Wczoraj po pokazie długo o tym wszystkim myślałam. Jak mogłam stwierdzić, że Neymar nie jest dla mnie jedną z najważniejszych osób? Nie spałam całą noc. Dałam Crisowi niepotrzebną nadzieję. Kocham go, ale tylko i wyłącznie jako dobrego przyjaciela. Kilka lat temu to właśnie Brazylijczyk skradł moje serce. Niestety coś się wypaliło, zepsuło. A Cris? On zawsze był, kiedy potrzebowałam Neya. Chciałabym go pokochać, ale nie dam rady. Czsami wyobrażałam sobie, że Ney zachowuje się jak Tello. Neymar chyba już przestał mnie kochać i to jest już całkiem widoczne. Płakałam bardzo długo. To wszystko mnie przybiło. Wczoraj także podjęłam najważniejszą dla mnie decyzję na świecie. Bolało mnie to jak nic innego w życiu. Wstałam z łóżka i spojrzałam w lustro, które wisiało na szafie. Podkrążone oczy, kręcone potargane czarne oczy, już zaschnięty wczorajszy makijaż. Wyglądałam okropnie. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam granatowe niebo, co rzadko zdarzało się o tej porze roku w Barcelonie. Nie było zimno, ale pochmurno. Poszłam się umyć, a następnie ubrałam się na sportowo. Włosy związałam w luźnego kucyka. Nawet się nie malowałam. Nic mi się nie chciało. Jedyne o czym marzyłam to mieć za sobą już to spotkanie. Wyszłam z domu bez śniadania. Byłam jak w jakimś transie, który pochłaniał całą moją energię. Za 2 dni mamy jechać na wakacje. Dzwoniłam wczoraj do Anto, że nie przyjadę, ale jednak nie można tego odwołać czy coś takiego, a poza tym ona nie wyobraża sobie tego wyjazdu beze mnie. Obiecałam jej, że pojadę i będę dobrze się bawić. Z tym drugim może być nie mały problem. Dziewczyna Leo domyśliła się, że coś jest nie tak i chciała nawet przyjechać, ale powiedziałam jej, że jutro wszystko wyjaśnię. Na szczęście dała się przekonać. Szłam uliczkami najlepszego miasta na świecie z kapturem i full capem na głowie. Wyglądałam pewnie jak mała, samotna, zagubiona i smutna dziewczyna. Wszystko w takim razie się zgadzało. Wreszcie dotarłam do celu. Stałam właśnie przed bramą, prowadzącą do domu Neymara. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku, ale szybko ją starłam. Robiłam to tylko dla niego. Moja podświadomość już krzyczała: "Pamiętaj na pierwszym miejscu jego szczęście". Zadzwoniłam domofonem. Po chwili usłyszałam ten jego seksowny głos. Brama się otworzyła. Weszłam, a po chwili znów ją zatrzasnęłam. Następnie otworzyłam drzwi od jego domu, które dzieliły mnie od niego. Coraz bardziej bolała mnie moja decyzja. Tak już widocznie musi być.
-Cześć Mari-powitał mnie dość radośnie Neymar, a potem mnie przytulił. Odwzajemniłam to tylko tylko dlatego, że chciałam zapamiętać jak to jest go przytulać. Tylko tyle się dla mnie liczyło.
-Coś się stało?- zapytał po chwili. Nic nie odpowiadałam. Tkwiłam w jego ramionach- Ubrałaś się na czarno znowu i masz czerwone oczy. Płakałaś. Co się stało kochanie?- zapytał znów, a ja dopiero teraz oderwałam się od niego. Nawet nie wiecie ile kosztowało mnie patrzenie mu w oczy i nie wybuchniecie płaczem. To było coś naprawę niesamowitego, oczywiście w pełni negatywnego znaczenia tego słowa.
-Nie możemy być już razem- powiedziałam z bólem wyczuwalnym w głosie. Nie tak to miało zabrzmieć, ale niestety nic nie poradzę na moje uczucia. Podjęłam taką decyzję dla jego dobra i tego mam zamiar się trzymać do końca, choćby nie wiem co.
-Co? Dlaczego?- zapytał zdziwiony. Był tak oszołomiony, że oczy wychodziły mu z orbit. Jego uśmiech w jednej chwili jakby zniknął. Bolał mnie ten widok, ale co jeśli on tylko dobrze gra? Może ma jakieś ukryte zdolności aktorskie. Sama już nie jestem tego wszystkiego pewna.
-Od kiedy przyjechałam dużo rzeczy się zmieniło i...- w tym miejscu nie dokończyłam, ponieważ Neymar zdenerwowany mi przerwał.
-Zakochałaś się w Tello- podniósł lekko głos. To nie było prawdą. Przez myśl przeszło mi, żeby go oszukać, ale nie chciałam znowu żyć w kłamstwie. Chyba już z tego wyrosłam. Pamiętacie przecież sytuację z Marc'em Bartrą i Neymarem. Kiedy udawaliśmy... Po prostu zmądrzałam, wydoroślałam.
-Nie. Zauważyłeś, że się w ogóle nie widujemy, uciekasz ode mnie, wolisz kolegów... Jasne rozumiem, że się z nimi spotykasz i cieszę się bardzo, że mimo sławy nie stałeś się snobem i o nich nie zapomniałeś, ale zapomniałeś o mnie. Poza tym...- i znowu mi przerwał.
-Tello ci powiedział?- zapytał zrezygnowany i dość smutny. Oznaczało to tylko jedno-coś ukrywał. Postanowiłam trochę go zmanipulować, aby powiedział o co mu chodzi.
-Tak, ale chciałam usłyszeć to od ciebie- powiedziałam pewna siebie, ale w środku bałam się jego odpowiedzi.
-To było po narkotykach...- Czyli znowu brał. Nie przestał, a przecież mi obiecał- Nie zdradziłem Cię nigdy, ale owszem całowałem się z innymi dziewczynami. Wtedy, kiedy Cris wyciągnął cię na taras też się pocałowałem z jedną z kelnerek. Zabroniłem mu powiedzieć tobie cokolwiek. Jeszcze gdy byłem pod wpływem dragów powiedziałem coś czego bardzo żałuję. Pewnie wiesz co... Że znowu wróci twoja depresja, kiedy się o tym dowiesz. Przepraszam. To nie jest tak, że cię nie kocham tylko...
-Nie wiedziałam o tym. Tello nic mi nie powiedział. Obiecałeś, że nie będziesz brał- mówiłam płacząc. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Wszystko, ale nie to, że całował inne. Skąd może w ogóle wiedzieć, że mnie nie zdradził? Ale ja też całowałam się z Crisem.
-Ja też pocałowałam się z innym- wyznałam.
-Co? Z kim? Nie mów tego tylko po to, żebym cierpiał- prosił błagalnie. Wdziałam ten ból w jego oczach, a to bolało mnie jeszcze bardziej.
-Z Crisem. Wedy... Myślałam... A właściwie... Właściwie dałam sobie wmówić, że jestem z tobą z przyzwyczajenia... Wydawało mi się, że go kocham- dopowiedziałam. Czekałam na jego reakcję. Z trudem mogłam patrzeć na jego twarz, która wyrażała tyle bólu. On, sławny piłkarz, który został właśnie zraniony, ale stara się tego nie okazywać. Ona, zagubiona i bardzo zraniona dziewczyna, która nie może przestać płakać. Staliśmy tak na przeciwko siebie i patrzyliśmy sobie z niedowierzaniem w oczy. Zrozumiałam w tym momencie, że rozbiliśmy ten związek we dwoje. Bolało jak cholera.
-A nie kochasz go? Przecież spędzasz z nim tyle czasu i jest dla ciebie taki ważny i...-tym razem to ja nie dałam mu dokończyć swojej wypowiedzi.
-Spędzam z nim tyle czasu, ale zawsze wtedy myślę, jak to by było gdybyś ty był na jego miejscu, jest dla mnie ważny, ale ty jesteś ważniejszy. Kocham go, ale tylko jako przyjaciela, a ty skradłeś mi serce i dobrze o tym wiesz. Myślisz, że gdybym go kochała to stałabym tutaj cała zapłakana bo dowiedziałam się, że nie dotrzymałeś obietnicy i że nie byłam jedyną, która cię całowała?- zapytałam. On pokręcił przecząco głową, po czym podszedł do mnie. Wpatrywał się w moje oczy, wywiercając w nich dziurę.
-Proszę nie zostawiaj mnie- powiedziawszy te słowa, spłynęła mu łza z lewego policzka.
-Chcę żebyś był szczęśliwy- odpowiedziałam, chociaż w głębi duszy chciałam rzucić się mu na szyję.
-Bez ciebie nie będę. Proszę- po tych słowach upadł na kolana i złapał mnie za rękę.
-Kochasz mnie?- zapytałam jak małe dziecko, które spragnione było miłości. Ale czy nie takim własnie dzieckiem byłam?
-Najbardziej na świecie... Nigdy nikogo nie kochałem oprócz ciebie, ale wiem, że to miłość- powiedział to tak szczerze. Wyrwałam swoje ręce z jego uścisku. Krzyknęłam, że nie mogę i wybiegłam z jego domu ze łzami w oczach. Nie obchodziło mnie już nic. Nie wiedziałam czego chcę. Biegłam przed siebie, ale moja podświadomość wiedziała, gdzie chcę się dostać. Zapukałam do drzwi Anto, Leo i Thiago. Drzwi otworzyła mi pani domu, a widząc mnie w tym stanie od razu zaczęła zasypywać mnie pytaniami.
-Mari? Co się stało?- widać było, że się martwiła. Weszłam do środka i przytuliłam ją najmocniej jak potrafiłam. Przy herbacie opowiedziałam wszystko moim przyjaciołom. U tych wspaniałych ludzi spędziłam kilka godzin. Próbowali mnie pocieszyć i zrobić coś, żebym przestała płakać, ale udawało się tylko na chwilę. Siedziałam zapłakana, kiedy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Leo poszedł otworzyć, a Anto dalej mnie pocieszała. Usłyszałam z korytarza głos, który rozpoznam wszędzie.
-Leo ona mnie rzuciła i to wszystko moja wina. Kocham ją- powiedział i pociągnął nosem. Chciałam się ukryć, ale Anto mnie zatrzymała. Specjalnie zawołała Thiago "Thiago chodź rozweselić ciocię Marikę". Jakoś pewnie przez przypadek duży nacisk dała na dwa ostatnie słowa.Wtedy do salonu wbiegł on, a para u których się wypłakiwałam nagle się zmyła.
A ty?- zapytał, ale ja nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Co ja?- zapytałam.
-Czy mnie kochasz? I nie płacz bo pęka mi serce- pytanie wypowiedział z taką niepewnością i strachem, ale zarazem z jakąś nutką pewności siebie. Za to prośbę wypowiedział bardzo błagalnie. Robił to tylko wtedy, gdy coś go naprawdę bolało.
-Ja...Ja...- nie potrafiłam mu odpowiedzieć.
-Oj cicho już bądź... Widzę to w twoich oczach- powiedział, a następnie mnie pocałował. To był delikatny, ale namiętny całus. Całował mnie tak jakby bał się, że zaraz mnie straci, że go odepchnę. Odwzajemniłam pocałunek, ale zaraz się od niego oderwałam.
