafie miałam kilka takich zdobyczy z meczy. Poszłam się przebrać w wybrany strój. Przy okazji zmyłam makijaż i uczesałam włosy w luźnego koka. Wyszłam z pomieszczenia i udałam się na łóżko wcześniej biorąc mojego laptopa.  
-Co będziemy robić?- zapytał Brazylijczyk. Nie miałam ochoty na spędzanie z nim czasu i nie próbowałam nawet udawać, że jest inaczej.
-Ja będę oglądać film, a ty to nie wiem- powiedziałam ze szczególnym naciskiem na słowa "ja" i "ty". Mówiłam to w ogóle na niego nie patrząc. Niestety, ale zabrał mi laptopa, a ja na niego spojrzałam ze złością. On również był zły. 
-A teraz pogadamy- powiedział twardo, odstawiając mój sprzęt na szafkę nocna. Przysiadł się do mnie na łózko. Automatycznie przesiadłam się na drugie. On jednak nie dawał za wygraną i zrobił to samo. Musi coś zrobić z tą sytuacją bo tata go w wyjściówce nie wystawi. Biedny Neymar *czujecie ten sarkazm nie?* Chciałam znowu się przesiąść, ale on złapał mnie w talii i przewrócił tak, że leżałam obok ściany. Szybko podniosłam się do pozycji siedzącej, ale nic mi to nie dało. Chłopak przygniótł mnie swoimi nogami.
-A teraz słuchaj- zaczął, ale ja zakryłam uszy rękami. On na to tylko się zaśmiał. Zaraz zwinnie chwycił moje nadgarstki w swoje wielkie dłonie.
-I tak będziesz mnie słuchać...
Bo co?- przerwałam mu. Wiedziałam, że był już nie źle wkurzony, ale nie mogłam się powstrzymać.
-Daj mi 2 minuty ok?- powiedział z nadzieją w głosie. O dziwo był spokojny i opanowany. Zdawałam sobie sprawę, że w środku aż się w nim gotuję. Czyżby to było dla niego ważne, że umiał się uspokoić? Nie. Na pewno nie. On taki nie jest i tego się trzymajmy. Przytaknęłam tylko głową na znak, że się zgadzam.
-Kiedy wyjechałaś długo cię szukałem. Cholernie tęskniłem i Daviś też. Leo i Geri powiedzieli mi co dla mnie zrobiłaś... Chciałem cię odnaleźć i zacząć wszystko od początku. Przeprosić za wszystko, ale Pep powiedział mi, że wyjechałaś na terapię- znowu mu przerwałam.
-Raczej wysłali mnie do psychiatryka a nie- skomentowałam, wrzucając swoje przysłowiowe 3 grosze.
-Nie mów tak... Pep mówił, że i tak by mnie tam nie wpuścili, więc mam nie jechać. Przekonał mnie treningami. Nie mogłem wtedy żadnego opuścić. Kochałem cie. Kochałem cię i bardzo tęskniłem. Miałem nadzieję, że przyjedziesz i będzie jak dawniej... Ale nie przyjechałaś. Wysłałaś list za namową Leo. Wiesz, że w tamtym czasie nadal na ciebie czekałem? Na prawdę. Napisałaś, że widziałaś mnie z Bruną. Rozmawiałem z nią potem... Znaczy najpierw się z nią spotkałem bo nie dawała mi spokoju. Chciałem jej wytłumaczyć, że między nami wszystko skończone. Wtedy cię zobaczyła. Powiedziała mi to po tygodniu zresztą przez przypadek. Tylko dlatego mnie pocałowała. Wiem, że miałaś żal za to, że nie powiedziałem ci o Davim, ale bałem się. Nawet nie wiesz jak bardzo. Bałem się, że go nie zaakceptujesz, przecież sama byłaś młodą dziewczyną. Byłaś młoda i zbuntowana. Zawsze kiedy chciałem zapytać co myślisz o dzieciach żartowałaś. Nie wiedziałem czy byłabyś na to gotowa. Gdy napisałaś, że jesteś w szczęśliwym związku byłem na Ciebie zły, że tak szybko się pocieszyłaś, ale potem zrozumiałem, że to tylko mi ten czas minął bardzo szybko. Rzeczywistość była inna. Potem się już cieszyłem, że ci się układa.
-Wiesz... Wcale mi się tak dobrze nie układało. Zaczęłam interesować się modelingiem, ale szybko doszłam do wniosku, że to nie to. Nie wiem co chcę robić, ale na pewno nie to. Bo wiesz... To cholernie niszczy. Zarówno twój organizm jak i ciebie w środku. Co do mojego związku... Zdradzał mnie. Wybaczałam mu, ale dopiero tutaj dowiedziałam się dlaczego. Nigdy go nie kochałam. Chyba nie chciałam być sama.
-To tak jak ja i Jessica- wyznał.
-Nie kochasz jej?- zapytałam. Nie wiem dlaczego. Myślę, że nie mogłam uwierzyć w jego słowa. On jedynie pokręcił głową na znak zaprzeczenia. 
-Co się  z nami stało?- nagle zapytał. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Co ta Barcelona ze mną robi? Zapominam tutaj języka w gębie.
-Coś zamieniło światłość w ciemność- zacytowałam tekst z jednej z moich ulubionych piosenek. Oboje się uśmiechnęliśmy. Dziwne, że w ogóle pamiętam jeszcze jego uśmiech.
-Czujesz coś jeszcze do mnie?- zapytał po chwili milczenia. Nie miałam zamiaru mu na to odpowiadać. Nie chciałam. Dlaczego? Bo nie wiedziałam co on do mnie czuje. Nie chciałam go zranić odpowiedzią. Ale czy na pewno mogłabym odpowiedzieć zgodnie z prawdą te trzy słowa oznaczające nie? A może przez gardło przeszło by mi tylko tak? Tego nigdy się nie dowiem.
-Oglądamy film?- zapytałam. Musiałam zmienić temat.
-Jasne- odpowiedział słabo się uśmiechając- Ale najpierw mi coś powiesz- tym razem do reszty posmutniał. Mam nadzieję, że nie będzie wracał do poprzedniego pytania. 
-Co takiego?- zapytałam niepewnie. 
-Nie bój się, nie będę ci kazał odpowiadać czy nadal ci na mnie zależy- zapewnił mnie.
-Może nigdy mi nie zależało- palnęłam bez namysłu.
-Może mi też nigdy na tobie nie zależało. Może liczyłem na dobry seks- odpysknął mi.
-Tyle, że my nigdy nie byliśmy razem w łóżku... W sensie, że się ze sobą nie przespaliśmy- powiedziałam z wyższością.
-No właśnie... Bo zarówno ty jak i ja coś do siebie czuliśmy- powiedział z łobuzerskim uśmieszkiem. 
-Może to było tylko głupie zauroczenie- zaczęłam się z nim drażnić.
-A może to była wielka i jedyna miłość- on także się ze mną drażnił. Oboje siedzieliśmy uśmiechnięci. Dawno się tak nie czułam. Dokładnie jak kilka lat temu. Wtedy czułam się jakbym latała 3 metry nad niebem. 
-Skąd wiesz, że to była miłość?- zapytałam podejrzliwie. Byłam ciekawa co mi odpowie.
-Tak czuje.
-Ale miłość kończy się happy endem.
-Ale jeszcze nie umarliśmy.
-I co z tego?
-Nie wszystko skończone.
-Istnieje przyjaźń damsko-męska.
-A wierzysz w ufo?
-A co to ma wspólnego z przyjaźnią?
-Jeśli ludzie, którzy kiedyś byli razem traktują się jak przyjaciele to oznacza, że albo nigdy się nie kochali albo nadal to robią.
-Miłość jest przereklamowana.
-Spójrz na Leo i Anto albo na Gerarda i Shak... Oddali by za siebie życie.
-W miłości nie chodzi o oddanie życia za drugą osobę.
-A o co?
-Aby być przy tej osobie i ją wspierać.
-A my tak nie robiliśmy?
-Chyba za krótko się znaliśmy.
-Nie. Po prostu za długo się kłóciliśmy.
-Podobno jak się kogoś kocha to się z nim kłóci- powiedziałam.
-Podobno.
-Dobra to horror? -zapytałam. Kończyły mi się już argumenty, a wiedziałam, że Brazylijczyk ma pełno pytań.
-Nie będziesz się bała?- zapytał ze śmiechem na ustach, po czym dodał- Mari.
-Nie mów tak do mnie- skarciłam go.
-Dobrze Mari- odwróciłam się, aby zamówić nam pizze i jakieś picie. Sięgając po słuchawce uśmiechnęłam się na słowa Neymara. Tylko on tak do mnie mówił. To było nawet przyjemne. Zamawiając jedzonko odwróciłam się do Brazylijczyka, który szukał jakiegoś filmu. Postanowiliśmy poczekać na nasze zamówienie. W tym czasie trochę rozmawialiśmy. Przyszedł do nas przystojny mężczyzna, który dostarczał pizze. 
-Może dałaby mi pani numer telefonu?- zapytał zawadiacko dostawca.
-Może i dam- odpowiedziałam z uśmiechem, a on podał mi telefon- Ale wie pan bo NEYMARRR znaczy mój...- nie dokończyłam bo przyszła "11" Barcy, a zarazem "10" Brazylii.
-W czym mogę panu pomóc?- zapytał odbierając pudełko.
-Do widzenia- rzekł tylko tamten i szybko się ulotnił, a my z Neymarem śmialiśmy się jak nigdy. Po opanowaniu naszej głupawki poszliśmy obejrzeć wcześniej wybrany przez chłopaka film. Okazało się, że padło na "Szczęki". Nasz pierwszy film, który wspólnie oglądaliśmy.
-Zrobiłeś to specjalnie?- zapytałam.
-Ale co?- odpowiedział pytaniem na pytanie. Widziałam, że rżnie głupa.
-To nasz pierwszy film, który razem oglądaliśmy.
-Nie pamiętam- powiedział wzruszając ramionami, ale marnie szło mu ukrywanie śmiechu.
-Kłamiesz głupku- powiedziałam i walnęłam go w ramię.
-Ja głupek? Oszz ty- i takim o to sposobem zaczęłam się bitwa na poduszki. Potem Ney mnie oczywiście łaskotał. W końcu się ogarnęliśmy i zaczęliśmy wreszcie oglądać ten film. Wszystko komentowaliśmy. Po filmie poszłam do łazienki, a po mnie Neymar, który został w samych bokserkach. Natomiast ja miałam na sobie ciepłe dresy i koszulkę. Zazwyczaj śpię tylko w tej właśnie przydużej koszulce, ale teraz jest tu ten piłkarz. Położył się obok mnie, a ja go tylko zepchnęłam jednym ruchem nogi. Brazylijczyk z hukiem wylądował na ziemi. Przez chwilę nawet myślałam, że go za bardzo pchnęłam, ale szybko mi przeszło. Mógł nie pakować mi się do łóżka. 
-To gdzie ja mam spać?- zapytał zrezygnowany. Wskazałam tylko na sąsiednie łóżko, a ten zrezygnowany poszedł w tym kierunku. Głośno walnął się na łóżko. Klasnęłam w dłonie, a światło zgasło. Neymar, gdy to zobaczył zaczął klaskać jak jakiś umysłowo chory człowiek . Moje uwagi nie dawały efektu, więc przykryłam się cała kołdrą. Po chwili młodemu tacie znudziło się to jakże fascynujące zajęcie. 
-Śpisz? -zapytał cicho, a potem powtarzał to pytanie kilka razy. Postanowiłam udawać, że śpię, aby znowu mu nie odwalało bo chciało mi się spać.
-Nie zapomniałem ani jednej chwili z tobą- powiedział nieco głośniej- Dobrze, że już śpisz... Mimo to dobranoc- mogłabym przysiąc, że właśnie się uśmiechał. Nie mogłam zdradzić tego, że moje oczy są szeroko otwarte. Postanowiłam o tym zapomnieć. Przez zmęczenie szybko odpłynęłam w krainę Morfeusza. Miałam nadzieję na lepszy dzień jutro. Ale czy jeszcze lepsze dni się zdarzają?


