wtorek, 20 stycznia 2015

21. A kto cię wpuścił na stadion?

Kiedy skończyli zobaczyłam chłopaka z brązowymi włosami i ciemną karnacją. W stroju treningowym Dumy Katalonii. Odbijał piłkę z boku. Jego umięśnione ciało było wspaniałe. Podeszłam do niego.
-Nie przywitasz się?- zapytałam
On popatrzył na mnie dość tępo i nie zwracając na mnie uwagi nadal robił kapki. W końcu podeszłam do niego w moich szpilkach i wykopałam gdzieś wysoko i daleko piłkę. 
-Co ty robisz?- lekko podniósł na mnie głos.
-Nie możesz się ze mną przywitać?
-Nie mogłaś zadzwonić chociaż raz?- zapytał ignorując moje pytanie.
-Dzwoniłam na twoje urodziny- broniłam się.
-Dziwne, że jeszcze o mnie pamiętałaś- burknął.
-O co ci chodzi?
-O co mi chodzi?- powtórzył pytanie zły i nie rozumiejąc mojego zdziwienia- Może o to, że wszystkich totalnie olałaś! Każdy się o ciebie martwił, a ty robiłaś karierę- krzyczał.
-Nie krzycz na mnie... Miałam do tego pełne prawo i nie muszę ci się tłumaczyć. Ty też robiłeś karierę- odpowiedziałam.
-W takim razie ja mam pełne prawo, aby mieć cię w dupie- powiedział i chciał już odejść, ale złapałam go za nadgarstek.
-Przepraszam... Chciałam zacząć nowe życie i jednocześnie nie chciałam rozwalać go wam- powiedziałam.
-Echh- westchnął- Rozumiem cię, ale to nie było fair... W ogóle nie dzwoniłaś, nie pisałaś, nie było z tobą kontaktu... Wiesz Ney też miał nadzieję, że wrócisz i będziecie razem, ale po tym liście stracił wszelką nadzieję. Teraz ma Jessice- odpowiedział.
-To się więcej nie powtórzy- obiecałam- Brakowało mi cię- powiedziałam i przytuliłam mojego przyjaciela. Bartra zdecydowanie nim był. Dawno go nie widziałam, ale codziennie zastanawiałam się co robił i czy jest szczęśliwy. Nie wiedziałam czy układa mu się z Ann. Gazety co prawda dużo o tym pisały, ale to tylko durne czasopisma i dziennikarze, którzy zrobią wszystko, żeby zgnoić innych ludzi. Kiedy powiedział, że Neymar ma dziewczynę ucieszyłam się. Naprawdę. Dobrze, że sobie kogoś znalazł. Pewnie ta cała Jessica jest mamą dla Davisia. Mam nadzieję, że ją lubi. To jest najważniejsze. To i szczęście Neymara. Marc także mnie objął i wyszeptał, że tęsknił. Po chwili się od siebie oderwaliśmy.
-Ale Mari jak ty ślicznie wyglądasz- zachwycał się- Szpilki na nogach ulala- zagwizdał. Zaśmiałam się z jego reakcji.
- ty jak zwykle wyglądasz okropnie- drażniłam się z nim. On zaczął mnie gonić, ale to zdecydowanie nie był dobry pomysł. Byłam przecież w szpilkach. Biegłam przed siebie. Odwróciłam się, aby zobaczyć gdzie jest Marc i zderzyłam się z czymś, a raczej kimś twardym i wysokim. Może nie wysokim, ale na pewno wyższym ode mnie. Popatrzyłam w górę i ujrzałam kolejnego piłkarza. Uśmiechnęłam się lekko i wydukałam ciche przepraszam.
-My się chyba nie znamy- powiedział uwodzicielsko chłopak.
-Ja cię znam - uśmiechnęłam się.
-A kto cię wpuścił na stadion?- zapytał.
-Yyy... Tata?- zaczęłam cicho chichotać.
-Tata?- powtórzył po mnie.
-Twój trener- odpowiedziałam.
-Pep Guardiola to twój tata?- zapytał wytrzeszczając oczy.
-We własnej osobie.
-W takim razie... Kłaniam się nisko pani- powiedział i faktycznie się ukłonił- Cristian Tello- przedstawił się i pocałował mnie w rękę, a ja się tylko śmiałam.
-Nonono Cris wyrywa- zaczął się z niego nabijać Marc.
-Ha-ha-ha bardzo śmieszne- odpowiedział, a po chwili nie zwracając w ogóle uwagi na "15" Barcy zapytał- A jak się panienka nazywa?
-Marika Guardiola proszę pana- nabijałam się, udając grzeczną dziewczynkę. 
-Marika... To nie jest hiszpańskie imię- bardziej stwierdził, niż spytał.
-Moja mama jest Polką- odpowiedziałam.
-Ooo tam jest dużo naszych fanów- ucieszył się.
-A i owszem- także się uśmichnęłam.
-Marika
-Marika
-Marika- krzyczeli chyba wszyscy piłkarze.
-Co?!- wydarłam się.
-Zagraj z nami- prosił mnie Messi.
-W tych szpilkach?- zapytałam kpiąco.
-Tak- wyszczerzył się Bartra.
-Błagam cię- klęczał przy mnie Gerard. Przytulił się do mojej nogi i nie chciał mnie puścić.
-Shak!- zawyłam, a ona się tylko uśmiechnęłam. Podeszła do swojego mężczyzny.
-Kochanie ten  prezent co mi kupiłeś ostatnio to możesz dać Marice- powiedziała.
-Co? Jaki prezent?- zdziwił się.
-Ten skrawek materiału, który miałam dzisiaj założyć- wyjaśniła mu piosenkarka i odeszła. On natychmiast się ode mnie oderwał i zaczął biec za blondynką.
-Kotku ja tylko żartowałem... No weź... Wiesz jak ja cię bardzo kocham- wszyscy wybuchliśmy śmiechem, łącznie z moim tatą. Shakira także pokładała się ze śmiechu. To była komiczna sytuacja. Zaczęłam się rozglądać. Myślałam, że robię to trochę dyskretniej. Podszedł do mnie Leo.
-Nie ma go- powiedział z uśmiechem na ustach. On zawsze jest taki szczęśliwy. Chciałabym taka być. Jeśli on coś bierze to ja też to chcę. Tymczasem ja jestem starą Mariką, która nie wierzy w miłość. Kiedy byłam w Meksyku nikomu nie potrafiłam zaufać. Dużo razy słyszałam, aby mieć więcej zaufania do ludzi, aby tyle nie myśleć tylko poddać się uczuciom. Robiłam tak czasem. Kiedy? Kiedy działo się coś złego od razu wybuchałam, nie dając sobie nic wytłumaczyć. Prawda jest taka, że jeśli komuś zaufam, a ta osoba mnie zrani to nie umiem jej ponownie zaufać. Jeszcze nie było takiej osoby w moim życiu. Nagle się ocknęłam i odpowiedziałam przyjacielowi.
-Co? Kogo?- udawałam, że nie wiem o co mu chodzi.
-Sama wiesz kogo- mówił, nie przestając się uśmiechać. Naprawdę mu tego zazdrościłam.
-Gdybym wiedziała to bym się nie pytała- uświadomiłam go.
-Czemu go szukasz?- zapytał.
-Nie szukam go- uśmiechnęłam się, aby go przekonać- Nie myśl, że jeszcze do niego coś czuję, przecież on jest teraz z Jessicą- powiedziałam ucieszona.
-Czyli jednak go szukałaś- wyszczerzył się. Kurde no dałam się podpuścić. 
-Nie- powiedziałam i poszłam do taty. Okazało się, że skończyli już trening i możemy jechać do domu. Wyszliśmy z najwspanialszego stadionu na świecie i podążyliśmy na parking. Tata wziął bagaże z samochodu mojej przyjaciółki, wsadził je do swojego samochodu i pojechaliśmy znajomymi mi uliczkami do mojego dawnego domu. Cieszyłam się na tę myśl. Nagle tacie zaczął dzwonić telefon.
-Kochanie to Leo odbierzesz?- zapytał.
-Jasne- uśmiechnęłam się promiennie.
Nacisnęłam zieloną słuchawkę i zaczęłam rozmowę z "10" Fc Barcelony.
-Trenerze?- zapytał Leo.
-Już taki awans- zaśmiałam się.
-Marika?
-No przed chwilą byłam trenerem. Zdecyduj się albo awans albo degradacja- śmiałam się jak głupia, a on ze mną.
-Właściwie to chciałem twój numer- powiedział.
-I po to zadzwoniłeś do mojego taty?
-Tak- mogłam się założyć, że właśnie teraz się uśmiechnął- Chciałem ci wysłać sms-a.
-Zaraz ci wyślę sms-em piłkarzyno- zaśmiałam się i natychmiast się rozłączyłam.

