czwartek, 19 lutego 2015

32. Przepraszam.

Rano obudziłam się w dobrym humorze. Co prawda wstałam po 8, ale nie było tak źle. Rafa obudziła się zaraz po mnie. Właśnie sprawdzałam portale społecznościowe. W sumie nic ciekawego. Nagle natknęłam się na artykuł pod tytułem "Neymar nadal zakochany?". Nie wiem co mnie pokusiło, żeby to sprawdzić. Weszłam w link do strony, gdzie znajdował się artykuł. Były tam jego zdjęcia z Jessicą oraz zdjęcie jak szliśmy obok się siebie do hotelu. Pisali tam, że Neymar rzekomo rozstał się z dziewczyną dla mnie albo że dawna miłość, czyli ja znów powróciła, aby namieszać w życiu piłkarza. Nie wiedziałam czy dobrze robię, idąc z Neymarem i Davim do tego wesołego miasteczka i tak dalej. Pff... To na pewno nie był dobry pomysł. Mam nadzieję, że Ney nie powiedział jeszcze synkowi, że miałam z nimi gdzieś iść. Nie chciałabym, aby poczuł, że znowu nie dotrzymuje obietnic. Ja po prostu nie chcę nikomu niszczyć życia. Dziennikarze mają rację. Gdziekolwiek się pojawię zaraz są kłopoty. Co ja mam takiego w sobie, że nigdy u mnie w życiu nie jest normalnie? Jestem w czymś gorsza? Postanowiłam udać chorą. Wybiegłam do łazienki niby w celu zwymiotowania, ale wcale się tak nie stało. Wyszłam z łazienki z nieciekawą miną. Rafa była wystraszona i się o mnie martwiła. Wiem, że to z mojej strony nie fair, ale musiałam coś wymyślić.
-Mari skarbie... Co się stało?- dopytywała Brazylijka. Było mi trochę głupio, że ją okłamuję, ale w tej sytuacji nie miałam innego wyjścia. Samo tak wyszło.
-Nie wiem... Chyba coś mi zaszkodziło- powiedziałam smutna.
-Biedna... To zostaniesz dzisiaj w pokoju dobrze? Ja odwołam spotkanie z...- w tym momencie przerwała swoją wypowiedź i zamilkła. Coś przede mną ukrywa.
-Z?- zapytałam z lekkim uśmiechem, aby się nie zdradzić.
-No dobra powiem ci... Z Bartrą, ale nie mów nikomu  a zwłaszcza Neyowi. On go nie cierpi- zwierzyła się.
-O której miałaś się z nim spotkać?- zapytałam podekscytowana. Cieszyłam się jej szczęściem. Widać było po niej, że się zakochałam. Muszę tylko pogadać z Marcem co on do niej czuję.
-Zaraz odwołam to spotkanie i...- nie dane było jej skończyć.
-Szybko idź się szykuj  a ja pójdę się zaraz przejść to mi się może lepiej zrobi- Rafa ucieszyła się niesamowicie. Wreszcie pomyślałaś o kimś innym, niż o sobie. Pomogłam uszykować się Rafaeli. Wyglądała pięknie. Biały top z nadrukiem i jasno niebieskie szorty z wysokim stanem z brązowym paseczkiem. Nie wiedziała jednak jakie ma założyć buty. Ja na jej miejscu założyłabym zwykłe trampki, ale ona jest zupełnie inna. Ma inny styl. Pomyślałam chwilę i poradziłam jej, aby założyła brązowe rzymianki, ponieważ nie wiadomo gdzie zabiera ją Marc. Dzięki temu udało nam się pogodzić wygodę i piękno. Dziewczyna jeszcze się pomalowała. Jak dla mnie- osoby, która wcale się nie maluję... No chyba, że ma zły dzień to zrobiła zbyt mocny ten makijaż, ale i tak wyglądała ślicznie. Największy problem miała z torebką bo jak twierdziła żadna jej nie pasowała do ubioru. Chciała w końcu wyglądać perfekcyjnie.  Pożyczyłam jej czarną torebkę na złotym pasku. Nie zbyt elegancką, ale też nie taką zwykłą. Rafa dobrała jeszcze biżuterię, a potem zrobiła sobie zdjęcie, które wrzuciła na insta z dopiskiem: "Na spotkanie z przyjacielem <3 Dziękuje kochana za pomoc ;***". Przytuliłam przyjaciółkę na pożegnanie i dałam kopniaka na szczęście. Widać było, że bardzo cieszy się z tego spotkania. Uśmiech sam wkradł się na moje usta. Po jej wyjściu postanowiłam się wreszcie ubrać. Postawiłam na to, ponieważ nie miałam dzisiaj w planach nigdzie wychodzić.