I mamy kolejny rozdział :) I co teraz bd? Pogodzą się czy jak to mają w zwyczaju zaraz się coś spieprzy? Czy nadal siebie kochają czy to tylko zemsta ze strony obojga? Jak wam się podoba?
Oczywiście przepraszam za opóźnienie w napisaniu rozdziału, ale szczerze mówiąc to nie miałam weny :(
Barca wygrała z Levante 5:0 <3
Visca el Barca!
Suarez nam się odblokował :) Na szczęście :) Piękne bramki <3
Neymar
Messi
Messi
Messi
Suarez
Kocham ich!



























wtorek, 10 lutego 2015

28. Jakby chciał mnie zabić?

 Kiedy tylko stanęliśmy przed tymi idiotami od razu pożałowałem, że tu w ogóle przyszedłem. 
Mogłem zostać w domu i nie patrzeć na to wszystko...
Od razu podbiegł do niej Cris i zaczął ją przytulać (czytaj jako obmacywać). A co ona zrobiła? To jest najgorsze... Nic nie zrobiła. Po prostu się śmiała. Była taka szczęśliwa. Ze mną nigdy taka nie była. Usiadłem na piachu mocno wkurzony. Leo chyba mnie obserwował bo zaraz do mnie podszedł. Popatrzył się na mnie, ale ja odwróciłem wzrok. Patrzyłem w dół, nerwowo bawiąc się swoimi palcami. W tamtej chwili wydawały się niezwykle interesujące. Nie chciałem, aby znowu zaczynał te swoje gadki, że ją kocham czy coś w tym stylu. Wcale tak nie jest. Nic już do niej nie czuję. Rozpieszczona gówniara, która nigdy nie wie czego chce. Tello będzie kolejną jej zabawką. Nie moja sprawa, ja go ostrzegałem. Messi w końcu usiadł obok mnie i wpatrywał się w morze. Po chwili jednak zaczął swoją wypowiedź.
-Ney... Co ty do niej tak naprawdę czujesz?- zapytał. Zatkało mnie. Prosto z mostu, bez żadnego owijania w bawełnę zapytał się co czuje. Cholera, gdyby to było jeszcze takie proste. 
-Nie wiem- odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Po prostu nie wiedziałem co do niej czułem. Byłem zazdrosny o każdego chłopaka, z którym się spotykała. O każdego, kto ją dotykał. O każdego faceta, który wywoływał u niej ten piękny uśmiech. O każdego kto z nią rozmawiał. Ale jest też druga strona medalu. Miałem jej za złe, że niczego ze mną nie wyjaśniła tylko uciekła. Przecież ja wcale nie byłem winny! Nie wiem jak ona mogła jej uwierzyć... Powiedziała jakieś bzdury, a Marika nawet do mnie nie zadzwoniła. Sama nie odbierała telefonów. Po prostu uciekła. Niedojrzała gówniara, która nic nie wie o życiu. Nie wie nic o miłości. Miłość to nie tylko słodkie buźki w sms-ach czy pocałunki. To odpowiedzialność za nasze czyny, za drugą osobę... W miłości chodzi o to, żeby o siebie nawzajem dbać, być kiedy jest źle. A ona? Tylko dlatego, że jej nie pamiętałem odeszła. Kiedy wyjechała nie pojawiła się tu przez 2 lata. I co sobie myślała? Że wróci, ładnie się uśmiechnie i będzie wszystko ok? Jeszcze się z nią przespałem. Nie spałem z nią nawet, kiedy byliśmy razem,a  tu po pijaku takie coś. Moje rozmyślenia przerwała "10" Barcy.
-Kochasz ją- powiedział pewny siebie. Był stanowczy, ale opanowany. Nie tak jak ja. Przez chwilę chciałem mu coś odpowiedzieć, ale nie dałem rady. Otwierałem usta, aby coś powiedzieć, ale po chwili je zamykałem. Zatkało mnie. Bez słowa wstałem i poszedłem do morza. Przypomniałem sobie sytuację, kiedy to Marika tak zrobiła, gdy ubraliśmy się tak samo. Dziwne, że w ogóle jeszcze to pamiętam. Poszedłem popływać, ale zaraz wyszedłem z wody. Powiedziałem Shak, że źle się czuję i że idę do hotelu. Nie mogłem powiedzieć tego Leo bo kapnął by się, że kłamię. 