-Zacznijmy od początku- zaproponowałam.
-Od początku?- powtórzył.
-Jakbyśmy się w ogóle nie znali- wyjaśniłam.
-Trudno będzie, ale dla ciebie wszystko kochanie- powiedział, tym samym zgadzając się.
-Nie nazywaj mnie kochaniem. Nie jesteśmy razem- stwierdziłam.
-To nie znaczy, że nie możesz być moim kochaniem. Mam niezawodną intuicję, która mówi mi, że zakochałem się w takiej jednej pięknej i najwspanialszej na świecie, ale nieznajomej mi dziewczynie.
-Ta dziewczyna nie spotyka się z chłopakami, którzy biorą narkotyki.
-W takim razie idę na odwyk.
-Wakacje są.
-Spokojnie, nie odpuszczę sobie wakacji z najlepszą dziewczyną na świecie, przecież ją kocham, a ona chce ze mną spędzać więcej czasu. Pójdę po powrocie do Barcelony.
-W takim razie wakacje mogą być udane.
-One będą udane kochanie.
-Neymar-powiedział, jakbym chciała go skarcić.
-Nagle się pani przypomniało jak mam na imię- powiedział rozbawiony.
-Pff...Jest pan sławny- powiedziałam, wymigując się.
-Pani również... Jako dziewczyna nędznego piłkarza ćpuna- powiedział poważnie.
-Aż takie nędznego to nie- odpowiedziałam, wystawiając mu język. On zaczął mnie łaskotać, a ja śmiałam się jak szalona. Nagle dostałam powiadomienia, że ktoś oznaczył mnie na zdjęciu. Neymarowi także zabrzęczał telefon. Oboje sprawdziliśmy o co chodzi. Anto wstawiła zdjęcie, gdy się całujemy i napisała "Nie wyprą się tego uczucia ♥".
-Ja chyba nie dam rady, ale nie wiem jak pani, pani Mariko- powiedział.
-Skąd zna pan moje imię?- zapytałam udając oburzenie.
-Internety wiedzą wszystko- zażartował.
-Zostajecie na kolację- bardziej stwierdziła, niż zapytała nas mama małego synka legendarnego Leo Messiego.
-Jeśli zostajemy to może przejdziemy na "ty"- zaproponowałam.
-Z przyjemnością Mari- zgodził się. Wziął moją rękę i ją pocałował, cały czas patrząc mi przy tym w oczy- Zaraz wrócę- powiedział zaraz po tym geście i wybiegł z domu. Leo krzyczał za nim, że zaraz kolacja i żeby się wrócił, ale ten jakby był w jakimś amoku szczęśliwy powtarzał, że zaraz wróci. Rozśmieszyła mnie ta sytuacja. W sumie Leo i Anto także. Pomogłam nakryć do stołu, a potem poszłam uśpić synka pary. Gdy zeszłam w drzwiach wejściowych stanęła jakaś osoba z bukietem kwiatów. Dopiero po butach poznałam, że to Neymar. Kwiaty były naprawdę piękne. Wręczył mi je po czym powiedział.
-Dla najpiękniejszej kobiety na ziemi- chwilę po tym wyszeptał mi do ucha, że mnie kocha. To było takie słodkie, ale nadal chciałam abyśmy zrobili małą przerwę. Chciałam, żebyśmy znów poczuli, że nie jesteśmy tylko parą, ale także przyjaciółmi, którzy nie mają przed sobą tajemnic. Moim celem było także pokazanie nie tylko jemu, ale także sobie, że niepielęgnowana miłość po prostu więdnie, zupełnie jak kwiaty. Kolację zjedliśmy w cudownej atmosferze. Pomyśleć, że tak minął mi cały dzień... Na płakaniu. Ta sytuacja pokazała mi również, że takie sprawy można załatwić rozmową. Neymar odwiózł mnie do domu, a na koniec jak to powiedział "skradł mi całusa". Stwierdził, że może tak robić mimo, iż nie jesteśmy razem, ponieważ to mężczyzna powinien robić pierwszy krok, a on chce rozkochać mnie w sobie poprzez pokazanie mi, że nikt inny nie całuje lepiej. Śmialiśmy się wtedy chyba przez 10 minut. Wreszcie weszłam do domu. Tata już spał, a ja położyłam się kilka godzin później? Dlaczego? Byłam zajęta pisaniem z "tajemniczym nieznajomym".
Mamy kolejny rozdział :) A jednak się pojawił :) Dla Was wszystko ♥ Podoba się? Co teraz z nimi będzie? Teraz jest sielanka, ale cz tak potrwa długo? Co się może stać?
Zapraszam także na mojego odmienionego aska :)
sobota, 20 czerwca 2015
piątek, 5 czerwca 2015
43.Uznałabyś go za lepszego od niego?
Jak on mógł? Muszę szybko coś wymyślić. Nie wierzę w to
co widzę. Po prostu nie wierzę...
-Chodź, coś ci pokażę- szepnąłem jej na ucho i pociągnąłem za rękę w stronę tarasu.
~Perspektywa Mariki~
Cieszę się, że pogodziłam się z Crisem. Naprawdę go lubię i nienawidzę, gdy się do siebie nie odzywamy. W sumie to był nasz pierwszy raz. Pierwsza poważna kłótnia. Nie wiem co chce teraz mi pokazać, ale gdy weszliśmy na salę miał dziwną minę. Cóż pewnie się stresował albo mi się po prostu coś przewidziało.
-No to co chcesz mi pokazać?- zapytałam rozbawiona, po czym stanęłam z wielkim uśmiechem naprzeciwko niego. On tylko objął mnie w talii i się uśmiechnął, a następnie wtulił się we mnie. Czułam jego oddech na moim karku. W jednej sekundzie zrobiło mi się tak dziwnie na sercu. zupełnie jakbym zdradzała Neymara.
-Chciałem ci tylko powiedzieć, że jestem bardzo szczęśliwy, że mi wybaczyłaś- wyszeptał kolejny raz tego dnia. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Po chwili odwróciliśmy się w stronę barierki i podziwialiśmy te piękne widoki. Uwierzcie mi były one niesamowite. Poczułam po chwili duże dłonie na moich biodrach i pocałunki składane na mojej szyi. To ciepło, które od niego emanowało było po prostu jedyne w swoim rodzaju. Powoli się do niego odwróciłam. Patrzyliśmy sobie w oczy, a po chwili nasze usta się złączyły.
-To ja już pójdę- powiedział cicho Cris. Oderwałam się od Neymara i posłałam mu uśmiech typu "nie bądź zły, przecież to mój chłopak". On uśmiechnął się tak bym mogła wyczytać z ruchu jego warg, że rozumie. Nie wiem o co im poszło, ale to nie jest jakaś tam błahostka. Może później podpytam Neya o to, co się między nimi stało. Mój przyjaciel wyszedł, a ja zostałam z Neymarem sam na sam.
-Cieszysz się na te wakacje?- zapytał z tym swoim uśmiechem wymalowanym na ustach.
-Bardzo, a ty?- nadal miałam ten uśmiech na ustach, a to nie zdarzało się często. Sami wiecie, jak było wcześniej. Teraz już nie chcę o tym pamiętać. Wiem, że przy Neymarze będę szczęśliwa. W końcu kto jak nie on?
-Cieszę się tylko dlatego, że będę tam z tobą- wypowiedział te słowa tak delikatnie i namiętnie. Czułam w jego głosie to coś, tą czułość i miłość. Mój mózg wariował. Znów czułam te motylki w brzuchu. Podeszłam do niego jeszcze bliżej, chociaż już i tak staliśmy bardzo blisko siebie. Cały czas uśmiechając się do niego, pocałowałam go. Bardzo go kocham i nie wyobrażam sobie bez niego życia. Nasz pocałunek chwilę trwał, po czym wróciliśmy do środka.
-No nareszcie miałem po was iść, ale Jordi zasugerował mi co wy tam możecie robić- powiedział zniecierpliwiony Gerard i poruszył zabawnie brwiami. Śmiałam się jak opętana, a ze mną inni.
-A co można robić na tarasie?- zapytałam przez śmiech.
-No wiesz my z Shak na...- i tu przerwał, gdyż blondynka krzyknęła jego imię, co miało oznaczać, aby się zamknął i nic już dzisiaj nie mówił. Zabawne było jak Kolumbijka się z niego zgrywała, ale on tego nie pojął i zaczął ją przepraszać, prawić komplementy i w ogóle być takim miłym. Jego wybranka długo nie wytrzymała i wybuchła śmiechem, a z nią całe nasze towarzystwo. Kiedy Pique zorientował się co się właśnie wydarzyło zaczął się śmiać sam z siebie. W końcu zaczęła się oficjalna część gali. Podsumowaliśmy ten sezon, chłopakom zostały wręczone nagrody. Pojawiły się filmiki z fanami, a także nasi piłkarze wygłaszali podziękowania. Mój tata ogłosił oficjalne odejście. Chłopaki wiedzieli, że rozważa taką opcję, aby przejść do Bayernu Monachium, ale chyba w to do końca nie wierzyli. Uwierzcie, że polały się łzy. Niektórzy nasi wrażliwcy poszli się upić, ponieważ nie mogli w to uwierzyć. Kim byli wrażliwcy? Oczywiście Marc Bartra, Rafinha i Masip, ale najgorzej trzymał się Cris. Nie mówię tego, dlatego, że jest moim przyjacielem. On się naprawdę załamał. Dobrze wiem, że nie lubi, gdy ktoś z kim spędza chociaż trochę czasu odchodzi. To jego każdy próbował pocieszyć. Mój tata wziął go na stronę, aby z nim porozmawiać. Po kilkunastu minutach, które według mnie trwały wieczność podszedł do mnie przyszły trener Bawarczyków.
-Proszę cię kochanie idź do niego. Chciał zostać sam, ale nie jestem pewny czy to dobry pomysł... Pójdę porozmawiać z tamtymi- powiedział, wskazując na pozostałych chłopaków, którzy się najbardziej załamali. To był bardzo smutny widok. Pokiwałam głową i poszliśmy z tatą w różne strony. Swoje kroki skierowałam na taras, ale tam nie było tej osoby, której szukałam. Postanowiłam wyjść na zewnątrz, aby sprawdzić czy tam nie ma może Cristiana. Jak postanowiłam, tak też zrobiłam. Pchnęłam mosiężne drzwi o mahoniowym odcieniu i znalazłam się na dworze. Zaczerpnęłam świeżego powietrza, a następnie zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu zaginionego. Przeszłam się za budynek, w którym się bawiliśmy, ponieważ nigdzie go nie widziałam. W końcu zastałam go na ławce. Siedział sam, smutny. W ręce trzymał kwiatki i wyrywał z nich płatki. Poczułam coś takiego dziwnego. Było mi przykro jak nigdy, że właśnie ten człowiek jest w takim stanie. Starałam się go na to przygotować, ale nie dałam rady. Wiele razy z nim zaczynałam takie rozmowy, ale on zawsze uparcie twierdził, że takie gadanie psuje tylko atmosferę. Odpuszczałam temat. Może źle robiłam. Gdybym inaczej się do tego zabrała, może nie byłby dzisiaj taki smutny, zmartwiony, w melancholijnym nastroju. To wszystko mnie dobiło. Chciałam odejść. Szłam w stronę budynku, ponieważ nie umiałam z nim rozmawiać. Nie wiedziałam jak mam spojrzeć mu w oczy. Co mam mu powiedzieć. Pep był dla niego jak ojciec i dobrze o tym wiem. Nagle ktoś złapał mnie za nadgarstek. Wiedziałam kto to. Tylko on ma takie zimne i duże dłonie.
