sobota, 13 grudnia 2014

11. I czego ryczysz?

Obudził mnie dzisiaj budzik o szóstej rano. Mamy piątek. Nareszcie. Neymara już nie ma. Wiedziałam, że będziemy udawać, iż nic się nie stało. W sumie to nic się nie stało. Trudno, nie mam zamiaru przejmować się tym niedojrzałym gnojkiem. Sam nie wie, czego chce. A no tak- on "chce ciepła w domu i ognia na mieście". Wszystko naraz. Wstałam z łóżka, spakowałam się, włączyłam na chwilkę laptopa, a potem wzięłam prysznic i poszłam się ubrać w to:

Nie chciałam iść do tej szkoły, ale co miałam na to poradzić. Nie chciałam zawieść więcej taty, a poza tym obiecałam Neymarowi, że będę chodzić do szkoły. Wiem, że on ma to tak naprawdę gdzieś, ale moja zasada to nie składać obietnic bez pokrycia. Może przefarbuje swoje włosy. To chyba prawda, że kobieta farbuje swoje włosy, kiedy zmienia coś w swoim życiu. Przynajmniej ja tak robię. Schodząc na dół, umawiałam się na wizytę u fryzjera. W kuchni doznałam szoku. Stał tam Junior i robił sobie kawę. Gdy skończyłam rozmawiać, zagadałam do niego:
-Szczerze mówiąc, to myślałem, że już cię tu nie ma.
-Przecież wczoraj obiecałem ci, że będę przy tobie i będę ci pomagał-powiedział trochę zdezorientowany i jakiś taki smutny, czy coś.
-Chyba nie myślałeś, że to tak naprawdę?-nie lubię kłamać. Nienawidzę tego, a mimo to wciąż to robię. A jest tak tylko przy nim. On nie pozwala mi racjonalnie myśleć. Nie mogę mu zaufać i pokazać przy nim co czuję. Naprawdę nie wiem dlaczego tak się dzieje. Miałam spotkać się dzisiaj z Marcem, tym razem po szkole. 
-Zrobiłem ci kawę-powiedział, tym samym wyrywając mnie z moich przemyśleń.
-Nienawidzę kawy... Ohyda- wykrzywiłam się w geście grymasu.
-Jest coś co ty lubisz?-zapytał.
-Jasne-wyjęłam z lodówki jogurt pitny- to jest właśnie to- następnie wlałam sobie go do buzi i wrzuciłam musli. Tak, wiem te moje sposoby jadania. Najlepsze ze wszystkich. On się jakoś dziwnie na mnie patrzył.
-No co?-zapytałam, nie rozumiejąc o co mu może chodzić.
-Nie nic... Misek w domu nie macie?- zapytał ze śmiechem.
-Jedzenie z miski jest dla słabych-stwierdziłam również się śmiejąc.
-Może wpadniesz dzisiaj na nasz trening? Dawno nie widziałaś chłopaków i chciałbym znowu cię ograć- zaproponował.
-Wiem, że dawno mnie nie było. Bardzo są źli?- zapytałam.
-Raczej zawiedzeni- odpowiedział.
-To przyjdę... Ktoś musi cię nauczyć grać- odgryzłam się, chociaż nie wiem za co, ale ok. 
-Tak sobie wmawiaj- powiedział i poszliśmy oglądać telewizję. Po kilku minutach przyszedł tata. Zjadł śniadanie i pooglądał z nami jeszcze chwilę film.
-Musimy już jechać bo Marika się spóźni do szkoły, a my do pracy-oznajmił. Serio? A tak fajnie było. W sumie to wiem, że muszę się teraz wykazać. Zapomniałam, że mam dzisiaj fryzjera, a Ney mówił o tym treningu.
-A jak ja mam przyjść na ten trening skoro teraz macie?- zapytałam, a zarówno człowiek potocznie zwany moim ojcem i niby "najlepszy piłkarz Dumy Katalonii" strzelili "face palma".
-A ty wiesz, że my mamy dwa razy trening?-zapytał się mnie Neymar jak jakieś idiotki.
-Aha. O której?- spytałam.
-O 16-powiedział tym razem mój tatuś.
-Ok, to przyjdę. Idziemy?-spytałam.
-Jasne-powiedział Pep. Ja z tatą pojechaliśmy do szkoły, a Neymar na trening.
-Widzę, że zaczęliście się dogadywać  z Ney' em- zaczął rozmowę.
-Kiedyś trzeba... A tak na poważnie to on jest dziwny i nie mam zamiaru mu zaufać ani bardziej się zakumplować-zwierzyłam się.
-Mówiłem ci to już kiedyś, że Ney ma duże problemy, nie radzi sobie z nimi-tłumaczył mi ze smutkiem.
-Wiem, gadaliśmy o tym wczoraj, ale to go wcale nie usprawiedliwia. Takie jest życie. Przeżywamy wzloty i upadki, ale nie możemy ignorować świata, niszczyć samego siebie i wszystko wokół- powiedziałam. 
-Zgadzam się... Echh.. Pogadamy o tym później-zaparkował samochód-Od poniedziałku chodzisz do innej szkoły. No to co buziaczek na pożegnanie?- zapytał wesoło.
-Dla najlepszego taty na świecie zawsze-pocałowałam go i poszłam do szkoły. Cieszyłam się jak małe dziecko z wymarzonej zabawki, którą dostało od Świętego Mikołaja. Weszłam do dużego budynku i od samego progu ogarnął mnie ponury nastrój. Tutaj panowała zawsze taka przygnębiająca atmosfera. Trudno, to tylko kilka godzin i fryzjer, a następnie trening z chłopakami. Lekcje zleciały mi bardzo szybko. Nie spodziewałam się tego. Ze szkoły odebrał mnie Marc.
-Cześć księżniczko-powitał mnie jak zawsze.
-Hejka naklejka-odpowiedziałam. Wsiedliśmy do jego samochodu i pojechaliśmy do parku, abym miała blisko do fryzjera bo za niedługo mam wizytę.
-To o czym chciałeś pogadać?- zapytałam z zaciekawieniem.
-O ans-odpowiedział-Wiesz, że nie jesteś mi obojętna. Marika zakochałem się w tobie i jeśli czujesz to samo to... To chciałbym żebyś została moją dziewczyną-powiedział. Nie wiedziałam co zrobić. W końcu go pocałowałam. Nasz pierwszy prawdziwy pocałunek. Czułam się jak ścierwo. Nie kochałam go, przynajmniej nie tak, a nasz pocałunek nie był pełny miłości. Był zupełnie inny. Marika! Ogarnij się debilu! Tak, oto moja kochana podświadomość, która podpowiada mi, że kiedyś go pokocham. Poszliśmy za rękę do fryzjera.
-Kochanie, co ty właściwie chcesz zrobić z tymi włosami?- zapytał Marc.
-Przefarbować-odpowiedziałam z durnym uśmieszkiem.
-Na jaki kolor?- zapytał lekko zdziwiony.
-Nie wiem jeszcze, ale będzie fajnie-powiedziałam i natychmiast pociągnęłam go za rękę do salonu. Był bardzo cierpliwym facetem, ponieważ siedział obok mnie i patrzył jak fryzjerka podcina mi lekko włosy, myje, farbuje, układa itd. Efekt był taki:



Marc zrobił sobie ze mną zdjęcie i podpisał: "Mój skarbeczek był u fryzjera :) Jak zawsze piękna :* Kocham cię ślicznotko ♥". Pojechaliśmy szybko na trening. Nasza prędkość nie miała znaczenia bo i tak się spóźniliśmy. On poszedł do szatni chłopaków, a ja do mojej. Spotkaliśmy się na korytarzu przed wejściem na murawę. Złapaliśmy się za ręce i z uśmiechami na ustach weszliśmy na stadion. Dołączyliśmy do chłopaków. 
-Marika?! Dziecko, co ty zrobiłaś z włosami?- krzyczał mój tata- Żartowałem! Pięknie wyglądasz, ale co ma znaczyć ta twoja ręka i tego nędznego piłkarzyny- śmiał się tata.
-Jaki trener taki piłkarz- skomentował Marc, a wszyscy wybuchnęli śmiechem. Wszyscy, oprócz Neymara. Ten jak zwykle ma focha na cały boży świat. Co za człowiek.
-Ha-ha-ha bardzo śmieszne panie Bartra,a nie chce pan może jakiś kółeczek zrobić? Ruch to zdrowie, nie?- teraz już wiem, po kim ja to wszystko mam. Jedna, wielka katalońska rodzinka. Tutaj 20 lat czyta się jako 2, 30 jako 3 i tak dalej.
-Ja i TWOJA córeczka jesteśmy razem-odpowiedział mój chłopak, podkreślając słowo "twoja". Wszystko ładnie, pięknie, ale stwierdzenie "mój chłopak" wywołuje u mnie uczucie smutku, poczucia winy i złości. Powinnam mieć motylki w brzuchu, a ja się czuję tak jakby czołgi tam jeździły. Po prostu go nie kocham. Marika, zamknij się. Wiesz, że jest inaczej. Powtarzaj sobie tylko, że go kochasz. Tak się musi w końcu stać. Wszyscy buczeli i nam gratulowali, ale byłam rozbita. Z trybun zawołała mnie Antonella. Podeszłam do niej.
-Co ty taka struta? Powinnaś się cieszyć... Masz chłopaka, piękne włosy-powiedziała, ale nawet nie ukrywała swojej ironii.
-Skąd ten sarkazm?-zapytałam.
-Nie wiem. Może stąd, że bardzo lubię Bartrę,a ty go oszukujesz?- spytała znów sarkastycznie.
-Kocham go-powiedziałam, a ona westchnęła i zmieniła swój ton głosu. Martwiła się o mnie i o niego.
-Ale tylko jako przyjaciela. Nic więcej... Też kiedyś byłam w takim związku. Czułam to samo. Oszukujesz się, że go pokochasz, ale tak się nigdy nie stanie. Musisz z nim zerwać. Posłuchaj... Gdybym nie zerwała z moim  byłym chłopakiem, którego traktowałam tak jak ty Marca to być może nigdy nie poznałabym Leo, nigdy nie bylibyśmy razem i nie mielibyśmy cudownego synka. To twoje życie i zrobisz jak zechcesz, ale proszę cię przemyśl to, a teraz idź grać bo cię wołają. Zapraszam wieczorem do mnie na ciąg dalszy rozmowy-powiedziała, a ja odeszłam. Byłam w szoku. Ona kiedyś czuła dokładnie to samo, co ja teraz.  Poszłam zupełnie bez entuzjazmu do piłkarzy. Czułam się okropnie. Jestem egoistką. Chciałam być szczęśliwa czy to grzech? W tym wypadku chyba tak. Zrobiłam najgorszą rzecz na świecie. Nie chcę go skrzywdzić. Nie mogę już się z tego wycofać. Zagrałam z chłopakami meczyk, a później pojechaliśmy wszyscy do Pedro. Usiadłam u niego na kanapie i korzystając z okazji, że nigdzie nie było Marca, a tata jest w domu wzięłam wódkę i zaczęłam pić ją z butelki. Było mi tak cholernie źle. Po moim policzku popłynęły łzy. Wtedy w moją stronę zaczął zbliżać się Marc. Odstawiłam trunek i wytarłam oczy.
-Kochanie, źle się czuję. Chyba już pojadę. Zostań, tylko nic nie pij-powiedział.
-Na pewno nie jechać z tobą?- miałam nadzieję, że zaprzeczy.
-Nie... Zostań-uśmiechnął się i mnie pocałował-cześć-skinęłam tylko głową, a kiedy byłam pewna, że wyszedł sięgnęłam po butelkę z przezroczystym płynem, którym wcale nie była woda. Podeszła do mnie Shakira, ponieważ Anto pojechała z Messim i Thiago prosto do domu.
-Widzę, że Polki umieją pić-zaśmiała się-u nas tak się nie pije, wiesz wino, piwo, ewentualnie kieliszek wódki, ale aż tak-pokręciła głową.
-My pijemy tylko tak-uświadomiłam ją.
-Anto mi powiedziała o tobie i Marcu i o tym, że to tylko przyjaciel- powiedziała.
-Przemyślałam to... Kocham go- cholera moje słowa znów brzmiały nie pewnie, oby się nie zorientowała. Znów kłamię. Co się ze mną dzieje?
-Próbujesz przekonać siebie czy mnie?- zapytała.
-Naprawdę go kocham-zapewniałam.
-Jasne.
-Jest kochany, miły, czuły... Czuję się przy nim bezpiecznie. Kiedy jest obok wiem, że jestem komuś potrzebna i...-nie dała mi skończyć.
-I chciałabyś go pokochać, ale niestety jest tylko twoim przyjacielem-dopowiedziała.
-Idziemy tańczyć-zarządziłam. Musiałam zmienić temat, coś zrobić. Nie mogłam jej przyznać racji, ale powiedziała wszystko co się ze mną działo. Głupie uczucie. Tańcząc z Shak zobaczyłam Neymara, pijącego wódkę jak oszalały. Obiecał mi, że przestanie. Wiedziałam, że jego słowo jest gówno warte, ale miałam tą głupią nadzieję na to, że się zmieni, że nie zaprzepaści swojej kariery, nie przegra swojego życia.
-Co ty robisz?-krzyknęłam wściekła, zabierając mu alkohol.
-Oddaj to!-krzyknął i mnie popchnął.
-Obiecałeś mi!-również krzyczałam. Walczyłam ze łzami, ale przegrałam tę walkę.
-I czego ryczysz? Ty też mnie okłamałaś! Mówiłaś, że z nim nie jesteś- on także był bliski płaczu. To chyba nie możliwe. Pewnie wpadło mu coś do oka.
-Nie okłamałam cię. Jesteśmy razem od dzisiaj- wytłumaczyłam mu.
-Kłamiesz-powiedział zrezygnowany. Napił się tego płynu. Oboje byliśmy troszeczkę wstawieni.
-Przysięgam-mówiłam nadal ze łzami w oczach- proszę cię, zostaw to. Odprowadzę cię do domu- zaproponowałam. Obiecałam mu, że będę przy nim i będę mu pomagać wyjść z tego wszystkiego. Dotrzymam słowa.
-Kochasz go?- zapytał znienacka. Nie wiedziałam co mu powiedzieć. Wahałam się.
-Tak- powiedziałam, ale brzmiało to jeszcze bardziej nie pewnie, niż w przypadku Shak.
-Miałaś nie kłamać- skarcił mnie.
-Przestań.
-Nie powiem mu.
-I tak by ci nie uwierzył.
-Uwierzył.
-Nie bo go kocham.
-Nie prawda. Znam cię.
-On też mnie zna, gdyby tak było to by się zorientował.
-Jest na to za głupi.
-Neymar!-krzyknęłam.
-No co? Naprawdę nie widzisz tego wszystkiego? 
-Co mam widzieć?-spytałam
-Przymknij się na chwilę- powiedziawszy to po prostu mnie pocałował, a ja jak idiotka zapomniałam o moim chłopaku i poddałam się jego pocałunkowi. Nasz pocałunek był zupełnie inny, niż moje z Bartrą. Ten był czuły, namiętny i delikatny. Co ty robisz? Masz chłopaka! Odepchnęłam go tak szybko jak on mnie pocałował. Wszyscy na nas patrzyli. Byli zdziwieni i zawiedzeni. 
-To ja już pójdę-powiedziałam i wyszłam. Postanowiłam się przejść. Miałam dość blisko od Pedro do mojego domu. Chłód uderzał we mnie niczym tajfun. Było mi bardzo zimno. Zaczął padać deszcz. Ucieszyłam się. Było mi jeszcze zimniej, ale kiedy padało nie było widać moich łez. To było najważniejsze. W domu było cicho. Tata już spał. Poszłam po cichutko do mojego pokoju i złamałam moją przysięgę wobec "11". Pocięłam się. Nie wytrzymałam. Byłam egoistycznym ścierwem. Nie spałam całą noc. Nie mogłam. Dopiero nad ranem zasnęłam.

~Perspektywa Neymara~

Teraz to już na pewno nie będziemy się do siebie odzywać. Po co ja ją pocałowałem? Ona ma Marca, który we wszystkim jest lepszy ode mnie. Ona chyba go kocha. Chciałem jej wmówić, że go nie kocha, ale tak wcale nie jest. Tylko ja tego nie chciałem. Sam nie wiem czemu. Dałbym wile, żeby obok mnie była moja siostra. Ona wiedziałaby co mam zrobić, pomogła by mi. Tęsknie za nią jak za nikim innym, ale rodzice nie pozwalają jej nawet do mnie dzwonić, sprawdzają jej komputer. Kiedyś mi to powiedziała, a potem już nie rozmawialiśmy. Byłem kiedyś w Brazylii i chciałem się z nią zobaczyć, ale dowiedziałem się, że już dawno tutaj nie mieszkają. 
-Stary co ty zrobiłeś? Przecież ona chodzi z Marcem, jeśli ją kochasz to pozwól jej być szczęśliwą- powiedział Pique.
-Nie wiem... Znaczy wiem po co to zrobiłem, chodziło o ten zakład- wymyśliłem szybko.
-Nie ściemniaj. Widziałem jak na nią patrzysz, jak ją całujesz, jak ją dotykasz. Miałeś łzy w oczach, mówiąc, że cię okłamała. Ty ją kochasz, a co do zakładu to już dawno go przegrałeś. Kochasz ją od początku-stwierdził.
-Nie prawda. Tu chodziło o mój honor, rozumiesz. Ja spadam, pa-powiedziałem i tak też zrobiłem. wezwałem taksówkę i pojechałem do domu. Zamykając drzwi, oparłem się o nie i zjechałem w dół, zakrywając twarz dłońmi. Wiem-to takie niemęskie. Poszedłem do kuchni i wziąłem  nóż. Przejechałem nim po ręce. Dopiero później dotarło do mnie, że złamałem naszą umowę z Mariką. Trudno, coś wymyślę, żeby się nie dowiedziała. Jak ja mogłem to zrobić? Jestem beznadziejny. Położyłem się na kanapie. W ręce trzymałem zdjęcie Raf-mojej siostry. 
-Nawet nie wiesz jak mi cię brakuje- powiedziałem do zdjęcia. Jestem nienormalny. Gadam do zdjęcia. Byłem rozbity emocjonalnie. Miałem ochotę coś sobie zrobić, ale w końcu postawiłem na sen. Wziąłem tabletki nasenne i po chwili już spałem. Miałem nadzieję, że się już nie obudzę.