~Perspektywa Mariki~

Chlapaliśmy się z Crisem i Sergio w wodzie, kiedy do morza wszedł zły Neymar. Wcześniej też siedział jakiś zły. Chyba pokłócił się z Leo. Patrzył się na mnie jakimś takim dziwnym spojrzeniem. Co najmniej jakby chciał mnie zabić. Nie wiedziałam co mam zrobić. Poszłam na ręcznik, a on zaraz podszedł do Shak i powiedział, że źle się czuję. Gdy szedł do hotelu wziął mnie z bara. Byłam po prostu zszokowana jego zachowaniem. Jeszcze niedawno przytulał mnie w pokoju, a teraz co? Może niech mnie jeszcze uderzy.
-Co to było?- zapytałam zażenowana całą sytuację Anto i Shak. Usiadłam obok dziewczyn. Nie rozumiałam tej sytuacji. Nie rozumiałam jego. Co on sobie wyobrażał?
-Jest zazdrosny o Crisa- odpowiedziała mi partnerka Leo. Że co? Że jak? Że o kogo? Analizowałam w  głowie to, co właśnie powiedziała. Czy on kompletnie zgłupiał? Echh... Dziewczyny na pewno się mylą. 
-Taa jasne- powiedziałam beznamiętnie. Miałam nadzieję, że nie będą drążyć dalej tematu. Ta... Nadzieja matką głupich.
-Wiesz jak on na ciebie patrzył?- ekscytowały się obydwie.
-Jakby chciał mnie zabić?- zapytałam z ironią w głosie. Znowu te spekulacje. Co one z tym mają? 
-Nie... Tak się patrzył na Tello, a na ciebie z taką miłością, pożą...- nie dane było skończyć Shak, ponieważ musiałam się wtrącić. Nie mogłam tego słuchać. Jaka miłość? 
-Nie ma czegoś takiego jak miłość- odpowiedziałam hardo. Zebrałam rzeczy i poszłam. Usłyszałam, że mam być na imprezie o 20 i... I, że i tak go kocham. Nie prawda. Chciałam się tam wrócić i coś im powiedzieć. Ale co? Nie miałam pomysłu na ciętą ripostę,  a poza tym nie chciałam pokłócić się z  dziewczynami. Lubiłam je. Ba... Ja je uwielbiałam, kochałam, ale bez przesady. Nie chcę słuchać takich dyrdymałów wyssanych z palca. Poszłam do pokoju i położyłam się spać. Byłam naprawdę zmęczona. Obudziłam się o 18 i postanowiłam pomału szykować się na imprezę. Poszłam wziąć kąpiel, która zajęła mi ponad godzinę. Następnie rozczesałam włosy, wysuszyłam je i wyprostowałam. Poszłam w samym ręczniku do szafy i szukałam odpowiedniej kreacji. Chciałam zrobić na złość Brazylijczykowi i pokazać mu co stracił. Wybrałam taki zestaw. Nie był on jakiś specjalny, ale wiedziałam, że Ney lubił mnie w takich stylizacjach.

Następnie zrobiłam sobie czarno złoty makijaż i pomalowałam sobie paznokcie. Uwielbiałam je malować.

Kiedy zobaczyłam się w lustrze stwierdziłam, że nie jest najgorzej. Mogę tak wyjść do ludzi. Zeszłam na dół. Mieliśmy się spotkać obok recepcji. Na schodach spotkałam Tello. Prezentował się idealnie. Biała koszula i te jego spodnie tak świetnie dopasowane do reszty. Włosy leciutko postawione do góry. 
-Pięknie wyglądasz- wymruczał mi do ucha. Uśmiechnęłam się sama do siebie. To było miłe. Tego potrzebowałam. Czyjeś obecności, ciepła, zrozumienia i miłych słów. Nie kłamstw, ale prawdziwych słów, dzięki którym poczuje się jak księżniczka. Tak się czuje teraz. Wiem, że to głupie, ale przy Crisie czuje coś... No nie wiem. Bardzo dobrze się przy nim czuje. Objął mnie w pasie i zeszliśmy na dół. Spojrzałam na Neymara, który zaciskał swoje ręce na blacie recepcji. Zawsze tak robił kiedy był zdenerwowany. Powinien się leczyć. Co on jest jakiś niedorozwinięty? Stoi i wścieka się o nic. Chyba, że znowu go dziewczyna w dupsko kopnęła. Wcale bym się nie zdziwiła. Pewnie odwalił jakiś numer tak jak ze mną. Przespał się za pewne z kimś lub zaczął ją wyzywać i tak się to skończyło. Ale mimo tego, że byłam w tym momencie na niego zła, ponieważ będzie rozwalał cała imprezę sowim humorem to wyglądał wspaniale. Czarna koszulka z małym nadrukiem idealnie opinała się na jego umięśnionej klatce piersiowej. Spodnie zwisające w kroku idealnie dobrane do całej reszty. Zupełnie jak u Crisa. Tyle, że Brazylijczyk wyglądał o niebo lepiej.  Do tego ten jego full cap. Wyglądał świetnie, ale nie powiem mu tego. Nie dam nawet po sobie poznać, że mi się podoba.
-Coś ci się pomyliło- zwrócił się do mnie. Byłam zdezorientowana. Założyłam sukienkę na lewą stronę? Albo buty mam nie do pary? O co mu chodzi?- My idziemy do klubu nie do burdelu- powiedział widocznie dumny ze swojej riposty. Wszyscy patrzyli się to na mnie to na niego. Chłopaki zaczęli reagować, ale uciszyłam ich jednym spojrzeniem.
-Widać, że masz spore doświadczenie- powiedziałam z uśmiechem. 
-No fakt... W końcu się ze sobą przespaliśmy- stwierdził, a mnie coś ukuło w serduszku. Po chwili jednak byłam tylko i wyłącznie wściekła.
-Nawet ci nie stanął- wypaliłam. Zaraz jednak tego pożałowałam. Stoimy na środku wejścia i się kłócimy używając jakiś... No wiadomo jakich słów. 
-To my ze sobą na tej imprezie nie spaliśmy?- zapytał zdezorientowany?
-Nie... Miałam wtedy Crisa- powiedziałam, aby się na nim odegrać i spojrzałam w stronę mojego przyjaciela. Rozumieliśmy się bez słów. Od razu podszedł do mnie i objął mnie w pasie. 
-Byłaś wspaniała skarbie- powiedział to tak, aby Neymar usłyszał. Tego co się potem wydarzyło zupełnie się nie spodziewałam. Neymar rzucił się na Crisa. Tata zaraz ich oddzielił.
-Co wy sobie myślicie? Co?-zaczął krzyczeć- Zachowujecie się jak dzieci. W takim razie pozwolę wam poczuć co czują tutaj wszyscy obecni. To, że się rozstaliście i nadal coś do siebie czujecie nie oznacza, że musicie robić tu jakiś scen! Co wy sobie w ogóle wyobrażacie? A ty Neymar? Z jakiej racji rzucasz się na Crisa? Odbiło ci? A ty Marika nie lepsza... Co to za teksty? Prowokujesz obojga. Jesteś moją córką, ale nie pozwolę ci się tak zachowywać. Robicie sobie cały czas na złość! Co ja jestem w przedszkolu? Teraz sobie tutaj zostaniecie i wszystko przemyślicie. Macie się dogadać i bez dyskusji. Zrozumiano?- jeszcze nigdy nie widziałam, aby tata się tak wkurzył. Nawet, gdy myślał, że przespałam się z "11" Dumy Katalonii nie był tak zdenerwowany.
-Jestem dorosły i będę chodził tam, gdzie chce- odpowiedział Neymar.
-Tak? A mecz chcesz zagrać?- zapytał go Pep. Co on taki zdenerwowany?
-Ale mnie żaden mecz nie obchodzi- powiedziałam. 
-A chcesz się ze mną pokłócić? 
-Obojętne mi to.
-Jak nie zostaniesz to chłopaki poddadzą się jutro walkowerem- widziałam strach w oczach i na twarzach piłkarzy. 
-Nie zrobisz tego- powiedzieliśmy jednocześnie z Neymarem.
-A chcecie się przekonać?
-Nie- powiedział. 
-To a z nimi zostanę- odezwał się Tello. Kochany. Woli zrezygnować z imprezy tylko po to, żebym się lepiej czuła.
-Ani się waż bo ty nie wyjdziesz na boisko,ale nie przez jeden mecz,a  co najmniej 10- znów powiedział stanowczo jego trener.
-Poradzę sobie- powiedziałam do Crisa. Uśmiechnęłam się do niego, a on to odwzajemnił. Wychodząc powiedział
-Jakby co to dzwoń- od tej chwili byłam skazana na towarzystwo Neymara. Ciekawe jak to będzie? Co teraz? Przecież nie chcę z nim rozmawiać. A może właśnie chcę wszystko wyjaśnić? Sama już nie wiem. Musiałam coś z tym wszystkim zrobić. Ale chyba nie teraz. Książę siedział obrażony na cały świat na kanapie. Postanowiłam iść do pokoju hotelowego i się przebrać. Wtedy on wstał i powiedział...