-Przepraszam- wyszeptałam, nie odwracając się nawet do niego. Stałam tam ze spuszczoną głową i nie wiedziałam co mam mu powiedzieć, jak mam się zachować.
-Jedziesz z Pepem?- zapytał, a głos mu się załamał w środku zdania. Łzy napłynęły mi do oczu, ale nie pozwoliłam im wypłynąć.
-Zastanawiam się nad tym- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Nie wiem czy potrafiłabym to wszystko zostawić. Barcelona to mój dom. Z drugiej zaś strony jest tata. Nie miałam go przez większość życia, a teraz? Teraz mam go na wyciągnięcie ręki i mogę go znów stracić na własne żądanie. Wystarczy kilka słów... "Jadę z tobą" lub "Zostaję w domu". Co mam wybrać? Czy umiałabym zostawić moich przyjaciół? Zostawiłabym tutaj Crisa? "A co z Neymarem?" krzyczy moja podświadomość, ale ja nie znam odpowiedzi na to pytanie. Może to tylko przyzwyczajenie. Może to ta cała samotność, strach przed zostaniem samym tak jak w Polsce. Kocham go? A musiałabym się zastanawiać, jeśli tak by było? A może robię to bo jest nam ciężko w związku? Na pewno to drugie. Tyle przecież na niego czekałam.
-Zostań, proszę- powiedział szeptem i błagalnie. Jednocześnie odwrócił mnie do siebie. Spojrzałam mu w oczy. Widziałam w nich ten ból, smutek, cierpienie, złość, zawód i nadzieję. Trzymał mnie za rękę jakby chciał mnie tym zatrzymać. Nie wytrzymałam już tej sytuacji. Łzy wypłynęły z moich oczu.
-Nie chcę stracić taty- wyjaśniłam powód, dla którego zastanawiam się nad chyba najważniejsza decyzją w moim życiu. Otarł mi kciukiem łzy z policzka. Chciałam zatrzymać tą chwilę na zawsze. Kliknąć taki przycisk z napisem "stop" lub "pauza" i patrzeć mu w oczy. Chciałam, aby nadal trzymał mnie za rękę, a drugą ocierał te głupie łzy, które ukazują jaka jestem słaba.
-Pojadę z tobą- oznajmił. Nadal mówiliśmy cicho, szeptem. Było w tym coś wyjątkowego. Nie wiedziałam już czego chcę. Wiedziałam tylko jedno. Chciałabym, aby to była prawda.
-A treningi?- zapytałam. On musi grać. Nie może przestać robić tego, co kocha.
-Znajdę normalną pracę.
-Ale ty to kochasz.
-Ty jesteś ważniejsza.
-Nie zasługuję na to.
-Zasługujesz jak nikt inny.
-Wiesz, że tak nie zachowują się przyjaciele?- zapytałam z bólem.
-Ale ty jesteś moją przyjaciółką... I dziewczyną, która skradła mi serce- wyznał.
-Mam Neymara.
-Dlatego się nie mieszałem.
-Miałeś rację.
-Z czym?- zapytał zdziwiony.
-Z tym, że jestem z nim z przyzwyczajenia.
-Kocham cię- powiedział, a jego usta zaczęły zbliżać się do moich. Prawie się pocałowaliśmy, ale przyszedł akurat Bartra. Patrzył na nas i nie wiedział co ma zrobić. Schował kamerę, z którą się dzisiejszego wieczoru nie rozstawał.
-Co wy robicie?- zapytał zdziwiony, ale nie był zły. To mnie najbardziej zaskoczyło.
-Nie mów Neymarowi, a my zapomnijmy. Jestem pijana, zresztą tak jak ty- zwróciłam się najpierw do Marca, a następnie do Crisa.
-Co jeśli nie chcę zapomnieć?- zapytał szybko. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć, dlatego uciekłam. Szybkim krokiem poszłam do środka. Upiłam się jak pierwszego dnia mojego pobytu w Barcelonie. Wiedziałam, że nie będę jutro nic pamiętać i że obudzę się z kacem. Mimo to nie przestawałam. Nie wiedziałam co mam zrobić i to mnie dobijało. W dodatku doszedł jeszcze pocałunek z Crisem. Prawie pocałunek bo przecież Marc nam przerwał. Czyżby był moim aniołem stróżem? Zawsze obiecywałam sobie, że nie zdradzę drugie osoby, że nie rozbiję nikomu związku, że będę przykładną dziewczyną czy żoną, a teraz? Wszystko legło w gruzach.
*2 dni później*
Wczoraj miałam niemiłosiernego kaca. Tata oczywiście ze mną rozmawiał. On zawsze wyczuwał kiedy jest ze mną źle. Powiedziałam mu o wszystkim, co zdarzyło się na tyłach budynku. Z jednej strony ta rozmowa mi trochę pomogła, ale jest przecież zawsze jakieś "ale". Inaczej nie mogło być tym razem. Zadał mi jedno ważne i jakże celne pytanie: "Czy jeśli byś kochała Neymara to spojrzałabyś na innego? Uznałabyś go za lepszego od niego?". Mam potworny mętlik w głowie. Zupełnie nie wiem co mam myśleć i co ze sobą zrobić. Wczoraj dzwoniła do mnie Melissa (dziewczyna Bartry), że dzisiaj ma odbyć się pokaz mody, na który dostałyśmy zaproszenia. Dobrze, że mi przypomniała bo bym zapomniała. Dzisiaj byłam trochę pobiegać, ale inna drogą bo wiedziałam, że Cris biega tak jak ja w parku. Na poranny jogging wybrałam się więc w przeciwną stronę. Gdy wróciłam do domu po 2, 5 godzinie poszłam się przebrać w strój kąpielowy, a następnie popływałam troszeczkę. Poszłam zrobić trening na brzuch, nogi i pośladki. Zdecydowałam się nie iść jeszcze pod prysznic, ponieważ miałam za niedługo iść na pokaz mody, więc nie opłaca mi się kąpać dwa razy. Zrobiłam dla mnie i dla taty pyszny zdrowy obiad. Potem oglądaliśmy z tatą film pt. "Po prostu walcz". Tego potrzebowałam. Zaczęłam przygotowywać się na wyjście z Melissą, Sofią (żoną Luisa Suareze), Antonellą i Shakirą. Tata w tym czasie zaproponował, że zrobi mi sok ze świeżo wyciskanych owoców. Pychotka. Poszłam wreszcie pod prysznic. Swoje czarne jak teraz włosy wysuszyłam, a następnie pokręciłam,a by wyglądały bardzo ładnie. Następnie delikatnie się pomalowałam. Przyszedł czas na ubranie się. Długo szukałam odpowiednich butów, ale w końcu dobrałam chyba odpowiednie. Bluzkę wpuściłam w łososiową spódnicę. Zeszłam na dół, a tata wręcz zachwycił się moim strojem. Zrobiłam sobie z nim zdjęcie w lustrze, aby pochwalić się, że też potrafię się ubrać. Nie wiem po co to zrobiłam. Po prostu tego potrzebowałam. Prawda jest taka, że dużo osób ostatnio mówiło mi, że ubieram się jak idiotka bo to wcale nie jest kobiece, a tym bardziej seksowne. Chciałam zobaczyć teraz te hejty typu "wyglądasz jak panna spod latarni". Wrzuciłam zdjęcie na Instagrama i Facebook'a z dopiskiem: "Z jednym z najważniejszym dla mnie człowiekiem <3 Pozdrowienia dla drugiej osoby, która jest dla mnie najważniejsza- kocham cię <3 Trzymaj się". Oznaczyłam dziewczyny, z którymi szłam na pokaz. Oczywiście od razu zastała mnie lawina komentarzy i lajków. Większość pisała, że ładnie wyglądam i że to o Neymarze. Wcale tak nie było. Bo on niestety nie jest najważniejszą osobą w moim życiu...
I co sądzicie o 43 rozdziale? Nadaje się na coś? Ważne jest dla mnie wasze zdanie :) Miałam wiele obaw, aby to w ten sposób zacząć, a jednocześnie skończyć. Wiele z Was jest Neymarzete i oczywiste jest to, że wolicie, kiedy piszę o Neymarze, a nie o szczęściu( no na razie o nieszczęściu Crisa), ale zapewniam, że Ney pojawiać się będzie dość często w opowiadaniu. W innym charakterze itd. ale będzie XD Więc moje pytanie brzmi: Czy będziecie dalej czytać moje wypociny?
-Przepraszam- wyszeptałam, nie odwracając się nawet do niego. Stałam tam ze spuszczoną głową i nie wiedziałam co mam mu powiedzieć, jak mam się zachować.
-Jedziesz z Pepem?- zapytał, a głos mu się załamał w środku zdania. Łzy napłynęły mi do oczu, ale nie pozwoliłam im wypłynąć.
-Zastanawiam się nad tym- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Nie wiem czy potrafiłabym to wszystko zostawić. Barcelona to mój dom. Z drugiej zaś strony jest tata. Nie miałam go przez większość życia, a teraz? Teraz mam go na wyciągnięcie ręki i mogę go znów stracić na własne żądanie. Wystarczy kilka słów... "Jadę z tobą" lub "Zostaję w domu". Co mam wybrać? Czy umiałabym zostawić moich przyjaciół? Zostawiłabym tutaj Crisa? "A co z Neymarem?" krzyczy moja podświadomość, ale ja nie znam odpowiedzi na to pytanie. Może to tylko przyzwyczajenie. Może to ta cała samotność, strach przed zostaniem samym tak jak w Polsce. Kocham go? A musiałabym się zastanawiać, jeśli tak by było? A może robię to bo jest nam ciężko w związku? Na pewno to drugie. Tyle przecież na niego czekałam.
-Zostań, proszę- powiedział szeptem i błagalnie. Jednocześnie odwrócił mnie do siebie. Spojrzałam mu w oczy. Widziałam w nich ten ból, smutek, cierpienie, złość, zawód i nadzieję. Trzymał mnie za rękę jakby chciał mnie tym zatrzymać. Nie wytrzymałam już tej sytuacji. Łzy wypłynęły z moich oczu.
-Nie chcę stracić taty- wyjaśniłam powód, dla którego zastanawiam się nad chyba najważniejsza decyzją w moim życiu. Otarł mi kciukiem łzy z policzka. Chciałam zatrzymać tą chwilę na zawsze. Kliknąć taki przycisk z napisem "stop" lub "pauza" i patrzeć mu w oczy. Chciałam, aby nadal trzymał mnie za rękę, a drugą ocierał te głupie łzy, które ukazują jaka jestem słaba.
