poniedziałek, 16 marca 2015

37. Przepraszam Cię księżniczko.

Neymar zaczął się do mnie powoli przybliżać.
Spojrzał mi najpierw w oczy, a następnie na usta.
Nie wiedziałam o co mu chodzi. W końcu...
Położył swoją rękę na moim policzku i wytarł kącik moich ust. Byłam brudna. Natychmiast wybuchnęłam śmiechem. Było wesoło, ale czułam coś dziwnego.
-Ja już będę spadać- oznajmiłam Brazylijczykowi, biorąc swoją torebkę ze stołu. On szybko wstał z krzesła, na którym jeszcze przed chwilą siedział. Złapał mnie za nadgarstek.
-Zostań- wyszeptał ledwo słyszalnie. W tamtym momencie przez moją głowę przechodziło milion myśli. Zostać czy iść do siebie? Co mam robić? Moje serce biło niemiłosiernie szybko. Zaraz jednak przypomniałam sobie wszystkie chwile z nim w roli głównej. Nie chciałam mu zaufać po raz kolejny. Mam już tyle noży w plecach, że mogłabym udawać jeża. Więcej cierpień nie potrzebuję.
-Zamówię sobie taksówkę- powiedziałam i zadzwoniłam na dobrze mi znany już numer. Samochód przyjechał po kilku minutach w ciągu, których Neymar upierał się, żebym została i obejrzała z nim film. Później chciał mnie jeszcze odwieźć, ale postawiłam sprawę jasno. Nie miałam zamiaru spędzać więcej czasu z tym piłkarzem. Odjechałam do domu, gdzie jeszcze nie było taty. Zapewne będzie tam do rana. Tym lepiej dla mnie. Weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. To było jakieś gówno, a nie życie. Najzwyczajniej w świecie się rozpłakałam. Byłam tak cholernie samotna, że nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić.
                Niechętnie otworzyłam oczy. Okazało się, że jest już rano, a przez żaluzję przebijają się promienie słoneczne. Zasłoniłam ręką oczy i jęknęłam. Po chwili jednak wstałam i spostrzegłam, że jestem w ubraniach z wczoraj. Przetarłam dłońmi twarz i powlekłam się wręcz do łazienki. Musiałam wziąć odprężającą kąpiel. Mam nadzieję, że problemy wreszcie się skończą. Po małym relaksie wysuszyłam włosy i postanowiłam się umyć. Chciałam znów się wystroić i udawać kogoś innego. Tak też zrobiłam. Ubrałam to:


Uznałam, że wyglądam nie najgorzej i zeszłam na dół. Tata jeszcze nie wstał bo trening jest wieczorem. Pewnie ma kaca. Poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Nie jestem jakoś wybitnie uzdolniona kulinarnie, toteż na moim talerzu znalazła się jajecznica z pomidorami. Po posiłku zrobiłam sobie kakao. Tak, wiem- wspaniałe połączenie. Piłam je powoli, myśląc o wszystkim i o niczym. W końcu ruszyłam się od stołu i po sobie posprzątałam. Zrobiłam kanapki, nalałam do szklanki wody i postawiłam wszystko na tacy. Obok leżały tabletki na ból głowy i karteczka:
"Wyszłam. Nie wiem, o której będę. Nie martw się. Kocham cię xoxo"
Tacę zaniosłam do sypialni taty, który jeszcze spał. Zrobiłam mu zdjęcie i wyszłam. Nie miałam pojęcia, gdzie miałabym się udać, więc chodziłam bez sensu po mieście. Zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam przyjaciół. Teraz zapytacie co z Leo, Shak, Anto, Gerim i innymi. Nic. Wydaje mi się, że uważają mnie za rozpieszczoną pannę. Przyjaźnią się ze mną tylko ze względu na tatę. Kiedy on wyjedzie do Niemczech będę jeszcze bardziej samotna, niż dzisiaj. Usiadłam na ławce w parku. Na przeciwko mnie było wielkie jeziorko. Często tu jestem. Myślałam nad swoim życiem. Ostatnią klasę liceum zdałam tylko dlatego, że byłam w szpitalu. Na studia nie poszłam. Nie wiem co chcę robić. Praca modelki już mnie tak nie jara jak kiedyś. Nagle pod moje nogi wpadła piłka jakiś dzieci. One tylko chichotały. Dobra to byli nastolatkowie, ale ok.
-Podasz czy nawet tego nie potrafisz?- zaśmiał się jeden z nich. Był to wysoki, nie zbyt dobrze zbudowany brunet o ciemnej karnacji. Nienawidziłam kiedy jakiś chłopak tak się do mnie odzywał. Postanowiłam pokazać temu dzieciakowi co potrafię. Zaczęłam robić kapki, a potem różne triki. Szybko wokół mnie zebrało się kółeczko ludzi, nawet chłopak, który się ze mnie śmiał. Ludzie zaczęli wszystko nagrywać na telefony, co już tak bardzo mi się nie podobało. Wykopałam wysoko piłkę, po czym ją przyjęłam i podałam chłopakom. Nie miałam już tam czego szukać, więc odeszłam. Zatrzymali mnie jednak ci sami chłopacy i poprosili i zdjęcie i autograf. Prośbę spełniłam. Wreszcie podszedł ten wysoki.
-Przepraszam, że się z ciebie śmiałem, ale dostałem za to 50 euro- powiedział. Powiem wam, że po prostu mnie zamurowały jego słowa.
-Dostaniesz dodatkowe 50 jak powiesz kto ci kazał to zrobić- szepnęłam mu na ucho, gdy robiliśmy sobie selfie. Chłopak był bardzo chętny i od razu powiedział, że to Neymar. Rozejrzałam się i zobaczyłam go siedzącego na ławce i śmiejącego się do telefonu. Po cichu podeszłam do miejsca, gdzie siedział i stanęłam za jego plecami. Oglądał nagranie ze mną w roli głównej. On to wszystko zaplanował, żeby tylko mnie nagrać. Z kim ja żyję.
-Słabo płacisz- wyszeptałam mu na ucho, a on aż podskoczył. Zaśmiałam się z niego i usiadłam obok na ławce. 
-Za to, że mnie wystraszyłaś i się śmiejesz ten filmik ląduje na fb i instagramie- powiedział z uśmiechem. Moje oczy chciały wyjść z orbit. 
-Jesteś jakiś nienormalny- powiedziałam i poszłam sobie. Założyłam słuchawki i chciałam iść do domu, ale oczywiście nie było mi to dane. Junior zaraz do mnie podbiegł i złapał mnie za ramię.
-Co się z tobą dzieje?- zapytał. Nie chciałam mu się zwierzać. Nie chciałam mu nic mówić. Muszę pamiętać, że nie mogę mu ufać. Dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki. To co było kiedyś już dawno przeminęło. Co go to w ogóle obchodzi? Jestem jaka jestem, a on dobrze wie, że dla nikogo się nie zmienię. Jeśli mu coś nie pasuje to niech najzwyczajniej w świecie się ode mnie odwali. 
-O co ci znowu chodzi?- zapytałam lekko zirytowana jego ciągłymi pretensjami. Mógłby dać mi w końcu święty spokój. 
-Inaczej się ubierasz, unikasz mnie... Wystarczy popatrzeć w twoje oczy, żeby widzieć jakie są czerwone i opuchnięte od płaczu- mówił to z troską i bólem albo mi się tylko wydaję. Złapał mnie za dłoń i delikatnie bawił się moimi palcami- Martwię się o ciebie. 
-Nie potrzebnie- odpowiedziałam i wyrwałam swoją rękę z jego uścisku. Szłam przed siebie, ale on nie odpuszczał. Szedł obok mnie i wpatrywał się we mnie jak w obrazek.
-Powiedz mi o co chodzi. Możesz mi zaufać... Jestem twoim przyjacielem- zapewnił mnie, ale ja myślałam inaczej. 