Cześć kochani :D Jak tam wrażenia? Podobało się? Co myślicie o Neyu i Marice? Podobają wam się jej włosy xD ? Piszcie :)

Ostatnio widziałam na askach o Neyu pytania czy jest uzależniony od alkoholu itd. Otóż NIE! To, że pije, ćpa, tnie się, że nie am kontaktu z siostrą przez rodziców jest zmyślone :)

Pozdrawiam i zachęcam to komentowania :D  ♥
A to mój ask: http://ask.fm/VerkaOsman

10 komentarzy=12 rozdział :)












czwartek, 11 grudnia 2014

10. Ale co bedzie jutro?

Wstałam wcześnie rano, ponieważ musiałam iść do tej głupiej szkoły. Byłam zła na samą myśl o niej. Czemu nie mogę chodzić do publicznego liceum? Może nie będzie tak dobre jak to pod względem nauki, ale na pewno lepsze w kwestii uczniów. Pewnie i tak wywalą mnie z tej szkoły. W Polsce chodziłam do wielu szkół, ponieważ często mnie z nich wyrzucali. Często chodziłam na wagary, biłam się, pyskowałam do nauczycieli itd. Wiem,że nie ma czym się chwalić, ale czasu nie cofne. Ubrałam się w to:

 Kiedy już się umyłam dostałam SMS-a od taty.

"Kochanie Ney zawiezie cię do szkoły :) Powodzenia <3".
Aha. Fajnie. A co ja jestem? Mała dziewczynka, którą trzeba niańczyć? Tęsknię za mamą. Nie dlatego, że tata przysłał po mnie Neymara tylko dlatego, że dawno jej nie widziałam. Nie wiem co u niej. Zdaję sobie sprawę z tego, że ona ma mnie gdzieś, ale mimo wszystko mi jej brakuje. To jednak moja mama. Przypomniało mi się moje całe życie Polsce. Tęsknię za tym. Poszłam do swojego pokoju i wyjęłam z piornika cyrkiel. Długo zastanawiałam się czy aby na pewno dobrze zrobię przejeżdżając nim po moim nadgarstku. Kiedy chciałam to zrobić do pokoju wszedł Nwymar. Coś wcześniej mówił, ale gdy zobaczył co chciałam zrobić natychmiast zamilkł. Podbiegł do mnie i wyrwał mi cyrkiel z ręki, a następnie rzucił nim o podłogę. Ten roztrzaskał się na kilka części. Byłam na niego zła, a jednocześnie wdzięczna. Bałam się co teraz zrobi "11". Co jeśli powie o.wszystkim tacie? Nie. Na pewno nie, przecież już raz miał okazję.
-Czy to ci coś da?- zapytał hardo.
-Nie twoja sprawa- odpowiedziałam równie szorstko co on.

~Perspektywa Neymara~

Po chwili wiedziałem już, że moim stanowczym i nie zbyt przyjemnym tonem nic nie wskuram. Chciałem się dowiedzieć dlaczego ona to robi, przecież ma wszystko. Rodzina, przyjaciele czy pieniądze- dosłownie wszystko należy do niej. Zacząłem analizować także jej dziwne zachowanie podczas rozmowy z tym dyrektorem. Mówiła, że drugi raz tego nie przeżyje.

-O co ci chodziło wtedy pod szkołą?- zapytałem.
-Nie rozumiem
-Czego nie przeżyjesz 2 raz?- widać było, że myślała co mi odpowiedzieć.
-Szkoły... Szkoły rzecz jasna- odpowiedziała ze sztucznym uśmiechem.
-Dlaczego ci nie wierzę?
-A ty myślisz że co? Że ktoś mnie molestował czy co?- pytała już trochę zła. Wiedziałem, że chodziło o to. Tylko co się mogło wydarzyć w jej życiu takiego, że tak dziwnie zareagowała.Zgwałcił ją ktoś, molestował?
-A nie jest tak?- zapytałem zaintrygowany.
-Skończ! Jedziemy do tej szkoły czy nie?- zapytała juże wściekła.
-Najpierw mi powiesz o co chodzi- powiedziałem stanowczo.
-Nie Będziesz mi mówił co mam robić! Zawieziesz mnie czy mam sama pójść?
-Zawioze ale jak powiesz mi co się stało.
-Nie rozumiesz że nie mam ochotyna ten temat rozmawiać?- Spytała zirytowana.
-Nie, nie rozumiem- odpowiedziałem.
-I nie musisz- syknęła.
-Chce ci tylko pomóc- powiedziałem bezradny.
- A co to się stało? Przestałeś zauważać tylko swój czubek nosa? Jakoś ci nie wierzę. Jesteś jak wszyscy... Ja ci zaufam, a ty będziesz miał to wszystko gdzieś-powiedziała.
-Nie dowiesz się tego, jeśli mi nie zaufasz-pouczyłem ją.
-Kiedy ja nie chce ci zaufać
-A komus w ogóle zaufałas?
-Zrozum, że muszę Cię lepiej poznać. Nie wiem czego się po tobie spodziewać. Raz jesteś taki, a raz taki. Poza tym ty mi nic nie mówisz o sobie- miała rację. Nic jej o sobie nie mówiłem, a wymagałem tego od niej.
-Potrzebuje czasu- stwierdziłem.
-Ja też... Jedzmy już. Nie chce się od razu spóźnić.
-Jasne, chodź.
Pojechaliśmy do jej szkoły. Kiedy zatrzymałem samochód odezwałem się:
-Przyjechać po ciebie?
-Nie, jestem już umówiona.
-Z Marcem?- zapytałem.
-Yes, by.
- See You-powiedziałem ale ona już tego nie usłyszała. Pojechałem na trening.

~Perspektywa Mariki~

Nareszcie pojechał. Za sklepem obok mojej szkoły czekał już na mnie Marc. Umówiliśmy się wczoraj,że nie Pójdę dziś do szkoły. Ma mnie zabrać w jakieś odjazdowe miejsce i oczywiście napisać usprawiedliwienie. Uwielbiam go.

~miesiąc pozniej~
Z Marcem codziennie chodziłam na wagary. On miał inaczej treningi, ponieważ miał kontuzje i akurat ich nie olewał. Świetnie się z nim bawiłam. Kino, filmy u niego, plaża i zabawy. Tak minął nam ten miesiąc. Przyjeżdżał do mnie do domu, zabierał w jakieś magiczne miejsce, a potem odwoził do domku. Zawsze była fajna zabawa. Dzisiaj także byłam z nim. Byliśmy w jakimś klubie tanecznym. Było super. Tylko że nic nie wypiłam, ale to taki mały minus. Pożegnałam się z moim przyjacielem i poszłam do domu. Musiałam jeszcze się przebrać, aby tata nie zorientował się, że nie byłam w szkole. Po przebraniu się, zrobiłam sobie kanapkę i poszłam oglądać jakiś film.


~Perspektywa Neymara~

Pep dostał podczas treningu jakiś telefon, a potem był naprawdę zły. On zawsze mi pomagał, więc czułem się teraz w obowiązku. Musiałem chociażby zapytać go o co chodzi. Podszedłem do niego po treningu.
-Pep co się stało? Odebrałeś ten telefon, a potem byłeś już bardzo zdenerwowany- spytałem z troską w głosie. Tak. Z troską. Chyba tylko Marika by w to nie uwierzyła. Od naszej ostatniej rozmowy minął miesiąc. Nie widziałem jej od tamtej pory. Nie widywała się podobnież z nikim z drużyny, poza Bartrą oczywiście. Brakuje mi jej. Rzecz jasna tego jak ją denerwowałem i mogłem być chamski. 
-Czy to ty jej kazałeś chodzić na wagary?!- wydarł się mój trener, jednocześnie wyrywając mnie z moich przemyśleń.
-O czym ty mówisz?- w tamtej chwili myślałem, że zwariował. Ni z gruszki, ni z pietruszki gada o jakiś wagarach. 
-Nie udawaj. Mariki nie było miesiąc w szkole-powiedział zły, ale wiedziałem, że zawiódł się na Marice. Co jej strzeliło do głowy.
-To nie ja! Przysięgam- broniłem się.
-Wierzę ci Ney... Przepraszam. Po prostu martwię się o nią. Jest już prawie listopad i może mieć dużo jedynek na koniec semestru, a co za tym idzie nie wygrzebie się z nich do końca roku bo będzie miała jakieś egzaminy. Nie wiem co robić- wyżalił się. Było mi go szkoda. Wiem, że się starał. Może powinienem powiedzieć mu o tym co robi Marika... Powinien wiedzieć. Boję się, że gdy się o tym dowie to będzie się obwiniał i może się załamać. Boże, co ta dziewczyna zrobiła? Na pewno z Marcem chodzi na wagary. Samej by jej się nie chciało, a on miał właśnie treningi osobno, ponieważ miał kontuzję i musiał mieć specjalne treningi. W sumie to miał dzisiaj wrócić, ale zgłosił trenerowi, że znów ma problem z kostką i go nie będzie. To trochę dziwne bo wczoraj widziałem go  w Centrum Handlowym i był zupełnie zdrowy. Jeśli ona przez niego olewała szkołę, to chyba go zabiję. Co on sobie myśli? Jest chyba nienormalny. Uważa się za jej przyjaciela, a chyba chcę aby nie zdała do następnej klasy. Muszę z nimi pogadać. Może w ten sposób jakoś pomogę Pepowi, ale najpierw muszę mu powiedzieć co się dzieje z jego córką. Kiedyś może być po prostu za późno.
-Pep... Muszę ci coś powiedzieć-oznajmiłem.
-Nie teraz, jadę do domu. Pogadam z Mariką.
-Ale...-nie dane było mi skończyć.
-Pa Ney, dzięki i jeszcze raz przepraszam- krzyknął i poszedł. Może to jest jakiś znak, żeby jeszcze raz pogadać  z Mariką.