-Pojadę z tobą- oznajmił. Nadal mówiliśmy cicho, szeptem. Było w tym coś wyjątkowego. Nie wiedziałam już czego chcę. Wiedziałam tylko jedno. Chciałabym, aby to była prawda.
-A treningi?- zapytałam. On musi grać. Nie może przestać robić tego, co kocha.
-Znajdę normalną pracę.
-Ale ty to kochasz.
-Ty jesteś ważniejsza.
-Nie zasługuję na to.
-Zasługujesz jak nikt inny.
-Wiesz, że tak nie zachowują się przyjaciele?- zapytałam z bólem.
-Ale ty jesteś moją przyjaciółką... I dziewczyną, która skradła mi serce- wyznał.
-Mam Neymara.
-Dlatego się nie mieszałem.
-Miałeś rację.
-Z czym?- zapytał zdziwiony.
-Z tym, że jestem z nim z przyzwyczajenia.
-Kocham cię- powiedział, a jego usta zaczęły zbliżać się do moich. Prawie się pocałowaliśmy, ale przyszedł akurat Bartra. Patrzył na nas i nie wiedział co ma zrobić. Schował kamerę, z którą się dzisiejszego wieczoru nie rozstawał.
-Co wy robicie?- zapytał zdziwiony, ale nie był zły. To mnie najbardziej zaskoczyło.
-Nie mów Neymarowi, a my zapomnijmy. Jestem pijana, zresztą tak jak ty- zwróciłam się najpierw do Marca, a następnie do Crisa.
-Co jeśli nie chcę zapomnieć?- zapytał szybko. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć, dlatego uciekłam. Szybkim krokiem poszłam do środka. Upiłam się jak pierwszego dnia mojego pobytu w Barcelonie. Wiedziałam, że nie będę jutro nic pamiętać i że obudzę się z kacem. Mimo to nie przestawałam. Nie wiedziałam co mam zrobić i to mnie dobijało. W dodatku doszedł jeszcze pocałunek z Crisem. Prawie pocałunek bo przecież Marc nam przerwał. Czyżby był moim aniołem stróżem? Zawsze obiecywałam sobie, że nie zdradzę drugie osoby, że nie rozbiję nikomu związku, że będę przykładną dziewczyną czy żoną, a teraz? Wszystko legło w gruzach.
*2 dni później*
Wczoraj miałam niemiłosiernego kaca. Tata oczywiście ze mną rozmawiał. On zawsze wyczuwał kiedy jest ze mną źle. Powiedziałam mu o wszystkim, co zdarzyło się na tyłach budynku. Z jednej strony ta rozmowa mi trochę pomogła, ale jest przecież zawsze jakieś "ale". Inaczej nie mogło być tym razem. Zadał mi jedno ważne i jakże celne pytanie: "Czy jeśli byś kochała Neymara to spojrzałabyś na innego? Uznałabyś go za lepszego od niego?". Mam potworny mętlik w głowie. Zupełnie nie wiem co mam myśleć i co ze sobą zrobić. Wczoraj dzwoniła do mnie Melissa (dziewczyna Bartry), że dzisiaj ma odbyć się pokaz mody, na który dostałyśmy zaproszenia. Dobrze, że mi przypomniała bo bym zapomniała. Dzisiaj byłam trochę pobiegać, ale inna drogą bo wiedziałam, że Cris biega tak jak ja w parku. Na poranny jogging wybrałam się więc w przeciwną stronę. Gdy wróciłam do domu po 2, 5 godzinie poszłam się przebrać w strój kąpielowy, a następnie popływałam troszeczkę. Poszłam zrobić trening na brzuch, nogi i pośladki. Zdecydowałam się nie iść jeszcze pod prysznic, ponieważ miałam za niedługo iść na pokaz mody, więc nie opłaca mi się kąpać dwa razy. Zrobiłam dla mnie i dla taty pyszny zdrowy obiad. Potem oglądaliśmy z tatą film pt. "Po prostu walcz". Tego potrzebowałam. Zaczęłam przygotowywać się na wyjście z Melissą, Sofią (żoną Luisa Suareze), Antonellą i Shakirą. Tata w tym czasie zaproponował, że zrobi mi sok ze świeżo wyciskanych owoców. Pychotka. Poszłam wreszcie pod prysznic. Swoje czarne jak teraz włosy wysuszyłam, a następnie pokręciłam,a by wyglądały bardzo ładnie. Następnie delikatnie się pomalowałam. Przyszedł czas na ubranie się. Długo szukałam odpowiednich butów, ale w końcu dobrałam chyba odpowiednie. Bluzkę wpuściłam w łososiową spódnicę. Zeszłam na dół, a tata wręcz zachwycił się moim strojem. Zrobiłam sobie z nim zdjęcie w lustrze, aby pochwalić się, że też potrafię się ubrać. Nie wiem po co to zrobiłam. Po prostu tego potrzebowałam. Prawda jest taka, że dużo osób ostatnio mówiło mi, że ubieram się jak idiotka bo to wcale nie jest kobiece, a tym bardziej seksowne. Chciałam zobaczyć teraz te hejty typu "wyglądasz jak panna spod latarni". Wrzuciłam zdjęcie na Instagrama i Facebook'a z dopiskiem: "Z jednym z najważniejszym dla mnie człowiekiem <3 Pozdrowienia dla drugiej osoby, która jest dla mnie najważniejsza- kocham cię <3 Trzymaj się". Oznaczyłam dziewczyny, z którymi szłam na pokaz. Oczywiście od razu zastała mnie lawina komentarzy i lajków. Większość pisała, że ładnie wyglądam i że to o Neymarze. Wcale tak nie było. Bo on niestety nie jest najważniejszą osobą w moim życiu...
I co sądzicie o 43 rozdziale? Nadaje się na coś? Ważne jest dla mnie wasze zdanie :) Miałam wiele obaw, aby to w ten sposób zacząć, a jednocześnie skończyć. Wiele z Was jest Neymarzete i oczywiste jest to, że wolicie, kiedy piszę o Neymarze, a nie o szczęściu( no na razie o nieszczęściu Crisa), ale zapewniam, że Ney pojawiać się będzie dość często w opowiadaniu. W innym charakterze itd. ale będzie XD Więc moje pytanie brzmi: Czy będziecie dalej czytać moje wypociny?
sobota, 23 maja 2015
42.Co jeśli cię zdradza?
Wstałam wcześnie rano. Znaczy tak mi się tylko wydawało. Spojrzałam na budzik, a tam ujrzałam godzinę 10. Obok leżała karteczka. Wzięłam ją do ręki i zaczęłam czytać.
"Kochanie pojechaliśmy na trening :) Przyjedź jak się wyśpisz XD Chłopaki chcieli pogadać o wakacjach z Tobą :) Tata i Cris ♥"
Poszłam pod prysznic. Umyłam dokładnie swoje ciało oraz włosy, które potem wysuszyłam. Termometry wskazywały 30 stopni, więc ubrałam się w to:
Ubrałam się tak, ponieważ potem idę jeszcze na sesję zdjęciową. Będę pozowała do popularnego hiszpańskiego magazynu modowego. Wiem tyle, że sesja będzie na temat wakacji. Zapewne dostanę strój kąpielowy i takie rzeczy. Moje włosy zostawiłam rozpuszczone. Zeszłam na dół w celu zjedzenia śniadanie. Zrobiłam sobie tosty. Po konsumpcji, wyszłam z domu. Swoje kroki skierowałam w kierunku stadionu marzeń. Swoją drogą muszę zrobić sobie prawo jazdy. W Polsce ścigałam się samochodami, ale nie umiem zbytnio parkować itd. Muszę sobie wyrobić po prostu prawko i tyle. Zajmę się tym po sesji. Poproszę może Neymara, żeby trochę mnie pouczył. W dobrym humorze przywitałam się z ochroniarzami, którzy skomplementowali mój dzisiejszy wygląd. Zażartowałam z nimi, żeby się nie przyzwyczajali bo to dlatego, że idę na sesję. Weszłam na stadion, a chłopaki właśnie skończyli trening. Siedzieli na murawie i pili napoje energetyzujące.
-Siemka kotałki... I ty zmywareczko- powiedziałam wesoło, zwracając się Crisa. Usiadłam obok Neymara, a naprzeciwko mojej zmywarki kochanej. Zamiast dzieci będzie miał talerze. To takie piękne.
-No to gdzie chcemy jechać na wakacje?- zapytał Geri. To był jednak zły pomysł. Wszyscy zaczęli się przekrzykiwać. Leo pociągnął mnie za rękę. Zostawiłam torebkę i poszłam za nim.
-O co chodzi?- zapytałam zdziwiona, ale także rozśmieszona jego zachowaniem.
-Idziemy po globus i wybierzemy an chybił trafił- powiedział dumny- A tak poza tym to Cris i Ney się pokłócili?- zapytał.
-Nie, dlaczego?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Cały czas sobie docinają- wyjaśnił mi najlepszy napastnik na świcie.
-Może mają gorsze dni- powiedziałam, wzruszając ramionami.
-Pewnie tak, oni to jak baby- stwierdził ze śmiechem. Wzięliśmy globus i przyszliśmy z powrotem do tych głupków. Oni nadal się kłócili. Powiem więcej. Oni nawet nie zauważyli, że nas nie ma. Leo mich w końcu przekrzyczał i wyjaśnił swój plan. Wszyscy się zgodzili. Wskazywaliśmy palcem z zamkniętymi oczami na różne państwa. Miałam jechać ja, Anto, Shak, Leo, Geri, Ney, Cris, Marc ze swoją dziewczyną Danielą, Dani i Bartra. Chłopaki mieli dwa razy wskazywać bo jeszcze za swoje partnerki.
Ja wskazałam na Kretę.
Leo na Włochy i Chile.
Gerard wybrał Turcję i Tunezję.
Neymar wybrał Maroko.
Marc wybrał Wenezuelę i Francję.
Dani Brazylię.
A Bartra Monako.
Wyszło na to, że nie doszliśmy, gdzie mamy jechać. Wyjęłam z torebki tableta i zaczęłam szukać opinii i zdjęć o wybranych miejscach. Oto te zdjęci.
Kreta:
Włochy:
Chile:
Turcja:
Tunezja:
Maroko:
Wenezuela:
Francja:
Brazylia:
Monako:
Sprawdziliśmy jakie są atrakcje w tych państwach oraz temperatury, panujące w lato. Wybór padł na Chile. Nigdy tam nie byłam. To może być bardzo ciekawe doświadczenie, tym bardziej, że jadę tam z moimi ukochanymi przyjaciółmi. Porozmawialiśmy jeszcze trochę, a potem Gerard przypomniał chłopakom, a mi oznajmił, że dzisiaj jest gala. Trzeba się ładnie ubrać, makijaż i takie rzeczy. Jak mus to mus. Neymar chciał ze mną jeszcze chwilę pogadać. Odeszliśmy na bok.