Następnie swoje włosy tylko rozczesałam. Na prawdę podobał mi się mój nowy wygląd. Umyłam swoje kły, a potem twarz i ręce. Zrobiłam sobie zdjęcie na instagrama i wrzuciłam je z dopiskiem: "Nowy Brazylijski look xD". Zastanawiałam się nad zrobieniem nowego tatuażu. To byłoby ciekawe. Z każdego kraju inny tatuaż. Jeszcze pomyślimy nad tym. Zapytam się Daniego czy zna jakieś dobre studio. Liczę, że tak. Nie miałam co robić w pokoju, ale nie mogłam nigdzie wychodzić bo byłam "chora". Chyba na mózg. Włączyłam, więc telewizor i zaczęłam oglądać powtórkę meczu Real Madryt- Schalke 04 Gelsenkirchen. Ronaldo wreszcie się odblokował. Chociaż i tak nie był widoczny w tym meczu. Piękną bramkę strzelił Marcelo. Chciałabym go poznać. Wydaje się być świetnym facetem bo piłkarzem to jest na pewno. Mecz zakończył się wynikiem 2:0. Właśnie miał być wywiad z Marcelo, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Mozolnie zwlekłam się z łóżka, aby zobaczyć kto czegoś ode mnie chce. Rafa raczej jeszcze by nie wróciła. Otworzyłam ciemny prostokąt, a za progiem ujrzałam Neymara z Davim. Gorzej być nie mogło. Czemu on przyszedł z Davim? Gdyby przylazł tu sam, a jemu zrobił niespodziankę, której wcale by już nie miał... Mały rzucił mi się na ręce. Przytuliłam go na powitanie. Gestem ręki zaprosiłam piłkarza do środka.
-Gotowa?- zapytał. Cholernie się denerwowałam. Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Miałaś przecież doskonałą wersję, że jesteś chora. Wdech, wydech i kłam. Dla ciebie to nic trudnego. Niestety, ale wcale tak nie było. Bałam się, żeby nie poznał prawdy. W końcu wzięłam się w garść.
-Chyba nie dam rady, żeby dzisiaj iść z wami- wyznałam. Widziałam jak uśmiech opuszcza małego. Natychmiast posmutniał. Było mi tak cholernie przykro, ale powtarzałam sobie, że to także dla niego. Nie mogłam i nie miałam prawa niszczyć nikomu życia ani opinii. Wystarczy już, że mnie wszyscy ludzie mają za rozkapryszoną małolatę, która do niczego się nie nadaje. 
-Dlaczego?- zapytał tym razem synek "11" Barcy. 
-Źle się czuję kochanie... Coś mi wczoraj zaszkodziło o bardzo boli mnie brzuch i głowa... Rafa mówiła, żebym się położyła wiesz... Ale obiecuję ci, że jakoś to nadrobimy- zapewniłam go, ale wiedziałam, że tak nie będzie. Przynajmniej nie z jego tatą. W sumie z nim samym też nie. Od razu gazety miały by tematy do pisania. 
-Daviś pójdziesz na chwilkę do wujka Daniego? -zapytał Neymar. Ohoo... Szykuję się jakaś pogawędka. Coś czuję, że wcale nie będzie to przyjemna rozmowa. Chłopiec chciał już wyjść, ale rzuciłam tylko, że go odprowadzę. Jego tatuś mówił coś o tym, że pokój na przeciwko czy coś... Ja jednak wolałam go tam zaprowadzić. Pożegnałam się z blondynem i wróciłam do swojego pokoju.
-O czym chcesz gadać?- nie chciałam odbyć tej rozmowy. Widziałam po jego oczach, że to nic dobrego nie przyniesie. O nie, nie, nie. Jego oczy stały się jeszcze bardziej czarne, niż zwykle. 
-Czemu go okłamujesz?- spytał wściekły. Postawiłam rżnąć głupa. Może mi się uda.
-Kogo?
-Daviego!- podniósł głos. Co ja mówię on już krzyczał- Może on ci wierzy, ale ja wiem kiedy kłamiesz! O co ci do cholery chodzi? Zachowujesz się na imprezach jak dziwka, robisz nowe tatuaże, zmieniasz wygląd i wszystkich okłamujesz!- krzyczał, a ja już dalej nie słuchałam. Stałam w miejscu, a do moich uszu docierały tylko wyzwiska. Nic nie mówiłam. To nie było do mnie podobne. To chyba zbyt wiele jak na mnie. Chciałam jak najlepiej, a wyszło jak zawsze.
-Nie masz prawa mnie oceniać- powiedziałam, tym samym mu przerywając. Nie mogłam już słuchać jaka ja to jestem beznadziejna i jaką jestem dziwką, szmatą, idiotką i tak dalej. Nie ma żadnego prawa, aby tak do mnie mówić.
-A ty nie masz prawa udawać- krzyczeliśmy oboje. Musiał nas słyszeć cały hotel.
-Zrobiłam to dla ciebie idioto i Jessici- nie mogłam się już opanować. 
-Nie zwalaj teraz na mnie i na Jess!
-Nie zwalam! Po prostu gazety piszą, że znowu ze mną jesteś i tak dalej... Nie chcę, żebyś kłócił się z dziewczyną- wyjaśniłam mu, ale to nie oznacza, że przestałam się drzeć.
-Jesteś suką, która każdego rani- nie zwracał uwagi, na moje wcześniejsze słowa. Nie rozumiałam go. Znowu zaczęłam myśleć,że mój przyjazd wszystko skomplikował. To była chyba zbyt pochopna decyzja. Prawda jest jednak taka, że nie mogłam zostać dłużej w Brazylii w Rio de Janeiro. Wcześniej, przed wyjazdem do Barcelony właśnie tu mieszkałam z Mattem. Miałam tam wiele kłopotów, ale szkoda o tym opowiadać. Zbyt długa była by to opowieść i zbyt skomplikowana.
-Może i jestem. A twoje ręka co na to powie?- zapytałam. On natychmiast przeniósł swój wzrok na rękę. Nie martwcie się... Nie miał tam nowych kresek. Miał coś gorszego. Blizny. Nie zwyczajne blizny. Miał blizny po wkłuciach. Rozumiecie prawda? 
-Nie waż się nikomu powiedzieć- syknął w moją stronę i złapał mnie za twarz. Bolało jak cholera, ale nie chciałam dać po sobie tego poznać. Zauważyłam to po przylocie tutaj. Ciekawe czy ktoś jeszcze o tym wie.
-Pomyśl o sowim synku! To są narkotyki Neymar- krzyknęłam na początku, ale potem ściszyłam głos i mówiłam nawet błagalnie. Nie chciałam by się zniszczył. On ma przecież syna. Ma dla kogo żyć. Nie może tego robić.
-Zamknij się!- krzyknął i popchnął mnie na ścianę. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Był pod wpływem. Wiedziałam o tym doskonale. Sama brałam jeszcze przed poznaniem taty. Nie rozumiałam go. Dlaczego nie może wziąć się w garść? Musi to zrobić... Nie może go zabraknąć.
-Caroline opuściła Daviego... Chcesz go jeszcze ty opuścić?- pytałam go, a on robił się coraz bardziej wściekły. Nieprawdopodobne, że z jednej, małej sprzeczki może wyniknąć coś takiego. Dlaczego wcześniej z nim nie porozmawiałam? Nie wiem. Byłam na niego obrażona. Nie chciałam go znać. Nie miałam ochoty z nim gadać. Nie myślcie jednak, że o tym nie myślałam. Jeszcze trochę i bym oszalała z tego wszystkiego.
-Nie zostawię go!- wykrzyczał mi prosto w twarz- Nie jestem tobą- dodał po chwili, a ja kolejny raz poczułam ukłucie w sercu. Nie chciałam, aby to wszystko nas znowu skłóciło, ale nie było innej opcji.
-Jeśli nie przestaniesz ćpać powiem wszystko tacie... A wtedy koniec z twoją karierą, wyślą cie na odwyk, a tam nie zobaczysz nikogo oprócz psychopatów, którym ty wcale nie jesteś... Nie będzie tam nikogo z twojej rodziny, przyjaciół, nie będzie piłki- wyliczałam. Nie wiem co ja sobie myślałam. Tak na prawdę chyba nigdy bym go nie "sprzedała".  
-Nie zrobisz tego- tylko tyle przeszło przez jego gardło. Widziałam w jego oczach ten niepokój. 
-Obiecuję ci, że to zrobię jeszcze dzisiaj jeśli nie zapiszesz się na terapię- powiedziałam pewna siebie. To chyba był mój błąd. Neymar wpadł w furię. Strącał przedmioty z szafek i kopał meble. Typowe zachowanie narkomana. Ale to określenie do niego nie pasuje. On się po prostu pogubił. Chłopak zbliżył się do mnie i wymierzył mi siarczysty policzek. Odrzuciło mnie do tyłu. Zachwiałam się i upadłam uderzając plecami o ścianę. Patrzyłam na niego, ale nic nie widziałam w jego oczach. Jego twarz była kamienna, bez uczuć... Niczego nie wyrażała. Piłkarz chciał mnie jeszcze uderzyć, ale ktoś wparował do pokoju. To Rafa i  Marc. Zaraz za nimi do pokoju weszła cała reszta. Ja nadal siedziałam na podłodze. Łzy spływały mi po policzku. Nie kontrolowałam tego. Wiedziałam, że on nie wie co robi, ale mimo to bardzo mnie to bolało. Uderzył mnie. 
-Co tu się stało?- zaczęła dopytywać się Rafaela. Neymar nie ruszał się z miejsca. to samo ja.
-Powiem mu Neymar- wyszeptałam. Każdy to usłyszał. On również. Płakałam. Bardzo cierpiałam w tamtej chwili. Piłkarz zaraz się na mnie rzucił. Odciągnął go Dani. Znowu dostałam w twarz. Zobaczyłam schowanego w kącie Davisia. Przeraziłam się, że mały to widział. Szybko się podniosłam i podeszłam do małego. Neymar krzyczał, żebym go zostawiła, ale nie mogłam. Podeszłam najpierw do taty blondyna. Wzięłam w swoją rękę jego dłoń.
-Pomogę ci... Ale Davi się teraz boi... Uspokoję go dobrze?- zapytałam spokojnie. Nadal płakałam. Wszyscy chcieli mnie od niego odciągać, ale ja musiałam mu pomóc. Nie mogłam stać spokojnie. N początku myślałam, że od czasu do czasu coś bierze, ale teraz widzę, że on jest uzależniony. Zrobił krok do przodu.
-Dzięk...- nie dane było mu skończyć bo Davi go odepchnął. Wystraszyłam się. Zabrałam jednym ruchem malca na korytarz i wtedy poczułam ból w ręce i w plecach. Mimo to wiedziałam, że muszę zając się teraz chłopcem. Naymar wbiegł na korytarz i chciał uderzyć swojego synka. To było jak zły sen. Odepchnęłam Lucce i sama dostałam. Dani i Geri trzymali swojego kolegę z drużyny. Ja sama wzięłam Daviego i poszłam z Anto i Shak do pokoju, gdzie Leo mieszkał ze swoją partnerką. Usiadłam na łóżku z Davisiem. Ręce mi się trzęsły. Uśpiłam małego i poszłam do swojego pokoju. Dziewczyny mnie powstrzymywały, ale wiedziałam, że nie mogę go zostawić. Biegły za mną. Minęło już prawie pół godziny i powinno być lepiej. Poczułam krew na czole. Dotknęłam miejsca, które mnie bolało i faktycznie ujrzałam czerwoną ciecz. Nie obchodziło mnie to. Wparowałam do pokoju i zobaczyłam chłopaków, którzy trzymali Neya. Z moich oczu nadal płynęły łzy. Chłopaki krzyczeli, abym go zostawiła, żeby mnie inni trzymali, ale ja się wyrywałam. Rzuciłam się na Neya. Przytuliłam go, a on zaczął płakać, ale odwzajemnił mój uścisk. Wszyscy się bali. To było widać. Ja też się bałam, ale nie chciałam zwracać na to uwagi. Jedyne co wtedy chciałam to mu pomóc. Potrzebował bliskiej osoby. Gdzie w takich momentach jest Jessica? Co z niej za dziewczyna... Uspokój się Marika. Może nic nie wiedziała...
-Przepraszam- powiedział Neymar nadal płacząc i mnie przytulając. Nigdy nie widziałam go jak płakał, a teraz nie mógł się uspokoić- Uderzyłem też Rafe- wyznał. Kątem oka spojrzałam na dziewczynę, która płakała. Obejmował ją Bartra. 
-Już dobrze... Rozumiem i ona też zrozumie... Uśpiłam Davisia- poinformowałam go, a on wybuchnął płaczem. W tym momencie mocniej mnie przytulił. 
-Jak ja mogłem chcieć go skrzywdzić... Jak ja mogłem was uderzyć... Wybacz mi... Ja zrobię wszystko co chcesz... Przepraszam... Wybacz mi...- powtarzał w kółko. Było mi go cholernie żal. Myślałam, że pęknie mi serce.
-Przejdziemy przez to razem- wyszeptałam. Chłopak zmęczony płaczem położył się i zasnął. Przykryłam go i wyszłam z pokoju wraz ze wszystkimi zebranymi. Nigdzie nie było mojego taty. Na szczęście. Poszłam zobaczyć co z Davim. Spał. Udałam się do pokoju Shak i Gerarda, gdzie siedzieli wszyscy, którzy byli obecni przy tej sytuacji. Weszłam nie pukając, a wszystkie oczy zwróciły się do mnie. Shakira pobiegła po apteczkę i pociągnęła mnie za rękę. Usiadłam na łóżku, a ona przemywała mi rany. 
-Może pojedziesz do szpitala?- zapytała zmartwiona Kolumbijka. Głos jej się łamał. Nie dziwię się. Ja byłam w szoku, a kiedyś sama to przeżywałam, a ona nie miała z takim czymś styczności. 
-Nie- zaprzeczyłam szybko- Nie mówcie nic tacie- powiedziałam stanowczo. 
-Ale jak? On cię pobił- podniósł głos Tello. 
-On nie był sobą... Mnie jak mnie, ale na prawdę myślisz, że uderzyłby swoje dziecko albo siostrę?- zapytałam, aby uświadomić mu, że to nie była wina Neymara.
-Marika masz całą rękę spuchniętą- wyszeptała Anto.
-To nic... Przejdzie... W stosunku do Neya zachowujcie się normalnie. Jakby nic się nie stało- rozkazałam. Faktycznie ręka mnie bolała, ale musiałam znieść ten ból. Teraz najważniejsze jest to, aby nikt nie dowiedział się o problemach Neymara. Powiem tylko Pique, Shak, Anto, Leo i Rafie. Chyba wszyscy zaczęli buczeć.
-Proszę was- powiedziałam błagalnym tonem głosu. Pogadaliśmy o tym jeszcze chwilę i została tylko wyżej wymieniona piątka. Opowiedziałam im dlaczego tak się stało. Byli przerażeni i zdziwieni. Nie mogli w to uwierzyć. Długo rozmawialiśmy i powiedziałam im co mają robić w takich sytuacjach. Ja się do tego kompletnie nie stosowałam, ale to nic... Ja to ja. Pożegnałam się z przyjaciółmi, którzy nie chętnie puścili mnie do mojego pokoju, gdzie spał Neymar. Weszłam do tego nieszczęsnego pomieszczenia i wzięłam fajki oraz koc. Udałam się na balkon. Przykryłam się kocem i płacząc, paliłam papierosy. Wyszło tak, że wypaliłam całą paczkę. Nic nie mogłam na to poradzić. Ryczałam kilkanaście godzin. Byłam na siebie zła, że nie porozmawiałam z nim wcześniej. To także moja wina. W końcu umyłam się i zobaczyłam czerwone, opuchnięte oczy, z których nadal lały się łzy. Włosy w kompletnym nie ładzie... Siniak na plecach i spuchnięty policzek. O ręce już nie wspomnę. Przy łuku brwiowym plaster. Przebrałam się i poszłam spać. Tak bym chciała powiedzieć. Rzeczywiście położyłam się do łóżka, ale cały czas płakałam. Robiłam to najciszej jak mogłam, aby nie obudzić Neymara. Usnąć udało mi się po 4 rano. 



Wita was 32 rozdział :) Smutny prawda? I zaskoczyłam was chyba troszkę co nie? Co myślicie o rozdziale? Co teraz będzie? Sytuacja się trochę skomplikowała... Czy Marika pomoże Neymarowi czy nie da rady? Jak będzie reagował Davi na ojca? A przyjaciele? Jak to wszystko wyjaśnią Pepowi?



























wtorek, 17 lutego 2015

31. Zostaniesz na noc?

Nie wiem to mi nie daje spokoju. Jego słowa były dziwne. 
Co innego, gdybyśmy byli razem, ale nie w takim momencie.