"Noo hej piłkarzyno :)"
"Marika :D"
"A nie trener :)"
"Marzenia :D"
"Chciałeś mi coś powiedzieć czy tylko tak chciałeś popisać?"
"To i to :D"
"Więc?"
"Neya nie było bo odwiózł go na lotnisko :)"
"Nie obchodzi mnie to"
"Jasne xD Pogodził się z rodzicami :)"
"Naprawdę? O.o"
"Tak :) Właśnie zabrali Daviego do Brazylii :)"
"A co jeśli znowu go gdzieś wywiozą?"
"Nie tym razem :) Naprawdę wszystko sobie wyjaśnili i teraz jest między nimi db ;D I to dzięki tobie :*"
"Czemu dzięki mnie?"
"Po twoich odwiedzinach w Australii :)"
"Przynajmniej tyle :) Przydałam się na coś :D"
"Jak zawsze ♥"

Nic mu już nie odpisałam. Cieszyłam się, że między Neymarem, a jego rodzicami jest już dobrze. W końcu to jest rodzina. Jego najbliższa rodzina. W domu rozmawialiśmy z tatą o wszystkim. Po wielu godzinach rozmów weszłam do mojego dawnego pokoju. Wyglądał tak samo jak sprzed dwóch lat.
Ściana w motywie herbu Fc Barcelony, a na niej wielkie łóżko. Obok ogromna szara szafa, na której mogłam rysować kredą. Inne ściany były w kolorze szarym. Białe meble idealnie komponowały się z nimi. Wszystko było totalnie w moim stylu. Podłoga była taka jak kiedyś. Szkło, a pod nim czarne kamienie, które mogły świecić. Uwielbiałam to. Zamiast parapetu wielkie siedzisko z poduszkami. Obok tego okna ogromny taras, który wręcz kochałam. Weszłam do pokoju i opadłam na łóżko. Wszystkie wspomnienia wróciły. Jednak szybko się otrząsnęłam, ponieważ muszę żyć tu i teraz. Tylko to się liczy. Szybko się ogarnęłam i z walizki wyjęłam moje ubrania. Przebrałam się w piżamę, ale przedtem wzięłam kąpiel z dużą ilością piany. Uwielbiałam to. Właśnie w ten sposób się relaksowałam. To było mi teraz potrzebne. Wyszłam z łazienki i udałam się na taras. Zapaliłam moje ulubione papierosy, a następnie udałam się spać.




I jak wam się podoba? Tello tu chyba nie źle namiesza :D Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale nauka :( Wiem, że jest krótki, ale postaram się dodać jeszcze jutro kolejny :)

































sobota, 17 stycznia 2015

20. Nie przywitasz się?

Szukałem jej już wszędzie. Pytałem się jej ojca gdzie jest, gdzie się leczy, ale nie chciał mi powiedzieć. Pep stwierdził, że i tak mnie nie wpuszczą do niej, więc muszę się pogodzić na razie z jej odejściem. Łatwo mu powiedzieć, ale kiedy kogoś się kocha to się go nie zostawia. Kocham ją. Nie widziałem jej już 2 lata. Dobrze wiem, że była na terapii tylko miesiąc. Nie mam bladego pojęcia, gdzie jest teraz. Zresztą wątpię, żeby Pep też wiedział. Nie powinienem tego robić, ale kiedyś przeczytałem jego sms-y z Mariką.

"Gdzie jesteś?"
"Nie martw się :) Jestem bezpieczna i zaczynam życie od nowa :) Pozdrów wszystkich xoxo Kocham <3"
"Nie możesz tutaj zacząć nowego życia?"
"Nie"
"Dlaczego? Gdzie je teraz zaczynasz? Chciałbym Cię odwiedzić"
"Nie da rady... Będę dzwonić pa :)"

Dlaczego ona nie chce nas wszystkich znać? Co ja takiego zrobiłem? Kocham ją. Moje przemyślenia przerwał dzwonek do drzwi. To Leo.
-Cześć- powiedział.
-Hej, czemu pukasz?- zapytałem zdziwiony, gdyż nigdy tego nie robił.
-Tak jakoś- odpowiedział. Wiedziałem, że coś się musiało stać.
-Wchodź- kiedy wszedł zamknąłem drzwi i zapytałem- Co się stało?
-Zadzwoniłem do Mariki.
-I co? Odebrała?
-Dzwoniłem kilka tysięcy razy dziennie... Musiała.
-Ode mnie nie odbiera.
-Zapytałem jej czemu nie chce wrócić.
-I co powiedziała?
-Że chce zacząć życie od nowa- pokiwałem tylko głową- Poprosiłem ją, żeby się do ciebie odezwała.
-Nie zrobiła tego.
-Napisała list i wysłała na mój adres- powiedział i wyjął za pleców czarną kopertę. Jej ulubiony kolor. Korektorem napisała "Ney".
-Nie mogła wysłać go do mnie?
-Powiedziała, że terapia jej tego zabraniała... Nie chcę się z tobą kontaktować... Zostawię cię samego. Proszę- podał mi kopertę.
-Dziękuję stary- powiedziałem.
-Nie ma za co. Trzymaj się i jak coś to dzwoń- poklepał mnie po plecach i wyszedł. Byłem mu naprawdę wdzięczny. Wyobrażam sobie jak musiał urabiać Marikę, żeby napisała ten list. Boję się go otworzyć. Nie wiem co napisała. W końcu przełamałem strach. Puściłem naszą piosenkę... Śpiewaliśmy ją razem, a potem się pocałowaliśmy. Na samo wspomnienie szeroko się uśmiechnąłem. Usiadłem na kanapie i otworzyłem kopertę. Wyjąłem białą kartkę papieru. 

"Cześć :) Jak się masz? Nie wiem co pisać :) Właściwie to Leo poprosił mnie, żebym wytłumaczyła chociaż Tobie moje zachowanie. Wiem, że długo się nie widzieliśmy. Jak wiesz byłam w psychiatryku... Świetnie to brzmi :") Miesiąc tam był okropny. Ludzie w nocy krzyczeli. Była też dziewczyna, która popełniła samobójstwo. Miała 15 lat. Wyobraź to sobie. Przeszłam tam prawdziwą szkołę życia. Tego nie uczą nawet w najlepszych szkołach. Odliczałam dni do wyjścia stamtąd. Nie miałam z nikim kontaktu. Po miesiącu wyszłam. Ta terapia była straszna, ale mi pomogła. Zobaczyłam ludzi z prawdziwymi problemami. Leo mówił, że odzyskałeś pamięć :) Cieszę się z tego powodu. Pozdrów Davisia. Masz naprawdę wspaniałego syna. Szkoda, że nie widzę jak wyrósł. Na pewno jest do ciebie podobny. Pewnie o mnie już zapomniał, więc nie mów mu, że bardzo go kocham. Dlaczego nie wróciłam do Barcelony? Chciałam zacząć nowe życie. Powiem ci, że mi się udało. Jestem jednocześnie modelką i trenerką personalną. Moje życie dobrze się układa. Mam nowych znajomych, przyjaciół. Miasto jest cudne. Zawsze chciałam tu przyjechać :) Leo mówił, żebym napisała dlaczego nie wróciłam do Ciebie. W dniu mojego wylotu zadzwoniła do mnie Bruna. Powiedziała, że Cię kocha i że ty ją także. Wysłała mi wasze wspólne rozmowy na fb i sms-y. Gratuluję nowej dziewczyny :) Kiedy wyszłam z psychiatryka to ją zobaczyłam. Przyleciała specjalnie, aby ze mną porozmawiać. Pokazała mi usg. Davi będzie miał rodzeństwo :) Przyleciałam do taty do Barcelony w jego urodziny i Cię z nią zobaczyłam. Całowaliście się. Zresztą nie jesteś anonimowy. Gazety dużo o Tobie piszą. O Tobie i o niej. Teraz rozumiesz. Nie pozwolę robić z siebie idiotki. Jeśli Cię to interesuje to u mnie wszystko dobrze :) Jestem w szczęśliwym związku, robię karierę i dużo się uśmiecham :) Bez ciebie to takie proste... No popatrz :D Powodzenia na nowej drodze życia :) 
                                                                                                                     Marika"