-O czym chciał pogadać najlepszy piłkarz świata?- zapytałam rozbawiona. Miałam dzisiaj naprawdę dobry humor. Lubię pozować. Czasem mnie to męczy, ale to moja praca. Dawno już tego nie robiłam. Nie wiem czy też tak macie, że nie przeszkadza wam, iż nie robicie danej rzeczy, ale gdy już się do niej zabieracie to dopiero wtedy czujecie jak bardzo za tym tęskniliście. Ja właśnie tak mam.
-Chciałem ci powiedzieć, że seksownie dzisiaj wyglądasz- po tych słowach dosłownie wpił się w moje słowa. Całowaliśmy się dobrą chwilę, ale pocałunek przerwał nam nie kto inny, jak nasza kochana drużyna.
-Kochanie podwiózłbyś mnie na sesję bo chyba się nie wyrobię?- zapytałam. Miałam wielką nadzieję, że się zgodzi. Nie zbyt chodziło mi tu o pracę. Najzwyczajniej w świecie chciałam z nim spędzić trochę więcej czasu. Odkąd jesteśmy razem jest jakoś inaczej. Wiedziałam, że nie będzie jak w bajce, ale chwilami mam wrażenie, że on mnie nie kocha. Głupi głosik w tej twojej pustej głowie Marika. Nienawidzę go. A wy? Mówi wam coś, co zupełnie jest niezgodne z waszym sercem, marzeniami i nadziejami. Mały problem w tym, że zazwyczaj ma rację.
-Umówiłem się z chłopakami- odpowiedział, po czym zagłębił się w pisanie sms-ów na swoim Iphone. Zrobiło mi się momentalnie smutno. Szybko się jednak opanowałam. Nie mogę mu robić wyrzutów. Koledzy byli pierwsi, przecież ich nie rzuci dla mnie.
-Ja cię podwiozę- zaoferował się Cristian. Byłam mu za to wdzięczna. Spojrzałam na niego wzrokiem, który mu dziękował. Podeszłam do Neymara i go pocałowałam. On złapał mnie za tyłek. Wiedział, że nie lubię tego za bardzo, a przynajmniej nie przy ludziach. Oderwałam się od niego bez słowa. Ruszyłam w kierunku wyjścia ze stadionu. Odwróciłam się i zobaczyłam jak mój przyjaciel bierze klubową jedenastkę z bara. Byłam zdziwiona jego zachowaniem, ale uznałam to za słaby żart. Nie pierwszy i nie ostatni-pomyślałam. Poszliśmy razem ze zmywareczką do jego sportowego Audi. Widziałam, że brunet był zły. Wsiadł do swojego auta na miejscu kierowcy i nerwowo zaciskał ręce na kierownicy. Spojrzałam na niego pytająco, ale chyba tego nie zauważył. Za bardzo był skupiony na swojej złości. Nie wiem dlaczego tak nagle zmienił mu się humor.
-Co jest?- zapytałam z troską w głosie. Martwiłam się o niego. Może znowu chodzi o tą dziewczynę. Mam nadzieję, że nie. On zasługuję na kogoś, kto by go docenił i zaakceptował takiego jaki jest. A jest naprawdę wyjątkowym i zajebistym człowiekiem. Jego wartości to coś pięknego. Liczy się Bóg, rodzina, szczęście, chętnie pomaga innym, nigdy nie zostawi cię w potrzebie i oczywiście piłka nożna także klasyfikuje się na jednym z najwyższych miejsc.
-Nic- odpowiedział. Chciał zabrzmieć spokojnie. Wiedziałam, że próbował się opanować, ale niestety mu nie wyszło.
-Powiedz mi, przecież jesteśmy przyjaciółmi- poprosiłam go łagodnie. Chwilę musiałam czekać na jego odpowiedź. Widać było, że walczy sam ze sobą, aby przypadkiem nie wybuchnąć. Każdy normalny człowiek dałby mu już spokój, ale nie ja. Później bym się o niego martwiła i cały czas o tym myślała. Taka już jestem. Wreszcie Cris przełknął głośno ślinę. Denerwował się, ale czym?
-Nie uważasz, że Neymar nie poświęca ci zbyt dużo uwagi i czasu? Jesteście przecież razem, a tak się pary nie zachowują. Może jesteście ze sobą tylko z przyzwyczajenia. Wydawało wam się, że się kochacie, ale jednak to nie to. Oddalacie się od siebie. Może potrzebujecie małej przerwy. Sprawdź go czy nie ma kogoś na boku. Co jeśli cię zdradza? Nie jest w stosunku do ciebie fair? Wybaczyłabyś mu? Dałabyś radę z tym żyć u jego boku? Słuchaj ja to przeżyłem i mogę śmiało ci powiedzieć, że nie dałabyś rady. Ta wiadomość każdego dnia zżerała cię na nowo. Nie powtarzaj moich błędów bo to...- recytował, ale nie dałam mu skończyć. Dla mnie w tym momencie było wszystko jasne. To nie były żarty. On to robił bo sobie coś ubzdurał. Rozumiem, że się o mnie martwi, ale na pewno nie będę słuchała takich bzdur. Nie jestem żadną marionetką, którą można manipulować. Dobrze wiem, że między mną, a Neymarem nie jest zajebiście, ale jednocześnie jestem pewna, że to zmieni się na wakacjach. Z każdym dniem będzie coraz lepiej. Byłam zakochana w Neymarze. A jak sami dobrze wiecie, gdy jesteście w tym stanie nie widzicie wad tej osoby. Prawda jest taka, że nie widziałam ich od naszego pierwszego spotkania, aż do teraz. Pamiętam to pierwsze spotkanie. Przefarbowałam wtedy włosy na czerwone i się upiłam. Przyszedł wtedy do nas, do domu i zaniósł mnie do łóżka. Przed oczami w jednej chwili przewinęły mi się nasze wszystkie spotkania.
-Ja go kocham i nie mów tak o nim ok? On mnie i tego się trzymaj. To, że ty miałeś takie doświadczenia, nie znaczy, ze ja je będę miała. Jak naprawdę się zakochasz to zrozumiesz- powiedziałam zdenerwowana. Wysiadłam z jego auta i zamówiłam taksówkę. Wysiadając usłyszałam jeszcze jak Cris cicho mówi: "Kocham dziewczynę, która jest z kimś innym". Oboje mamy trudne charaktery. Tello jak się wkurzy to umarł w butach.Chłopak odjechał z piskiem opon, a ja czekałam zła na taksówkę. Kiedy przyjechała, nakrzyczałam na kierowcę. Zaraz jednak go przeprosiłam, mówiąc, że miałam ciężki początek dnia. Mężczyzna był bardzo wyrozumiały i udzielił mi małego wsparcia. Byłam mu za to wdzięczna. Kocham Hiszpanów/ Katalończyków. Oni zawsze są chętni do pomocy, mili i mimo że nie znają kogoś to od razu udzielają mu wsparcia. Dojechałam pod agencje modelek. Zabrali mnie w plener. Praca była ciężka, ponieważ nie mogłam się skupić. Wciąż myślałam o Tello. To mój przyjaciel, ale nie rozumiałam go. Zdjęcia były podobne do tych:
Wróciłam do domu o godzinie 18. Zjadłam małą kolację, którą przyrządził mi tata. Następnie poszłam się wykąpać, a potem ubrać się na galę. Włosy wyprostowałam, a makijaż zrobiłam bardzo delikatny. Pociągnęłam jeszcze usta szminką i byłam gotowa do wyjścia. Przejrzałam się w lustrze i stwierdziłam, że wyglądam jak nie ja. Zmieniłam swój styl ubierania już jakiś czas temu, ale nigdy chyba tak nie wyglądałam. Zazwyczaj miałam coś czarnego, ale nie dzisiaj. Zrobiłam sobie zdjęcie w lustrze, które wstawiłam na Instagrama i Facebook'a. Wrzucając fotografię napisałam: "Where is black? Party with the best :)". Zeszłam po schodach, a tam czekał już tata. Wiązał właśnie krawat, ale gdy mnie zobaczył zaprzestał tej czynności. Przyglądał mi się, ale szybko się ocknął. Podszedł do mnie, wziął mnie za rękę i obrócił.
-Moja kochana córeczka wygląda dziś ślicznie- powiedział, a ja czułam, że się rumienię. Kilka słów od mojego tatusia, a ja robię się czerwona jak burak. Zaśmiałam się w duszy sama z siebie.
-Tylko dzisiaj?- zażartowałam z rodzicem. Ten rozbawiony spojrzał na mnie z politowaniem.
-No wiesz...- zaczął, ale nie skończył bo uderzyłam go żartobliwie w ramię. Pomogłam w końcu tacie zawiązać krawat. Wyszliśmy z domu, który zamknęłam, a w tym czasie trener Dumy Katalonii poszedł wyprowadzić z garażu białe Audi A7. Szłam właśnie do samochodu, gdy dostałam sms-a. Odblokowałam swój telefon, a na wyświetlaczu widniał jeden napis "Neymar :)". Odczytałam wiadomość.
"Czekamy na Was".
Tylko tyle? Czekamy na was? Cris by tak nie napisał. On by zapytał co się dzieje, że nas jeszcze nie ma albo za ile będziemy bo impreza bez nas to nie impreza. Taki był Tello. To dwóch, zupełnie innych chłopaków. Nienawidzę tego głosu w mojej głowie. Nie powinnam ich porównywać. Neymar jest moim chłopakiem, a Cristian tylko przyjacielem. Ale czy na pewno? Może chcę czegoś więcej? Z moich "rozkmin" wyrwał mnie głos taty.
-Jedziemy czy zostajemy i śpimy na wycieraczce?- zapytał roześmiany. Wsiadłam szybko do auta z uśmiechem na ustach. Postanowiłam przepędzić moje myśli i pozytywnie nastawić się na galę. Uznałam, że nie będę sobie mącić w głowie, tym bardziej, że Cris zdecydowanie dzisiaj przesadził. Nie miał prawa, aby tak się zachować. Nie wiem co mu się dzisiaj stało. Może to ja mam za duże wymagania co do chłopaków, którzy chodzą na tej planecie. Po kilku minutach dojechaliśmy do miejsca docelowego. Wysiedliśmy z tatą wręcz równocześnie, przez to oboje zaczęliśmy się śmiać. Fotoreporterzy zaczęli robić nam zdjęcie, ale chyba byliśmy już przyzwyczajeni, a przynajmniej mój ojczulek. Natomiast ja... Ja chyba nigdy nie przywyknę do tego tak do końca. Stanęliśmy, aby te hieny zrobiły nam kilka zdjęć. Zobaczyłam stojącego Crisa. Stał oparty o drzwi i uważnie mi się przyglądał. Podeszliśmy bliżej niego. Oczywiście przywitał się z trenerem, który zaraz się ulotnił. Nie wiem jak, ale chyba domyślił się, że się pokłóciliśmy. Zostaliśmy sami. Nie wiedziałam jak mam się zachować. Nie patrzyłam mu w oczy. Jedynym miejscem, które wydawało się najlepsze do podziania mojego wzroku były kafelki.