-Wiesz... Czasem jest tak, że dwoje ludzi bardzo się kocha, ale nie jednocześnie nie mogą ze sobą być, a wszystko dlatego, że za bardzo im na sobie zależy- spojrzałam na nią dziwnym wzrokiem. Musiała zauważyć, że nie rozumiem o czym mówi. To nie trzymało się kupy. Kochają się, ale zbyt mocno, żeby być razem? To nie możliwe- Pamiętasz jak się kłóciliście? Dosłownie o wszystko. Nie było dnia, aby był spokój. Kiedy jednak lepiej się poznaliście oboje zrozumieliście siebie i swoje zachowania. Kochaliście się i nadal tak jest, ale nie możecie zapomnieć tego, co kiedyś było. Powiedziałaś, że nie możesz zapomnieć jego słów, gdy nazywał cię suką, dziwką i tak dalej... Dobrze wiesz, że zabolało cię to tylko dlatego, że ci na nim zależy- tymi słowami Shak skończyła swoją wypowiedź. Chyba miała rację.
-Nie wiem- odezwałam się w końcu. Prawda była taka, że już sama nie wiem co czuje.
-Czego się tak boisz?- zapytała Antonella. Miałam cholernie wielką nadzieję, że o to nie zapyta.
-Dentysty- zażartowałam.
-Znowu nie chcesz o tym rozmawiać... Nie uciekaj przed tym- pouczyła mnie partnerka Messiego. Miała rację. Uciekałam. Robiłam to już nie świadomie. Unikałam trudnych dla mnie tematów. Ile tak można żyć?
-Nie powiem, że go nie lubię, ale... Ale nie chciałabym z nim już być- wyjaśniłam. Nareszcie powiedziałam prawdę.
-Dlaczego? Wytłumaczył ci, że to nie jego wina tylko tej całej Bruny- zapytała tym razem Shakira.
-Nie chodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Poza tym on jest zupełnie inny, niż ja. Nie rozumiem go i nie chcę zrozumieć. Jest zapatrzony w siebie, niczego ani nikogo nie szanuje... Rozkapryszony, niedojrzały, pijący jak idiota gnojek. Mam dość jego problemów- wyrzuciłam z siebie. Musiałam w końcu to powiedzieć. Nie mogłam, przecież tłumić w sobie wszystkich uczuć. Mam prawo, by żyć normalnie. Wiem, że startu nie miałam jakiegoś dobrego, ale finish będzie zajebisty. Wiem to bo sama przeżywam swoje życie. Będę od dzisiaj żyć tak jak chcę.
-Nie mam argumentów- skapitulowała Anto.
-Mam pomysł!- wykrzyczała Shak. Już się boję. Kolumbijka ma różne pomysły- Pójdziemy do fryzjera, kosmetyczki, na zakupy i na jakieś lody lub sok, a potem jeszcze do kina. Kto za?- przedstawiła swój pomysł, a my wszystkie podniosłyśmy ręce do góry w geście, że się zgadzamy.
-Wiem! Ubierzmy się mega ładnie do tego- powiedziała Anto.
-Za 30 minut przy recepcji- zarządziłam, a dziewczyny w pośpiechu wybiegły do sowich pokoi. Ciekawe czy im starczy tyle czasu. Podeszłam do swojej walizki, której nadal nie wypakowałam i zastanawiałam się nad dzisiejszym strojem. Wybór padł na coś takiego. Nie wiedziałam tylko czy nie za bardzo się wystroiłam. Pieprzyć. Raz się żyję.


Spakowałam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy. Spojrzałam na zegarek. Miałam jeszcze 10 minut, a dziewczyny i tak się spóźnią. Postanowiłam pójść na trening chłopaków i powiadomić tatę o moich planach. Tak jak pomyślałam, tak tez zrobiłam. Zamknęłam drzwi do mojego pokoju i udałam się na boisko. Chłopaki trenowali właśnie karne. Ter Stegen nie ma wcale łatwego zadania, ale jak na razie radzi sobie znakomicie. Tata stał na drugim końcu boiska, więc przeszłam do niego przez murawę. Gdy tylko chłopcy mnie ujrzeli od razu zaczęli gwizdać i buczeć. Podleciał do mnie Tello.
-To dla mnie się tak wystroiłaś piękna?- zapytał zabawnie poruszając brwiami. Miałam z niego nie zły ubaw, podobnie jak wszyscy inni.
-Dla taty- odpowiedziałam wystawiając mu język. Podeszłam do ich trenera- Tatuś ja idę z Anto i Shak na zakupy, do fryzjera, kosmetyczki, a potem do kina oki?- poinformowałam go. Brawo dla ciebie Marika. Wreszcie myślisz. Śmiałam się sama z siebie w duszy.
-Jasne, ślicznie wyglądasz- posłał mi komplement z miłym uśmiechem. Wziął moją rękę i mnie obrócił. Przytuliłam go i już chciałam iść, ale on zatrzymał mnie w uścisku- O co chodzi z tobą i Neymarem?
-Leo i Gerard?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Tak- wiedziałam, że się właśnie uśmiecha. Czułam to.
-Nie miał karty do pokoju i byłam na niego skazana- powiedziałam ze śmiechem.
-Czyli jeszcze nie będę dziadkiem?- zapytał z udawanym smutkiem.
-Sorry tato taki mamy klimat- powiedziałam, a on się zaśmiał. Czyli jednak pamięta. Kiedyś mu opowiadałam o co w tym chodzi- To ja idę pa- pożegnałam się tym jednym słowem ze wszystkimi. To jest jednak magiczne słowo. O czym ty myślisz? Kompletnie mnie pogięło. Na bok zaciągnęli mnie Messi i Pique. Spojrzałam na nich wzrokiem, który mówił, że nie wiem o co im chodzi i żeby się streszczali. Patrzcie jak ja wiele potrafię zrobić jedną czynnością. Jestem magikiem. Boże... Czuję się jak na haju.
-Będziesz pilnować Anto?- zapytał Leo.
-I Shak?- tym razem zapytał Geri. Mieli miny jakby nie wiadomo co się stało.
-Co wam?- zapytałam rozbawiona ich postawą.
-One są ubrane jak ty/- zapytał z dużym niezadowoleniem Messi.
-A jak ja wyglądam?- zapytałam. Lubiłam się z nimi drażnić i ich podpuszczać.
-Seksownie- odezwał się Geri.
-Aż za bardzo- dopowiedział Leo. Śmiałam się z nich przez kilka dobrych chwil. Czyli o to im chodzi.
-Głupki... Będę ich ochroniarzem- rzuciłam i odeszłam. Poszłam w umówione miejsce. Właśnie szła Anto. Wyglądała cudnie. Miała na sobie zwiewną, białą sukienkę i szpilki pod kolor. Włosy rozpuszczone. Złoty naszyjnik wisiał na jej szyi, a bransoletki zdobiły ręce. Do tego na ramieniu wisiała niebieska torebeczka. Prezentowała się na prawdę świetnie. Zaraz potem zeszła Shakira. Ona także wyglądała zjawiskowo. Miała na sobie przylegającą sukienkę w kolorze granatowym. Czarna, elegancka torebeczka wisiała na złotym łańcuszku. Biżuterię także miała. Kilka czarnych bransoletek, złoty naszyjnik oraz czarne kolczyki. Buty miała po prostu boskie. Wysokie czarne szpilki na platformie z wiszącym łańcuszkiem z tyłu. Wszystkie dałyśmy sobie po komplemencie i udałyśmy się do fryzjera. W drodze do salonu opowiedziałam dziewczynom o zachowaniu ich chłopaków. Dużo się śmiałyśmy, wygłupiałyśmy, a także rozmawiałyśmy. W końcu znalazłyśmy się w miejscu, do którego chciałyśmy dotrzeć. Dziewczyny podcięły trochę końcówki, a Shak przefarbowała włosy na mocniejszy blond. Natomiast ja wiedziałam już co chcę zrobić z moimi włosami. Stanęło na tym, że podcięłam końcówki, przefarbowałam włosy na czarno i wygoliłam bok. Wyglądałam tak:


Byłam zadowolona z tej zmiany. Szczerze powiem, że mi się podobało. Fryzjerka powiedziała, że pasują mi te włosy bo mam ciemną karnację. Moje naturalne wlosy były nie co jaśniejsze, ale wszyscy i tak mówili, że są czarne. W Polsce nazywali mnie "czarna" z tego powodu. Teraz miałyśmy iść do kosmetyczki. Najpierw zrobiłyśmy sobie maseczki, a raczej zrobiła nam je miła kosmetyczka. Potem zajęła się naszymi paznokciami. Po wyjściu od niej moje paznokcie wyglądały tak: 