Ten list mnie załamał. "Jestem w szczęśliwym związku" to mnie dobiło. Miałem tego dość. Nigdy jej nie zdradziłem. Nie wiedziałem, że była w Barcelonie. Wtedy rozmawiałem w parku z Bruną. Od kilku dni mnie nachodziła. Chciałem jej wytłumaczyć, że to się nie uda, ale ona w ogóle mnie nie słuchała. Po prostu się na mnie rzuciła. Gdyby Marika chwilę zaczekała bo jak myślę to od razu odwróciła się i poszła, to by zobaczyła, że ją odepchnąłem. Gazety dużo o mnie piszą, ale to wszystko nie prawda. Ostatnio Bruna powiedziała, że jesteśmy razem, a ja nie mogłem zaprzeczyć. Taki los piłkarza. I do cholery jakie rodzeństwo? Przecież ona nigdy nie była w ciąży. Coś jej się już w ten pusty łeb stało. Mariki nie było 2 lata. Napisała teraz po długich namowach Leo. Czy to ma w ogóle jakiś sens? Obiecałem sobie, że będę na nią zawsze czekać, ale tak nie będzie. Nie teraz. Ona ma faceta. Dlaczego ja nie miałbym mieć dziewczyny? Davi potrzebuje mamy. Potrzebuje rodziny. On jej nie zapomniał, ale trudno. Będzie miał super "mamę", a o niej zapomni. Ma już 5 lat. Ja z niej robiłem idiotkę? To ona ze mnie zrobiła idiotę. Założę się, że jest z tym swoim Wojtkiem. Ja się przez te 2 lata o nią zamartwiałem, a ona robiła sobie karierę. Nie przejmowała się niczym. Nie myślała o mnie. Poczułem właśnie takie ukłucie w sercu. Taa... Już sobie wmawiam. Ona jest nikim. Głupia idiotka. Modelka od siedmiu boleści. Zadzwoniłem do Bartry i zaproponowałem wyjście do klubu. On natychmiast się zgodził. Nawet nie rozmawiał z Ann. Czyżby się pokłócili?

*2 miesiące później*


~Perspektywa Mariki~

-Że gdzie mam jechać?- zapytałam naprawdę zdziwiona mojego chłopaka, który również był moim menagerem. 
-No do Barcelony- powtórzył zdziwiony- Najlepsi projektanci, mnóstwo fotografów i to sama śmietanka z świata mody. Mari musisz się zgodzić- błagał.
-Mówiłam ci, żebyś tak do mnie nie mówił- skarciłam go.
-Dobrze, to jak będzie z tym wyjazdem?
-No dobra- powiedziałam. Sama nie wiedziałam czemu się zgodziłam. Coś mnie ciągnęło do Hiszpanii. Do Barcelony. Czułam, że tam jest moja ojczyzna. Poza tym nie chciałam kłócić się z Mattem. Ostatnio i tak dużo się kłócimy. Zdradził mnie, ale mu to wybaczyłam. Był pijany, a ja. Ja go potrzebuję. Samolot mamy jutro o 6 rano.Poszłam się spakować. Postanowiłam, że zrobię mojemu tacie niespodziankę. Zadzwoniłam tylko do Anto i Shak. Powiedziałam, że przyjeżdżam i to jest niespodzianka. Spakowałam swoje ubrania i położyłam się spać. Tęskniłam za nimi wszystkimi. To ich mi brakowało. Zrozumiałam to dopiero teraz. Lepiej późno, niż wcale. Uśmiechnęłam się i odpłynęłam w krainę Morfeusza.

~Następnego dnia~

Wstałam wcześnie rano i poszłam od razu pod prysznic. Kiedy wyszłam z łazienki w samym ręczniku zadzwonił mój telefon. Odebrałam.
-Marika?- zapytał znajomy mi głos.
-Cześć kochanie.
-Cześć, cześć... Słuchaj ja dojadę do Barcelony za jakieś 2-3 dni- powiedział.
-Czemu?
-Tak jakoś wyszło. Ok?- Nic nie powiedziałam tylko się rozłączyłam. Byłam na niego zła. "Tak jakoś wyszło" bardzo śmieszne. Mam tego dość. Zadzwoniłam do niego. Postanowiłam go podpuścić.
-Wiem wszystko- powiedziałam.
-Co wiesz?
-Nie udawaj...
-Marika... Przepraszam. Chciałem ci powiedzieć, ale nie chciałem cię ranić. Zakochałem  się w Jessice- powiedział, a mnie zatkało. To ta dziewczyna, z którą mnie zdradził. 
-To koniec- powiedziałam, a na moje ustaw wdarł się uśmiech. Nie wiem czemu, przecież powinnam płakać albo przynajmniej być smutna lub zła. Tym lepiej. Postanowiłam, że ładnie się dziś ubiorę. Chcę zrobić wrażenie na tacie. Ubrałam się więc w to:

Natomiast moje włosy rozpuściłam. Teraz wyglądają tak:


Potem przyszła pora na makijaż. Tak teraz się trochę maluje. Pociągnęłam rzęsy czarnym tuszem i pomalowałam swoje usta błyszczykiem. Zostało mi trochę czasu, więc postanowiłam pomalować jeszcze paznokcie.

Zajęło mi to trochę czasu, ale efekt bardzo mi się podobał. Zamówiłam taksówkę, ponieważ miałam już mało czasu. Przyjechała po kilku minutach, a jej kierowca zawiózł mnie na lotnisko. Zrobiłam sobie zdjęcie i wrzuciłam na Insta z dopiskiem "Wreszcie szczęśliwa :)". Tak się czułam. Byłam szczęśliwa, wolna i naprawdę radosna. Lot trwał kilka godzin. Wysiadłam z samolotu i natychmiast zaciągnęłam się powietrzem mojej Barcelony. To było to. Tego właśnie potrzebowałam. Nagle ktoś się na mnie rzucił. To blondynka i brunetka. Dopiero po pewnej chwili skojarzyłam, że to Shak z Anto. Zaczęłyśmy piszczeć na całe lotnisko. Później rozdałyśmy wszystkie kilka autografów, porobiłyśmy sobie zdjęcia i pojechałyśmy na Camp Nou. Shakira wrzuciła moje walizki do bagażnika i wsiadłyśmy do jej samochodu. Nie mogłyśmy się nagadać. W końcu dojechałyśmy na miejsce. Udałyśmy się w kierunku stadionu. Dziewczyny co chwila komplementowały mój wspaniały wygląd. Ja również nie pozostawałam im dłużna. Wyglądały bosko. Weszłam pewnie na stadion. Kiedy znalazłam się na murawie zobaczyłam chłopaków i mojego tatę, który stał tyłem. Szybko do niego podbiegłam i zamknęłam mu oczy.
-Mój pokój nadal istnieje?- zapytałam z uśmiechem na ustach. Tata natychmiast się odwrócił i mnie przytulił. Wzruszył się nawet. 
-Marika... Jak cię dawno nie było. Twój pokój na ciebie czeka- powiedział wesoło- A gdzie Matt?- nie zdążyłam odpowiedzieć bo rzuciła się na mnie całe stado piłkarzy. Wyszło tak, że się w końcu przewróciliśmy. Śmialiśmy się jak za dobrych lat. Wyściskałam się z każdym z nich. Nie było z nami już Sancheza, ale za to poznałam Suareza. Chłopaki wzięli mnie na ręce i zaczęli podrzucać. Kiedy skończyli zobaczyłam chłopaka z brązowymi włosami i ciemną karnacją. W stroju treningowym Dumy Katalonii. Odbijał piłkę z boku. Jego umięśnione ciało było wspaniałe. Podeszłam do niego.
-Nie przywitasz się?- zapytałam.