-Nie będziesz teraz na mnie nawet patrzeć?- zapytał z wyrzutem. Jednak w jego głosie można było usłyszeć także smutek. Nie znałam go długo, ale czasami miałam inne wrażenie. Myślałam nie raz, że nasza znajomość trwa kilkanaście lat. Zawsze mnie świetnie rozumiał i potrafił poprawić mi humor jak nikt. Nawet chyba Neymar tego nie potrafi. W tym momencie sama skarciłam się za swoje myśli. Ale czy można to jakoś powstrzymać? Wydaję mi się, że nasz związek, który trwa niezwykle krótko już na starcie się rozpada. Uparcie patrzyłam w podłogę, która była w tym momencie nadzwyczaj interesująca.
-Taki miałam zamiar- odpowiedziałam po chwili, nadal na niego nie spoglądając. Ta krępująca cisza, gęsta atmosfera mnie przybijała. Nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji z Tello. Bolało mnie to jak cholera, ale przecież to nie ja zawiniłam.
~Perspektywa Cristiana~
Nie mogłem powiedzieć jej prawdy. Nie chciałem, aby znów było z nią źle. Ona udaje tylko taką twardą sukę, którą nic nie ruszy. Wcale taka nie jest. To bardzo wrażliwa dziewczyna, która potrzebuje miłości. Prawdziwej miłości, wsparcia, troski. Ona zasługuje na coś więcej. Zawsze każdemu stara się pomóc, nigdy nikogo nie zostawiła z problemem. Mógłbym się założyć, że jeśli powiedziałbym jej teraz, że mam jakieś kłopoty od razu zapomniałby o naszej kłótni. Bez względu na wcześniejsze wydarzenia, na bolesne słowa starałaby mi się pomóc, doradzić. Teraz nie chce nawet na mnie spojrzeć. Spieprzyłeś sprawę Tello, oj spieprzyłeś. Czego ja się w ogóle spodziewałem? Najbardziej bolał ten chłód, wyczuwalny w jej głosie. Ten zawód i smutek, który za wszelką cenę chciała ukryć. Nie wiem czy to przez tą sytuację, ale było mi cholernie źle.
-Przepraszam. Przepraszam za moje słowa. Wiem, że nie powinienem... Po prostu się o ciebie martwię. Nie umiałem inaczej. Spójrz na mnie chociaż... Proszę- ostatnie słowa wymówiłem bardzo błagalnie. Sam się zdziwiłem, że tak potrafię. Byłem teraz pewny, że ta dziewczyna jest dla mnie ważna. Nikomu nie pozwolę jej skrzywdzić. Ona nic nie powiedziała tylko rzuciła mi się na szyję. Widocznie ja też to bolało. Zamknąłem ją w niedźwiedzim uścisku. Lekko ją podniosłem i zacząłem się z nią kręcić wokół własnej osi. Brakowało mi jej ciepła, jej śmiechu, pięknych oczu. To tylko kilka godzin naszej kłótni, a ja jestem pewny, że nie mogę dopuścić do kolejnej sprzeczki. Nie wytrzymałbym bez niej dłużej. Niestety, ale musieliśmy przerwać to szczęście, gdyż zawołano nas do środka. Uśmiechnięci przytuliliśmy się jeszcze raz, objąłem ją i zawitaliśmy do naszych przyjaciół. To co tam ujrzałem... Miałem ochotę wziąć ją w ramiona i nigdy nie puścić. Jak on mógł? Muszę szybko coś wymyślić. Nie wierzę w to co widzę. Po prostu nie wierzę...
Mamy 42 rozdział. Chciałabym Was przeprosić za moja długą nieobecność. Nie ma co się w sumie tłumaczyć, ale naprawdę dużo się u mnie działo.
- problemy w szkole
- nauka
- rodzice
- młodsze rodzeństwo
- "miłość"
- brak weny
- nie umiem pisać o szczęściu
- problemy zdrowotne
I jak Wam się podoba po tej przerwie? Co takiego wie Tello, czego nie wie Marika? Może on tylko kłamie? A może kłamca okaże się Naymar? Ale czy to prawdopodobne? Co o tym myślicie? I co mógł zauważyć Cris?
niedziela, 17 maja 2015
41. Seks na zgodę.
Wstałam wcześnie rano i postanowiłam wykonać trening Ani Lewandowskiej na mięśnie brzucha. Nie powiem dał mi wycisk. Następnie wyszłam z domu w celu biegania. Biegłam tak alejkami mojego ulubionego parku i podziwiałam jego piękno. Wyobraźcie sobie to. Ludzie, którzy nigdzie się nie śpieszą, zachwycają się przyrodą. Trawa, na której dzieci grają w piłkę, a na sobie mają koszulki z ich ukochanym klubem, jakim jest Fc Barcelona. Wkoło duże drzewa z soczyście zielonymi liśćmi. Wiele kwiatów, a na środku tego małego raju jeziorko. W wodzie wspaniała fontanna, wprowadzająca nas w czasy... Hmm... Bardzo dawne, ale chyba fajne i piękne. Matki z dziećmi. Po prostu sielanka. I ja. Mała istotka ze słuchawkami w uszach, a na głośnikach Polska nuta. Właśnie leciała jedna z moich ulubionych piosenek, jaką jest "Jedna minuta" Sulina. Uwielbiam tego wykonawcę. Ma niezły flow, teksty i w ogóle jest zajebisty. Przepraszam za przekleństwo, ale nie znam innych słów. Biegłam tak do momentu, aż na kogoś wpadłam. Na szczęście osoba, którą staranowałam, a w sumie to wcale nie... No to właśnie ta osoba mnie złapała. Gdyby nie ona od razu bym upadła. Spojrzałam do góry i ujrzałam Tello. Uśmiechnęłam się do chłopaka natychmiastowo.
-Przepraszam, zamyśliłam się- powiedziałam nadal się uśmiechając. On tylko pokręcił głową i się zaśmiał.
-Hej, mi też miło Cię widzieć... A wiesz jakoś leci, dziękuję, że pytasz. A co tam u ciebie?- ironizował. Za to go kocham. Jest taki kochany, wesoły i jak nikt umie mi poprawić humor. Nie żebym miała dzisiaj zły, ale tak ogólnie mówię. Po prostu wiem, że mogę na niego liczyć w każdej chwili. A to jego poczucie humoru jest po prostu boskie.
-A dobrze- powiedziałam, nabijając się z bruneta. Ten strzelił face palma i zaprosił mnie na sok. Pamiętał, że nie lubię kawy. Cud nad Wisłą. Kiedyś powiedziałam to na głos przy chłopakach. Myśleli, że coś brałam. No wiecie to tylko niebieska sałata. Dobra wróćmy do sytuacji z Crisem. Bo ja tu bla, bla, bla i odbiegamy od głównego tematu. To się nazywa być mną. Zgodziłam się na zaproponowany wcześniej napój. Postanowiliśmy, że ze względu na nasz wygląd i na to, że nie będziemy mogli spokojnie porozmawiać w miejscu publicznym, pobiegliśmy do domu mojego przyjaciela. Chłopak przepuścił mnie w drzwiach. Skierowałam się z nim do kuchni.
-Pomarańczowy, bananowy, brzoskwiniowy, jabłkowy?- pytał. Sam się zdziwił, że ma sok brzoskwiniowy. Śmiałam się z niego, a on mi wtórował. Bawiłam się świetnie. W końcu wypiliśmy oboje soczek z pomarańczy. Zarówno ja jak i on go wielbimy.
-Jadłeś śniadanko?- zapytałam gospodarza domu. Jest piłkarzem i powinien się dobrze odżywiać, ale nie oczekujmy zbyt wiele od Tello. W końcu to piłkarz Barcelony. Wiadomo, że to duże dzieciaczki.
-Nie, a ty?- zapytał nadal się szeroko uśmiechając. Ten człowiek ma zawsze dobry humor. Ile ja bym za to dała.
-Też nie. Zjemy coś?- zadałam kolejne pytanie. On tylko poruszył ochoczo głową, na znak, że się zgadza. Staliśmy przy otwartej lodówce piłkarza i oboje myśleliśmy. Powiem wam, że to nie zbyt dobry pomysł. My dwoje niby myślący. Mózg nam wypływa przez uszy, a my myśleć chcemy. W końcu uznaliśmy, że biegaliśmy, więc nie będziemy robić nic na słodko bo taki mieliśmy pomysł. Chcieliśmy zrobić naleśniki z Nutellą, a potem płatki czekoladowe, jednak z tego zrezygnowaliśmy. Postawiliśmy w końcu na sałatkę owocową. Piłkarz miał dużo owoców, więc wzięliśmy się do pracy. Pokroiliśmy między innymi pomarańcze, truskawki, kiwi, mango, kaki, jabłko, banana i maliny. Do tego wrzuciliśmy otręby i rodzynki oraz zalaliśmy miodem. Oczywiście nie jakimś tam chemicznym. Zajadaliśmy się, aż nam się uszy trzęsły. Przy posiłku oczywiście jak to my żwawo dyskutowaliśmy i co chwila wybuchaliśmy śmiechem. Włożyłam nasze talerze i kubki do zmywarki, a Cris poszedł wziąć prysznic. W tym momencie zadzwonił mój telefon. Na ekranie zobaczyłam napis: "tatuś <3" i jego zdjęcie. Od razu przeciągnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
-Hej kochanie, gdzie ty jesteś? Nie zostawiłaś kartki ani nic- wyjaśnił mój rodzic. No tak. Miałam wyjść tylko na chwilę. Znaczy ta chwila miała trwać jakąś godzinkę, góra dwie, a zeszło mi się już prawie cztery.
-Cześć. Przepraszam, ale wyszłam pobiegać i spotkałam Crisa. Poszliśmy do niego i zjedliśmy śniadanie- opowiedziałam.
-A Neymar?- zapytał. Tym pytaniem to mnie zdziwił. Przecież mogę sobie wychodzić kiedy chcę, gdzie chcę i nie muszę pytać go o zdanie- Wiesz, że on będzie zazdrosny i...- nie chciałam już gadać na ten temat. To moje życie i ja będę decydowała o czym powiadomię mojego faceta, a o czym nie. Przewróciłam tylko oczami.
-Tato? Powtórz... Nic cię nie słyszę... Jedziemy z Tello samochodem... Coś z... Zadzwo... Jeszcze... Cze...- mówiłam jakby naprawdę coś nas rozłączało. Po chwili sama zakończyłam rozmowę. Usłyszałam za sobą śmiech. Odwróciłam się i zobaczyłam oczywiście Crisa. To było wiadome, że to jego tam zastanę, ale co tam.
-Ładnie to tak okłamywać ukochanego tatusia? -zapytał brunet. Słyszałam w jego głosie to rozbawienie. Uwielbiam to. Teraz sobie pewnie pomyślicie, że jestem z Neymarem, a tak zachwycam się Tello. Macie rację, zachwycam się nim. Mimo to jest on tylko i wyłącznie moim przyjacielem. Traktuje go również jak starszego brata, którego nigdy nie miałam. Z nim jest podobnie, tyle, że z tą różnicą, ze on traktuje mnie jak młodsza siostrzyczkę, której nie można skrzywdzić. Bardzo mnie to cieszy.