~Perspektywa Mariki~

Siedziałam sobie spokojnie w domu, kiedy wpadł do niego jak torpeda mój tata.
-Coś się stało?-zapytałam.
-Nie, kochanie. Jak było w  szkole?- spytał.
-Ciężko. Nie gramy w ogóle w nogę i mieliśmy dzisiaj sprawdzian z chemii- skłamałam. W tym samym momencie tata walnął mocno pięścią w stół i zaczął krzyczeć:
-Dzwonił do mnie twój wychowawca i powiedział mi, że od miesiąca nie chodzisz już na lekcje! Co ty sobie wyobrażasz? Jeśli szkoła ci nie pasowała, to mogłaś przynajmniej powiedzieć, a nie bezczelnie kłamać i olewać swoją przyszłość. To pierwsza sprawa, a po drugie to mów, kto pisał ci zwolnienia  z lekcji?!
-Nic się przecież wielkiego nie stało... Sama je pisałam-odpowiedziałam.
-Nic się nie stało? Nic się nie stało? Dziewczyno ty możesz nie zdać! Co miesiąc piszecie testy z materiału... Potem macie test ogólny, a jeśli napiszesz go na 1 to nie zdajesz! Ale pewnie to nic takiego... Pomyśl czasem-powiedział.
-Nie wiedziałam... Przecież go napiszę jakoś- mówiłam, tym samym odpierając jego atak.
-Jakoś? Czy ty siebie słyszysz? Mów z kim chodziłaś na wagary- zażądał.
-Sama-znów skłamałam.
-Proszę cię! Przestaniesz kłamać? Nie jestem głupi albo mówisz albo możemy się do siebie nie odzywać. W sumie jak chcesz to możesz mieszkać tu nawet sama. Rozumiesz? Nienawidzę kłamstwa i nie będę go tolerował-krzyczał.
-No dobra... Byłam z Marcem- powiedziałam prawie szeptem.
-Z Bartrą?- zapytał już nie co spokojniej.
-Tak-odpowiedziałam. Przepraszam. Nie wiedziałam, że jak nie będę chodzić na te zajęcia to wynikną z tego takie konsekwencję. Wiem też, że nie powinnam cię okłamywać. Sama tego nie cierpię. Poprawię się, obiecuje-przyrzekłam.
-Kochanie wierzę ci. Więcej tego nie rób. Nie dam ci szlabanu, ale musisz poprawić oceny, dobrze?
-Jasne. Tato... Mam sprawę. Wiem, że nie wypada teraz, ale muszę. Mogłabym chodzić do innej szkoły?- zapytałam.
-Masz w tej problemy?-spytał.
-Nie... Po prostu mi się nie podoba-odpowiedziałam.
-Pomyślę o tym, a teraz zmykaj się uczyć-poszłam do swojego pokoju i wyjęłam książki i postanowiłam się pouczyć. Uczyłam się już jakąś godzinę, kiedy usłyszałam pukanie do moich drzwi.
-Wchodź tato-powiedziałam, nie odrywając nosa od książek.
-Jeszcze nim nie jestem-zaśmiał się.
-Ney? Co ty tu robisz?- zapytałam tak trochę bardzo zdziwiona.
-Nie odwiedzasz nas to przyjechałem ja do ciebie. Słyszałem o wagarach . Pep nie chciał mnie wpuścić bo się uczysz-wytłumaczył.
-Jak widać-jęknęłam.
-Spokojnie, będzie dobrze. Wszystko nadrobisz- uspokajał mnie.
-Taa... Jasne... Nic nie umiem z portugalskiego. Kompletnie nic. Wyłożę się z tego- powiedziałam i położyłam się na biurku. To jest jakaś masakra.
-Pomóc ci?-zaproponował.
-W czym?
-Raczej z czym. Z portugalskim
-A mógłbyś?-spytałam.
-Jasne, ale najpierw o czymś pogadamy.
-O czym?
-Dlaczego wagarujesz, o co chodziło z tym drugim razem, dlaczego się tniesz, o co chodzi z Marcem- wymieniał.
-Musze wszystko?
-Nie, ale myślę że twoj tata tez byłby tym zainteresowany
-To jest szantaż-krzyknęłam.
-Owszem. Słucham.
-Nie chciałam chodzić do tej szkoły. Sam widziałeś te laski z tapetami, perfekcyjnie ułożonymi grzywkami, miniówki i w szpilkach. Ja taka nie jestem. Poza tym ten dyrektor. To jakiś zboczeniec.
-Ok. Co się miało drugi raz wydarzyć?
-Kiedyś mama miała takiego faceta i on... No zaczął mnie dotykać. To zdarzyło się tylko dwa razy, ale jednak było okropne. Ten dyro zachowywał się dokładnie jak Marek.
-Nie mogłaś od razu powiedzieć? Coś bym z tym zrobił. Nie pozwoliłbym ci tam iść. A czemu się tniesz?
-Mama się mną nie interesowała. Chłopak zdradził mnie z moja przyjaciółka. Kiedyś to zrobiłam i juz nie umiałam przestać,ale teraz tego nie robię. Jestem na takim jakby odwyku.
-W tej kwestii akurat rozumiem Cię doskonale...a co z.Marcem?
-To mój przyjaciel.
-Nie jesteście razem?
-Nie. Ja nie wierzę w miłość.
-Ja też nie.
-Piona-przybilismi sobie piątkę-A dlaczego ty się tniesz? Przecież masz wszystko.
-Ty też mąż wszystkiego tr skoro, ajednak przychodzą takie momenty w życiu człowieka, że nie dajemy sobie rady po prostu z niczym. Na pewno wiesz o czym mówię. Moja dziewczyna była ze mną tylko dla kasy, ami rodzice oo prostu się ode mnie odwrócili, twierdząc że tatuażami i tym, że jestem sławny i mam dużo kobiet przynoszą im wstyd. Tęsknię za mamą i moja siostrą. Poczekaj, pokaże ci je- wyjął ich zdjęcia z portfelu- są stare, ale mają dla mnie wielkie znaczenie. Jako dziecko też nie miałem lekko. Czasem się gubimy, ale kiedy nikogo bliskiego nie ma obok nas po prostu nie dbamy rady. Zacząłem topić smutki w alkoholu, w zyletce , każda panienka na jedną noc. Nie odpowiadało mi to, ale nie umiałem inaczej.
z jego oczu płynęły łzy. Podniosłam się z  krzesła i poszłam w kierunku mojego łóżka. Przytuliłam go, a on mnie. Dość długo taj siedzieliśmy. Chyba oboje tego potrzebowaliśmy. Nie wiadomo kiedy usnelielśmy. Spaliśmy obok siebie. Potrzebowałam takiej bliskości. Ale co będzie jutro? Będziemy udawać, że się nie znamy? Pewnie tak będzie. Zaczynam go lubić i mam nadzieję, że tego nie rozwali.

~Perspektywa Neymara~

Ona już spala, ale ja zupełnie nie mogłem tego zrobić. Trudno mi ufać ludziom, ale jeśli chodzi o nią to wszystko jest inne. Naprawdę nie wiem jak ona to robi. Jest 2 w nocy. Wiem, że to późno, ale po p ostudzić muszę z kimś pogadać. Wyślizgnąłem się z łóżka i wyszedłem na taras. Zawaliłem papierosa  i wybrałem numer do Leo. Odebrał za drugim razem.
-Ney, stało się coś? Jest po drugiej-mówił lekko rozkojarzony.
-Jestem u niej.
-U kogo?
-U Mariki
-Co?! Wy... No wiesz ten tego?
-Nie... Przecież wiesz, że jej nie lubię.
-To czemu tam jesteś?
-No bo...yyyy... Jest ciemno. Pep się martwił i dlatego zostałem u nich na noc.
-Oboje wiemy, że gdybyś chciał to byś pojechał.
-Czepiasz się.
-Ok. Powiedzmy że ci wierzę i pytam teraz czy to chciałeś mi powiedzieć o drugiej w nocy?
-W sumie to nie wiem po co zadzwoniłem. Po prostu musiałem z kimś pogadać. Czuje się Dziwnie. Ona jest obok. Śpi. Oboje nie mogliśmy długo zasnąć, ale jej się w końcu udało. Dzisiaj opowiedziała mi o sobie i ja też jej powiedziałem o rodzicach i *Brunie. Rozbeczałem się i wiesz co ona wtedy zrobiła? Przytuliłam mnie, a potem obiecałem jej, że skończę z.moimi wszystkimi nałogi, a ona zrobi to ze swoimi. 
-Ney wiedziałem że ona ci się podoba, ale teraz widzę że wpadłeś po uszy. 
-Nie prawda. Po prostu zacząłem ją rozumieć i chyba nawet lubić.
-Ty zawsze.ją lubiłeś tylko starałeświata się to ukryć. Kręciło cię to, że jest spontaniczna i zupełnie inna niż wszystkie dziewczyny i nadal tak jest.
-Tylko ją lubię.
-Gdyby tak było to byś się inaczej zachowywał. Dobra kończę bo Thiago się obudził. Pogadamy jutro jeszcze raz o wszystkim. Siemka zakochańcu.
Po tych słowach najzwyczajniej w świecie rozłączył się. Co w.Noego wystąpiło? Cały czas.o tej miłości, a przecież ja w nią nie wierzę. Zresztą Marika tez nie. Niech tak zostanie. W końcu położyłem się spać i o dziwo zasnąłem.