Następnie poszłyśmy potem do kawiarni. Anto zamówiła latte, Shak cappuccino, a ja z racji, że nie lubię kawy zamówiłam sok pomarańczowy. Do naszego zamówienia należy naliczyć takę trzy kawałki pysznego ciasta owocowego. Zrobiłyśmy sobie zdjęcie i Shak chciała wstawić je na instagrama, ale po moich namowach miała zrobić to wieczorem, ponieważ chciałam zrobić piłkarzom niespodziankę moimi czarnymi włosami. Po mile spędzonym czasie w kawiarni udałyśmy się do kina. Wspólnie wybrałyśmy komedie. Nie wiem jak dziewczyny, ale ja zdecydowanie Potrzebowałam takiego odprężenia. W wyśmienitych nastrojach poszłyśmy na zakupy. Można śmiało powiedzieć, że wpadłyśmy w szał zakupowy. Przez ten wypad wzbogaciłam się o nowe trampki, szpilki, ramoneske, 3 bluzki, 2 sukienki, dresy, rurki, 2 pary spodenek i bieliznę. Wiem, że to bardzo dużo, ale uwierzcie mi- kupiłam najmniej. Postanowiłyśmy zamówić taksówkę, ponieważ miałyśmy zbyt dużo toreb ze sklepów. Nasz samochód przyjechał po kilku minutach. Podałyśmy kierowcy adres, a ten zawiózł nas pod hotel w ciągu 15 minut. Podczas drogi żwawo z nim dyskutowałyśmy. Był to mężczyzna po trzydziestce. Widać, że Brazylijczyk. Ciemne włosy, ciemna karnacja, ciemne oczy. Okazało się, że ma na imię  Pablicco i ma żonę oraz pięcioletnią córeczkę. Był na prawdę miłym i otwartym człowiekiem. Zaproponował nam nawet pomoc w wniesieniu naszych nowych nabytków na górę, ale zapewniłyśmy go, że damy sobie radę. Ze śmiechem rozstałyśmy się z dziewczynami w stronę naszych pokoi. Weszłam do swojego pokoju i zobaczyłam, a raczej usłyszałam, że nie jestem tu sama. Weszłam do pomieszczenia i ujrzałam Rafe, która właśnie się wypakowała. Nie wiedziałam jak mam się zachować. Już o tym wspominałam. Bałam się naszego spotkania, ponieważ nie byłam z jej bratem. Nie wiem jak się będzie teraz wobec mnie zachowywać. Może będzie zła, wściekła, a może wręcz przeciwnie. Moje przemyślenia przerwał nie kto inny jak ona. Rzuciła mi się na ramiona. Byłam szczęśliwa bo to oznaczało, że nic do mnie nie ma.
-Stesknilam się- wyszeptała, a z jej oczu pociekły łzy.
-Ja też... Czemu płaczesz skarbie?- zapytałam. Nie wiem czy coś się wydarzyło w jej życiu czy tylko się wzruszyła.
-To dlatego,że Cię tak dawno nie widziałam- powiedziała, a ja przytuliłam ją mocniej. Kiedy się uspokoiła zaczełyśmy rozmawiać, a ja nawet się rozpakowałam. Opowiedziałam Raf jak mi życie zleciało, gdy się nie widziałyśmy. Ona także opowiadała mi co robiła ona i Davi. Okazało się, że mnie pamięta. Siostra Neymara na sile zaciągnęła mnie do pokoju brata, gdzie znajdował się Daviś. Bałam się, że mały będzie na mnie zły i że nie będzie chciał ze mną rozmawiać. Brazylijka zapukała do pokoju Neymara. Chciałam uciec i zostawić ją samą, ale chyba to wyczuła bo.mocno trzymała mnie za nadgarstek. Drzwi się otworzyły, a w nich stał Neymar z synkiem na rękach. Rafaela wepchnęła mnie do środka, a sama sobie poszła. Chciałam wyjść, ale tym razem Neymar mnie zatrzymał. I co ja mam teraz zrobić? Jestem beznadziejna. -Coś ty zrobiła z włosami?- zapytał że zdziwieniem. Rozbawiło mnie to nie powiem.
-Przefarbowałam- odpowiedziałam ukazując szereg moich zebow. Neymar natychmiast odwzajemnił uśmiech.
-Ładnie ci tak- wyznał. 
-Dziękuję- podziękowałam i spojrzałam na Davisa- Cześć... Pamiętasz mnie?- zapytałam niepewnie. 
-To ty jesteś tą idiotką, która zostawiła mnie i tatę- oznajmił, a mnie coś zakuło w sercu. Czułam, że łzy zbierają mi się w oczach, ale szybko się opanowałam. Nie mogłam pokazać, że coś mnie ruszyło. Nie mogłam rozpłakać się przy "11" Barcelony.
-Davi! Natychmiast masz przeprosić Marike, ale to już- skarcił go tata. Mały był zły i wcale się mu nie dziwilam. Wyjechałam bez żadnego wytłumaczenia, nawet się nie pożegnałam. Rozumiałam jego gniew. Miał do niego pełne prawo.
-Neymar... Rozumiem... Davi ma.rację to ja- powiedziałam. Widziałam, że Neymar jest zły ja synka. 
-Poleciała na twoją kasę-wykrzyczał malec. Nie mogłam znieść, że mały chłopiec, którego tak mocno pokochałam mówi takie słowa. 
-Davi- krzyknął Neymar, a ten Zaskoczył z jego rąk i chciał wybiec z pokoju. W ostatniej chwili go złapałam. Kopał mnie i krzyczał, ale ja nie dam tak łatwo za wygraną. Neymar już tracił do niego cierpliwość i miałam wrażenie, że zaraz da mu w tyłek. 
-Skarbie... Wiem, że powinnam się chociaż pożegnać, ale miałam problem. To nie zależało ode mnie czy wyjadę czy nie. Mój tata mnie zmusił. Musiałam pojechać do takiego szpitala, gdzie leczą ludzi, kiedy za dużo płaczą. To nie zmienia faktu, że dużo o tobie myślałam. Często zastanawiałam się co i ciebie, co robisz, czy jesz, czy jesteś szczęśliwy- wyjaśniłam małemu. Nie wiedziałam czy zrozumie. Nie.miałam nawet pojęcia czy chce zrozumieć.
-Obiecałaś, że będziesz ze mną i z tata na zawsze, że będziesz moją nową mamą. Tęskniłem za tobą- powiedział i się rozpłakał. 
-Mogę cię przytulić?- zapytałam, ale odpowiedzi nie usłyszałam. Poczułam tylko jak mały się we mnie wtula. Kątem oka zobaczyłam, że Neymar wychodzi na balkon. Przytulałam się jeszcze trochę z Davim. 
-Zostaniesz na noc?- zapytał malec. 
-To chyba nie najlepszy pomysł- uśmiechnęłam się i spojrzałam na chłopca. 
-A przeczytasz mi chociaż bajkę?- zapytał tak słodko, że nie sposób było mu odmówić. Z racji tego, że był już umyty i przebrany w słodką piżamkę z autami zaczęłam czytać mu bajeczki na dobranoc. Gdy usnął zdjęłam jego rękę z mojego ciała i przykryłam. Pocałowałam  go w czoło i ujrzałam Neymara opierającego się o framugę.
-Ja już pójdę- powiedziałam i słabo się uśmiechnęłam.
-Nie wiedziałem, że mówił do ciebie mamo- rzekł. Dzisiaj ponownie użył tego słowa. Moje serce fikało w środku koziołki. Byłam szczęśliwa, że mogłam odkupić swoje winy. 
-Tak jakoś wyszło- zarumieniłam się, sama nie wiem dlaczego. 
-Może spędzimy jutro razem czas? Nie mam treningu i może pójdziemy do wesołego miasteczka z Davim czy coś? Chociaż nie wiem czy dzisiaj zasłużył- zaproponował mój były chłopak.
-Nie wiem... Pod jednym warunkiem- powiedziałam. Musiałam zrobić coś, żeby Neymar nie był już zły na swojego synka.
-Jakim?- zapytał jakby kogoś podrywał. Zaśmiałam się cicho na jego słowa, a on razem ze mną.
-Nie Będziesz więcej krzyczał na Davisa- powiedziałam. On spojrzał na mnie wielkimi oczami. Chyba nie dowierzał w moje słowa.
-Ale on cię wyzywał-bronił się piłkarz. 
-Miał prawo- odpowiedziałam. 
-Nie miał takiego prawa- chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zamilkł kiedy zobaczył moją minę- No dobra... Jutro o 11 przy recepcji- powiedział zrezygnowany. Byłam z siebie dumna. 
-Dobranoc- pożegnałam się i wyszlam. W pokoju zostałam śpiąca już Rafe. Przykryłam ją, a sama poszłam po prysznic. Przejrzałam się w lustrze i się uśmiechnęłam. Podobały mi się moje włosy. Przebrałam się w piżamkę.  Poszłam jeszcze na papierosa, a następnie położyłam się do łóżka. To był męczący dzień, ale jeden z najlepszych.


No to mamy 31 rozdział :) Neymar zaprasza Marike na wspólny wypad z synkiem xd Marika godzi się z Davim i spędza miło dzień z dziewczynami :) Czy to szczęście będzie trwało dalej?















poniedziałek, 16 lutego 2015

30. Jest Neymar?

Obudziłam się w bardzo dobrym nastroju. Długo nie otwierałam oczu. Myślałam. Nie wiedziałam czemu oboje się tak wczoraj zachowaliśmy. Jeszcze te jego słowa, gdy udawałam, że śpię. Postanowiłam o tym nie myśleć. Chciałam dzisiaj jakoś ładnie się ubrać. Co nie oznacza, że zaraz założę sukienkę. W sumie sama nie wiem co mam wybrać. Kiedy wstawiłam ujrzałam Neymara,który nadal spał. Odruchowo spojrzałam na zegarek. Jest już po 9. Podeszłam do walizek w celu wybrania jakiś ubrań. "Trzeba by było się w końcu rozpakować"- pomyślałam. Może założę się o coś z jakimś piłkarzem i w zamian będę miała ładnie poukładane rzeczy. Nie, to nie jest dobry pomysł. Coś czuję, że moja bielizna i ja byśmy na tym ucierpiały. A raczej ja bym cierpiała z powodu braku moje bielizny. Poszłam się ubrać wraz z przygotowanymi wcześniej ubraniami. Najpierw jednak wzięłam prysznic, a następnie wysuszyłam i rozczesałam swoje wlosy. Następnie umyłam zęby. Swoją drogą może wrócę do swoich naturalnych włosów? Nie wiem. Miałam się już ubierać, kiedy ktoś zaczął dobijać się do drzwi. Byłam jeszcze tak zaspana, że poszłam na otworzyć drzwi w samej bieliźnie. Boże mam nadzieję, że jestem Jedynym tak głupim stworzeniem, które idzie otworzyć drzwi  w dość seksownej bieliźnie. Kiedy z impetem otworzyłam drzwi ujrzałam Gerarda, Messiego i Alvesha. Wszyscy się kłócili,że kogoś u mnie nie ma. Tylko Geri mówił, że jest inaczej. Tylko do cholery czy ja mogę wiedzieć o kogo chodzi? Odchrząknęłam, aby zaznaczyć swoją obecność. Co za ludzie. Nagle wszystkie oczy zwróciły się na mnie.
-Jest Neymar?- zapytał nagle... Tak nagle po tylko się na mnie patrzyli, potem na siebie, a następnie w ziemię. O co im chodzi? Wróć. Co Geri powiedział? A raczej o co zapytał. 
-Nie, a czemu miałby tu być?- skłamałam, ale nie chciałam aby sobie coś pomyśleli.
-Mamy trening, a dosłownie nigdzie go nie ma i...- nie dane było mu skończyć bo w tym momencie wstał owy Brazylijczyk. Ten to ma wyczucie czasu i jak nic w prezencie Bozia dała mu niedojebanie mózgowe. Właśnie w takim momencie. Już mieli sobie iść, ale nie bo mu się właśnie teraz zachciało wstawać. Skąd on się urwał?
-Marika ja się ubiorę i pójdę do siebie!- krzyknął, a ja myślałam, że udusze go własnymi rękami. Właśnie szedł dla  łazienki ze swoimi ciuchami. Był oczywiście w samych bokserkach. Zapamiętać: nigdy w życiu nie spać z półnagim Neymarem. Pff... Ty sobie lepiej idiotko zapamiętaj, że masz nigdy nie spać z nim w jednym pokoju, a nie. Pech chciał, że z korytarza każdy miał wspaniały widok na wejście do łazienki.
-Nie ma u ciebie Neymara?- zapytał Leo, mruzac jedną brew. Wyglądał co najmniej komicznie. W innej sytuacji na pewno wybuchnęła bym niekontrolowanym śmiechem, ale teraz wcale nie miałam na to ochoty. 
-Nie ma mnie?- zapytał Neymar. Zrobił to tak spokojnie jakby pytał się właśnie o moje ulubione zwierzę. Na pewno nie ty panie da Silva. 
-Trening się już zaczął- powiedział Dani, a chłopaków już nie było. Ten to wie jak ratować innych z opresji. 
-Ładne majteczki- powiedział seksownie Neymar. Mimowolnie spojrzałam na swój strój u dopiero w tym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że stoję przed nim w samej bieliźnie. Przeklnelam pod nosem, ale musiał to usłyszeć bo się głupio uśmiechnął. Zamknęłam się w łazience w celu kompletnego ubrania się. Wybór padł na to:

Wyszlam z łazienki poprawiając uprzednio wlosy. 
-Nie mogłeś siedzieć prze chwile cicho?- zapytałam się go z pretensjami. Nie wiem czy zrobil to specjalnie czy po prostu wstał i zaczął gadać, co było dość normalne jak na niego. On właśnie nakładal na siebie koszulkę z wczoraj.
-Marika możemy pogadać po treningu? Musze się jeszcze przebrać, a Pep mnie za to zabiję- mówił blagalnie, ale ja nie mogłam czekać. Nagle przypomniało mi się, że miałam dzisiaj trenować z chłopakami. Szybko wyrzucałam rzeczy że swojej walizki i te, które były mi potrzebne pasowałam do torby. Neymar bez słowa, ale z usmiechem pod nosem wszystkie ciuchy rzucał na łóżko. 
-A może odpuścimy sobie dzisiejszy trening?- zapytał, a ja skamieniałam. Co on właśnie.powiedział? Spojrzałam na.niego z mina typu "wtf". Powiem, że Raf i Daviś wcześniej przyjechali, a my spokojnie się wyszukujemy i po nich pojedziemy- zaproponował,ale nie wiedziałam czy to dobry pomysł. W końcu za 2 dni grają z Sanrosem. Niby to nie jest jakiś wymagający przeciwnik, ale nie można go lekceważyć.
-Powinieneś teraz trenować. Za niedługo mecz- odparłam.
-Jestem dobry- powiedział, ale coś mi w jego zachowaniu nie pasowało. Trudno. 
-Gówno prawda i w tej chwili.na trening- powiedziałam rozkazujac mu palcem.
-Tak mamo- odezwał się i skierował się do wyjscia. Dostał jeszcze poduszką w łeb za tą mamę,ale szepnął mi tylko,że się ze mną policzy. Chyba zbyt łatwo mu zaufałam. Kiedyś też tak było. Wiem, że to nie jego wina, ale Bruny, ale mimo to nie mogę zapomnieć każdego słowa,które mnie zraniło. Postanowiłam o tym nie myśleć, wiec zadzwoniłam do dziewczyn, aby spędzić z nimi miło czas. Od razu wparowały mu do pokoju wszystkie się przekrzykując.
-Mi też was miło widzieć- powiedziałam z sarkazmem. Nie miałam bladego pojęcia o co im w ogóle chodzi. Naćpały się czy co? 
-Pep nie będzie na was zły?- zapytała Shak.
-Przecież się kochają to nie powinien być- odparła Anto. 
- Fajnej wiedzieć o co chodzi- odezwałam się, a dziewczyny dziwnie na mnie spojrzał. Znowu jestem w bieliźnie? Nie. Ubrałam się już przecież.
-No o ciebie i Neya- stwierdziły jednocześnie. 
-Skąd wiecie?- zapytałam. Wiedziałam, że chodzi o niedawna sytuacje, ale jak one się dowiedziały.
-Chłopaki od razu nam powiedzieli- wyjasniła mi Anto. Wybuchłam śmiechem, gdy przypomniałam sobie co musieli zrobić chłopcy. Istne przedszkole.Opowiedziałamdziewczynom całą historię. Wahałam się czy powiedzieć im o wyznaniu Neya, kiedy myślał, że już śpię. Musiałam to jednak komus powiedzieć, a poza tym potrzebowałam trzeźwej opinii. Może już wariuje.Nie wiem to mi nie daje spokoju. Jego słowa były dziwne. Co innego, gdybyśmy byli razem, ale nie w takim momencieie. 
Przepraszam za to, że jest taki krótki oraz za wszystkie błędy, ale jestem na telefonie i nie zbyt wygodnie się pisze :/ Nie stworzyłem także zestawu ubrań :/
Jeśli już musicie je kopiować to piszcie :) 
Co się zdarzy wieczorem? Jak Marika pozaluje? Co powiedzą jej przyjaciółki? Czy Pep będzie zadowolony z zakopania toporu wojennego czy wszystko sobie przemysli i nie będzie się z tym zgadzał? Co będzie dalej?

niedziela, 15 lutego 2015

29. Miałeś być na zawsze.

Książę siedział obrażony na cały świat na kanapie. Postanowiłam iść do pokoju hotelowego i się przebrać. Wtedy on wstał i powiedział:

-Nie mam karty do pokoju- dlaczego właśnie w tym momencie? Czy on jest jakiś upośledzony czy jak? 
-I co?- zapytałam udając głupa. Niestety, ale nie mam jakoś ochoty spędzać czasu w jego towarzystwie po tym jak potraktował Crisa. Co on sobie w ogóle wtedy wyobrażał? Kim on jest? Jedynie nędznym piłkarzyną, który nie wie czego chcę. Zwykły gówniarz.
-Mieliśmy się dogadać, więc może zaczniemy rozmawiać?- zapytał lekko poirytowany moim zachowaniem. Dobrze wiem, że często zachowuję się jak małe, głupiutkie dziecko. Chyba nie mogę tego więcej robić. Nie mogę pokazać mu, że jeszcze mnie boli jego zachowanie sprzed 2 lat. Właśnie... Marika hello ziemia do ciebie. To było 2 lata. Nie warto o tym pamiętać. Swoją drogą to ciekawe, dlaczego nadal to pamiętam. Dlaczego nie mogę tego wymazać z pamięci? Dlaczego nie mogę mu zaufać? Może dlatego, że nie ufasz nikomu, a poza tym wszystkich od siebie odsuwasz. Taa... Oto właśnie przedstawia się moja podświadomość. Nawet ja sama już zauważyłam, że coś jest ze mną nie tak.
-Dobra chodź do mnie- powiedziałam i nie czekając na niego poszłam w stronę mojego pokoju. Dopiero teraz zauważyłam w jakim pokoju mieszkam. Granatowo- beżowe ściany, kilka ładnych i małych obrazków na nich przywieszonych. Dwa dość spore łóżka z białą pościelą. No tak... Miałam mieszkać z dziewczynami. Obok łóżek szafki nocne z lampkami o czarnym odcieniu. Zaraz przy wejściu znajdowała się wielka, biała ściana z lustrem. Wchodząc głębiej zobaczyłam duży balkon. Od razu chwyciłam moją torebkę i poszłam z nią na świeże powietrze. Wyjęłam z kopertówki moje papierosy i usłyszałam zamknięcie drzwi oraz kroki w moją stronę. Nie interesowało mnie to. Usiadłam na zimnej posadzce i zaciągnęłam się moimi ulubionymi czerwonymi Malboro. Tak, wiem, że palę najmocniejsze papierosy. Nie przeszkadza mi to, a wręcz przeciwnie. Jestem już chyba nałogową palaczką, chociaż kiedy nie było mnie w Barcelonie nie paliłam. Nie miałam takiej potrzeby. Neymar usiadł obok mnie. 
-Miałaś nie palić- skarcił mnie. Czego on ode mnie chce? Byłam na niego już cholernie zła. Nie dość, że przez niego tutaj siedzimy to jeszcze będzie mi prawił tu jakieś kazania.
-Miałeś być na zawsze- pomyślałam, ale jak na złość powiedziałam to na głos. Co ja zrobiłam... Pogięło mnie już totalnie. 
-Co?- zapytał zdziwiony.
-Gówno- odpowiedziałam po polsku. Sama nie wiem czemu. Po co ja to powiedziałam. Wstałam z zimnej posadzki i skierowałam się do mojej walizki. Wyjęłam z niej krótkie, sportowe spodenki i bluzkę Fc Barcelony z numerem 15 na plecach. Marc podarował mi kiedyś swoją koszulkę. W mojej szafie miałam kilka takich zdobyczy z meczy. Poszłam się przebrać w wybrany strój. Przy okazji zmyłam makijaż i uczesałam włosy w luźnego koka. Wyszłam z pomieszczenia i udałam się na łóżko wcześniej biorąc mojego laptopa.  
-Co będziemy robić?- zapytał Brazylijczyk. Nie miałam ochoty na spędzanie z nim czasu i nie próbowałam nawet udawać, że jest inaczej.
-Ja będę oglądać film, a ty to nie wiem- powiedziałam ze szczególnym naciskiem na słowa "ja" i "ty". Mówiłam to w ogóle na niego nie patrząc. Niestety, ale zabrał mi laptopa, a ja na niego spojrzałam ze złością. On również był zły. 
-A teraz pogadamy- powiedział twardo, odstawiając mój sprzęt na szafkę nocna. Przysiadł się do mnie na łózko. Automatycznie przesiadłam się na drugie. On jednak nie dawał za wygraną i zrobił to samo. Musi coś zrobić z tą sytuacją bo tata go w wyjściówce nie wystawi. Biedny Neymar *czujecie ten sarkazm nie?* Chciałam znowu się przesiąść, ale on złapał mnie w talii i przewrócił tak, że leżałam obok ściany. Szybko podniosłam się do pozycji siedzącej, ale nic mi to nie dało. Chłopak przygniótł mnie swoimi nogami.
-A teraz słuchaj- zaczął, ale ja zakryłam uszy rękami. On na to tylko się zaśmiał. Zaraz zwinnie chwycił moje nadgarstki w swoje wielkie dłonie.
-I tak będziesz mnie słuchać...
Bo co?- przerwałam mu. Wiedziałam, że był już nie źle wkurzony, ale nie mogłam się powstrzymać.
-Daj mi 2 minuty ok?- powiedział z nadzieją w głosie. O dziwo był spokojny i opanowany. Zdawałam sobie sprawę, że w środku aż się w nim gotuję. Czyżby to było dla niego ważne, że umiał się uspokoić? Nie. Na pewno nie. On taki nie jest i tego się trzymajmy. Przytaknęłam tylko głową na znak, że się zgadzam.
-Kiedy wyjechałaś długo cię szukałem. Cholernie tęskniłem i Daviś też. Leo i Geri powiedzieli mi co dla mnie zrobiłaś... Chciałem cię odnaleźć i zacząć wszystko od początku. Przeprosić za wszystko, ale Pep powiedział mi, że wyjechałaś na terapię- znowu mu przerwałam.
-Raczej wysłali mnie do psychiatryka a nie- skomentowałam, wrzucając swoje przysłowiowe 3 grosze.
-Nie mów tak... Pep mówił, że i tak by mnie tam nie wpuścili, więc mam nie jechać. Przekonał mnie treningami. Nie mogłem wtedy żadnego opuścić. Kochałem cie. Kochałem cię i bardzo tęskniłem. Miałem nadzieję, że przyjedziesz i będzie jak dawniej... Ale nie przyjechałaś. Wysłałaś list za namową Leo. Wiesz, że w tamtym czasie nadal na ciebie czekałem? Na prawdę. Napisałaś, że widziałaś mnie z Bruną. Rozmawiałem z nią potem... Znaczy najpierw się z nią spotkałem bo nie dawała mi spokoju. Chciałem jej wytłumaczyć, że między nami wszystko skończone. Wtedy cię zobaczyła. Powiedziała mi to po tygodniu zresztą przez przypadek. Tylko dlatego mnie pocałowała. Wiem, że miałaś żal za to, że nie powiedziałem ci o Davim, ale bałem się. Nawet nie wiesz jak bardzo. Bałem się, że go nie zaakceptujesz, przecież sama byłaś młodą dziewczyną. Byłaś młoda i zbuntowana. Zawsze kiedy chciałem zapytać co myślisz o dzieciach żartowałaś. Nie wiedziałem czy byłabyś na to gotowa. Gdy napisałaś, że jesteś w szczęśliwym związku byłem na Ciebie zły, że tak szybko się pocieszyłaś, ale potem zrozumiałem, że to tylko mi ten czas minął bardzo szybko. Rzeczywistość była inna. Potem się już cieszyłem, że ci się układa.
-Wiesz... Wcale mi się tak dobrze nie układało. Zaczęłam interesować się modelingiem, ale szybko doszłam do wniosku, że to nie to. Nie wiem co chcę robić, ale na pewno nie to. Bo wiesz... To cholernie niszczy. Zarówno twój organizm jak i ciebie w środku. Co do mojego związku... Zdradzał mnie. Wybaczałam mu, ale dopiero tutaj dowiedziałam się dlaczego. Nigdy go nie kochałam. Chyba nie chciałam być sama.
-To tak jak ja i Jessica- wyznał.
-Nie kochasz jej?- zapytałam. Nie wiem dlaczego. Myślę, że nie mogłam uwierzyć w jego słowa. On jedynie pokręcił głową na znak zaprzeczenia. 
-Co się  z nami stało?- nagle zapytał. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Co ta Barcelona ze mną robi? Zapominam tutaj języka w gębie.
-Coś zamieniło światłość w ciemność- zacytowałam tekst z jednej z moich ulubionych piosenek. Oboje się uśmiechnęliśmy. Dziwne, że w ogóle pamiętam jeszcze jego uśmiech.
-Czujesz coś jeszcze do mnie?- zapytał po chwili milczenia. Nie miałam zamiaru mu na to odpowiadać. Nie chciałam. Dlaczego? Bo nie wiedziałam co on do mnie czuje. Nie chciałam go zranić odpowiedzią. Ale czy na pewno mogłabym odpowiedzieć zgodnie z prawdą te trzy słowa oznaczające nie? A może przez gardło przeszło by mi tylko tak? Tego nigdy się nie dowiem.
-Oglądamy film?- zapytałam. Musiałam zmienić temat.
-Jasne- odpowiedział słabo się uśmiechając- Ale najpierw mi coś powiesz- tym razem do reszty posmutniał. Mam nadzieję, że nie będzie wracał do poprzedniego pytania. 
-Co takiego?- zapytałam niepewnie. 
-Nie bój się, nie będę ci kazał odpowiadać czy nadal ci na mnie zależy- zapewnił mnie.
-Może nigdy mi nie zależało- palnęłam bez namysłu.
-Może mi też nigdy na tobie nie zależało. Może liczyłem na dobry seks- odpysknął mi.
-Tyle, że my nigdy nie byliśmy razem w łóżku... W sensie, że się ze sobą nie przespaliśmy- powiedziałam z wyższością.
-No właśnie... Bo zarówno ty jak i ja coś do siebie czuliśmy- powiedział z łobuzerskim uśmieszkiem. 
-Może to było tylko głupie zauroczenie- zaczęłam się z nim drażnić.
-A może to była wielka i jedyna miłość- on także się ze mną drażnił. Oboje siedzieliśmy uśmiechnięci. Dawno się tak nie czułam. Dokładnie jak kilka lat temu. Wtedy czułam się jakbym latała 3 metry nad niebem. 
-Skąd wiesz, że to była miłość?- zapytałam podejrzliwie. Byłam ciekawa co mi odpowie.
-Tak czuje.
-Ale miłość kończy się happy endem.
-Ale jeszcze nie umarliśmy.
-I co z tego?
-Nie wszystko skończone.
-Istnieje przyjaźń damsko-męska.
-A wierzysz w ufo?
-A co to ma wspólnego z przyjaźnią?
-Jeśli ludzie, którzy kiedyś byli razem traktują się jak przyjaciele to oznacza, że albo nigdy się nie kochali albo nadal to robią.
-Miłość jest przereklamowana.
-Spójrz na Leo i Anto albo na Gerarda i Shak... Oddali by za siebie życie.
-W miłości nie chodzi o oddanie życia za drugą osobę.
-A o co?
-Aby być przy tej osobie i ją wspierać.
-A my tak nie robiliśmy?
-Chyba za krótko się znaliśmy.
-Nie. Po prostu za długo się kłóciliśmy.
-Podobno jak się kogoś kocha to się z nim kłóci- powiedziałam.
-Podobno.
-Dobra to horror? -zapytałam. Kończyły mi się już argumenty, a wiedziałam, że Brazylijczyk ma pełno pytań.
-Nie będziesz się bała?- zapytał ze śmiechem na ustach, po czym dodał- Mari.
-Nie mów tak do mnie- skarciłam go.
-Dobrze Mari- odwróciłam się, aby zamówić nam pizze i jakieś picie. Sięgając po słuchawce uśmiechnęłam się na słowa Neymara. Tylko on tak do mnie mówił. To było nawet przyjemne. Zamawiając jedzonko odwróciłam się do Brazylijczyka, który szukał jakiegoś filmu. Postanowiliśmy poczekać na nasze zamówienie. W tym czasie trochę rozmawialiśmy. Przyszedł do nas przystojny mężczyzna, który dostarczał pizze. 
-Może dałaby mi pani numer telefonu?- zapytał zawadiacko dostawca.
-Może i dam- odpowiedziałam z uśmiechem, a on podał mi telefon- Ale wie pan bo NEYMARRR znaczy mój...- nie dokończyłam bo przyszła "11" Barcy, a zarazem "10" Brazylii.
-W czym mogę panu pomóc?- zapytał odbierając pudełko.
-Do widzenia- rzekł tylko tamten i szybko się ulotnił, a my z Neymarem śmialiśmy się jak nigdy. Po opanowaniu naszej głupawki poszliśmy obejrzeć wcześniej wybrany przez chłopaka film. Okazało się, że padło na "Szczęki". Nasz pierwszy film, który wspólnie oglądaliśmy.
-Zrobiłeś to specjalnie?- zapytałam.
-Ale co?- odpowiedział pytaniem na pytanie. Widziałam, że rżnie głupa.
-To nasz pierwszy film, który razem oglądaliśmy.
-Nie pamiętam- powiedział wzruszając ramionami, ale marnie szło mu ukrywanie śmiechu.
-Kłamiesz głupku- powiedziałam i walnęłam go w ramię.
-Ja głupek? Oszz ty- i takim o to sposobem zaczęłam się bitwa na poduszki. Potem Ney mnie oczywiście łaskotał. W końcu się ogarnęliśmy i zaczęliśmy wreszcie oglądać ten film. Wszystko komentowaliśmy. Po filmie poszłam do łazienki, a po mnie Neymar, który został w samych bokserkach. Natomiast ja miałam na sobie ciepłe dresy i koszulkę. Zazwyczaj śpię tylko w tej właśnie przydużej koszulce, ale teraz jest tu ten piłkarz. Położył się obok mnie, a ja go tylko zepchnęłam jednym ruchem nogi. Brazylijczyk z hukiem wylądował na ziemi. Przez chwilę nawet myślałam, że go za bardzo pchnęłam, ale szybko mi przeszło. Mógł nie pakować mi się do łóżka. 
-To gdzie ja mam spać?- zapytał zrezygnowany. Wskazałam tylko na sąsiednie łóżko, a ten zrezygnowany poszedł w tym kierunku. Głośno walnął się na łóżko. Klasnęłam w dłonie, a światło zgasło. Neymar, gdy to zobaczył zaczął klaskać jak jakiś umysłowo chory człowiek . Moje uwagi nie dawały efektu, więc przykryłam się cała kołdrą. Po chwili młodemu tacie znudziło się to jakże fascynujące zajęcie. 
-Śpisz? -zapytał cicho, a potem powtarzał to pytanie kilka razy. Postanowiłam udawać, że śpię, aby znowu mu nie odwalało bo chciało mi się spać.
-Nie zapomniałem ani jednej chwili z tobą- powiedział nieco głośniej- Dobrze, że już śpisz... Mimo to dobranoc- mogłabym przysiąc, że właśnie się uśmiechał. Nie mogłam zdradzić tego, że moje oczy są szeroko otwarte. Postanowiłam o tym zapomnieć. Przez zmęczenie szybko odpłynęłam w krainę Morfeusza. Miałam nadzieję na lepszy dzień jutro. Ale czy jeszcze lepsze dni się zdarzają?