czwartek, 15 stycznia 2015

19. Bartra miał racje.

~Perspektywa Leo~

Na szczęście Marika wczoraj wyszła ze szpitala. Minął kolejny tydzień, a Neymar przypomniał sobie Shak. Teraz pamięta tylko ją, Anto, mnie i Pique. To naprawdę ciężka sytuacja. Ostatnio zaczęliśmy chodzić na treningi. Bez Neya to nie to samo. Na boisku panuje dziwna, smutna atmosfera. Każdy myśli tylko o jednym. To właśnie ten jeden Brazylijczyk stwarzał tą luźną i wesołą atmosferę. On zawsze walczył o swoje, a teraz? Teraz leży w szpitalu i prawie nic nie pamięta. U Mariki był przedwczoraj psycholog, a potem psychiatra. Później przyszedł jeszcze jeden psycholog. Wszyscy trzej stwierdzili ciężką depresję. Musi się leczyć. Bez znajomych i przyjaciół. Nie wiem co to będzie. Wszystko się posypało. Wydawało się, że będzie tak dobrze, tak pięknie... No właśnie wydawało się. Muszę pojechać dzisiaj do szpitala . Znowu te białe sale. Te same pielęgniarki. Ci sami lekarze. Ta sama sala. Ta sama osoba. Pojadę tam zaraz po wizycie u Pepa. Chcę się pożegnać z Mariką. Wszyscy już to zrobili. Ma jej nie być co najmniej miesiąc. To naprawdę długo. Nie wiem jak sobie w tej sytuacji poradzę. Jak my wszyscy sobie poradzimy? Zapukałem do drzwi. Poczekałem chwilkę i w progu stanęła Marika.
-Cześć mała- przywitałem się z nią przytulasem i całusem w policzek.
-Hej- odpowiedziała jakaś smutna. Jakaś? Ona tak ma odkąd Ney leży w szpitalu. Zaprosiła mnie do środka. Poszliśmy do jej pokoju, ponieważ jeszcze się do końca spakowała. Jak pomyślę, że jutro już jej tu nie będzie to mam ochotę to wszystko zostawić. Bez nich to nie to samo. Usiadłem na jej łóżku. Dopiero teraz dostrzegłem wszystkie plakaty i zdjęcia Neymara. Były też z innymi piłkarzami i z Pepem, ale tamtych zdjęć było najwięcej. Wcale mnie to nie dziwiło. Na szafce nocnej stało zdjęcie, gdzie Ney przytula Marikę. To takie piękne. Nie wiem, co bym zrobił na miejscu Mariki... Albo Neya. Oboje sobie z tym nie poradzili, a co dopiero ja. 
-Co się tak zapatrzyłeś?- zapytała.
-Byliście piękną parą. Pasowaliście do siebie- wypaliłem bez większego namysłu. 
-Daj spokój. Było minęło- powiedziała, ale nie było to przekonywujące. Wiem, że ona chce o nim zapomnieć, ale o prawdziwej miłości nigdy się nie zapomni. Mam nadzieję, że im się jeszcze uda. 
-Wiem, że go kochasz- powiedziałem.
-To samo mówiłeś o Cescu- przypomniała mi.
-Teraz jest inaczej i dobrze o tym wiesz- odrzekłem.
-To co ty nazywasz mnie miłością zaprowadzi mnie jutro do psychiatryka- powiedziała sarkastycznie, jak to miała w zwyczaju kiedy coś jej nie pasowało, ale było prawda. Wiedziałem, że go kocha.
-Nie mów tak. Oni ci tam pomogą. Zobaczysz- pocieszyłem ją.
-Pożyjemy zobaczymy- odpowiedziała, nadal się pakując. 
-Pożegnasz się z Neymarem?- zapytałem.
-Nie- szybko usłyszałem odpowiedź.
-Rozumiem.
-Leo... Nie obraź się, ale jutro mam samolot o 5 rano, a jest już po pierwszej... Jestem zmęczona- wyjaśniła.
-Jasne... Będzie mi cię brakować- powiedziałem i ją przytuliłem.
-Mi ciebie też- wtuliła się we mnie jeszcze mocniej- Dziękuję wam.
-Obiecaj, że szybko tu wrócisz- rozkazałem.
-Obiecuję.
Żegnaliśmy się jeszcze trochę. Było nam naprawdę ciężko. 


~Perspektywa Mariki~

Rano wstałam bardzo wcześnie bo prawie o 3. Poszłam wziąć prysznic, a potem umyłam zęby. Ubrałam się w to:

Zeszłam na dół i wypiłam jogurt pitny o truskawkowym smaku. Kocham go po prostu. Potem pojechaliśmy z tatą na lotnisko. Wreszcie wsiadłam do samolotu i dotarłam do Meksyku. Podobno to najlepszy ośrodek na całym świecie. Kiedy znalazłam się u jego bram wcale się na to nie zanosiło. Budynek był biały, ale brudny. Wielki mur i wysoka furtka. Mało drzew, mało kwiatów. No cóż może w środku będzie lepiej- pomyślałam. Zadzwoniłam domofonem. Odebrała jakaś kobieta.
-Tak?
-Marika Guardiola- przedstawiłam się.
-Witamy.Proszę- powiedziała i usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi poprzez dzwonek. Weszłam do środka i od razu pomyślałam, że ta kobieta jest nienormalna. Jej słowa :witamy" serio? Wita mnie w psychiatryku? Naprawdę? Może by się sama leczyła. Od progu przywitała mnie chyba ta kobieta. Oprowadziła mnie po jak to ona nazwała "ośrodku". Weszłam do swojego pokoju. Było tu biało. Ta biel mnie przerażała. Małe łóżko, szafa, okno z kratami i kilka półek. Wcale nie uśmiechało mi się tu mieszkać. Nagle usłyszałam czyjś krzyk. Natychmiast zerwałam się z miejsca, ale zatrzymała mnie ta pielęgniarka, mówiąc, że to tylko jakiś pacjent. Tylko? To człowiek. Przede wszystkim człowiek. Zabrała mi telefon i kazała za chwilę przyjść na kolację. Położyłam się na łóżku i pierwszy raz w życiu zaczęłam żałować, że ćpałam, piłam, cięłam się itd. To wszytko zaprowadziło mnie tutaj. Wiedziałam, że pobyt tutaj wcale nie będzie prosty.