-Czepiasz się szczegółów- odpowiedziałam w końcu że śmiechem na ustach. Porozmawialiśmy jeszcze trochę, a potem Cris odwiózł mnie do domu. Weszłam do mieszkania, a od progu naskoczył na mnie tata.
-Co ty robisz? Wiesz, że Neymar dzwonił do mnie kilka razy, a potem tutaj przyszedł- nie krzyczał. Mówił dość spokojnie, ale nadal go nie rozumiałam. To moje życie. To, że jestem z Neyem nie oznacza, że mam przestać spotykać się z przyjaciółmi bo tak komuś się podoba. Nie jestem taka i każdy o tym wie.
-I co mu powiedziałaś?- zapytałam od niechcenia.
-Że nie mówiłaś dokąd idziesz- odpowiedział. Pokiwałam tylko głową i poszłam na górę. Zadzwonił do mnie telefon. Na wyświetlaczu ujrzałam zdjęcie Brazylijczyka. Przeciągnęłam zieloną słuchawkę i odebrałam.
*Rozmowa telefoniczna*
-Halo?- zapytałam.
-Cześć, byłem u ciebie, ale cię nie zastałem- wysyczał. Dokładnie. Dobrze czytacie. On to WYSYCZAŁ. Nie wiem o co mu chodzi. Nie było mnie w domu i to jest powód do złości?
-Wystarczyło zadzwonić- powiedziałam. Byłam na niego zła, ale nie chciałam się kłócić. Wolałam być miła i udawać, że wszystko jest dobrze, że wcale nie zabolał mnie ton jego głosu.
-To mogłaś zadzwonić- naprawdę bolały mnie jego słowa, ale to co powiedział później... Tego się po prostu nie spodziewałam- Jesteś idiotką, że nie potrafisz wziąć do ręki telefonu i wybrać numer? Może to jeszcze moja wina, że masz niedojebanie mózgowe?- krzyczał. Po moich policzkach spływały łzy, a on nie przestawał. W końcu się rozłączyłam. Cała zapłakana położyłam się na łóżku. Poczułam się jakbym była dla niego nikim. Płakałam tak trochę, aż usnęłam.
Obudziły mnie jakieś pocałunki. Otworzyłam oczy i ujrzałam mojego chłopaka. Wszystkie jego słowa do mnie wróciły. On chyba wyczytał to z mojej twarzy. Wręczył mi bukiet kwiatów na przeprosiny.
-Przepraszam, nie wiem co mi odbiło. Obiecuję ci, że nigdy więcej już nic takiego do ciebie nie powiem- przysięgał. Nie umiałam się na niego długo gniewać. Rzuciłam mu się na szyję, a on wpił się zachłannie w moje usta. Nasze pocałunki szybko zmieniły się z delikatnych na bardzo namiętne. Ubrania Neymara, a także moje leżały porozrzucane po całym pokoju. My natomiast wylegiwaliśmy się w moim łóżku całkiem nadzy. Nie muszę chyba mówić co było wcześniej. To nasz pierwszy raz. Nigdy wcześniej z nim nie spałam. Taki mały seks na zgodę.
-Ja już będę leciał kochanie- oznajmił mi da Silva. Byłam zwiedziona.
-Co? Dlaczego?- zapytałam.
-Obiecałem pomóc Daniemu- odpowiedział i zaczął się ubierać. Zrobiłam to samo- Jesteś zła?- zapytał po chwili.
-Nie- uśmiechnęłam się szczerze- Umówiłeś się z nim, to jedź- powiedziałam. Mówiłam szczerze. Byłam trochę smutna z tego powodu, ale nie byłam zła. Skoro mu obiecał to musi tam iść. Przyjaciół nie można olewać. Neymar zszedł na dół, żegnając się. Mógł chociaż mnie pocałować albo przytulić. No nic. Pewnie najzwyczajniej w świecie jest dzisiaj zakręcony. Poszłam na dół, aby przygotować sobie kolację. Niestety, ale w lodówce świeciło pustkami. Przebrałam się w:
-Przepraszam, zamyśliłam się- powiedziałam nadal się uśmiechając. On tylko pokręcił głową i się zaśmiał.
-Hej, mi też miło Cię widzieć... A wiesz jakoś leci, dziękuję, że pytasz. A co tam u ciebie?- ironizował. Za to go kocham. Jest taki kochany, wesoły i jak nikt umie mi poprawić humor. Nie żebym miała dzisiaj zły, ale tak ogólnie mówię. Po prostu wiem, że mogę na niego liczyć w każdej chwili. A to jego poczucie humoru jest po prostu boskie.
-A dobrze- powiedziałam, nabijając się z bruneta. Ten strzelił face palma i zaprosił mnie na sok. Pamiętał, że nie lubię kawy. Cud nad Wisłą. Kiedyś powiedziałam to na głos przy chłopakach. Myśleli, że coś brałam. No wiecie to tylko niebieska sałata. Dobra wróćmy do sytuacji z Crisem. Bo ja tu bla, bla, bla i odbiegamy od głównego tematu. To się nazywa być mną. Zgodziłam się na zaproponowany wcześniej napój. Postanowiliśmy, że ze względu na nasz wygląd i na to, że nie będziemy mogli spokojnie porozmawiać w miejscu publicznym, pobiegliśmy do domu mojego przyjaciela. Chłopak przepuścił mnie w drzwiach. Skierowałam się z nim do kuchni.
-Pomarańczowy, bananowy, brzoskwiniowy, jabłkowy?- pytał. Sam się zdziwił, że ma sok brzoskwiniowy. Śmiałam się z niego, a on mi wtórował. Bawiłam się świetnie. W końcu wypiliśmy oboje soczek z pomarańczy. Zarówno ja jak i on go wielbimy.
-Jadłeś śniadanko?- zapytałam gospodarza domu. Jest piłkarzem i powinien się dobrze odżywiać, ale nie oczekujmy zbyt wiele od Tello. W końcu to piłkarz Barcelony. Wiadomo, że to duże dzieciaczki.
-Nie, a ty?- zapytał nadal się szeroko uśmiechając. Ten człowiek ma zawsze dobry humor. Ile ja bym za to dała.
-Też nie. Zjemy coś?- zadałam kolejne pytanie. On tylko poruszył ochoczo głową, na znak, że się zgadza. Staliśmy przy otwartej lodówce piłkarza i oboje myśleliśmy. Powiem wam, że to nie zbyt dobry pomysł. My dwoje niby myślący. Mózg nam wypływa przez uszy, a my myśleć chcemy. W końcu uznaliśmy, że biegaliśmy, więc nie będziemy robić nic na słodko bo taki mieliśmy pomysł. Chcieliśmy zrobić naleśniki z Nutellą, a potem płatki czekoladowe, jednak z tego zrezygnowaliśmy. Postawiliśmy w końcu na sałatkę owocową. Piłkarz miał dużo owoców, więc wzięliśmy się do pracy. Pokroiliśmy między innymi pomarańcze, truskawki, kiwi, mango, kaki, jabłko, banana i maliny. Do tego wrzuciliśmy otręby i rodzynki oraz zalaliśmy miodem. Oczywiście nie jakimś tam chemicznym. Zajadaliśmy się, aż nam się uszy trzęsły. Przy posiłku oczywiście jak to my żwawo dyskutowaliśmy i co chwila wybuchaliśmy śmiechem. Włożyłam nasze talerze i kubki do zmywarki, a Cris poszedł wziąć prysznic. W tym momencie zadzwonił mój telefon. Na ekranie zobaczyłam napis: "tatuś <3" i jego zdjęcie. Od razu przeciągnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
-Hej kochanie, gdzie ty jesteś? Nie zostawiłaś kartki ani nic- wyjaśnił mój rodzic. No tak. Miałam wyjść tylko na chwilę. Znaczy ta chwila miała trwać jakąś godzinkę, góra dwie, a zeszło mi się już prawie cztery.
-Cześć. Przepraszam, ale wyszłam pobiegać i spotkałam Crisa. Poszliśmy do niego i zjedliśmy śniadanie- opowiedziałam.
-A Neymar?- zapytał. Tym pytaniem to mnie zdziwił. Przecież mogę sobie wychodzić kiedy chcę, gdzie chcę i nie muszę pytać go o zdanie- Wiesz, że on będzie zazdrosny i...- nie chciałam już gadać na ten temat. To moje życie i ja będę decydowała o czym powiadomię mojego faceta, a o czym nie. Przewróciłam tylko oczami.
-Tato? Powtórz... Nic cię nie słyszę... Jedziemy z Tello samochodem... Coś z... Zadzwo... Jeszcze... Cze...- mówiłam jakby naprawdę coś nas rozłączało. Po chwili sama zakończyłam rozmowę. Usłyszałam za sobą śmiech. Odwróciłam się i zobaczyłam oczywiście Crisa. To było wiadome, że to jego tam zastanę, ale co tam.
-Ładnie to tak okłamywać ukochanego tatusia? -zapytał brunet. Słyszałam w jego głosie to rozbawienie. Uwielbiam to. Teraz sobie pewnie pomyślicie, że jestem z Neymarem, a tak zachwycam się Tello. Macie rację, zachwycam się nim. Mimo to jest on tylko i wyłącznie moim przyjacielem. Traktuje go również jak starszego brata, którego nigdy nie miałam. Z nim jest podobnie, tyle, że z tą różnicą, ze on traktuje mnie jak młodsza siostrzyczkę, której nie można skrzywdzić. Bardzo mnie to cieszy.
-Czepiasz się szczegółów- odpowiedziałam w końcu że śmiechem na ustach. Porozmawialiśmy jeszcze trochę, a potem Cris odwiózł mnie do domu. Weszłam do mieszkania, a od progu naskoczył na mnie tata.
-Co ty robisz? Wiesz, że Neymar dzwonił do mnie kilka razy, a potem tutaj przyszedł- nie krzyczał. Mówił dość spokojnie, ale nadal go nie rozumiałam. To moje życie. To, że jestem z Neyem nie oznacza, że mam przestać spotykać się z przyjaciółmi bo tak komuś się podoba. Nie jestem taka i każdy o tym wie.
-I co mu powiedziałaś?- zapytałam od niechcenia.
-Że nie mówiłaś dokąd idziesz- odpowiedział. Pokiwałam tylko głową i poszłam na górę. Zadzwonił do mnie telefon. Na wyświetlaczu ujrzałam zdjęcie Brazylijczyka. Przeciągnęłam zieloną słuchawkę i odebrałam.
*Rozmowa telefoniczna*
-Halo?- zapytałam.
-Cześć, byłem u ciebie, ale cię nie zastałem- wysyczał. Dokładnie. Dobrze czytacie. On to WYSYCZAŁ. Nie wiem o co mu chodzi. Nie było mnie w domu i to jest powód do złości?
-Wystarczyło zadzwonić- powiedziałam. Byłam na niego zła, ale nie chciałam się kłócić. Wolałam być miła i udawać, że wszystko jest dobrze, że wcale nie zabolał mnie ton jego głosu.