I mamy kolejny rozdział :) I co teraz bd? Pogodzą się czy jak to mają w zwyczaju zaraz się coś spieprzy? Czy nadal siebie kochają czy to tylko zemsta ze strony obojga? Jak wam się podoba?
Oczywiście przepraszam za opóźnienie w napisaniu rozdziału, ale szczerze mówiąc to nie miałam weny :(
Barca wygrała z Levante 5:0 <3
Visca el Barca!
Suarez nam się odblokował :) Na szczęście :) Piękne bramki <3
Neymar
Messi
Messi
Messi
Suarez
Kocham ich!



























wtorek, 10 lutego 2015

28. Jakby chciał mnie zabić?

 Kiedy tylko stanęliśmy przed tymi idiotami od razu pożałowałem, że tu w ogóle przyszedłem. 
Mogłem zostać w domu i nie patrzeć na to wszystko...
Od razu podbiegł do niej Cris i zaczął ją przytulać (czytaj jako obmacywać). A co ona zrobiła? To jest najgorsze... Nic nie zrobiła. Po prostu się śmiała. Była taka szczęśliwa. Ze mną nigdy taka nie była. Usiadłem na piachu mocno wkurzony. Leo chyba mnie obserwował bo zaraz do mnie podszedł. Popatrzył się na mnie, ale ja odwróciłem wzrok. Patrzyłem w dół, nerwowo bawiąc się swoimi palcami. W tamtej chwili wydawały się niezwykle interesujące. Nie chciałem, aby znowu zaczynał te swoje gadki, że ją kocham czy coś w tym stylu. Wcale tak nie jest. Nic już do niej nie czuję. Rozpieszczona gówniara, która nigdy nie wie czego chce. Tello będzie kolejną jej zabawką. Nie moja sprawa, ja go ostrzegałem. Messi w końcu usiadł obok mnie i wpatrywał się w morze. Po chwili jednak zaczął swoją wypowiedź.
-Ney... Co ty do niej tak naprawdę czujesz?- zapytał. Zatkało mnie. Prosto z mostu, bez żadnego owijania w bawełnę zapytał się co czuje. Cholera, gdyby to było jeszcze takie proste. 
-Nie wiem- odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Po prostu nie wiedziałem co do niej czułem. Byłem zazdrosny o każdego chłopaka, z którym się spotykała. O każdego, kto ją dotykał. O każdego faceta, który wywoływał u niej ten piękny uśmiech. O każdego kto z nią rozmawiał. Ale jest też druga strona medalu. Miałem jej za złe, że niczego ze mną nie wyjaśniła tylko uciekła. Przecież ja wcale nie byłem winny! Nie wiem jak ona mogła jej uwierzyć... Powiedziała jakieś bzdury, a Marika nawet do mnie nie zadzwoniła. Sama nie odbierała telefonów. Po prostu uciekła. Niedojrzała gówniara, która nic nie wie o życiu. Nie wie nic o miłości. Miłość to nie tylko słodkie buźki w sms-ach czy pocałunki. To odpowiedzialność za nasze czyny, za drugą osobę... W miłości chodzi o to, żeby o siebie nawzajem dbać, być kiedy jest źle. A ona? Tylko dlatego, że jej nie pamiętałem odeszła. Kiedy wyjechała nie pojawiła się tu przez 2 lata. I co sobie myślała? Że wróci, ładnie się uśmiechnie i będzie wszystko ok? Jeszcze się z nią przespałem. Nie spałem z nią nawet, kiedy byliśmy razem,a  tu po pijaku takie coś. Moje rozmyślenia przerwała "10" Barcy.
-Kochasz ją- powiedział pewny siebie. Był stanowczy, ale opanowany. Nie tak jak ja. Przez chwilę chciałem mu coś odpowiedzieć, ale nie dałem rady. Otwierałem usta, aby coś powiedzieć, ale po chwili je zamykałem. Zatkało mnie. Bez słowa wstałem i poszedłem do morza. Przypomniałem sobie sytuację, kiedy to Marika tak zrobiła, gdy ubraliśmy się tak samo. Dziwne, że w ogóle jeszcze to pamiętam. Poszedłem popływać, ale zaraz wyszedłem z wody. Powiedziałem Shak, że źle się czuję i że idę do hotelu. Nie mogłem powiedzieć tego Leo bo kapnął by się, że kłamię. 