~Perspektywa Messiego~

Minął już tydzień od wyjazdu Mariki. Widać, że Pep to bardzo przeżywa. Chciałbym mu pomóc, ale nie umiem. On zdaje sobie sprawę, że to dla jej dobra, ale najzwyczajniej w świecie chciałby wiedzieć czy jego dziecku nie dzieje się krzywda. Rozumiem go. W końcu sam jestem ojcem. Wszedłem do sali Neymara. Rozmawiali o Marice. To pewne.
-Ona cię kochała- powiedział Bartra.
-Mam to gdzieś! Skoro jej nie pamiętam to nie była dla mnie ważna- krzyczał Ney- Tak jak ty!
-Nieprawda- powiedziałem, wchodząc do sali. 
-Ooo Leo- ucieszył się Ney- O czym ty mówisz? Co jest nieprawdą?- zapytał.
-To, że nie była dla ciebie ważna. 
-Jak to?
-Kochałeś ją... Nikogo nigdy tak nie kochałeś- odpowiedziałem.
-Nie prawda! Zamknij się już!- krzyknął. Wiedziałem, że muszę być dla niego wyrozumiały, przecież to okropne nic nie pamiętać.
-Ona jest najwspanialszą dziewczyną, a przez ciebie jej tu nie ma!- wyrzucił z siebie Marc. Wiedziałem, że od dawna go to gryzło.
-Gówno mnie to obchodzi... Mogłaby się nawet zabić- krzyczał. To nic dobrego nie oznaczało. Próbowałem ich jakoś uspokoić, ale żaden nie zwracał na mnie uwagi.
-Człowieku ona cię kochała! I wiesz co? Chciała się zabić bo jej nie pamiętałeś! Pocięła się tak jak ty, ale na ręce wyryła twoje imię idioto! Znosiła wszystkie plotki na swój temat tylko dla ciebie! Pomogła ci wyjść z dragów, ale jasne miej ją w dupie i wiesz co? Miałeś syna i siostrę. Rodzice ci ich zabrali. Szukałeś ich, ale nigdy nie znalazłeś! Wiesz kto ich znalazł? Marika! Tak cię kochała, że pojechała do Lizbony do detektywa, a stamtąd do Australii po twoją siostrę! Z tej cholernej Australii do Paryża po TWOJEGO syna! Ona ich nie znała, ale poświeciła się dla ciebie- krzyczał.
-Wyjdźcie stąd!- krzyczał Ney. W końcu wyszliśmy.
-Coś ty zrobił kretynie!- zacząłem się drzeć na Marca- Przecież lekarz zabronił mówić o jego przeszłości...
-Wiem Leo... Co ja zrobiłem- usiadł na krześle i zakrył twarz dłońmi- Ja już nie wytrzymałem... Jeśli mu się coś stanie to ja nie wytrzymam- powiedział.
-Stary spokojnie... Rozumiem, ale musisz się pilnować- wytłumaczyłem mu. Czułem się tak jakbym to tylko ja był tutaj dorosły, a reszta to dzieci, błądzące we mgle. Przyszedł Pique.
-A temu co się stało?- spytał, wskazując na Bartrę, który stał oparty o ścianę z miną mówiącą, aby się nie zbliżać- Chciałem się z nim przywitać, a on się na mnie wydarł- wyjaśnił. Opowiedziałem mojemu przyjacielowi cała historię.
-Trochę go rozumiem... Czasami też mam ochotę wygarnąć wszytko Neymarowi- powiedział.
-Nie tylko ty... Ale lekarz zabronił.
-Wiem. Brakuje tu Mariki.
-Jak cholera. Wszystko się posypało.
-Czuję się jakbym grał w jakimś tanim horrorze.
-Niestety to tylko życie.
-Leo... Najchętniej bym zamienił się miejscem z Neyem.
-Też mam takie myśli. Zrobiłbym wszystko, żeby on i Marika byli razem szczęśliwi.
-Nie tylko ty. 
Rozmawialiśmy tak jeszcze długo. W końcu zaczęliśmy się zbierać do domu. Przed szpitalem zatrzymał nas lekarz Neymara. Naprawdę się wystraszyłem, że coś się mu stało.
-Coś z Neyem?- zapytał przerażony Gerard. Czyli nie tylko ja się bałem.
-Kazał was szybko zawołać- powiedział doktor Smith. Pobiegliśmy szybko do sali, gdzie leżał.
-Leo! Gerard!- zawołał lekko załamany Ney.
-Co się stało?- zapytałem "11".
-Przypomniałem sobie wszystko- wyznał.
-Naprawdę? To wspaniale! -wyściskał go Gerard.
-Gdzie jest mój synek?
-Z Pepem- wyjaśniłem mu.
-Bartra miał racje... 
-Nie myśl teraz o nim- powiedziałem.
-Gerard przywieziesz tu Davisia i Raf?- zapytał błagalnym głosem.
-Jasne, już lecę... Za niedługo będę- uściskał jeszcze raz napastnika i pobiegł do samochodu.
-To wszystko prawda co mówił Marc?
-Tak.
-Gdzie ona teraz jest?
-Wyjechała.
-Jak to? Muszę ją znaleźć... 
-Nie teraz Ney...
-Dlaczego? Kocham ją! Musza ją znaleźć!
-Ona... Ona...
-Coś się jej stało?- zapytał wystraszony.
-Ona jest w szpitalu psychiatrycznym.
-Dlaczego?- widziałem w jego oczach łzy. Widziałem ten smutek i żal.
-Ma depresję.
-To przeze mnie...- wyszeptał.
-Nie Ney. Nie obwiniaj się. Z nią było źle od dawna. Pamiętasz jak się cięła?
-Tak, ale tylko ja o tym wiedziałem! Skąd to wiesz?
-Zobaczyłem kiedyś ślady od ran na jej nadgarstkach.
-Znowu to robiła?- zapytał smutny Neymar. Nie wiedziałem co mam mu powiedzieć. W końcu postanowiłem, że nie będę go okłamywał.
-Miała rany na całym ciele- wyznałem.
-Jak to na całym?
-Na rękach, nogach, brzuchu i biodrach...
-Muszę ją znaleźć... Leo przepraszam.
-Nie przepraszaj to nie twoja wina.
-Wiem, że nie było ci łatwo.
-Było, minęło- powiedziałem dokładnie jak Marika.
-Jesteś prawdziwym przyjacielem. Kocham ją... Co mam zrobić?
-Najpierw się wykurować, potem wrócić do treningów, skończyć z używkami i czekać, aż Marika wróci- powiedziałem. Rozmawialiśmy bardzo długo. Przyjechała Raf z Davim. Wszyscy się bardzo ucieszyli. Przyjechały tez dziewczyny i dużo naszych przyjaciół z klubu. Davi nie chciał wyjść i cały czas pytał o Marikę.Powiedziałem mu, że musiała wyjechać, ale on bardzo się rozzłościł. Powiedział, że obiecała mu, że z nim będzie na zawsze i będzie jego mamą. Widziałem wtedy minę Neya. Pytał mnie jakie były między nimi relacje. Powiedziałem mu prawdę, że była dla niego niczym matka. Ucieszyło go to. Może wreszcie się to wszystko ułoży? To już czas.



I jest kolejny rozdział :) Jak wam się podoba? I co teraz zrobi Ney? Miesiąc bez ukochanej osoby? Możliwe? 






















piątek, 9 stycznia 2015

18. Zaopiekuj się Davim.

W nocy często się budziłam. Śniło mi się, że Neya nie ma, że wszystko straciłam. Śnił mi się także Davi, którego zabierali różni ludzie. Moi przyjaciele nie odzywali się do mnie. Wszyscy obwiniali mnie za śmierć Neymara. Budziłam się cała spocona ze łzami w oczach. Raz nawet obudziłam małego bo tak krzyczałam. Przyszedł też tata i mnie uspokajał. Rano, a raczej o 4 rano wstałam szybko z łóżka i poszłam pod prysznic, potem w pośpiechu ubrałam się w to:

Napisałam szybko kartkę do taty i zostawiłam ją w jego sypialni:
"Jestem u Neya zaopiekuj się Davim- Marika".
Było mi cholernie ciężko z tymi wszystkimi myślami, które wciąż siedziały w  mojej głowie. Nic już nie miało takiego sensu jak kiedyś. Mam pewne postanowienie, co do Neya, ale to później. Męczy mnie to wszystko. Do tego boli mnie całe ciało. Blizn już nie ma. Są tylko nowe, świeże rany. Dotarłam do szpitala i poszłam pod salę, na której leżał Neymar. Po drodze zatrzymała mnie pielęgniarka, która nie mogła uwierzyć, że tutaj jestem o tak wczesnej porze. Ja sama w to nie wierzę. Nie mam pojęcia skąd to wynika, ale musiałam tu przyjść. Weszłam do tymczasowego pokoju napastnika. Spał. Nie dziwię się. Złapałam go za rękę, a po mojej twarzy znów spływały słone łzy. To moja wina. Obudził się, ale przecież nic nie pamięta. Co jeśli zawsze tak będzie? Co jeśli nie przypomni sobie kim jest Leo, Pique, ja, Pep, a co najważniejsze co będzie jak nie przypomni sobie kim jest Raf i Davi? To będzie tylko moja wina. Zaczęłam mówić do niego. Wiem, że spał, ale to samo jakoś tak wyszło. Chyba po prostu mi tego brakowało.
"Ney błagam Cię przypomnij sobie. Proszę. Wiem, że to wszystko moja wina... Nie zasługuję na ciebie, ale wiesz... Ja... Ja też Cię kocham".
Po tych słowach on się obudził.
-Przepraszam, nie chciałam Cię obudzić- powiedziałam, nie mogąc powstrzymać łez.
-Kim ty jesteś?- zapytał, a ja poczułam w sercu ukłucie- Dlaczego to miałaby być twoja wina?
-Bo... Bo ja cię... Zostawiłam cię- łkałam- Nie powinnam... Przepraszam.... 
-Chciałem się przez ciebie zabić?- zapytał, ale nie potrafiłam mu odpowiedzieć. Chciałam, ale nie mogłam. Coś jakby trzymało mnie za język. To było straszne. On nagle zmrużył oczy.
-Coś się stało? Zawołać lekarza? Ney? Co jest?- zadawałam pytania.
-Przypomniałem sobie...
-Co sobie przypomniałeś?
-Leo... Zawołaj go!- zaczął krzyczeć.
-Jest wcześnie... Na pewno jeszcze śpi- powiedziałam.
-Wyjdź stąd! Nie znam cię! Masz po niego zadzwonić!- krzyczał. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Gdzie jest mój Neymar? Gdzie się podział? Co z nami teraz będzie? Wybiegłam z sali z rykiem. Nie dość, że mnie nie poznawał to jeszcze krzyczał, nie pozwalał się dotykać... Co ja mówię. Nawet nie pozwalał, żebym z nim przebywała w jednym pokoju. To musi być straszne. Mieć taką pustkę w głowie, w sercu. Nic nie pamiętasz, nie czujesz nic do kiedyś bliskich ci osób. Lekarz wczoraj powiedział, że to się zdarza, ale co jeśli on chciał nas tylko uspokoić? Przecież nie da nam gwarancji na to, że kiedyś odzyska pamięć. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Messiego.