-To mogłaś zadzwonić- naprawdę bolały mnie jego słowa, ale to co powiedział później... Tego się po prostu nie spodziewałam- Jesteś idiotką, że nie potrafisz wziąć do ręki telefonu i wybrać numer? Może to jeszcze moja wina, że masz niedojebanie mózgowe?- krzyczał. Po moich policzkach spływały łzy, a on nie przestawał. W końcu się rozłączyłam. Cała zapłakana położyłam się na łóżku. Poczułam się jakbym była dla niego nikim. Płakałam tak trochę, aż usnęłam.
Obudziły mnie jakieś pocałunki. Otworzyłam oczy i ujrzałam mojego chłopaka. Wszystkie jego słowa do mnie wróciły. On chyba wyczytał to z mojej twarzy. Wręczył mi bukiet kwiatów na przeprosiny.
-Przepraszam, nie wiem co mi odbiło. Obiecuję ci, że nigdy więcej już nic takiego do ciebie nie powiem- przysięgał. Nie umiałam się na niego długo gniewać. Rzuciłam mu się na szyję, a on wpił się zachłannie w moje usta. Nasze pocałunki szybko zmieniły się z delikatnych na bardzo namiętne. Ubrania Neymara, a także moje leżały porozrzucane po całym pokoju. My natomiast wylegiwaliśmy się w moim łóżku całkiem nadzy. Nie muszę chyba mówić co było wcześniej. To nasz pierwszy raz. Nigdy wcześniej z nim nie spałam. Taki mały seks na zgodę.
-Ja już będę leciał kochanie- oznajmił mi da Silva. Byłam zwiedziona.
-Co? Dlaczego?- zapytałam.
-Obiecałem pomóc Daniemu- odpowiedział i zaczął się ubierać. Zrobiłam to samo- Jesteś zła?- zapytał po chwili.
-Nie- uśmiechnęłam się szczerze- Umówiłeś się z nim, to jedź- powiedziałam. Mówiłam szczerze. Byłam trochę smutna z tego powodu, ale nie byłam zła. Skoro mu obiecał to musi tam iść. Przyjaciół nie można olewać. Neymar zszedł na dół, żegnając się. Mógł chociaż mnie pocałować albo przytulić. No nic. Pewnie najzwyczajniej w świecie jest dzisiaj zakręcony. Poszłam na dół, aby przygotować sobie kolację. Niestety, ale w lodówce świeciło pustkami. Przebrałam się w:
Zabrałam telefon oraz pieniądze i pomaszerowałam w stronę domu Tello. Uwielbiam spędzać z nim czas. Po kilku minutach znalazłam się pod domem przyjaciela. Weszłam jak zazwyczaj bez pukania. Cris był do tego przyzwyczajony, więc nawet nie odwrócił się, aby spojrzeć kto go odwiedził tylko nadal wpatrywał się w telewizor.
-Zbieraj się zmywareczko- powiedziałam do niego wesoło. Byłam szczęśliwa. Mogę to śmiało powiedzieć, ale wydawało mi się, że wcale nie jest tak jak dwa lata temu. To było do przewidzenia. Mimo to byłam radosna. Miałam osobę, którą kochałam przy sobie. Nie musiałam już niczego udawać. Fakt- zranił mnie kilkadziesiąt tysięcy razy, ale chyba tylko jemu potrafię to wybaczać. Czuję się wreszcie dla kogoś ważna i to uskrzydla. Chyba wiesz o czym mówię. To coś niesamowitego. Wiele z was pewnie tego nie przeżyło bo jesteście jeszcze młode, ale w swoim czasie zrozumiecie o co mi chodzi. Nie mówię oczywiście, że teraz nie rozumiecie. Spotkanie tej właściwej osoby to coś wyjątkowego. Taka osoba Cie uskrzydla, daję nadzieję i wiarę w lepsze jutro. Nareszcie masz dla kogo wstawać, a do szkoły, pracy idziesz z wielką chęcią bo tam go spotkasz. Ja Neymara widuję w pracy mojego taty. Móc dzielić swoje problemy i radości z drugą osobą to po prostu zajebista rzecz. Trudno znaleźć drugą połówkę, ale musimy pamiętać, że zawsze się uda. Sadzę, że po części zrozumiecie co chciałam Wam przekazać. Wróćmy więc do mojej opowieści. Na początku- dlaczego zmywareczka? Nie wiem. Geri kiedyś tak powiedział do Tello i tak się teraz nabijamy. Wymyśliłam ostatnio, że talerze nam urodzi. Usiadłam na kanapie obok chłopaka. Trzymał on puszkę piwa w ręce. Powoli ją przechylił i napił się malutkiego łyczka.
-Co jest zmywareczko?- zapytałam z troską. Był ewidentnie smutny.
-Jestem przystojny?- zapytał. Zdziwił mnie tym pytaniem.
-Czemu pytasz?
-Po prostu odpowiedz.
-Owszem jesteś- powiedziałam z lekkim uśmiechem.
-Czy jestem bogaty?
-Jak cholera.
-Byłbym dobrym ojcem?
-Jestem tego pewna... Ale czemu py...- nie dane było mi skończyć.
-Teraz ja mówię. Umiałbym zaopiekować się dziewczyną?
-Jak nikt inny.
-Wyobrażasz sobie mnie przy garach? Gotuję obiad dla moich dzieci i żony. To możliwe?
-To dziwne, ale wyobrażam sobie to.
-Mam ciężki charakter?
-Masz temperament, ale zawsze można na ciebie liczyć.
-Zawiodłaś się kiedyś na mnie?
-Nigdy.
-Skrzywdziłem kiedyś jakąś kobietę?
-Odkąd cię znam to nie.
-A można by mnie pokochać?- to pytanie zadał niepewnie. Wyczułam strach. To strach przed odpowiedzią. Niedawno sama zadawałam sobie takie pytania. Było mi bardzo przykro, że mój przyjaciel musi teraz przeżywać takie smutki.
-Z całą pewnością można by było.
-Chciałbym założyć rodzinę. Wziąć ślub z kobietą, którą pokocham, mieć syna i córeczkę, psa i nie wracać na pusty kwadrat. Chciałbym chodzić do przedszkola, a potem do szkół na przedstawienia moich dzieci, chciałbym uczyć je chodzić, chciałbym kiedyś zakochać się ze wzajemnością. Co jest ze mną nie tak?
-O co chodzi?- zapytałam wreszcie. Chcę z całego serca mu pomóc, ale nie wiem jak.
-Dała mi kosza. Powiedziała... Tu cytat "Człowieku czy ty nie zauważyłeś, że każda leci tylko na twoją kasę? Jesteś idiotą, który gania za piłką. Zero osobowości, zero charakteru. Nara"- skończył swoją krótką, ale treściwą opowieść. Ostatnio podbijał do takiej jednej laski. Nie wydawała się zbyt miła, ale postanowiłam nie oceniać jej od razu. Chciałam ją poznać, ale teraz najchętniej udusiłabym ja własnymi rękoma. Co za cizia. Co ona sobie w ogóle myśli?
-Przynajmniej nie wziąłeś z taką francą ślubu, nie masz z nią dzieci ani nie dzielisz z nią swojego życia. Czasem tak bywa. Wziąłbyś z taką ślub, a ona będzie ci talerze robić na prawo i lewo. Zamiast mieć swoje talerzyki to całą zastawę w domu byś miał tylko nie swoją- powiedziałam, próbując go pocieszyć. Cris roześmiał się jak szalony, a ja wraz z nim. Po kilku minutach żartów, w końcu się uspokoiliśmy. Chłopak przytulił mnie mocno.
-Dziękuję. Jesteś wspaniała. Chciałbym mieć kiedyś taką dziewczynę- powiedział.
-Znajdziesz lepszą- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Nie będzie trudno- zażartował, za co oberwał poduszką w głowę. W taki sposób zaczęła się bitwa na poduchy. Znów po jakimś czasie usiedliśmy na kanapie.
-A tak w ogóle to po co do mnie przyszłaś?- zagadnął.
-Aaa byłam głodna i tak jakoś przyszłam, żebyś ze mną na zakupy poszedł- odpowiedziałam ze śmiechem. On wstał bez żadnego wytłumaczenia i zarzucił na siebie bluzę.
-Noo chodź. Idziemy- powiedział jakby to było najoczywistszą rzeczą na świecie. Chciałam zapytać gdzie, ale chyba to wyczuł, ponieważ zaraz dodał- Do sklepu.
Wyszliśmy z jego domu. Po drodze cały czas się wygłupialiśmy. Tello chciał wrzucić mnie do fontanny. Na szczęście ubłagałam go, aby tego nie robił. Śmialiśmy się przez całą drogę. Zachowywaliśmy się jak małe dzieci, kiedy biegaliśmy wokół drzew i bawiliśmy się w berka. Do sklepu zamiast po 10 minutach, doszliśmy po około pół godzinie. Zrobiliśmy zakupy, które Tello zaniósł mi do domu. Chciałam wziąć połowę siatek, ale mi nie pozwolił. Tak go o to męczyłam, że w końcu stwierdził, że może mi jedną reklamówkę dać. Cóż za łaska. Wydało mi się to słodkie i urocze. Wiedziałam, że mimo iż Cris teraz jest uśmiechnięty zapewne w nocy się upije. Zaprosiłam go na kolację. Na początku wykręcał się, że nie chciałby mi i tacie przeszkadzać, ale po prostu wciągnęłam go do domu.
-Już jestem!- krzyknęłam. Usłyszałam głos mojego taty, który coś krzyczał. Jak się okazało oglądał mecz. Zaraz dołączył do niego Cris. Borussia Dortmund grała z Schalke. Było 1:0 dla niebieskich (Schalke).
-Borussia wygra- powiedziałam. Bardzo lubię ten klub, a chłopaki, którzy tam grają są wspaniali. Odwalają kawał dobrej roboty na boisku.
-Idę do toalety, zaraz wracam... Schalke wygra!- krzyknął tata ostatnie zdanie i pobiegł do łazienki. Śmialiśmy się z tej sytuacji z Crisem.
-Zakład, że Schalke wygra?- zapytał po pewnym czasie mój przyjaciel- Jeśli Schalke wygra to jedziesz ze mną na wakacje i z chłopakami- zaproponował.
-A jeśli ja wygram?- zapytałam z ogromnym uśmiechem na twarzy.
-To jedziesz z chłopakami, a także z pięknym mną na zajebiste wakacje- odpowiedział dumnie. Śmiałam się z tego jak nienormalna.
-Czyli informujesz mnie, że jedziemy na wakacje z chłopakami?- zapytałam.
-Wyglądasz na głupią, ale jednak zgadłaś... A no tak... Głupi ma zawsze farta- powiedział z wielkim bananem na twarzy. Wygłupialiśmy się tak jeszcze trochę, nawet tata się dołączył. Gotowałam w między czasie kolację. Przyrządziłam Gambas a la Plancha, czyli krewetki smażone na grillu. Wiem, że oboje je uwielbiają. Zresztą ja też. Borussia wygrała mecz. Byłam bardzo szczęśliwa. Cris został u nas na noc, ponieważ było już późno. Tata sam mu to zaproponował. Spał oczywiście w pokoju gościnnym. Ja natomiast szybko odpłynęłam w krainę Morfeusza. Napisałam jeszcze sms-a do Neya. Życzyłam mu dobrej nocy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