I jest 28 rozdział :) Jak wam się podoba? Dziękuję każdej osobie, która to komentuje i czyta moje wypociny <3 I co ma być dalej? Wyjaśnią sobie wszystko czy jednak nie dadzą rady? Są już na to gotowi, aby szczerze porozmawiać? A co sądzicie o zachowaniu Pepa :D?




























sobota, 7 lutego 2015

27. Próbowaliśmy tyle razy, a teraz to przeszłość... Chyba coś nam uciekło

Byłam nieprzytomna. To chyba idealne określenie. Musiałam wstać o 5 rano, aby zdążyć na ten samolot do Brazylii. W drodze pod prysznic weszłam w futrynę. Po prostu jakaś masakra. Cieszyłam się na ten wyjazd bo cholernie stęskniłam się za Rafaelą i Davim, ale nie wiem czy oni będę chcieli mnie jeszcze znać. W końcu odeszłam od najbliższej im osoby. Bałam się tego. W końcu udało mi się odgonić od siebie nieprzyjemne mysli. Wykapałam się, umyłam zęby i związałam włosy w niezgrabnego koka. Ubrałam się w wczoraj przyszykowane ubrania.


Było mi dzisiaj wszystko jedno. Wiedziałam, że znowu się zaczyna. Dopiero co z tego wyszłam, a już czuję, że znowu mogę wpaść w to gówno. Nie chcę wracać do psychiatryka. Tam było strasznie. Czuję, że się rozpadam. Zupełnie tak jakby nie było już dla mnie ratunku. To chyba nie był dobry pomysł, aby tu przyjechać. Gdzie się podziała ta wojownicza dziewczyna, której nikt nie mógł skrzywdzić? Gdzie ta wredna suka, która krzywdziła? Tak, mówię o sobie. Właśnie taka byłam. Nigdy nie zapomnę tego, co się tutaj zdarzyło. Próbowałam już an wiele sposobów, ale nie dałam rady. Za każdym razem wszystko wraca. Postanowiłam jeszcze się pomalować. Kiedy weszłam do łazienki zobaczyłam w lustrze dziewczynę. Bardzo nieszczęśliwą dziewczynę. Po jej policzku leciały łzy. Nie płakała, nie szlochała, po prostu płakała. Umalowałam się na czarno i w tym momencie zapragnęłam mieć czarne włosy.Zeszłam z moją torbą podróżną na dół. Tata siedział na kanapie. Chyba na mnie czekał. Właśnie coś mówi,a le w ogóle go nie słucham. Chce mi się płakać. Ile jeszcze wytrzymam w takiej sytuacji? Nie dam rady. Ogarnij się idiotko! Nie możesz mu pokazać, że jesteś słaba... Nie możesz tego nikomu pokazać. 
-Marika!- krzyk mojego taty wybudził mnie z transu.
-Przepraszam, zamyśliłam się- powiedziałam obojętnie. Nie miałam dzisiaj w sobie życia. Byłam jak jakiś pierdolony trup. Jedno tylko mnie od niego różniło. Mianowicie miałam jeszcze uczucia i bardzo cierpiałam. 
-Chodź idziemy- powiedział, wziął moją torbę, a ja zamknęłam drzwi od domu i włączyłam alarm. Najchętniej bym tu została. Zamknęłabym się w domu, napiłabym się najlepszej czystej wódki jaką mamy w domu, wypaliłabym skręta i zasnęła. To dobry pomysł, ale już obiecałam tym piłkarzynom i tacie, że pojadę. Nie mam innego wyjścia. Jechaliśmy przez kilka minut w kompletnej ciszy i może byłaby ona krepująca, gdybym nie czuła się tak jak czułam się w tym momencie. A jak się czułam? Jak szmata, idiotka, kretynka, gówniara... Czułam się niesamowicie samotna. Chciałam założyć słuchawki i odpłynąć w moich ulubionych polskich bitach. Tak... Rap to jest to. Nie raz wyciągał mnie z dołka. Spróbuję i tym razem. 
-Marika?- wypowiedział moje imię tata, ale tak jakby z troską. Trzymałam słuchawki i telefon w ręce. Czekałam na to, co powie- Wszystko u ciebie ok?- zapytał. I co ci mam powiedzieć? Że wszystko się jebie przeze mnie? Tylko dlatego, że jestem zakłamaną, głupią idiotką? Że wcale się nie dziwię, że każdy mnie zostawia? że nie umiem żyć jak dawniej? Co ci mam powiedzieć tato? Że czuję się jak szmata. W moich oczach pojawiły się łzy. Jednak szybko nad tym zapanowałam. 
-Jasne, czemu pytasz?- znów skłamałam. On i tak nie potrafiłby mi pomóc. W takich sytuacjach pomóc umiała mi tylko jedna osoba. Myślałam, że naprawdę się zaraz rozpłaczę.Powstrzymywałam się od tego z całych sił. 
-Wiesz... Pomalowałaś się na czarno i podobnie się ubrałaś... Zupełnie jak wtedy, kiedy...- nie chciałam, aby kończył. Musiałam przerwać. 
-Daj mi spokój!- fuknęłam na niego. Założyłam słuchawki i puściłam moje ulubione piosenki. Nic się dla mnie już nie liczyło. To był jakiś obłęd. Dobrze wiedziałam, że tak się zachowuje i chyba właśnie dlatego tak bardzo mnie to zdenerwowało. Nie wiem już kim jestem. Mój świat się zawalił 2 lata temu. Dojechaliśmy na lotnisko. Tata chciał wziąć moją torbę, ale nie pozwoliłam mu na to. Sama ją wzięłam i poszłam za nim. Dobrze wiedziałam, że sprawiam mu tym wielką przykrość, ale nie chciałam się przy nim rozpłakać. Pieprzona gówniara. Neymar miał racje. Mam wszystko, a nie potrafię nawet tego docenić. 18 letnia idiotka, która sprawia tylko problemy. Za niedługo będę 19 letnią idiotką. Mam dość samej siebie. Wszyscy się witali. Tylko ja siedziałam na ławce. Heh... Na ławce siedziała smutna, zła, beznadziejna, głupia, rozpieszczona, a przede wszystkim samotna dziewczyna. Zobaczyłam na ławce siedzącego Neymara. Był smutny. Widziałam to. Nasze spojrzenia się spotkały. Szybko odwróciliśmy wzrok. Nie mogłam na niego patrzeć. Nie na takiego smutnego i załamanego. 