-Leo?- zapytałam.
 -Marika jest 4 rano- poinformował mnie.
-Chodzi o Neya- powiedziałam- Mówił, że coś sobie przypomniał i kazał po ciebie zadzwonić- wytłumaczyłam mojemu przyjacielowi.
-Zaraz będę, ale mówił co sobie konkretnie przypomniał?- zapytał.
-Nie, nie wiem o co chodzi... On nie chcę mnie widzieć- płakałam.
-Nie płacz, zaraz będę- zapewnił. Rozłączyłam się. Nie byłam w stanie już chyba z nikim gadać. Nikt sobie nie wyobrażał, co wtedy czułam. Było cholernie ciężko. Miałam odwiedzić na święta mamę, ale nie w tej sytuacji. Nie teraz. Wiem, że ona nie chciałaby mnie widzieć, ale mimo wszystko bardzo za nią tęsknie. Chciałabym wiedzieć co u niej słychać, czy jakoś daje sobie rade, co robi, czy przestała tak pić... Mam wyrzuty sumienia, że tak ją zostawiłam. Byłam wtedy na nią zła, pogubiona, nie wiedziałam co czuję, co myślę. Byłam głupim dzieckiem, które nic nie chciało zrozumieć. Niestety taka jest prawda. Odnalazłam osobę, którą pokochałam, kogoś kto mnie rozumiał. Byłam gotowa spędzić tyle czasu w samolocie, tyle godzin w pociągach, byłam gotowa na wyrzucanie z domu dosłownie na zbity pysk, na obelgi tylko dla jego szczęścia. Zmieniałam się, ale nie za bardzo mi to pasuję. Chcę być taka jak dawniej. Nie mogę teraz się poddać. Nie ma mowy, żebym tak żyła. Jestem, byłam i będę zbuntowana. Tak mają nie kochane dzieci. Wiem, że teraz mam kochanego tatę, ale mimo to czuję się cholernie samotna, smutna. Nie wiem dlaczego tak jest. Mam to co chciałam,a le niestety nie umiem się cieszyć.Dlaczego tak jest? Najwięcej radości daję mi ten mały blondyn. Reszta jest ze mną, pociesza mnie, przytula, jest po prostu obok, ale ja nie potrafię się z tego cieszyć. Właśnie Leo wymachiwał mi ręką przed twarzą?
-Czego chcesz?- zapytałam groźnie.
-Mówię do ciebie, a ty nie odpowiadałaś- oznajmił.
-Może nie chciałam- syknęłam kolejny raz.
-Marika wiem, że jest ci ciężko, ale proszę cię... Musisz zrozumieć, że to nie przez ciebie. Znam cię i wiem, że jesteś zła sama na siebie- mówił, a ja się kolejny raz rozpłakałam. 
-Nic nie wiesz... Nie wiesz co czuję, ile śpię, ile mam koszmarów, ile smutku w sercu, jak często dopada mnie samotność... Nic nie wiesz- płakałam.
-Powiedz mi w takim razie... Wtedy będę wiedział, zrozumiem- wiedziałam, że ma rację. Musiałam to komuś powiedzieć. 
-To przeze mnie... To przeze mnie mogło go już tu nie być, to przeze mnie teraz nic nie pamięta. Nie śpię, a jak już zasypiam to budzę się cała mokra i z płaczem, nie umiem opisać jak jestem samotna- on chciał mi coś powiedzieć- Nie przerywaj... Wiem, że was mam, że zawsze jesteście obok, ale czuję się jakbym była sama. Nie wiem dlaczego czuję tą cholerną pustkę w sercu- tymi słowami zakończyłam swoją wypowiedź.
-Ale ja wiem... Brakuję Ci Neya- oznajmił.
-Nie wiem... Może. Idź do niego- powiedziałam.
-Na pewno?- zapytał i mnie przytulił. Jeździł swoją ręką po mojej. Niestety odwinął mi rękaw. Zobaczył. Zobaczył moje rany.
-Co to jest?- zapytał chyba zły.
-To... to nic- uśmiechnęłam się sztucznie.
-Potrzebujesz psychologa... Marika sama sobie z tym nie poradzisz.
-Neymar tak nie uważał!- krzyknęłam.
-To on o tym wiedział?
-Nie.
-Kłamiesz- stwierdził.
-No wiedział, ale co z tego?
-Nie próbował temu zapobiec?
-Próbował.
-I co?
-I nie udało mu się.
-Ale jak?
-Kiedy z nim byłam nie musiałam tego robić, ale teraz jest zupełnie inna sytuacja... Teraz jest inaczej- powiedziałam nadal płacząc.
-Posłuchaj on chciał się zabić bo go zostawiłaś. Pomyśl czy on chciałby abyś się kaleczyła? Abyś się sama krzywdziła? Zadawała sobie ból...- po tych słowach poszedł do Neya. Nie wiedziałam co mam zrobić. Jego słowa były okrutne. Pod tym względem, że ja nadal uważałam, że on się chciał zabić przeze mnie. Wiem, że on chciał się zabić. Nie mogę tak już żyć. Nie chcę. Nie potrafię. To będzie mnie męczyło do końca życia. To poczucie winy, wyrzuty sumienia. Tego nie dało się przeżyć. 


~1,5 tygodnia później~

Dzisiaj jest wigilia. Właśnie jesteśmy u Neya. On przypomniał sobie tylko Pique i Leo. Od rozmowy z Leo, kiedy zauważył moje blizny popadłam w depresję. Nie potrafiłam nic robić. Nie chciałam wychodzić ze szpitala, myć się, przebierać ani z nikim rozmawiać. Złożyliśmy sobie wszyscy w sali numer "10" życzenia. Każdemu odpowiadałam tylko "wzajemnie". Nie widziałam sensu, aby żyć. Przeprosiłam wszystkich i poszłam do łazienki. Z kieszeni moich dresów wyjęłam żyletkę. Tak byłam na wigilii w dresach. Mówiłam, że było mi już wszystko jedno. Na ręce wyryłam wielki i głęboki napis : Neymar♥. 
Bez niego nie było sensu żyć. Straciłam już wszelką nadzieję, że odzyska pamięć, że znowu będziemy razem. Wszystko było takie puste. Nie chciałam żyć. Nie teraz. Nie po tym wszystkim. Patrzyłam jak się wykrwawiam. Nigdy jeszcze nie widziałam tyle krwi, a przecież widziałam ją chyba codziennie. Dzisiaj chciałam zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Byłam już pół przytomna. Do łazienki wpadła Antonella.
-Marika? O Boże... Marika!- krzyczała.
-Powiedz tacie, Daviemu i Neymarowi, że bardzo ich kocham- powiedziałam ledwo słyszalnie.
-Marika! Pomocy!- zaczęła krzyczeć. Potem już nic nie słyszałam. Straciłam przytomność. Mam nadzieję, że to nareszcie koniec. Koniec tego wszystkiego. Tam na górze będzie mi lepiej.



To co śmierć głównych bohaterów? Jak podobał się 18 już rozdział :D ? Kocham was misiaki <3
Wczoraj wygraliśmy mecz 5:0 :D
Enrique bał się o swój hajs to zaczęliśmy wygrywać xd Przepraszam musiałam xd To teraz co? Atletico? Mam nadzieję, że przełamaliśmy już tą złą passę. Teraz będzie tylko lepiej :)

Visca el Barca!