Kochani bardzo przepraszam że dodaje ten rozdział tak późno, ale miałam dużo nauki, egzaminy i problemy z komputerem. Jakaś czarna seria i z rozdziału też nie jestem zadowolona, ale postaram za niedługo napisać coś fajnego i obiecuję, że będzie to szybciutko :* 

A jak wam się podoba rozdział? Chcieliście więcej scenek Mariki i Neya i macie :) 
Wczoraj Barca wygrała z PSG <3 

P.S. Mogą być błędy bo pisze na telefonie :((

wtorek, 2 grudnia 2014

9. A kilkadziesiąt wystarczy?

Minęły dwa dni od naszego przylotu do Hiszpanii. Wczoraj był trening,ale niestety zaspałam. Dzisiaj też jest,ale muszę iść na rozpoczęcie roku do szkoły. Postanowiłam,że ubiorę się po swojemu. Po porannej toalecie założyłam to:


Włosy związałam w luźnego koka. Wiem,że na rozpoczęcie dziewczyny chodzą w sukienkach etc. ale nie ja. Mam to gdzieś co o mnie pomyślą. Dostałam właśnie sms-a od taty: "Skarbie do szkoły zawiezie cię Ney :) Spóźnił się na trening i ma po drodze,więc bądź dla niego miła i powodzenia w szkole ♥". Coś czuję,że ten dzień będzie już do końca beznadziejny. Ale co zrobisz? No nic nie zrobisz. Zeszłam na dół w celu zjedzenia śniadania. Wybór padł na jogurt pitny. Włączyłam tv i usiadłam na kanapie,kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Który burak ma takie wyczucie czasu? Poszłam niechętnie do drzwi. Stał w nich nie kto inny jak Neymar. 
-Ale masz wyczucie-powiedziałam i poszłam na kanapę.
-Taa... Cześć-wszedł i zamknął za sobą drzwi-Nie chcę nic mówić,ale mogłabyś się już przebrać?- zapytał.
-Po co?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Chcesz iść tak do szkoły?-spytał.
-Tak? A co?-zdziwiłam się.
-Pep zapisał cię do prywatnej szkoły. Chodzą tam tylko dzieciaki bogatych rodziców czytaj jako tapeciary i cwaniaki-wytłumaczył.
-Nie interesuje mnie to. A wiesz dlaczego? Bo ja taka nie jestem-stwierdziłam.
-Jak tam chcesz...To co zbierzesz swoją dupę?-zapytał.
-Boże dlaczego to nie Marc spóźnił się na trening?-zwróciłam się ku górze.
-Widzę,że jesteście blisko-palnął.
-Masz rację-powiedziałam entuzjastycznie-Jest naprawdę miły, kochany, wyjątkowy i świetnie całuje-mówiłam udając zachwyconą.
-Dobra chodź już-czy mi się wydaję czy nasz głupi idiota trochę się wkurzył? Jednak ten dzień może być udany. Wsiedliśmy do jego samochodu.
-Jak tam randki?-zapytałam.
-Jakie randki-był naprawdę zdziwiony.
-Z alkoholem-odpowiedziałam z sarkastycznym uśmieszkiem.
-Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy-syknął.
-Z własnej woli bym się nie wtrącała... Zwłaszcza po ostatniej akcji-powiedziałam.
-Jakiej akcji?-zapytał.
-Jak się chciałam z tobą pożegnać-odpowiedziałam.
-Pamiętam tylko początek imprezy... Mogłabyś mi powiedzieć co się stało?-pytał parkując swój samochód.
-Przypomnij sobie sam lub zapytaj Leo-powiedziałam.
-Pokłóciłem się z nim... Nie pamiętam o co-wyznał.
-Opowiedział mi wszystko. Dam ci radę... Więcej pij-powiedziałam sarkastycznie.
-Skąd ten sarkazm?-zapytał głupkowato.
-Robię to tylko dla Leo... Powiedziałeś mi,że mam się do ciebie odwalić,a ja tylko chciałam,żebyś ogarnął się z tym piciem. Anto powiedziałeś to samo co mi i ją wyzwałeś od najgorszych. Leo chciał z tobą gadać,ale jemu też nagadałeś. Weź doceń to co masz bo przez alkohol to wszystko stracisz,a masz naprawdę wiele-powiedziałam i poszłam do szkoły. Widać było,że jest mega droga. Weszłam do budynku i od razu zobaczyłam,że nikt nie jest ubrany tak jak ja. Lubię się wyróżniać,ale wszystkie laski w tej budzie miały 10 kg tapety,miniówki i szpilki. Poszłam na wielką halę,gdzie miało odbyć się spotkanie. Jedyny plus tej szkoły-ogromna hala,na której będę mogła grać chyba we wszystko. Tylko tego potrzebuję do szczęścia... W szkole. Byłam w klasie z największymi tapetami w całej szkole. Poszliśmy za nauczycielką do sali numer 225. Szłam nawet spokojnie jak na mnie,aż poczułam lekkie szarpnięcie. Odwróciłam się i zobaczyłam jakąś tlenioną blondi w złotej mini. 
-Nie pasujesz do tej szkoły-powiedziała.
-Uuu to był hejt?-zapytałam z drwiącym uśmiechem.
-To jest ostrzeżenie. Daję ci 2 dni na opuszczenie szkoły suko-syknęła. Nie powiem zaskoczyła mnie tym. Widziała mnie przez kilka minut i już takie teksty,ale wiadomo jaka jestem. Nie dam sobie w kaszę dmuchać.
-Wolę być suką,niż czekaj... Jak się nazywa ta pani spod latarni? Pewnie wiesz o czym mówię. Każdy powinien znać nazwę swojego zawodu,prawda?-mówiłam nadal z uśmiechem. Ona pociągnęła mnie za wystający kosmyk moich włosów i powiedziała:\
-A to co? Jesteś jakaś nienormalna. Ja ci pokażę-powiedziała. Złapałam ją za rękę,którą nadal trzymała moje włosy i ją wykręciłam. Ona zaczęła się szarpać,a ja kopnęłam ją w brzuch i dałam jej w zęby. Zauważył to dyrektor i nasza wychowawczyni,które zaprowadziły nas do gabinetu dyrektora. Kazali mi zadzwonić po tatę.
-Jest w pracy-powiedziałam.
-To dzwoń po brata-mówił zły dyrektor.
-Okej,okej nie spinaj się tak-powiedziałam i chciałam wyjść,aby zadzwonić.
-A ty gdzie?-zapytał.
-Zadzwonić?-spytałam sarkastycznie.
-Dzwonisz tutaj-rozkazał.
Wybrałam numer do Marca.
~Rozmowa telefoniczna~
-Cześć braciszku-odezwałam się.
-Marika wszystko ok?-zapytał niepewnie.
-Jestem u dyrektora za bójkę-wyjaśniłam mu.
-Co?! To twój pierwszy dzień w szkole!-krzyczał.
-Dyrektor kazał przyjechać mojemu bratu bo tata pracuję,więc do ciebie dzwonię braciszku. To co przyjedziesz?-zapytałam.
-Nie mogę,ale poproszę kogoś. Ok?
-Jasne,czekam-powiedziałam po czym się rozłączyłam.
~Koniec rozmowy telefonicznej~

Po 15 minutach bawienia się rzeczami,leżącymi na biurku dyrektora przyjechał mój brat. Kiedy zobaczyłam kogo Bartra podesłał już wiedziałam,że zginie i to na pewno nie będzie śmierć naturalna. 
-Cześć braciszku-odezwałam się,grając choć nie było mi to na rękę.
-Dzień dobry panu Panie...?-odezwał się dyrektor.
-Neymar  da Silva Santos Júnior-odpowiedział mój "brat".
-Wezwałem Pana,ponieważ Marika pobiła swoją koleżankę-wytłumaczył.
-Niech mnie Pan nie obraża... To nie jest moja koleżanka-wypaliłam.
-Marika uspokój się. Powiedz jak to było?-zapytał Neymar.
-Nie będę się tłumaczyć-stwierdziłam. On nie jest moim ojcem ani nikim ważnym,a Marca zabije za ten numer. 
-Panie da Silva proszę zabrać siostrę do domu i opowiedzieć wszystko ojcu-rozkazał dyro.
-Tak jest,przepraszam Pana. Zapewniam,że taka sytuacja więcej się nie zdarzy-mówił jak jakiś dorosły frajer, który tłumaczy się przed każdym kogo spotka. Jeśli on jest taki naprawdę to nie wiem jak ludzie mogą go lubić.
-A i jeszcze jedno. W naszej szkole obowiązują mundurki. Proszę-podał mi mundurek. Wzięłam go i zobaczyłam to:

-Nie założę tego!-krzyknęłam.
-Spokojnie... Masz piękne ciało... Biust i tyłek na swoim miejscu-powiedział. Po tych słowach dostał w twarz od Neymara.
-Idziemy-powiedział i wyszliśmy. Byłam tak zła,że rzuciłam mundurkiem o ziemię i poszłam przed siebie. Kiedyś już tak żyłam. To się nie powtórzy. Nie wrócę tam. Rozpłakałam się na dobre. Nie chciałam tego więcej przeżywać. To się zaczęło jak kilka lat temu. Nie dam rady drugi raz. Stanęłam za barierką mostu,a w mojej głowie było stado myśli,które mówiły,że i tak jestem dzi*ką,żebym się zabiła,że nic nie znaczę dla nikogo. Naymar podszedł do mnie i mnie przytulił. 
-Hej... Nie płacz. Nie pozwolę ci tam wrócić. Rozumiesz?-zapytał.
-Nie masz na to wpływu... Drugi raz nie dam sobie rady-łkałam.
-Tylko proszę cię nie tnij się-powiedział nadal mnie tuląc.
-Nie tnę się-odpowiedziałam szybko.
-Widziałem na plaży
-Jednak pamiętasz?
-Tak
-Ja też
-Nie rób tego,dobrze?
-Nie obiecam ci tego
-A postarasz się?
-Nie wiem
-Dla Marca, Pepa... Dla siebie-mówił.
-To nie jest takie proste-krzyknęłam.
-Wiem
-Gówno wiesz! Rozumiesz? Gówno wiesz. Zrozumie tylko osoba,która chociaż raz to zrobiła.
-A kilkadziesiąt wystarczy?-zapytał odsłaniając swój nadgarstek,który był skryty do tej pory za bransoletkami. Płakałam jeszcze bardziej. Kiedy widziałam osobę,która to robiła to po prostu płakałam. Wiedziałam co ta osoba przeżywa,co czuję. Wiedziałam,że ma problemy,z którymi sama sobie nie radzi. Chociaż go nie lubiłam to jednak współczułam. Nie mogłam dłużej wytrzymać.
-Zapomnijmy o tym wszystkim ok?-zapytałam.
-Nie...Pep musi o wszystkim wiedzieć.
-Nie możesz ty pogadać z dyrem? 
-Z dyrem mogę...Pewnie zwolni tego frajera,ale co z tą laską?-spytał.
-Ja wychowałam się na ulicy także dam sobie radę-powiedziałam pewnie-Dzięki-dodałam i poszłam do domu. Byłam zaskoczona jego zachowaniem. Pierwszy raz w życiu był miły i mi pomógł. Za niedługo znowu wróci stary Ney. Dlaczego on się tnie? Nie rozumiem go. Zaraz po przekroczeniu progu mojego domu rzuciłam w kąt torbę i udałam się od kuchni w celu zrobienia sobie kakao. Byłam dość głodna,ale nie mogłam patrzyć na to jedzenie. Później jeszcze musiałabym spojrzeć w lustro. Wiem,że jestem dziwna. Mam niedowagę,ale i tak się chcę odchudzać. Tylko,niektórzy ludzie to zrozumieją. Wzięłam gorący napój i włączyłam tv. Zawsze tak robiłam kiedy miałam jakiś problem bądź byłam smutna. Siedziałam przed tv kilka godzin,ale mimo to nic nie oglądałam. Co w takim razie robiłam? Płakałam,myślałam i marzyłam. Jest już 19:29. Tata zaraz przyjedzie. Muszę się popakować,wykąpać itd. Położę się spać za nim wróci z pracy. Nie chcę z nim dziś rozmawiać. Czasem tak mam,ale to jest już chyba zupełnie normalne. Każdy człowiek potrzebuję trochę ciszy,dnia bez rozmów. Samotności? Nie. To chyba nie to,przecież ja nienawidzę być sama. Tak,wiem,że izoluję się od ludzi,ale jednocześnie chcę się nimi otaczać. Poszłam do swojego pokoju, aby się popakować na jutro do szkoły. Mam najgorsze lekcje: fizyka, chemia, matma, biologia, angielski, hiszpański, niemiecki i 2x wf. Angielski, hiszpański i wf kocham,więc nie będzie problemu, ale gorzej z pozostałymi przedmiotami. Może i mam z nich dobre oceny, ale ich nienawidzę. Po spakowaniu swoich rzeczy na jutro, poszłam pod prysznic. Przebrałam się w piżamę i usłyszałam dźwięk sms-a. Nie mam zapisanego tego numeru.
"Gadałem z dyrektorem. Mundurek cię nie obowiązuje :) Dobranoc"
Domyśliłam się, że to od Neymara. Nie chciałam mu odpisać. Zdaję sobie sprawę z tego, że to egoistyczne. Tyle, że ja taka jestem.

~Perspektywa Neymara~

Po rozmowie z Mariką poszedłem jeszcze raz do jej szkoły i załatwiłem sprawę z jej dyrektorem. Musiałem użyć swojego nazwiska i kontaktów, ale przynajmniej będzie miała spokój. Następnie wróciłem do domu. Oglądam już któryś film z kolei, o ile można to w ogóle nazwać oglądaniem. Patrzę na ekran mojego laptopa, ale jestem kompletnie wyłączony, a widząc zakochane pary nawet w necie mam ochotę się wyrzygać. Wstałem z kanapy i podreptałem do kuchni. Otworzyłem szafkę, w której ostatnio znajduję się mój "lek na smutki". Wyjąłem z niej butelkę wódki. Trzymałem ją około 10 minut w ręce. Nie wiedziałem czy się napić czy też nie. Nawet nie wiecie jakie to okropne uczucie. Wiem, że to nie jest rozwiązanie lecz na chwilę pomaga. Zapominam chociaż na kilka godzin o tych problemach, o samotności... O tym wszystkim o czym nie chcę pamiętać. Przypomniałem sobie słowa Leo, Shak, Geriego i Mariki. Oni mają rację. Zniszczę to wszystko na co tak ciężko pracowałem. Muszę wziąć się w garść. Odkręciłem butelkę i wylałem całą jej zawartość do zlewu. To samo zrobiłem z innymi trunkami. Poczułem się wolny, choć nie do końca. Zostały jeszcze dragi, papierosy i żyletka. Skoro dałem sobie radę z tym to dam sobie i z innymi rzeczami. Teraz muszę dać innym dobry przykład. Szkoda, że Marika nie odpisała mi na sms-a. Nie zbyt ją lubię, ale szkoda mi jej bo wiem co czuje, a przynajmniej się domyślam. Poza tym nawet gdybym chciał ją lepiej poznać to nie pozwolą mi na to aż 3 osoby. Kto? Pep, Marc i ona sama. Nie warto próbować. Położyłem się w łóżku w ciuchach i nie umyty. Nie obchodziło mnie to. W takim stanie zasnąłem z nadzieją, że coś się w tym moim popapranym życiu niedługo zmieni i będę mógł szczerze powiedzieć, że jestem naprawdę szczęśliwy. 




Cześć :) Chciałabym was przeprosić bo obiecałam rozdział, kiedy będzie 5 komentarzy, a i tak go nie dodałam. Nie miałam w ogóle weny :( Od razu uprzedzam, że mogę dodawać kolejne rozdziały z opóźnieniem, gdyż mam próbne testy gimnazjalne :( A jak wam się podoba ten rozdział? 

6 komentarzy=10 rozdział :)






sobota, 29 listopada 2014

8.Zapij się na śmierć!

Wstałam rano,umyłam się i wyszłam zostawiając moim przyjaciołom krótką kartkę:"Poszłam do domu-życzcie mi szczęścia xD Dzięki za wszystko ♥". Bałam się tego spotkania. Co jeśli naprawdę będę musiała wrócić do Polski? Doszłam do domu. Weszłam najciszej jak tylko mogłam. Zobaczyłam tatę,który spał na kanapie. Chciałam przykryć go kocem,ale potknęłam się o własne nogi i zrzuciłam na podłogę płyty. Oczywiście tato się obudził. Za jakie grzechy jestem taką niezdarą?
-Przepraszam...Chciałam cię tylko przykryć i tak jakoś wyszło-powiedziałam zmieszana. Czułam się nieswojo,kiedy z nim rozmawiałam.
-Nic nie szkodzi...Martwiłem się o ciebie-dla niego także nie była to chyba komfortowa sytuacja.
-Byłam u Leo,przecież on do ciebie dzwonił-wytłumaczyłam się.
-Wiem,ale mimo to się martwiłem. Możemy porozmawiać?-spytał,a ja przytaknęłam-Chciałem cię przeprosić...Nie powinienem był tak na ciebie naskakiwać i pleść takie bzdury. Kiedy dowiedziałem się o waszych WSPÓLNYCH nocnych spotkaniach to coś mi się stało w głowę. Nie myślałem racjonalnie,rozumiesz? Chodzi o to,że Neymar to typ podrywacza. Bardzo go lubię,ale nie chce,żeby zaliczył moją córkę,a rano ją wywalił z domu. Spytaj kogo chcesz,że on właśnie tak robi-tłumaczył swoje zachowanie.
-Wierzę ci,ale między mną,a Neymarem nic nie ma. Nie lubię go. Dobrze wiem jaki potrafi być chamski i bezczelny. Jeśli chodzi o to nocne wyjście to było tylko jedno. Poza tym wstyd się przyznać,ale byłam pijana...Zresztą on też. To co zgoda?-zapytałam. On tylko mnie przytulił. Zrobiłam nam jajecznicę na śniadanko,a następnie poszłam do łazienki wziąć prysznic. Ubrałam się w to:

Nie mogłam po prostu przestać myśleć o wczorajszej sytuacji. Jestem wredna. Trudno. Lepiej,że ja to zrobiłam,a nie on. Zeszłam an dół.
-Hohoho co ja widzę...Moja córka w normalnych kolorach-śmiał się Pep.
-Czarny to też normalny kolor-stwierdziłam.
-Czarny to też normalny kolor-parodiował mnie-Wiesz,że za 2 tygodnie kończą się wakacje?-spytał.
-No i co z tego?-zapytałam kompletnie nie wiedząc o co mu chodzi.
-Nic,nic tylko zaczyna się szkoła. Dzisiaj jedziemy na ostatni trening,potem idziemy na bankiet,a po nim wylatujemy do Tunezji. Samolot mamy o 3 w nocy. Cieszysz się?-gadał jak najęty.
-Wow! Ale czad! Jasne!-krzyczałam,po czym go mocno przytuliłam. Wzięłam torbę ze strojem do grania i pojechaliśmy.