~Perspektywa Mariki~

Chlapaliśmy się z Crisem i Sergio w wodzie, kiedy do morza wszedł zły Neymar. Wcześniej też siedział jakiś zły. Chyba pokłócił się z Leo. Patrzył się na mnie jakimś takim dziwnym spojrzeniem. Co najmniej jakby chciał mnie zabić. Nie wiedziałam co mam zrobić. Poszłam na ręcznik, a on zaraz podszedł do Shak i powiedział, że źle się czuję. Gdy szedł do hotelu wziął mnie z bara. Byłam po prostu zszokowana jego zachowaniem. Jeszcze niedawno przytulał mnie w pokoju, a teraz co? Może niech mnie jeszcze uderzy.
-Co to było?- zapytałam zażenowana całą sytuację Anto i Shak. Usiadłam obok dziewczyn. Nie rozumiałam tej sytuacji. Nie rozumiałam jego. Co on sobie wyobrażał?
-Jest zazdrosny o Crisa- odpowiedziała mi partnerka Leo. Że co? Że jak? Że o kogo? Analizowałam w  głowie to, co właśnie powiedziała. Czy on kompletnie zgłupiał? Echh... Dziewczyny na pewno się mylą. 
-Taa jasne- powiedziałam beznamiętnie. Miałam nadzieję, że nie będą drążyć dalej tematu. Ta... Nadzieja matką głupich.
-Wiesz jak on na ciebie patrzył?- ekscytowały się obydwie.
-Jakby chciał mnie zabić?- zapytałam z ironią w głosie. Znowu te spekulacje. Co one z tym mają? 
-Nie... Tak się patrzył na Tello, a na ciebie z taką miłością, pożą...- nie dane było skończyć Shak, ponieważ musiałam się wtrącić. Nie mogłam tego słuchać. Jaka miłość? 
-Nie ma czegoś takiego jak miłość- odpowiedziałam hardo. Zebrałam rzeczy i poszłam. Usłyszałam, że mam być na imprezie o 20 i... I, że i tak go kocham. Nie prawda. Chciałam się tam wrócić i coś im powiedzieć. Ale co? Nie miałam pomysłu na ciętą ripostę,  a poza tym nie chciałam pokłócić się z  dziewczynami. Lubiłam je. Ba... Ja je uwielbiałam, kochałam, ale bez przesady. Nie chcę słuchać takich dyrdymałów wyssanych z palca. Poszłam do pokoju i położyłam się spać. Byłam naprawdę zmęczona. Obudziłam się o 18 i postanowiłam pomału szykować się na imprezę. Poszłam wziąć kąpiel, która zajęła mi ponad godzinę. Następnie rozczesałam włosy, wysuszyłam je i wyprostowałam. Poszłam w samym ręczniku do szafy i szukałam odpowiedniej kreacji. Chciałam zrobić na złość Brazylijczykowi i pokazać mu co stracił. Wybrałam taki zestaw. Nie był on jakiś specjalny, ale wiedziałam, że Ney lubił mnie w takich stylizacjach.

Następnie zrobiłam sobie czarno złoty makijaż i pomalowałam sobie paznokcie. Uwielbiałam je malować.

Kiedy zobaczyłam się w lustrze stwierdziłam, że nie jest najgorzej. Mogę tak wyjść do ludzi. Zeszłam na dół. Mieliśmy się spotkać obok recepcji. Na schodach spotkałam Tello. Prezentował się idealnie. Biała koszula i te jego spodnie tak świetnie dopasowane do reszty. Włosy leciutko postawione do góry. 
-Pięknie wyglądasz- wymruczał mi do ucha. Uśmiechnęłam się sama do siebie. To było miłe. Tego potrzebowałam. Czyjeś obecności, ciepła, zrozumienia i miłych słów. Nie kłamstw, ale prawdziwych słów, dzięki którym poczuje się jak księżniczka. Tak się czuje teraz. Wiem, że to głupie, ale przy Crisie czuje coś... No nie wiem. Bardzo dobrze się przy nim czuje. Objął mnie w pasie i zeszliśmy na dół. Spojrzałam na Neymara, który zaciskał swoje ręce na blacie recepcji. Zawsze tak robił kiedy był zdenerwowany. Powinien się leczyć. Co on jest jakiś niedorozwinięty? Stoi i wścieka się o nic. Chyba, że znowu go dziewczyna w dupsko kopnęła. Wcale bym się nie zdziwiła. Pewnie odwalił jakiś numer tak jak ze mną. Przespał się za pewne z kimś lub zaczął ją wyzywać i tak się to skończyło. Ale mimo tego, że byłam w tym momencie na niego zła, ponieważ będzie rozwalał cała imprezę sowim humorem to wyglądał wspaniale. Czarna koszulka z małym nadrukiem idealnie opinała się na jego umięśnionej klatce piersiowej. Spodnie zwisające w kroku idealnie dobrane do całej reszty. Zupełnie jak u Crisa. Tyle, że Brazylijczyk wyglądał o niebo lepiej.  Do tego ten jego full cap. Wyglądał świetnie, ale nie powiem mu tego. Nie dam nawet po sobie poznać, że mi się podoba.
-Coś ci się pomyliło- zwrócił się do mnie. Byłam zdezorientowana. Założyłam sukienkę na lewą stronę? Albo buty mam nie do pary? O co mu chodzi?- My idziemy do klubu nie do burdelu- powiedział widocznie dumny ze swojej riposty. Wszyscy patrzyli się to na mnie to na niego. Chłopaki zaczęli reagować, ale uciszyłam ich jednym spojrzeniem.
-Widać, że masz spore doświadczenie- powiedziałam z uśmiechem. 
-No fakt... W końcu się ze sobą przespaliśmy- stwierdził, a mnie coś ukuło w serduszku. Po chwili jednak byłam tylko i wyłącznie wściekła.
-Nawet ci nie stanął- wypaliłam. Zaraz jednak tego pożałowałam. Stoimy na środku wejścia i się kłócimy używając jakiś... No wiadomo jakich słów. 
-To my ze sobą na tej imprezie nie spaliśmy?- zapytał zdezorientowany?
-Nie... Miałam wtedy Crisa- powiedziałam, aby się na nim odegrać i spojrzałam w stronę mojego przyjaciela. Rozumieliśmy się bez słów. Od razu podszedł do mnie i objął mnie w pasie. 
-Byłaś wspaniała skarbie- powiedział to tak, aby Neymar usłyszał. Tego co się potem wydarzyło zupełnie się nie spodziewałam. Neymar rzucił się na Crisa. Tata zaraz ich oddzielił.
-Co wy sobie myślicie? Co?-zaczął krzyczeć- Zachowujecie się jak dzieci. W takim razie pozwolę wam poczuć co czują tutaj wszyscy obecni. To, że się rozstaliście i nadal coś do siebie czujecie nie oznacza, że musicie robić tu jakiś scen! Co wy sobie w ogóle wyobrażacie? A ty Neymar? Z jakiej racji rzucasz się na Crisa? Odbiło ci? A ty Marika nie lepsza... Co to za teksty? Prowokujesz obojga. Jesteś moją córką, ale nie pozwolę ci się tak zachowywać. Robicie sobie cały czas na złość! Co ja jestem w przedszkolu? Teraz sobie tutaj zostaniecie i wszystko przemyślicie. Macie się dogadać i bez dyskusji. Zrozumiano?- jeszcze nigdy nie widziałam, aby tata się tak wkurzył. Nawet, gdy myślał, że przespałam się z "11" Dumy Katalonii nie był tak zdenerwowany.
-Jestem dorosły i będę chodził tam, gdzie chce- odpowiedział Neymar.
-Tak? A mecz chcesz zagrać?- zapytał go Pep. Co on taki zdenerwowany?
-Ale mnie żaden mecz nie obchodzi- powiedziałam. 
-A chcesz się ze mną pokłócić? 
-Obojętne mi to.
-Jak nie zostaniesz to chłopaki poddadzą się jutro walkowerem- widziałam strach w oczach i na twarzach piłkarzy. 
-Nie zrobisz tego- powiedzieliśmy jednocześnie z Neymarem.
-A chcecie się przekonać?
-Nie- powiedział. 
-To a z nimi zostanę- odezwał się Tello. Kochany. Woli zrezygnować z imprezy tylko po to, żebym się lepiej czuła.
-Ani się waż bo ty nie wyjdziesz na boisko,ale nie przez jeden mecz,a  co najmniej 10- znów powiedział stanowczo jego trener.
-Poradzę sobie- powiedziałam do Crisa. Uśmiechnęłam się do niego, a on to odwzajemnił. Wychodząc powiedział
-Jakby co to dzwoń- od tej chwili byłam skazana na towarzystwo Neymara. Ciekawe jak to będzie? Co teraz? Przecież nie chcę z nim rozmawiać. A może właśnie chcę wszystko wyjaśnić? Sama już nie wiem. Musiałam coś z tym wszystkim zrobić. Ale chyba nie teraz. Książę siedział obrażony na cały świat na kanapie. Postanowiłam iść do pokoju hotelowego i się przebrać. Wtedy on wstał i powiedział...


I jest 28 rozdział :) Jak wam się podoba? Dziękuję każdej osobie, która to komentuje i czyta moje wypociny <3 I co ma być dalej? Wyjaśnią sobie wszystko czy jednak nie dadzą rady? Są już na to gotowi, aby szczerze porozmawiać? A co sądzicie o zachowaniu Pepa :D?




























sobota, 7 lutego 2015

27. Próbowaliśmy tyle razy, a teraz to przeszłość... Chyba coś nam uciekło

Byłam nieprzytomna. To chyba idealne określenie. Musiałam wstać o 5 rano, aby zdążyć na ten samolot do Brazylii. W drodze pod prysznic weszłam w futrynę. Po prostu jakaś masakra. Cieszyłam się na ten wyjazd bo cholernie stęskniłam się za Rafaelą i Davim, ale nie wiem czy oni będę chcieli mnie jeszcze znać. W końcu odeszłam od najbliższej im osoby. Bałam się tego. W końcu udało mi się odgonić od siebie nieprzyjemne mysli. Wykapałam się, umyłam zęby i związałam włosy w niezgrabnego koka. Ubrałam się w wczoraj przyszykowane ubrania.