~Perspektywa Neymara~

Szła za swoim tatą. Chyba się pokłócili. Wyglądała na zmęczoną, smutną i bez życia. Ubrana i umalowana cała na czarno. Coś musiało się stać- przeszło mi przez głowę. Zawsze, kiedy nie dawała sobie rady robiła sobie mocny makijaż. Mimo całego czarnego stroju wyglądała olśniewająco. Nikt inny by tak nie wyglądał. Tylko ona umiała rozpalić moje zmysły swoją naturalnością... Po prostu sobą. Usiadła na ławce na przeciwko mnie. Chyba zorientowała się, że cały czas na nią patrzę. Spojrzała mi prosto w oczy. Ujrzałem w jej oczach ten żal. Chciałem do niej podejść, ale moja duma mi na to nie pozwalała. W okolicach klatki piersiowej poczułem ból. Wszystkie wspomnienia przeleciały mi przed oczami. Nasze pierwsze spotkanie, kłótnie, zakład, pierwszy pocałunek, dyrektora jej szkoły... Tyle razy się raniliśmy. Oboje na wzajem. Próbowaliśmy tyle razy, a teraz to przeszłość... Chyba coś nam uciekło. Tylko czy ja naprawdę uważam to za przeszłość? Chłopaki zawołali mnie na pokład samolotu. Zapiąłem pasy i założyłem słuchawki. Siedziałem przy oknie i myślałem o mojej rodzinie. Czemu jej w niej nie ma? Boże... O czym ty myślisz idioto? Ktoś przede mną oparł się o okno w tym samym momencie co ja. Ujrzałem jej piękne włosy. Miałem tak wielką ochotę przesiąść się obok niej i po raz kolejny poczuć smak jej ust. Chyba za bardzo się rozmarzyłem. Zaraz odpłynąłem. Obudził mnie Leo, mówiąc, że mam zapiąć pasy. Podszedł do Mariki i zrobił to samo. Gdybym wiedział, że spała... No co? Co być zrobił? Popatrzyłbym na nią... Moje myśli są dziś jakieś dziwne. Wysiedliśmy z samolotu i udaliśmy się do hotelu. Mój pokój jak na złość znajdował się na przeciwko jej. Miała go dzielić z którąś z dziewczyn, ale nie chciała. Jestem pewny, że coś się stało. 
-Dzieciaki uwaga!- wydarł się Geri. Wszyscy od razu na niego się wydarli, że jest najgorszym dzieckiem z nas wszystkich. Ona się lekko uśmiechała, widząc to, ale była spokojna. Nie krzyczała, nie wybuchała śmiechem jak inni. Stała oparta o ścianę. W końcu przestali się kłócić.
-Za godzinę idziemy na plaże! Zbiórka tutaj!- wykrzyczał poirytowany już chyba Pep. Wcale się mu nie dziwię. Wziąłem prysznic i szybko się przebrałem. Napisałem jeszcze sms-a do Raf, że jestem już na miejscu. Odpisała, że najprawdopodobniej będzie jutro z małym  w hotelu. Może załatwię to tak, żeby była w pokoju z Mariką. Miałaby na nią oko. Szybko minęła mi godzina. Zszedłem na dół.
-Przyszła gwiazda, a gdzie druga?- zaczął Xavi. O co mu znowu chodzi? Chyba spostrzegł, że nie rozumiem o co chodzi- Tylko na ciebie czekaliśmy, a raczej ja bo reszta poszła już na plażę... No i jeszcze nie ma Mariki- powiedział zrezygnowany. 
-Pójdę po nią, a ty idź już na ta plażę bo zaraz mnie zabijesz- powiedziałem.
-Masz rację- odpowiedział ze śmiechem i pobiegł w stronę naszych przyjaciół, krzycząc przy tym, aby zaczekali. Poszedłem do pokoju mojej byłej dziewczyny. Wszedłem bez pukania, za co zaraz skarciłem się w myślach. Leżała na łóżku. Z początku myślałem, że śpi, ale szybko się podniosła. Zobaczyłem na jej twarzy rozmazane kosmetyki. Czarna rzeka płynęła po jej policzkach. Szybko do niej podbiegłem i ująłem jej twarz w dłonie. Sam przestraszyłem się, a jednocześnie zdziwiłem się swoim zachowaniem. Nie mogłem patrzeć na to jak ona płacze, jak cierpi. Oddałbym za nią życie. Przynajmniej kiedyś... Ona zaraz się we mnie wtuliła. Jej łzy spływały na moje gołe ramię. Szlochała. Tak bardzo tego nie chciałem. Ona po chwili się ode mnie oderwała. Popatrzyłem w jej oczy. O nic nie pytałem. Wiedziałem, że teraz i tak by mi nie powiedziała, co się stało. Taka już była. Wyszeptała tylko ciche przepraszam. 
-Nie masz za co... Chłopaki poszli już na plaże... Czekają na nas- wyjaśniłem. Było mi tak ciężko z nią rozmawiać. Brakowało mi tego, ale jednocześnie nie chciałem tego. Nie chciałem babrać się w przeszłości.
-Już się przebieram- jak powiedziała, tak też zrobiła. Po kilku minutach pojawiła się bez makijażu w stroju kąpielowym, który idealnie do niej pasował. Zarzuciła na siebie jeszcze czarny prześwitujący materiał. Wyglądała lepiej, niż milion dolarów.


-Idziemy?- zapytała tym swoim anielskim głosem. 
-Z tobą na koniec świata- wyszeptałem. Moje oczy zrobiły się jak ona to mówiła jak pięć złoty. Jak ja mogłem powiedzieć to na głos? Ale wpadka. Miejmy nadzieję, że tego nie słyszała.
-Co?- zapytała.
-Ni, nic... Idziemy- powiedziałem. Poszliśmy w stronę plaży. Od razu wiadomo było, gdzie jest ta banda mośków bo było ich słychać chyba w całej Brazylii. W drodze nad morze między mną, a Mariką panowała dziwna cisza. Nie była taka jak kiedyś. Teraz była krępująca. Aż się nie miło szło. Przynajmniej mogłem się nacieszyć jej widokiem. Powinienem być na nią zły, że uciekła. Wyjechała nic nie mówiąc. Napisała tylko list, w którym wyszło, że nigdy mi nie ufała. Związki bez zaufania nie istnieją. Mimo wszystkich ran, jakie mi zadała nie jest mi obojętna. Nie kocham jej, ale... Ale nie mogę patrzeć jak cierpi. Kiedy tylko stanęliśmy przed tymi idiotami od razu pożałowałem, że tu w ogóle przyszedłem. Mogłem zostać w domu i nie patrzeć na to wszystko...




Mamy 27 rozdział :) Kochani przepraszam was, że tak długo nic nie dodawałam, ale robię projekt gimnazjalny :( Wczoraj wróciłam do domu od przyjaciółki o 19( kończyłam lekcje o 12) bo robiłyśmy właśnie ten projekt i dzisiaj tez go robiłam... Do tego jeszcze mam pełno sprawdzianów i kartkówek przed feriami :( W dodatku odchodzą jakieś problemy... Wiecie jak to jest :/ Mogę wam tylko obiecać, że już nie bd takiej przerwy :)

A teraz :) Jak wam podoba się rozdział? Co się wydarzy potem? Co się mogło stać, że Neymar był smutny i później na koniec rozdziału posmutniał? Czy to ma związek z Mariką? A może pojawi się Jessica? Czekam na wasze pomysły :D

























piątek, 30 stycznia 2015

26.Lubimy ranić, nie umiemy przepraszać.