~Perspektywa Neymara~ 

Byłem na stadionie 3 godziny bez treningu. Musiałem się odstresować. Nadal miałem przed oczami wczorajszy pocałunek z Mariką. Dlaczego ona tak się zachowała? Oni wszyscy mieli rację,że to moja wina. Kiedyś to ja się tak zachowywałem wobec dziewczyn,a teraz to jedna mała,czerwonowłosa dziewczynka postawiła mnie do pionu. Weszła właśnie na murawę. Kopała piłkę,robiła triki. Zacząłem robić to samo,ale nie potrafiłem się skupić. Dlaczego moje życie jest takie poplątane? Jeszcze dzisiaj muszę iść na ten głupi bankiet. Nic mi się nie chcę. Najchętniej poszedłbym się upić. Trener kazał nam biegać,później ćwiczenia,a na końcu graliśmy. Byłem do niczego. Co ta kobieta ze mną zrobiła? Nienawidzę jej. Prowokowałem ją,aby mnie sfaulowała. Nie musiałem długo czekać. Po chwili leżałem na murawie. Miałem pretekst,żeby ją wywrócić. Kiedy miała piłkę po prostu ją podciąłem. Ona chyba odruchowo złapała mnie za rękę i wyszło tak,że leżałem na niej. 
-Ty jeszcze nie wygrałaś-szepnąłem jej do ucha. Ona mnie kopnęła,abym z niej zszedł i idąc powiedziała:
-Ty już przegrałeś-czemu ona nie może być taka jak inne dziewczyny? Masakra. Na szczęście trening się już skończył. Pep zebrał nas wszystkich w szeregu. Współczuję mu-nawet jego własna córka go olewała. Dopiero po około 10-15 minutach się ogarnęli i zaczęli słuchać trenera.
-Jak też wiecie lub też zapomnieliście co by mnie w ogóle nie zdziwiło...Dzisiaj idziemy na bankiet. Zabieracie osoby towarzyszące-powiedział dumny.
-A jeśli z nikim nie przyjdę?-zapytałem,a wszyscy spojrzeli się na mnie z miną "wtf?". 
-A co to się stało,że Neymar idzie bez jakieś laski,którą zaliczy wieczorem,a rano ją wyrzuci z domu?-zapytał Marc. Ostatnio jest dla mnie naprawdę wredny. W sumie nie wiem dlaczego.
-Przestańcie!-krzyknął Pep-chodź Ney pogadamy-powiedział spokojnie. Reszta poszła się przebierać, a ja podążałem za Pepem. 
-O czym chciałeś pogadać?-zapytałem.
-Ostatnio jesteś nieobecny na treningach,twoja gra jest po prostu do bani. Przepraszam,że tak prosto z mostu,ale nie mogę patrzeć jak się męczysz. Teraz jeszcze spytałeś czy możesz przyjść sam... Co się dzieje?-pytał.
-Nic...-odpowiedziałem.
-Ney znam cię nie od dzisiaj...Widzę,że nie chcesz gadać. Ok,ale pamiętaj,że możesz do mnie walić jak w dym. Oczywiście możesz przyjść sam-powiedział,poklepał mnie po plecach i poszedł.

~Perspektywa Mariki~

Marc poprosił mnie,żebym mu dzisiaj towarzyszyła podczas tego bankietu. Zgodziłam się. W końcu Bartra jest naprawdę fajny i śmieszny. Pojechaliśmy z tatą do domu,żeby się przebrać. Marcio (tak nazywam Marca) przyjedzie po mnie o 18. Popakowałam się już,a teraz poszłam się przygotować. Wzięłam długą kąpiel. Wysuszyła włosy,a następnie pomalowałam się dość mocno. Nie lubię mocnego makijażu,ale dzisiaj postawiłam na czarne kreski,beżowy cień i czerwoną szminkę. Po zrobieniu sobie make-up założyłam to:

Zeszłam na dół i pokazałam się tacie,który siedział już znudzony w garniturze. Kiedy mnie zobaczył otworzył szeroko buzię,a po chwili się odezwał:
-Chyba cię tak nie puszczę.
-Dlaczego-spytałam ze śmiechem.
-Bo wyglądasz za ładnie-powiedział. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Skierowałam się ku nim. W drzwiach stał oczywiście Marcio z bukietem róż. Kochany. Jego reakcja była podobna do reakcji mojego taty.
-Wyglądasz...Ład...Prze...Eeee...-jąkał się jak głupi. To było takie śmieszne,a jednocześnie idiotyczne. 
-Zajebiście. Wiem,dzięki. Idziemy. Do zobaczenia na bankiecie tato-powiedziałam i wyszliśmy. Marc wyglądał naprawdę dobrze w garniturze. Dojechaliśmy do budynku,w którym miała odbyć się impreza. Bartra obszedł samochód i otworzył mi drzwi.
-Mam ręce miśku-powiedziałam ze śmiechem do niego.
-Dziś jesteś moją księżniczką-stwierdził.
-Znajdź sobie lepiej dziewczynę-wyszeptałam. On mnie tylko objął w pasie. Dużo fotoreporterów robiło nam zdjęcia. W końcu udało się nam wejść do środka. Tam czekała już prawie cała Blaugrana. Nie było tylko mojego taty,ale on zaraz przyjedzie. 
-Marika wow wow wow...Wyglądasz naprawdę seksi-powiedział Cesc.
-I przyszła ze mną-skomentował mój towarzysz.
-A może wyjść ze mną-myślałam,że go zabije.
-Sorry Neymar,ale przegrałeś zakład-mówiłam z sarkastycznym uśmieszkiem.
-Nie kotku...Wtedy cię sprawdzałem czy pamiętasz-powiedział.
-Jasne,jasne. Pogódź się z przegraną...W sumie ok jak chcesz. To co 2 runda?-zaproponowałam.
-Jak sobie pani życzy-ukłonił się i gdzieś zniknął. Impreza zaczęła się rozkręcać,więc alkohol lał się strumieniami. Byłam ledwo przytomna. Piłam właśnie z Valdesem. To był dość dziwny drink,ale co tam. 
-Może wyjdziemy na zewnątrz?-spytał słodko.
-Jasne czemu nie?-zgodziłam się. Chwycił mnie za rękę. Poszliśmy na taras. On natychmiast oparł mnie o ścianę i zaczął mnie całować. Byłam tak zaskoczona,że nawet nie wiedziałam co mam zupełnie zrobić. W końcu się ocknęłam i go odepchnęłam.
-Marika...Przepraszam. Za dużo alkoholu-tłumaczył się.
-Spoko,zapomnijmy o tym-uśmiechnęłam się-Nie źle całujesz,ale teraz już idź-dodałam po chwili. Przyszedł do mnie Marc. Zobaczyłam,że niedaleko stoi także Neymar. Opowiedziałam wszystko mojemu przyjacielowi o sytuacji z Victorem.
-Marc...Mam prośbę-wyznałam.
-Słucham-powiedział.
-Pocałuj mnie-rozkazałam.
-Że co?-zdziwił się mój kumpel. 
-Za tobą stoi Neymar...Mówiłam ci dzisiaj o tym zakładzie-wytłumaczyłam mu. On tylko przytaknął mi głową i zaczął mnie całować. Całował zupełnie inaczej,niż Victor. Marc nie był nachalny. Był czuły i delikatny. Otworzyłam jedno oko,aby zobaczyć co robi Neymar. On stał tam z jakąś laską, całowali się. On także otworzył oczy i patrzył w naszą stronę. Natychmiast zamknęłam oczy i oddałam się pocałunkom Marcia. Po chwili oderwaliśmy się od siebie.
-Całujesz lepiej od Valdesa-stwierdziłam.
-Powiedz mi coś czego nie wiem-wyszczerzył się. Walnęłam go lekko w ramię. On złapał mnie za rękę,pocałował w policzek i wziął na ręce. Śmialiśmy się jak nienormalni,ale nie przeszkadzało mi to. Wręcz przeciwnie-tego potrzebowałam. Ganialiśmy się wokół drzew,a później rozmawialiśmy na ławce przy stawie. Zrobiło się chłodno,więc Marc oddał mi swoją marynarkę. On jest po prostu kochany. Świetnie mnie rozumie,a gdy powiedziałam mu,że 2 tygodnie mnie nie będzie natychmiast zapewnił mnie,że przyjedzie do nas. Kochany...