Było mi dzisiaj wszystko jedno. Wiedziałam, że znowu się zaczyna. Dopiero co z tego wyszłam, a już czuję, że znowu mogę wpaść w to gówno. Nie chcę wracać do psychiatryka. Tam było strasznie. Czuję, że się rozpadam. Zupełnie tak jakby nie było już dla mnie ratunku. To chyba nie był dobry pomysł, aby tu przyjechać. Gdzie się podziała ta wojownicza dziewczyna, której nikt nie mógł skrzywdzić? Gdzie ta wredna suka, która krzywdziła? Tak, mówię o sobie. Właśnie taka byłam. Nigdy nie zapomnę tego, co się tutaj zdarzyło. Próbowałam już an wiele sposobów, ale nie dałam rady. Za każdym razem wszystko wraca. Postanowiłam jeszcze się pomalować. Kiedy weszłam do łazienki zobaczyłam w lustrze dziewczynę. Bardzo nieszczęśliwą dziewczynę. Po jej policzku leciały łzy. Nie płakała, nie szlochała, po prostu płakała. Umalowałam się na czarno i w tym momencie zapragnęłam mieć czarne włosy.Zeszłam z moją torbą podróżną na dół. Tata siedział na kanapie. Chyba na mnie czekał. Właśnie coś mówi,a le w ogóle go nie słucham. Chce mi się płakać. Ile jeszcze wytrzymam w takiej sytuacji? Nie dam rady. Ogarnij się idiotko! Nie możesz mu pokazać, że jesteś słaba... Nie możesz tego nikomu pokazać. 
-Marika!- krzyk mojego taty wybudził mnie z transu.
-Przepraszam, zamyśliłam się- powiedziałam obojętnie. Nie miałam dzisiaj w sobie życia. Byłam jak jakiś pierdolony trup. Jedno tylko mnie od niego różniło. Mianowicie miałam jeszcze uczucia i bardzo cierpiałam. 
-Chodź idziemy- powiedział, wziął moją torbę, a ja zamknęłam drzwi od domu i włączyłam alarm. Najchętniej bym tu została. Zamknęłabym się w domu, napiłabym się najlepszej czystej wódki jaką mamy w domu, wypaliłabym skręta i zasnęła. To dobry pomysł, ale już obiecałam tym piłkarzynom i tacie, że pojadę. Nie mam innego wyjścia. Jechaliśmy przez kilka minut w kompletnej ciszy i może byłaby ona krepująca, gdybym nie czuła się tak jak czułam się w tym momencie. A jak się czułam? Jak szmata, idiotka, kretynka, gówniara... Czułam się niesamowicie samotna. Chciałam założyć słuchawki i odpłynąć w moich ulubionych polskich bitach. Tak... Rap to jest to. Nie raz wyciągał mnie z dołka. Spróbuję i tym razem. 
-Marika?- wypowiedział moje imię tata, ale tak jakby z troską. Trzymałam słuchawki i telefon w ręce. Czekałam na to, co powie- Wszystko u ciebie ok?- zapytał. I co ci mam powiedzieć? Że wszystko się jebie przeze mnie? Tylko dlatego, że jestem zakłamaną, głupią idiotką? Że wcale się nie dziwię, że każdy mnie zostawia? że nie umiem żyć jak dawniej? Co ci mam powiedzieć tato? Że czuję się jak szmata. W moich oczach pojawiły się łzy. Jednak szybko nad tym zapanowałam. 
-Jasne, czemu pytasz?- znów skłamałam. On i tak nie potrafiłby mi pomóc. W takich sytuacjach pomóc umiała mi tylko jedna osoba. Myślałam, że naprawdę się zaraz rozpłaczę.Powstrzymywałam się od tego z całych sił. 
-Wiesz... Pomalowałaś się na czarno i podobnie się ubrałaś... Zupełnie jak wtedy, kiedy...- nie chciałam, aby kończył. Musiałam przerwać. 
-Daj mi spokój!- fuknęłam na niego. Założyłam słuchawki i puściłam moje ulubione piosenki. Nic się dla mnie już nie liczyło. To był jakiś obłęd. Dobrze wiedziałam, że tak się zachowuje i chyba właśnie dlatego tak bardzo mnie to zdenerwowało. Nie wiem już kim jestem. Mój świat się zawalił 2 lata temu. Dojechaliśmy na lotnisko. Tata chciał wziąć moją torbę, ale nie pozwoliłam mu na to. Sama ją wzięłam i poszłam za nim. Dobrze wiedziałam, że sprawiam mu tym wielką przykrość, ale nie chciałam się przy nim rozpłakać. Pieprzona gówniara. Neymar miał racje. Mam wszystko, a nie potrafię nawet tego docenić. 18 letnia idiotka, która sprawia tylko problemy. Za niedługo będę 19 letnią idiotką. Mam dość samej siebie. Wszyscy się witali. Tylko ja siedziałam na ławce. Heh... Na ławce siedziała smutna, zła, beznadziejna, głupia, rozpieszczona, a przede wszystkim samotna dziewczyna. Zobaczyłam na ławce siedzącego Neymara. Był smutny. Widziałam to. Nasze spojrzenia się spotkały. Szybko odwróciliśmy wzrok. Nie mogłam na niego patrzeć. Nie na takiego smutnego i załamanego. 


~Perspektywa Neymara~

Szła za swoim tatą. Chyba się pokłócili. Wyglądała na zmęczoną, smutną i bez życia. Ubrana i umalowana cała na czarno. Coś musiało się stać- przeszło mi przez głowę. Zawsze, kiedy nie dawała sobie rady robiła sobie mocny makijaż. Mimo całego czarnego stroju wyglądała olśniewająco. Nikt inny by tak nie wyglądał. Tylko ona umiała rozpalić moje zmysły swoją naturalnością... Po prostu sobą. Usiadła na ławce na przeciwko mnie. Chyba zorientowała się, że cały czas na nią patrzę. Spojrzała mi prosto w oczy. Ujrzałem w jej oczach ten żal. Chciałem do niej podejść, ale moja duma mi na to nie pozwalała. W okolicach klatki piersiowej poczułem ból. Wszystkie wspomnienia przeleciały mi przed oczami. Nasze pierwsze spotkanie, kłótnie, zakład, pierwszy pocałunek, dyrektora jej szkoły... Tyle razy się raniliśmy. Oboje na wzajem. Próbowaliśmy tyle razy, a teraz to przeszłość... Chyba coś nam uciekło. Tylko czy ja naprawdę uważam to za przeszłość? Chłopaki zawołali mnie na pokład samolotu. Zapiąłem pasy i założyłem słuchawki. Siedziałem przy oknie i myślałem o mojej rodzinie. Czemu jej w niej nie ma? Boże... O czym ty myślisz idioto? Ktoś przede mną oparł się o okno w tym samym momencie co ja. Ujrzałem jej piękne włosy. Miałem tak wielką ochotę przesiąść się obok niej i po raz kolejny poczuć smak jej ust. Chyba za bardzo się rozmarzyłem. Zaraz odpłynąłem. Obudził mnie Leo, mówiąc, że mam zapiąć pasy. Podszedł do Mariki i zrobił to samo. Gdybym wiedział, że spała... No co? Co być zrobił? Popatrzyłbym na nią... Moje myśli są dziś jakieś dziwne. Wysiedliśmy z samolotu i udaliśmy się do hotelu. Mój pokój jak na złość znajdował się na przeciwko jej. Miała go dzielić z którąś z dziewczyn, ale nie chciała. Jestem pewny, że coś się stało. 
-Dzieciaki uwaga!- wydarł się Geri. Wszyscy od razu na niego się wydarli, że jest najgorszym dzieckiem z nas wszystkich. Ona się lekko uśmiechała, widząc to, ale była spokojna. Nie krzyczała, nie wybuchała śmiechem jak inni. Stała oparta o ścianę. W końcu przestali się kłócić.
-Za godzinę idziemy na plaże! Zbiórka tutaj!- wykrzyczał poirytowany już chyba Pep. Wcale się mu nie dziwię. Wziąłem prysznic i szybko się przebrałem. Napisałem jeszcze sms-a do Raf, że jestem już na miejscu. Odpisała, że najprawdopodobniej będzie jutro z małym  w hotelu. Może załatwię to tak, żeby była w pokoju z Mariką. Miałaby na nią oko. Szybko minęła mi godzina. Zszedłem na dół.
-Przyszła gwiazda, a gdzie druga?- zaczął Xavi. O co mu znowu chodzi? Chyba spostrzegł, że nie rozumiem o co chodzi- Tylko na ciebie czekaliśmy, a raczej ja bo reszta poszła już na plażę... No i jeszcze nie ma Mariki- powiedział zrezygnowany. 
-Pójdę po nią, a ty idź już na ta plażę bo zaraz mnie zabijesz- powiedziałem.
-Masz rację- odpowiedział ze śmiechem i pobiegł w stronę naszych przyjaciół, krzycząc przy tym, aby zaczekali. Poszedłem do pokoju mojej byłej dziewczyny. Wszedłem bez pukania, za co zaraz skarciłem się w myślach. Leżała na łóżku. Z początku myślałem, że śpi, ale szybko się podniosła. Zobaczyłem na jej twarzy rozmazane kosmetyki. Czarna rzeka płynęła po jej policzkach. Szybko do niej podbiegłem i ująłem jej twarz w dłonie. Sam przestraszyłem się, a jednocześnie zdziwiłem się swoim zachowaniem. Nie mogłem patrzeć na to jak ona płacze, jak cierpi. Oddałbym za nią życie. Przynajmniej kiedyś... Ona zaraz się we mnie wtuliła. Jej łzy spływały na moje gołe ramię. Szlochała. Tak bardzo tego nie chciałem. Ona po chwili się ode mnie oderwała. Popatrzyłem w jej oczy. O nic nie pytałem. Wiedziałem, że teraz i tak by mi nie powiedziała, co się stało. Taka już była. Wyszeptała tylko ciche przepraszam. 
-Nie masz za co... Chłopaki poszli już na plaże... Czekają na nas- wyjaśniłem. Było mi tak ciężko z nią rozmawiać. Brakowało mi tego, ale jednocześnie nie chciałem tego. Nie chciałem babrać się w przeszłości.
-Już się przebieram- jak powiedziała, tak też zrobiła. Po kilku minutach pojawiła się bez makijażu w stroju kąpielowym, który idealnie do niej pasował. Zarzuciła na siebie jeszcze czarny prześwitujący materiał. Wyglądała lepiej, niż milion dolarów.


-Idziemy?- zapytała tym swoim anielskim głosem. 
-Z tobą na koniec świata- wyszeptałem. Moje oczy zrobiły się jak ona to mówiła jak pięć złoty. Jak ja mogłem powiedzieć to na głos? Ale wpadka. Miejmy nadzieję, że tego nie słyszała.
-Co?- zapytała.
-Ni, nic... Idziemy- powiedziałem. Poszliśmy w stronę plaży. Od razu wiadomo było, gdzie jest ta banda mośków bo było ich słychać chyba w całej Brazylii. W drodze nad morze między mną, a Mariką panowała dziwna cisza. Nie była taka jak kiedyś. Teraz była krępująca. Aż się nie miło szło. Przynajmniej mogłem się nacieszyć jej widokiem. Powinienem być na nią zły, że uciekła. Wyjechała nic nie mówiąc. Napisała tylko list, w którym wyszło, że nigdy mi nie ufała. Związki bez zaufania nie istnieją. Mimo wszystkich ran, jakie mi zadała nie jest mi obojętna. Nie kocham jej, ale... Ale nie mogę patrzeć jak cierpi. Kiedy tylko stanęliśmy przed tymi idiotami od razu pożałowałem, że tu w ogóle przyszedłem. Mogłem zostać w domu i nie patrzeć na to wszystko...




Mamy 27 rozdział :) Kochani przepraszam was, że tak długo nic nie dodawałam, ale robię projekt gimnazjalny :( Wczoraj wróciłam do domu od przyjaciółki o 19( kończyłam lekcje o 12) bo robiłyśmy właśnie ten projekt i dzisiaj tez go robiłam... Do tego jeszcze mam pełno sprawdzianów i kartkówek przed feriami :( W dodatku odchodzą jakieś problemy... Wiecie jak to jest :/ Mogę wam tylko obiecać, że już nie bd takiej przerwy :)

A teraz :) Jak wam podoba się rozdział? Co się wydarzy potem? Co się mogło stać, że Neymar był smutny i później na koniec rozdziału posmutniał? Czy to ma związek z Mariką? A może pojawi się Jessica? Czekam na wasze pomysły :D