Królewicz przecież wiecznie obrażony na cały świat. Walić go. Tata zagwizdał, aby nas zebrać na jednej linii. Miał nam coś ważnego do powiedzenia. Zobaczyłam na trybunach Anto i Shak. Podobno się  z nimi pokłóciłam, ale nie pamiętam o co. Później się tego dowiem.
-A więc moje zwierzęta i ty córeczko- zaczął, a piłkarze zaczęli buczeć w geście niezadowolenia. Ja tylko stałam i pokładałam się ze śmiechu- Kto wam powiedział, że ona jest lepsza od zwierzęcia?- zapytał ze śmiechem, a wszyscy zaczęli się śmiać. Niestety, ale mi już nie było tak do śmiechu jak im.
-Ciekawe kto ci zrobi śniadanie- powiedziałam i znowu każdy się śmiał.
-Ale Mariczko moja ty kochana wiesz jak ja cię bardzo kocham... Jesteś moja najukochańszą i najlepszą córeczką na świecie- zaczął się podlizywać. Nie powiem, wesoło na tym treningu. Już zapomniałam jak to jest. Uwielbiam taką atmosferę.
-Taa... Bo jedyną- palnęłam- A teraz może powiesz co to za sprawa?- zapytałam się. Jeszcze chwilę się brechtaliśmy, po czym się uspokoiliśmy. Nie mogę powiedzieć, że zrobiliśmy to w szybkim tempie, ale jednak zrobiliśmy.
-Jutro jak wiecie wyjeżdżamy do Brazylii i będziemy grać z Santosem- uśmiechnął się i spojrzał na Neymara- Będziemy tam cały tydzień. Chciałem wam tylko przypomnieć, że macie się spakować i że zbiórka jest jutro na lotnisku o 9 rano- powiedział. Serio? Musiał im przypomnieć, żeby się spakowali? To mnie najbardziej rozśmieszyło.
-Trenerze czemu osoba stojąca obok mnie o imieniu Marika się śmieje?- zapytał Gerard, a tym razem wszyscy się śmiali.
-Bo tata musiał wam przypomnieć o pakowaniu- wytłumaczyłam.
-Ty też się jeszcze nie spakowałaś- powiedział z wielkim uśmiechem na ustach. Wytrzeszczyłam tylko szeroko oczy. Co on właśnie do mnie powiedział? Mam z nimi jechać? W sumie fajnie by było.
-Mam z wami jechać?- zapytałam zdziwiona.
-A coś ty taka zdziwiona? Anto, Shak, Ann też jadą i będzie Raf- wyliczał Leo.
-Dobra koniec tego dobrego! Gramy w dziada!- zarządził tata. Zagraliśmy w dziada, trochę się porozciągaliśmy, a następnie graliśmy mecz. Byłam w drużynie z Tello, ter Stegenem, Leo, Suarezem, Munirem. Byli też inni, ale nie chcę mi się wymieniać. Ważne było to, że nie jestem w drużynie z Neymarem. Zaczęliśmy mecz. Gra była bardzo zacięta. Długo już nie grałam, ale od razu złapałam ich rytm gry. Strzeliłam jedną bramkę, potem Leo strzelił 2 z mojej i Marca asysty. Tamci także nie pozostawali nam dłużni. Neymar strzelił 2 i Pique. Munir podał mi piłkę, a ja biegłam. Obejrzałam się za siebie, aby zobaczyć, gdzie znajdują się obrońcy. Zamiast Alby lub Pique ujrzałam Neymara. Postanowiłam, że strzelę właśnie teraz bramkę. Znalazłam się już sam na sam z bramkarzem. Przynajmniej tak mi się wydawało. Nagle poczułam ból w lewej łydce. Ktoś mnie sfaulował. Nie powiem bardzo bolało. Myślałam, że zaraz odpadnie mi noga. Odwróciłam się w celu znalezienia winnego tego zdarzenia. Moim oczom ukazał się nikt inny jak królewicz. Czy on jest normalny? Wielki piłkarz, a będzie faulował dziewczynę. Leżałam na murawie i lekko się uśmiechnęłam. Chłopaki do mnie podbiegli, a ja wstałam z wielkim uśmieszkiem na twarzy.
-Ja wykonuję karnego- powiedziałam i pogroziłam im palcem. Tak jak powiedziałam, tak też zrobiłam. Idealnie podkręciłam piłkę, która wpadła do siatki. Rzuciłam Neymarowi groźne spojrzenie, ale zaraz się triumfalnie uśmiechnęłam. Byłam górą. Noga mnie nawet nie boli już, ale najważniejsze jest to, że mu dowaliłam. Widziałam w jego oczach tą złość. Nie tym razem panie da Silva. Pograliśmy jeszcze trochę i znowu miałam akcję z Leo. Podałam mu, a on mi. Krzyczał tylko, żebym strzelała. Nie byłam tego pewna, ponieważ obok mnie był Ney i Jordi. W końcu nie miałam nawet komu podać, więc musiałam zakończyć tę akcję sama. Myślałam, że Neymar nie będzie mnie już faulował, ale zrobił coś o dużo gorszego. Myślałam, że go zabiję. Podbiegł do mnie, zarzucił swoje ręce na moją talię i podniósł mnie do góry. Byłam zbyt blisko niego. Moje serce nagle przyśpieszyło. Nie było mi to na rękę. Bałam się takich sytuacji.  Trzymał mnie zdecydowanie za długo. Chciałam się mu wyrwać, ale moje ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Patrzyliśmy sobie w oczy. On w moje, a ja w jego. Już prawie zapomniałam jak one wyglądały. Zapomniałam, że można w nich utonąć. Nie wiedziałam co robić. Gapiłam się tylko w jego brązowe oczy. Przed oczami przelatywały mi tysiące wspomnień za czasów kiedy byliśmy razem. Wspólne zakupy, imprezy, papierosy, picie, plaża, boisko, pierwsza sesja, oglądanie filmów... Szybko się jednak opamiętałam i wyrwałam się z jego silnych ramion. Widziałam, że był mocno zdezorientowany moim zachowaniem. Wszyscy się na nas patrzyli. Domyślałam się co mogą sobie myśleć, ale nie tym razem. To skończony rozdział w moim życiu. Tego już nie ma. Nie wiem czy byłabym w stanie wybaczyć mu to wszystko przez co tak cierpiałam, te wszystkie kłamstwa, brak zaufania. Kiedy tak o tym myślę to wiem, że nie byłabym na siłach. Mam swoją wartość i nie będę się zniżać do jego poziomu. Jakoś nie chcę mi się kopać 100 metrów w głąb ziemi. 
-Ney co to było?- zapytał się ze śmiechem mój tata. Jasne niech się śmieje. Nie mogę skończyć ani jednej akcji bo jest tutaj jakiś idiota. Mam już tego wszystkiego dość. Ooo... Czujecie? Wraca stara Marika. Mam to wszystko gdzieś.
-Inaczej się nie da- odparł bez żadnych uczuć Neymar. Inaczej się nie da? I co jeszcze? Może frytki do tego? Człowieku czy ty jesteś nienormalny? Ile ty masz lat, żeby się tak zachowywać? Byłam na niego wściekła. Nie chciałam, żeby widział mnie w takiej sytuacji tata, Cris, Shak, Anto... W ogóle tego nie chciałam! Kim on jest, żeby mnie w ogóle dotykać? 
-Jak jesteś słaby to inaczej nie możesz- syknęłam w jego stronę, a reszta drużyny odsunęła się na bok. Chyba wyczuli, że może dojść do kolejnej kłótni. Odkąd tu jestem ani razu nie pogadałam z nim szczerze, poważnie i co najważniejsze spokojnie. Jakoś nie jest mi z tym zbyt źle. Mam na to za przeproszeniem wyjebane. 
-Odezwała się mała dziwka- odpowiedział jadem w moją stronę. Był dla mnie taki jak ja dla niego. Nie. Poprawka. To ja byłam dla niego taka jak on dla mnie. Jak on mnie mógł tak nazwać? Nie mogłam nic odpowiedzieć. Po prostu poszłam do szatni. Walnęłam ręką o ścianę. Byłam wściekła na cały świat. Na siebie, że tak łatwo odpuściłam i pokazałam mu swoją słabość i na niego, że mógł mnie tak nazwać. Przebrałam się i poszłam na trybuny do dziewczyn. Chciałam wiedzieć dlaczego jestem z nimi pokłócona. O ile w ogóle jestem. Nie pamiętam zbyt wiele z tamtej imprezy. To była zdecydowanie jedna z najgorszych zabaw w moim życiu. Chciałam zapomnieć o nocy z Neyem, ale nie mogła. Cały czas wypominałam sobie, że jestem taka głupia i naiwna, aby iść z nim do łóżka. Ze wszystkimi tylko nie z nim. Co ja narobiłam. Weszłam po schodach na trybuny i podeszłam do miejsca, gdzie siedziały dziewczyny. 
-Hej- powiedziałam nieśmiało. Ne wiedziałam czy powinnam tutaj przychodzić, ale teraz się nie cofnę. Nie mogę.
-Cześć- odpowiedziała Shakira jednocześnie z Antonellą. Byłam zdziwiona. Wydawały się nie być złe. To może jednak się nie pokłóciłyśmy.
-Słyszałam, że się pokłóciłyśmy- zaczęłam. Miałam taki mętlik w głowie, że masakra. Pustka. Jak ja mam z nimi rozmawiać. Dam radę. Dam radę. Dam radę. Tak właśnie sobie powtarzałam w myślach.
-Trochę nas zwyzywałaś- powiedziała Anto ze smutnym głosem. 
-Przepraszam... Byłam wtedy pijana i nic nie pamiętam- wyjaśniłam. Nie chciałam, aby jakaś głupia impreza popsuła naszą przyjaźń. I tak popsuła już mi życie. W końcu przespałam się z tym idiotą. Nadal do mnie to nie docierało. Nie mogłam w to uwierzyć. Bezsensu.
-Spoko. Nie jesteśmy złe- uśmiechnęła się przyjaźnie Shak.
-Rozumiemy, że byłaś pijana i nad sobą nie panowałaś- powiedziała Anto i podobnie jak Kolumbijka po prostu się do mnie uśmiechnęła. Rzuciłam się im na szyje, a one natychmiast odwzajemniły mój uścisk. Byłam wdzięczna Bogu, że mam takie wspaniałe osoby obok siebie.
-Ta impreza była okropna- powiedziałam ze łzami w oczach. One popatrzyły się na mnie i nie wiedziały chyba o co chodzi. 
-Co się stało?- zapytała przejęta blondynka. Musiałam to komuś powiedzieć. Opowiedziałam im o moim zachowaniu na imprezie, ale one to doskonale pamiętały. Zaczęły mnie pocieszać, że każdemu może się zdarzyć.
-Ale... Obudziłam się rano w bieliźnie...- opowiedziałam im o sytuacji z "11" Barcy. Płakałam. Nie chciałam takiego zakończenia- Przespałam się z nim.
-Nie- zaprzeczyła szybko Shak.
-To nie tak- dodała Anto- między wami nic nie zaszło. Siedziałyśmy cały czas w pokoju z tobą bo się o ciebie bałyśmy, a Ney był wtedy tak pijany, że nie był zdolny do niczego. Zresztą ty też- uśmiechnęły się do mnie promiennie.
-A ta bielizna?- zapytałam. Jeśli tak było to czemu się tak obudziłam? 
-Przebrałyśmy cię- odpowiedziała Shak. Wypuściłam głośno powietrze. Gadałyśmy jeszce trochę i temat znów zszedł an mnie i Neymara.
-To było słodkie kiedy cię tak podniósł- emocjonowała się partnerka Leo. 
-To było okropne.
-Pasujecie do siebie- powiedziała tym razem mama Milanka.
-Według mnie to oboje unosicie się teraz dumą. On powiedział do ciebie tak, ty do niego tak... Ale nie mów, że zapomniałaś jaki był dla ciebie bliski- ciągnęła Anto.
-To idiota.
-Wiesz... Jedno słowo najsilniejsze uczucie może zabić. Lubimy ranić, nie umiemy przepraszać. Trudno jest kogoś zapomnieć kto był dla nas kiedyś całym światem, a nawet więcej. Oddałabyś za niego życie. My to wiemy- wypowiedziała się Shak.
-Ja muszę już iść- powiedziałam i poszłam do parku. Nogi same mnie zaniosły do drzewa, na którym Ney wyrył nasze inicjały. Wyjęłam scyzoryk z kieszeni i zamazałam literę "M". Usiadłam na trawie, opierając się plecami o drzewo. Jego słowa cały czas siedziały mi w głowie... "Mała dziwka". Może właśnie nią jestem. Kim ja jestem? Straciłam swoją osobowość wraz z przyjazdem do Barcelony. Kocham to miasto i tych ludzi. Kocham to wszystko mimo że to zabiera mi całe moje szczęście. Pieprzona masochistka- przemknęło mi przez głowę. Chciałam schować się gdzieś, gdzie nikt mnie nie znajdzie. Gdzieś gdzie będę tylko ja. Postanowiłam wrócić do domu i się spakować. Tata już był w domu.
-Czemu wyszłaś z treningu? Martwiłem się- zapytał, a ja nie miałam teraz ochoty na rozmowę. Nie teraz. Ja tak po prostu mam. Nie chcę go zranić, a teraz to na pewno zrobię. Muszę się trochę uspokoić. 
-Porozmawiamy później... Idę się spakować- rzekłam i poszłam na górę. Przynajmniej nie przespałam się z Neymarem. Jedyna dobra wiadomość i 100 złych. Wyjęłam moją walizkę, która leżała pod łóżkiem i zaczęłam się pakować. Robiłam to naprawdę powoli, więc długo mi to zajęło. Chciało mi się spać jak cholera. Ostatnio dużo śpię. Położyłam spakowaną walizkę obok szafy. Wybrałam na jutro ciuchy, aby rano nie szukać. Następnie poszłam wziąć prysznic. Wysuszyłam swoje długie włosy i przebrałam się w piżamkę. Umyłam jeszcze zęby i poszłam na taras zapalić papierosa. Tyle wspomnień z tego tarasu. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Długo z nią walczyła, ale nie dałam rady. Szybko ją starłam i poszłam położyć się do łóżka. Leżałam nawet z nogami na ścianie. Po prostu nie mogłam zasnąć. Nie wiem czym to było spowodowane. Po kilku godzinach odpłynęłam w krainę Morfeusza. 