                   




























środa, 7 stycznia 2015

17. Zostaniesz moją mamą?

-A ty?
-Co ja?
-Ale co?
-Kaleczysz się? Przecież jesteś piękna... Też nas kochasz?- zapytał słodko. Jest taki mały, a tak bardzo dojrzały. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Widziałam w jego oczach zniecierpliwienie. Chciał wiedzieć. Kiedyś to widziałam w oczach Neya. 
-Też was kocham- powiedziałam prawie niesłyszalnie, ale chłopczyk musiał to usłyszeć bo zaraz się we mnie wtulił i powiedział, że chyba mnie kocha.
-Tatuś ma szczęście, że ciebie ma- powiedział, ale jego oczy się powoli zamykały. Nie dziwię się. Nie dość, że miał tyle wrażeń to jeszcze lot samolotem i wiadomość o jego tacie. Właśnie Ney... Musi przeżyć. Podeszłam z małym Davidem do Leo. Davi już spał na moich rękach. Nie przeszkadzało mi to.
-Daj mi go... Trochę waży- próbował się uśmiechnąć mój przyjaciel.
-Nie jest... Jest podobny do Neya. Polubiłam go- zwierzyłam się.
-On ciebie pokochał- uśmiechnął się tym razem naprawdę szczerze.
-Aż nieprawdopodobne- odpowiedziałam ze śmiechem.
-No właśnie- także się śmiał.
-Leo... Wiem, że to moja wina. Przepraszam- musiałam mu to powiedzieć. Czułam się winna. Byłam winna.
-Nie Marika... Czasem tak jest, ale nie możesz się obwiniać. Szczerze to bym zrobił to samo na twoim miejscu- po tych słowach przytulił mnie i małego Davisia. Poszliśmy do Raf. Ona się już uspokoiła. 
-Raf?- zaczęłam.
-Tak?
-Przepraszam- wyznałam.
-To nie twoja wina... Jestem tylko przerażona jak on może kochać i co musiał wtedy czuć. Jesteś najlepsza, kochana i naprawdę umiesz pomagać, choćby nie wiem co. Dziękuję- po tych słowach zupełnie jak Leo mnie przytuliła.
-Leo... To co zabierzesz nas do tego szpitala?- zapytałam.
-Już zamówiłem taksówkę- odpowiedział. Było naprawdę zimno, a Davi nie miał kurtki na tę pogodę. Zdjęłam swoją i go przykryłam. Zostałam w samej bluzie, ale trudno. On jest teraz najważniejszy. Leo chciał mi dać kurtkę, ale jej nie wzięłam. On się jeszcze przyda w meczach. Po paru minutach przyjechała zamówiona przez Messiego taksówka. Jechaliśmy około 20 minut. W końcu dotarliśmy pod wielki budynek szpitala. Bałam się co tam zobaczę. Nigdy nie lubiłam szpitali, ale teraz kiedy leży tu Neymar... Dobrze wiem, że to moja wina. Leo zapłacił kierowcy i wziął nasze bagaże. Ja szłam z Davidem na rękach. Blondyn wtulił się we mnie, a mi się to podobało. Czułam, że jestem kochana. Wiem, ze to głupie bo to tylko dziecko, które zaraz może się na mnie o cokolwiek obrazić, ale właśnie tych dwóch krótkich słów potrzebowałam "kocham cię". Weszliśmy do szpitala. Leo przywitał się z recepcjonistką i szedł nadal korytarzem, a my za nim. Po pewnym czasie zobaczyłam wszystkich piłkarzy, tatę, Shak i Anto oraz inne dziewczyny. Ney ma dużo przyjaciół. Tego nikt nigdy nie kupi. Jest szczęściarzem. 
-Marika!- wydarła się Shakira, ale natychmiast uciszyłam ją mówiąc, że mały śpi. Wskazałam na niego głową i się uśmiechnęłam. Tata podszedł do mnie i mnie przytulił. Przedstawiłam im Raf. Oni bardzo się ucieszyli, że wreszcie ją poznali. 
-Czy ty pojechałaś ich znaleźć?- zapytał Dani.
-Nie to Leo- skłamałam.
-Marika, proszę cię nie kłam już... To przyjaciele- przypomniała mi "10" Barcy.
-No ok... To ja- powiedziałam. Każdy otwierał szeroko oczy, jakby nie wiadomo co zrobiłam. Chciałam tylko uszczęśliwić Neya.
-Kochanie, przecież mogłaś powiedzieć pomógłbym- powiedział mój tata.
-Wszyscy byśmy pomogli- dopowiedział Gerrard.
-Chciałam to załatwić sama... Co z Neyem?- zapytałam. Każdy patrzył się na mnie, na Raf albo na Davisia i nikt nic nie chciał powiedzieć. Czyżbym się spóźniła? Boże... Błagam tylko nie to. Będę już grzeczna. Obiecuję. Myśli małej dziewczynki. Myśli dziecka. Jestem dzieckiem, ale które naprawdę kocha tego idiotę.
-Jest z nim źle- powiedział w końcu Bartra. Byłam mu za to wdzięczna. Jedyny odważny.
-Mogę do niego wejść?- zapytałam.
-Teraz jest u niego Pedro, ale jak wyjdzie to tak. Wchodzimy pojedynczo- wytłumaczył Munir.
-Raf wejdź pierwsza- powiedziałam do młodszej dziewczyny.
-Nie... Długo go nie widziałam. Poświęciłaś się dla niego... Idź ty- odpowiedziała.
-Mam Daviego. Idź proszę, przecież wiem, że chcesz- uśmiechnęłam się do niej.
-Dziękuję- odpowiedziała i znów mnie przytuliła. W końcu wyszedł Pedro. Najpierw otworzył szeroko buzię, a potem jego oczy zaczęły się rozszerzać.
-Umarłem!- wydarł się, a ja musiałam teraz jego uciszyć- Co to za dziecko?- zapytał po chwili.
-Davi Lucca da Silva- odpowiedziałam.
-Znalazłaś go?- zdziwił się.
-I jego siostrę. Pedro to jest Rafaella. Rafaella to jest Pedro- oni się przywitali, a zaraz potem Raf poszła do Neya. 
-Odeszłaś od Neya- powiedział Pedro.
-No i co?- zapytałam. Do czegoś zmierzał, ale nie mam pojęcia do czego.
-I odnalazłaś jego rodzinę?
-Bez nich nie był zupełnie szczęśliwy.
-Jesteś wielka. Podziwiam cie.
-Chciałam tylko, żeby był szczęśliwy.
-Wybaczysz mu?
-Bez zaufania nie ma związku.
-Ale on cię kocha, a ty jego.
-Czasem miłość nie wystarcza.
-Nie mów tak.
-Mówię to co myślę.
-Bez ciebie on nie będzie szczęśliwy.
-Ma Brunę- odpowiedziałam. Pedro chciał coś jeszcze powiedzieć, ale przyszła jakaś piękna dziewczyna. To ta Bruna.
-Masz rację. Odczep się od niego!- powiedziała.
-Już z nim nie jestem- wytłumaczyłam. Wtedy obudził się Davi. 
-To po co tu jesteś z tym czymś?- powiedziała, wskazując na syna Neymara.
-To jest najwspanialsze dziecko na świecie i syn Neymara- odpowiedziałam.
-Zamknij pysk szmato i daj mi go- powiedziała i wyrwała mi Davisia. On zaczął płakać. Bardzo płakał. Było mi go szkoda.
-Co to za głupi krzykacz?- zapytała i wręcz wepchnęła mi go z powrotem w ręce. Traktowała go jak lalkę. To jest żywy człowiek, który wszystko czuję. Davi nadal płakał. Próbowałam go uspokoić. Pedro wyprowadził tą idiotkę. Byłam naprawdę zła i gdyby nie ten malec to ta cała Bruna wyszła by stąd z poobijaną buźką. Noo.... Ewentualnie została by tu kilka dni.  
-No już Davi... Misiaku mój nie płacz- uśmiechałam się.
-Ona jest jak babcia i dziadek- powiedział nadal płacząc.
-Chodź do taty- on nadal płakał. Weszłam do sali, gdzie leżał Ney. Kiedy mały go zobaczył jeszcze bardzie się rozpłakał.
-Co jest mały?- zapytałam.
-Nie pamiętam go... Jestem beznadziejny- odpowiedział i wtulił się we mnie.
-To nie twoja wina... Ciii... Już nie płacz misiaku- mówiłam. On się trochę uspokoił.
-Chciałbym mieć taką mamę jak ty... Zostaniesz moją mamą?- zapytał.
-Zostanę- powiedziałam i go przytuliłam.
-Nigdy mnie nie opuścisz?
-Nigdy.
-Obiecujesz?
-Obiecuję.
-I będę miał normalny dom?
-I ogród, basen i psa.
-Ale będziesz ze mną mieszkała?- teraz już nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Nie chcę go okłamać. Ufa mi i nie chcę go zawieść. W tym momencie obudził się Ney. Otwierał powoli oczy i znów je zamykał. Z moich oczu popłynęły łzy. Do tej pory byłam dzielna dla małego, ale teraz już nie wytrzymałam. Neymar otworzył oczy. Spojrzał na swoje nadgarstki i zaraz na mnie.
-Kim ty jesteś?- wypowiedział, kiedy mnie zobaczył. Rozpłakałam się jeszcze bardziej. On nic nie pamięta.
-Nie pamiętasz? Neymar to ja... Marika- powiedziałam.
-Marika... Kojarzę to imię, ale nie wiem skąd. Wyjdź stąd... Nie znam cię...
-To twój syn Ney- powiedziałam.
-Nic nie pamiętam. Nie znam cię. Jego też- odpowiedział. Davi się rozpłakał, a ja razem z nim. On mnie nie pamięta. Czułam się jakbym straciła kogoś bardzo ważnego. Wybiegłam z sali z małym na rękach. Na korytarzu postawiłam go na ziemi i wpadłam w ramiona taty.
-Mała co się stało? Ejj... Nie płacz... Cii... Skarbie- mówił. Pique wziął na ręce syna Neymara.
-On się obudził-łkałam, a każdy wypowiadał tylko jedno słowo "co".  
-To czemu płaczesz?
-On... On... On nic... nic... zupe... zupełnie nic nie... nie pa... pa... pamięta- jąkałam się i łkałam. Wszyscy byli bardzo przerażeni. Nie mogliśmy w to uwierzyć. Wzięłam od Pique Lucce.
-Marika czy tatuś mnie nie kocha?- zapytał płacząc. To wszystko moja wina. Zraniłam wszystkich. Jestem do niczego.
-Nie... On cię bardzo kocha... Teraz nic nie pamięta... To minie- powiedziałam, ale nie byłam pewna swoich słów. Co jeśli on nigdy sobie nie przypomni kim jestem? Kim jest Davi, Rafaella. Oni mnie znienawidzą. To wszystko przeze mnie. To ja powinnam być na jego miejscu. To ja powinnam być ukarana. Nie on. Płakałam jak szalona. Nie mogłam się uspokoić, ale musiałam zadbać o małego.
-Jesteś głodny?
-Tak- odpowiedział.
-Chodź... Marc zaprowadzi cię, żebyś zjadł- powiedziałam.
-Ale ja chcę z tobą... Proszę. Ty też musisz zjeść.
-Dobrze. Chodźmy. Pojedziemy do mnie. Zrobię nam coś pysznego do jedzenia- poszliśmy powiedzieć innym, że potem wrócimy.
-Tato ja jadę z małym do domu. Chce mu się jeść, powinien odpocząć, umyć się i przebrać- oznajmiłam.
-Ty też.
-To nie ważne- wypowiedziawszy te słowa wyszliśmy ze szpitala. Szłam z małym blondynem za rękę, w drugiej miałam nasze torby z ubraniami. Media od razu ans zaatakowały. Powiedziałam blondynkowi, że musimy uciekać. Spodobało mu się to rozwiązanie i zaraz byliśmy w parku. Stamtąd szliśmy już powoli do mojego i Pepa domu. Wyjęłam klucze i otworzyłam drzwi. Misiak wszedł do środka i rozglądał się po całym domu.
-Jak tu ładnie- powiedział.
-To jest teraz twój dom- uśmiechnęłam się do niego- Nie mam zabawek, ale pójdziemy je kupić.
-Naprawdę?
-Tak, przecież zostaniesz już z nami- odpowiedziałam, a on podbiegł i mnie przytulił. Widać, ze mały potrzebuję miłości, uwagi, troski, zrozumienia i stabilności. Dam mu to. W końcu obiecałam mu, że będę jego mamą. 
-To co lubisz jeść?- zapytałam, biorąc tego chudzielca na ręce.
-Kanapki?- ja się śmiesznie skrzywiłam. Zaczął się śmiać, a ja powiedziałam.
-Dla syna wielkiego piłkarza kanapki? Chyba zrobimy coś ekstra co?
-Ok- powiedział krótko. Postanowiłam, że zrobię nam tortillę, a na deser owoce. Kiedy postawiłam obiad na stole mały zaczął jeść, ale szybko się zniechęcił. Musiałam go pokarmić. W końcu zjadł obiad, a potem bez problemu wypił kakao. Wygląda mi na to, że mamy do czynienia z niejadkiem. Uznałam, ze owoce zje później. Włączyliśmy tv i oglądaliśmy kreskówki. Po chwili dzieciak usnął, a ja postanowiłam się wykapać, a kiedy on wstanie zrobię to z nim. Poszłam pod prysznic. Nie powiem bolało jak strużki wody oblewały moje blizny. Piekło cholernie, ale dałam radę. Chciałam zacząć suszyć swoje włosy, ale w ostatniej chwili walnęłam się w głowę, przecież Daviś śpi. Zbliża się już wieczór. Przebrałam się w to:


Potem postanowiłam obudzić Daviego, przecież musi się wykąpać. Poszliśmy razem do łazienki i pomogłam mu się wykąpać. Potem umyliśmy razem buzie, ręce i żeby. Wysuszyłam jeszcze włosy. Chciał, żebym przeczytała mu jakąś bajkę, ale nie mamy w domu żadnych książeczek dla dzieci. Trzeba to zmienić. Tata właśnie wrócił.
-Cześć kochani- powiedział.
-Cześć tato- odpowiedziałam.
-Dzień dobry- powiedział zawstydzony chłopiec.
-Misiaku nie bój się- uśmiechnęłam się- To mój tata- wyjaśniłam.
-Widzę, że Marika cię wykąpała- zagadał go tata.
-I zrobiła jeść- wyszczerzył się zupełnie jak Neymar.
-No coś ty?! To ja mam teraz fajny plan- zaczął się szczerzyć także mój tata.
-Jaki?- zaciekawił się roześmiany malec.
-Będzie już nam zawsze gotowała... Serio mieszkam z nią, a nie wiedziałem, że umie gotować. Dzięki Davi. Przybij piątkę- przybili sobie piątkę. Ja strzeliłam "face palma" i wystawiłam tacie język, biorąc małego na górę. Wzięłam jeszcze ze stolika tablet.
-Przeczytamy bajkę na tym- powiedziałam- Przypomnij mi juro, że musimy kupić książeczki do czytania- zasugerowałam.
-Tak jest pani kucharko!- zasalutował.
-Ja ci dam kucharkę- zaczęłam się śmiać i ganiałam się z nim po całym domu. W końcu go złapałam i zaczęłam łaskotać. Potem przeczytaliśmy bajkę. Znaczy ja jemu przeczytałam, ale ok. Usnęliśmy razem na łóżku. Przebudziłam się i chciałam iść do siebie. Odsunęłam delikatnie przytulonego do mnie blondyna i chciałam już wychodzić, ale on się obudził.
-Proszę zostań ze mną kuchareczko- poprosił. Zaśmiałam się cicho i położyłam się do niego. Znowu mnie przytulił, a ja nadal byłam zdziwiona, tym ile ten malec ma w sobie miłości. Także go przytuliłam. Myślałam o Neyu. Chciałabym, żeby był obok. Wiem, że to nie jego wina, że mnie nie poznaje. Mimo to... To tak bardzo boli. Po pewnym czasie usnęłam. Pierwszy raz od wielu dni. Odpłynęłam w krainę Morfeusza. Śniłam o dwóch da Silva.




I mamy 17 rozdział :D Jak tam wrażenia? I jak Marika sprawdza się w roli mamy xd? Dzisiaj jest krótszy, ale mam nadzieję, że też się podoba :)
http://ask.fm/VerkaOsman <------- mój ask :)

Komentujesz=motywujesz ♥