~Perspektywa Neymara~

Zaczął mnie denerwować Marc. Myśli,że jest lepszy ode mnie. A ona? Zwykła szmata,która najpierw całuje się z Victorem,a później z naszą "15". Zachowała się jak pierwsza lepsza panienka. Jest na maksa wkurzająca,a teraz jeszcze siedzi sobie z nim i się śmieją. Jak gdyby nigdy nic. Ona po prostu lubi się bawić innymi. Najpierw ze mną,potem Valdes,a teraz Bartra. Zaczynam jej nienawidzić. Co ja gadam? Ja jej od początku nie znosiłem. Tylko,że jeszcze miałem jakąś nadzieję,że okaże się inna. Wyimaginowałem sobie jej osobę w swojej głowie i tego się trzymałem,a prawda jest taka,że ona jest nieprzewidywalna, chamska, wredna, nie czuła i zapatrzona w siebie. Nic więcej się nie liczy tylko jej osoba. Jest rozpieszczoną księżniczką,która nie wie co to smutek, ból, cierpienie, niepokój czy niepewność. Zasrana lalka. Czemu mnie to w ogóle tak to rusza? Idę się napić. 

~Perspektywa Mariki~

Długo gadałam z Marcem,ale tata mnie zawołał bo musimy jeszcze jechać po nasze bagaże. Pożegnałam się z całą moją barcelońską rodzinkę,ale kiedy stanęłam przed pijanym Neymarem zrobiło mi się go po prostu żal. Ostatnio dużo pije. Leo mówił,że to do niego nie podobne i może skończyć się źle. Pociągnęłam go za rękę,mówiąc tacie,że zaraz wrócę.
-Neymar co ty robisz? Nie warto tak pić! Jesteś dobrym piłkarzem,ale przez alkohol możesz to wszystko zniszczyć. Zastanów się czy warto. W imię czego? Odstresowania się przez moment? Obiecaj mi,że nie będziesz pił...Przynajmniej do mojego przyjazdu-mówiłam spokojnie.
-Wal się! Jesteś taka jak wszystkie! Wszystkie kobiety są takie same! Nigdy więcej kobiet! Koniec! A ty się ode mnie odwal!-krzyczał jak głupi. 
-Jak chcesz...Zapij się na śmierć-krzyknęłam i sobie poszłam. Postanowiłam się nie przejmować jakimś idiotą,który nie potrafi docenić tego co ma. Nie wiem jak można być tak głupim,przecież on ma wszystko czego można sobie zamarzyć,ale on i tak jest niezadowolony. Pojechaliśmy z tatą do domu po bagaże,a potem na lotnisko.
-O czym gadałaś z Neyem?-zapytał tata.
-Echh... To idiota! Powiedziałam mu,żeby się ogarnął z tym piciem,a on mnie obraził i kazał się odwalić,rozumiesz? Ja chcę mu pomóc,a jemu jeszcze źle. Ma wszystko czego tylko chce,a jemu i tak źle. Skąd biorą się tacy ludzie?-opowiadałam cały czas się emocjonując.
-Lubię Neya... Jest specyficzny,ale tylko dlatego,że niejedno już przeżył. Uwierz żadne z nas nie chciałoby się z nim zamienić. Nie przejmuj się nim tak,był pijany i nie wiedział co mówi. Jutro pewnie nawet nie będzie tego pamiętał-powiedział.
-Nie przejmuję się nim. W końcu jedziemy na wakacje-mówiłam już radośnie. Zaczęliśmy z tatą wymyślać co będziemy tam robić. Śmialiśmy się cały czas,nawet w samolocie. Każdy spał,a przynajmniej próbował,a my się śmialiśmy i śpiewaliśmy na całe gardło. Współczuję tym ludziom. Po kilku godzinach wreszcie dolecieliśmy. Wysłałam Marcowi sms-a: "Już jesteśmy :) Nigdy więcej nie lecę samolotem z tatą xD Pozdrówka dla ciebie i reszty ♥". Natychmiast dostałam odpowiedź: "Nie chce nic mówić,ale musisz polecieć z powrotem z TATĄ xD Miłych wakacji ♥ Zadzwonię później ;)". Zamówiliśmy taksówkę,która zawiozła nas do hotelu. Kiedy recepcjonistka dała nam nasze klucze do pokoi rozpakowaliśmy się,odświeżyliśmy i poszliśmy na śniadanie. Oboje się jaraliśmy pobytem w pięknej Tunezji. Najpierw chcieliśmy iść na miasto,a zaraz potem nad morze, więc ubrałam się w to:

Zrobiłam sobie zdjęcie w lustrze i wstawiłam na tt i fb z dopiskiem :"Witaj Tunezjo!♥". Od razu pojawiły się komentarze od piłkarzy typu:
-Chciałbym widzieć minę Pepa jak cię w tym zobaczył xD
-Ja chcę do ciebie!
-Zaraz przyjeżdżam ♥
-Nonono czy to nasza Mariczka O.o
-Ktoś nam ją podmienił aaaa :D
-Lecę do ciebie moja księżniczko xD ♥

To są jednak głupole. Zeszłam na dół i poszliśmy z tatą na miasto. Obczailiśmy chyba wszystkie ciekawe miejsce,do których musimy koniecznie iść. Następnie poszliśmy na plażę,gdzie siedzieliśmy aż do 21. Obydwoje nie mogliśmy nacieszyć się morzem i tą atmosferą. Było niesamowicie. W sumie tak minęło nam 9 dni. Dziesiątego dnia przyjechała prawie cała Fc Barcelona. Rozumiecie? Było super. Imprezy,morze,fale,zabawy i wygłupy z najlepszymi przyjaciółmi. Nie było tylko Neymara i Iniesty,ponieważ Andres był z rodziną akurat na wakacjach,a Neymar chyba nie chciał przyjechać. W sumie to nawet lepiej. Cieszyłam się z tego. W ostatni dzień naszego wypoczynku pakowałam się już tylko ja. Oczywiście reszta zrobiła to wcześniej,a ja czekałam do końca. Na szczęście okazali swe serducho chyba wszyscy i pomogli mi się pakować z wielkim entuzjazmem,który znikł zaraz po tym jak powiedziałam,ze bieliznę pakuję sobie sama. Oni są nie możliwi. Żal mi było wyjeżdżać z tak pięknego miejsca. Mogłabym tu zostać z tatą i chłopakami,ale z drugiej strony czuję,że w Barcelonie jest mój dom,a wiadomo,że wszędzie dobrze,ale w domu najlepiej. Przebrałam się szybko w to:

A następnie biegiem pakowaliśmy się do taksówek,a potem do samolotu. Chyba zaliczyliśmy maraton. W samolocie było mało osób,których nie znałam,a to tylko dzięki tym kretynom,którzy do mnie przyjechali. Kocham ich. W samolocie dosiadł się do mnie Leo.
-Gdzie masz Anto?-zapytałam.
-Siedzi z Thiago-odpowiedział.
-A ty! Wymigałeś się z opieki nad przyszłym mistrzem-śmiałam się.
-Oczywiście... A tak naprawdę to chciałem z tobą pogadać o Neyu-powiedział.
-Sorry Leo,ale nie chcę o nim rozmawiać-stwierdziłam.
-Posłuchaj mnie. Wiem jak cię potraktował podczas pożegnania,ale nie uważasz,że to nie było fair? Najpierw jego pocałowałaś,potem z Valdesem się lizałaś,a na końcu z Marcem-tłumaczył.
-O to chodzi? Leo z Neymarem to wiesz,że to był zakład,z Valdesem się nie liczy bo to było po pijaku i zaraz go odepchnęłam,a z Marcem tylko dlatego,żeby wygrać zakład z tym idiotą-wytłumaczyłam.
-Pogadaj z nim o tym. Nie chciałem go zostawiać samego bo cały czas pije,ale Anto i Thiago należą się wakacje,a poza tym obraził ostatnio Antonelle. Powiedział to co tobie,że jest taka sama, że się puszcza i takie tam. Mimo że to mój przyjaciel,to nie pozwolę mu obrażać mojej kobiety-mówił.
-Okej Leo. Rozumiem,ale czego ode mnie oczekujesz?-zapytałam nie wiedząc do czego zmierza.
-Żebyś pogadała z nim jeszcze raz. Proszę zrób to dla mnie-błagał.
-Zastanowię się,a teraz chodź bo wysiadamy-powiedziałam. Wszyscy pojechali do swoich domów. Umówiliśmy się na jutro na trening. Dopiero przyjechaliśmy,a jutro już trening. Mój ostatni. Dlaczego? Idę do szkoły. Oszaleję chyba. Dobra kładę się spać bo zaraz usnę na stojąco. Napisałam tylko na tt: "Żegnaj Tunezjo :( Witaj Barcelono! Chłopaki dziękuję wam ♥ Anto i Shak następnym razem jedziemy tylko my xD". Po tym wpisie poszłam spać. Byłam padnięta.


I co jak wam się podoba rozdział? Trochę długo na niego czekaliście bo prawie tydzień. Jak myślicie co teraz będzie? Pojawił się Marc,który nie oszukujmy się jest kochany i miły w przeciwieństwie do Neya(oczywiście tylko w opowiadaniu). Może się dużo rzeczy wydarzyć. Dzięki,że czytacie moje wypociny :) Kocham was ♥ A teraz czekam na opinie :**

5 komentarzy=9 rozdział ♥