Mamy już 26 rozdział :) I jak podoba się? Wiem, że jest krótki, ale mam spuchniętego palca i nie moge nim ruszać i ciężko mi się piszę... Przepraszam. Jak myslicie co się wydarzy w Brazylii? 
Komentujcie bo blog ma ponad 16 tysięcy wyświetleń, a przy rozdziałach jest około 12 komentarzy :(








































wtorek, 27 stycznia 2015

25. Może nią jestem.

W nocy długo nie mogłam zasnąć. Ostatnio zdarza mi się to coraz częściej. Tak dokładniej to od przyjazdu do Barcelony. Wstałam wcześnie rano. Spojrzałam na zegarek- 6 rano. Pogięło mnie. Co ja o tej godzinie robię na nogach? Panno Mariko, czyżby panna zapomniała, że nie może spać? Bez sensu. Poszłam wziąć długą kąpiel. Skoro już nie mogę spać to zrobię coś pożytecznego. Po jakże orzeźwiającej kąpieli postanowiłam trochę pobiegać. Ubrałam się w strój do biegania. Wyszłam z domu, zakładając słuchawki. Biegłam, a potem pomyślałam, że nie potrzebnie się kąpałam. Trudno. Biegłam, a na mój policzek wdarła się pojedyncza łza. Czemu ja płacze? Nic się nie wydarzyło, abym miała powód do płaczu. Jestem nienormalna. Natychmiast się ogarnęłam i biegłam dalej. Mijałam staw, wokół którego było pełno drzew i ławek. Nikogo nie było wokół. Cieszyłam się z tego. Ten park jest najpiękniejszy, gdy nikogo tu nie ma. Czuję, że jestem tu bezpieczna. Biegłam tak aż nagle upadłam. Popatrzyłam się w górę i ujrzałam osobę, którą najmniej chciałam tu ujrzeć. Wyciągnął do mnie rękę, ale postanowiłam, że wstanę sama. Nie potrzebowałam żadnej pomocy. Jestem na tyle samodzielna, silna i niezależna, że mogę radzić sobie sama. I to we WSZYSTKIM.
-Co tu robisz?- zapytałam go dość niemiło. W sumie nawet nie wiem dlaczego się do niego odezwałam. Nie powinnam. Zdaję sobie z tego sprawę, ale teraz już nic z tym nie zrobię. Mam nadzieję, że zaraz go szybko spławię.
-Biegam- powiedział tym swoim zachrypniętym głosem. Poczułam zapach mięty. Dopiero teraz na niego spojrzałam. Krótkie spodenki i koszulka na szerokich ramiączkach. Podkreślała jego wyrzeźbione ciało. Nic specjalnego- Jak po imprezie?- nagle zapytał. Co mu mam powiedzieć? Że sama nie wiem jak jest? Że coś się wtedy stało w moim sercu, ale nie wiem co? Że czuję się jak dawniej? Jak wtedy, kiedy miałam depresję? Przecież mu tego nie powiem.
-W porządku... A u ciebie?- skłamałam, po czym zapytałam od niechcenia.
-Zachowałaś się jak dziwka wtedy- palnął. Poczułam to ukłucie w sercu. Nie kocham go, ale to nie jest miłe. A co najgorsze sama o tym wiem. Tyle, że ja wiem dlaczego to robię, a on nie. 
-Może nią jestem- powiedziałam z uśmiechem na ustach. Udawałam niewzruszona, ale w środku eksplodowałam. Kim on jest, żeby tak o mnie mówić? Nigdy nikogo nie zdradziłam, a z tymi facetami się nie przespałam. Tylko się z nimi całowałam! Jestem dorosła i będę robić co chcę, a jemu nic do tego.
-Może- odpowiedział po krótkiej chwili bardzo pewny siebie. Uśmiechnął się lekko, a ja byłam już na niego mega wkurzona. Jednak nie dam mu tej satysfakcji. Co to, to nie. Nie dam mu się sprowokować. 
-Cieszę się, że się ze sobą zgadzamy. Chociaż jeden raz- mówiłam, udając, że wszystko mi jedno co o mnie mówi. W sumie to co mnie to obchodzi? Kim on niby jest? Nędzny piłkarzyna i nikt więcej. 
-Zgadzaliśmy się nie tylko w tym. Nie pamiętasz już jak byliśmy razem? Nasze wspólne spotkania, filmy i inne rzeczy, które razem robiliśmy- wymieniał, a ja postanowiłam być dla niego taka jak on dla mnie. Wredna. Chamska. Niemiła. Nieprzyjemna. Szorstka. Udawać lepszą.
-Chodzi ci o te wakacje na Ibizie- powiedziałam ze śmiechem.
-Jakie wakacje?- zapytał zdziwiony, a mi właśnie o to chodziło.
-Aa przepraszam to nie z tobą. Upss... Wpadka. Dobra ja już muszę lecieć. Do zobaczenia- krzyknęłam i już mnie nie było. Cieszyłam sie jak dziecko. Dogadałam mu. Tak! Pobiegłam do domu. Wzięłam prysznic. Ubrałam się w to:



Następnie poszłam do kuchni w celu przygotowania śniadania dla mnie i dla taty. Postanowiłam zrobić naleśniki z nutellą oraz z owocami. Kiedy nakrywałam już do stołu do kuchni wszedł tata.
-Cześć tato- przywitałam się z nim i pocałowałam go w policzek. 
-Siemka skarbie- odpowiedział- To dla mnie?- zapytał i zasiadł do stołu z wielkim uśmiechem na ustach. No tak... Kobieta w domu. Nie chcę wiedzieć co on jadł jak mnie nie było. Zapewne kanapki, kanapki, tosty, kanapki, pizza, kanapki i pizza. Taki jest właśnie mój tatuś. Po co coś sobie ugotować? Lepiej stwierdzić, że się nie umie. Co z tego, że się nawet nigdy nie próbowało. 
-Dla NAS- podkreśliłam ostatnie słowo. On tylko się uśmiechnął i zaczęliśmy zajadać się pysznym posiłkiem. Achh... Ja skromna. Podczas spożywanie tych PRZEPYSZNYCH naleśników cały czas się śmialiśmy. Tata opowiadał różne, dziwne i śmieszne rzeczy z czasu, kiedy nie było mnie w Barcelonie. Nie powiem uśmiałam się. Istne dzieci w przebraniach dorosłych. O Pique już nie wspomnę. Mówiłam już- człowiek umysłowo chory. Wielkie kondolencje dla Shakiry i Milanka. Naprawdę. Bardzo szczere i wielkie. Tata zmywał naczynia, a ja przyszłam nalać sobie soku pomarańczowego.
-Masz na dzisiaj jakieś plany?- zapytał mnie mój tata. W sumie to mam.
-Mam w planach dzień z kanapą, pilotem i laptopem, a co?- zapytałam, wcześniej przedstawiając mu moje jakże interesujące plany na cały dzień. Ja to jednak lubię marnować sobie życie. Tyle czasu na kanapie.
-A co ty na zmianę planów?- podpytywał mnie cały czas się szczerząc. O co mu chodzi?
-Zależy- odparłam niepewnie. Cóż się stało. Odparłam NIEPEWNIE. Uhuhu ale się porobiło.
-O My God- powiedział i przekręcił oczami, a ja się cicho zaśmiałam.
-Wow nauczyłeś się angielskiego... Czekasz na medal?- zapytałam tępo. Popatrzyliśmy się na siebie, a po chwili wybuchnęliśmy śmiechem.
-Chłopaki mi powinni dać medal- mruknął, ale usłyszałam.
-Chłopaki powiadasz?- zapytałam ze śmiechem.
-Dobra jestem twoim ojcem i zabieram cię do pracy- krzyknął ze śmiechem, a ja po prostu ryczałam ze śmiechu. Często tak mam. Dzień jak co dzień.
-Będę mogła grać?- zapytałam. 
-Będę mogła grać?- przedrzeźniał mnie tata- Zamiast powiedzieć noo tak zapomniałam, że obiecałam to chłopakom, których tak bardzo kocham to się martwi o siebie... W kogo ty się wdałaś?- ironizował, a ja pękałam ze śmiechu. Stwierdzam, że inni mogą mi zazdrościć takiego ojca.
-Idę po rzeczy- powiedziałam nie przestając się śmiać i tak też zrobiłam. Zeszłam na dół z torbą treningową. Postanowiliśmy z tatą przejść się na stadion. W końcu mieliśmy jakieś 10 minut. Dobra... Naszym tempem jakieś 30, ale co z tego? Śmiałam się w duchu z samej siebie. Nagle dostrzegłam, że mój humor się poprawił. Pewnie byłam taka smutna albo zła bo wstałam rano. Tak, to na pewno to. Doslziśmy pod wielki obiekt sportowy, a ja poczułam znów to coś. Nie wiem co to, ale zawsze kiedy jestem na Camp Nou to jestem szczęśliwa. Poszłam do szatni. Szybko się przebrałam, ponieważ się z tatą spóźniliśmy. Chłopaki nie dadzą mu żyć. Będą mu wypominać to do końca życia. Przebrałam się szybko i wyszłam z szatni. Moje ciuchy były porozrzucane dosłownie wszędzie, ale nie wnikajmy w to. Kto powiedział, że mam zostawiać po sobie porządek? Pobiegłam na murawę i w kogoś wbiegłam. Albo ja w kogoś albo ten ktoś we mnie. Spojrzałam w górę i zobaczyłam Tello. Już się wystraszyłam, że drugi raz wpadłam na tego samego osobnika. Chyba bym oszalała. 
-Witam piękną panią- przywitał się ze mną Cris. Powiedziawszy to pięknie się uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech. Przypomniała mi się sytuacja z imprezy. Chyba komuś należą się przeprosiny.
-A ty się nie gniewasz?- zapytałam.
-O co?
-Walnęłam cię na imprezie- wyjaśniłam. Mam nadzieję, że zaprzeczy. Weszliśmy na murawę.
-Trochę-odpowiedział.
-Jak mogę to zmienić? Aaa przepraszam- powiedziałam.
-To nie wystarczy- wyszczerzył się, a ja wiedziałam już, że coś knuje- Pocałuj mnie- rozkazał. Spojrzałam się na niego z miną "wtf?". W końcu stanęłam na palcach i cmoknęłam go w policzek, a on zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku. Wszyscy piłkarze się na nas patrzyli, śmiali i buczeli. Nawet mój tata. Mówiąc wszyscy nie mam na myśli Neymara. Królewicz przecież wiecznie obrażony na cały świat. Walić go. Tata zagwizdał, aby nas zebrać na jednej linii. Miał nam coś ważnego do powiedzenia. Zobaczyłam na trybunach Anto i Shak. Podobno się z nimi pokłóciłam, ale nie pamiętam o co. Później się tego dowiem.


Specjalnie dla was 25 rozdział xD Coś szybko je dodaje :D Jak wam się podoba? Co może się zdarzyć później na treningu? Jaką rolę odegra tam Tello, a jaką Neymar? Czekam na pomysły... I co z tym telefonem Neymara? Komentujecie :)