-Nikomu nie można ufać- odpowiedziałam. Nie zatrzymałam się ani na chwilę. Było mi już wszystko jedno. Nie chcę z nim gadać o tym co teraz czuję. A jak się domyślacie czuję się okropnie. On się na mnie dziwnie popatrzył, a następnie przerzucił mnie przez ramię. Myślałam, że go tam zabiję. Zaczęłam krzyczeć, piszczeć i bić go w plecy, ale na nic się to zdało. On głupi jeszcze się z tego śmiał. Zaniósł mnie tak do swojego domu i zamknął drzwi. Wreszcie mnie postawił, a ja udałam się do wyjścia. Nie mam zamiaru z nim siedzieć pod jednym dachem. Jak dla mnie to on nie jest jakimś bożyszczem czy Bóg jeden wie kim, żeby z nim tutaj przebywać. Zabrał mnie tu bez mojej woli, więc teraz sobie wyjdę. On jednak zagrodził mi drogę i i zamknął drzwi na klucz. Popatrzyłam na niego jak na idiotę. Naprawdę moje spojrzenie było pełne zażenowania. Zachowywał się jak jakiś wariat.
-Nie wypuszczę cię dopóki nie powiesz mi o co chodzi- oznajmił stanowczo. Jakie ja mam ciężkie życie z nim. Trudno. Jeśli myśli, że mu coś powiem to się grubo myli. Nie muszę mu nic mówić. W ogóle po co ja się nim i jego zdaniem tak bardzo przejmuję? Muszę pamiętać jak przez niego cierpiałam. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Skakałam z kanału na kanał, aż znalazłam powtórkę meczu Fc Barcelony z Levante. Neymar najwidoczniej się na mnie zdenerwował bo walnął pięścią w blat. 
-To co mogę iść?- zapytałam z uśmiechem pod nosem. Byłam pewna, że powie, że mam się wynosić czy pokaże mi drzwi. Jednak bardzo się myliłam. On tylko się uśmiechnął. Podszedł do szafki, wziął chipsy i przysiadł się obok mnie. Poczęstował mnie, ale walnęłam w jedzenie ręką, tym samym wywalając je na Brazylijczyka. W normalnej sytuacji by się na mnie wydarł jak nie wiem co, ale teraz siedział spokojnie i się uśmiechał. Najbardziej drażniła mnie właśnie jego mina. Szczerzył się jak nienormalny. Postanowiłam zachować kamienną twarz i zająć się oglądaniem meczu. Nawet dobrze mi szło. Przez cały mecz czułam na sobie wzrok Neymara. Krępowało mnie to jak cholera, ale nie mogłam się przecież do niego odezwać. Spotkanie które już kiedyś oglądałam zakończyło się, a ja nie miałam pomysłu na dalsze spędzenie czasu bez potrzeby rozmowy z kimkolwiek. Po chwili już wiedziałam jak wkurzyć piłkarza. Nie chodziło mi o to, że nie mam pomysły na spędzenie czasu bez niego, ale na spędzenie czasu bez niego, ale jednocześnie go wkurzając. Moja głowa kolejny raz mnie nie zawiodła. Wstałam z kanapy, kopnęłam moje buty, które leżały od kilku dobrych chwil na ziemi, ponieważ moje nogi już nie dawały rady. Poszłam do kuchni, a da Silva patrzył co robię. Wyjęłam z jego lodówki jogurt pitny i poszłam na górę. Zaraz usłyszałam, że ktoś wchodzi na górę. Wchodziłam do pokoi, chodziłam i oglądałam przedmioty, które w nich się znajdowały. Miałam niezłą zabawę bo Neymar za mną cały czas chodził. Właśnie poszedł do łazienki. Miałam okazję się wymknąć. Zeszłam cicho po schodach, ale Brazylijczyk w jednej chwili był obok mnie. Przewróciłam oczami i znów wróciłam na wyższe piętro budynku. Tym razem poszłam do pokoju gospodarza. On sam zaś stanął, opierając się o framugę. Byłam poirytowana jego zachowaniem, więc udałam, że się potknęłam i wylałam na jego łóżko jogurt.
-Wiem, że to było specjalnie- powiedział bez emocji, a ja zaczęłam grzebać mu w szafie. Po chwili na jego ciuchach wylądowało moje jedzenie.
-Teraz było specjalnie- powiedziałam i się do niego chamsko uśmiechnęłam.
-Czy ciebie pogięło?- zapytał nie dowierzając, że jestem do tego zdolna. Nie zwracałam na niego uwagi i udałam się na taras. Położyłam się na leżaku i nawet nie wiem kiedy usnęłam. Byłam tym wszystkim zmęczona. Czułam się tak cholernie samotna, że niczego już nie wytrzymywałam. Obudził mnie głos Brazylijczyka. Rozmawiał z Gerardem. Siedzieli gdzieś niedaleko. Podniosłam się do pozycji leżącej i w tej chwili z moich ramion spadł koc. Neymar mnie przykrył. Wow. Wiem, że nie powinnam, ale zaczęłam podsłuchiwać ich rozmowę.
-Stary czy ty myślisz, że ona ci coś powie jak ją zamkniesz w domu?- zapytał kpiąco Pique. Wspaniale- rozmowa jest o mnie. Myślałam, że pogadają o jakieś lasce czy coś. Dalsza część już mnie nie interesowała. Zrzuciłam z siebie koc i znów poszłam spać. 

~Perspektywa Neymara~

-Stary czy ty myślisz, że ona ci coś powie jak ją zamkniesz w domu?- zapytał kpiąco Pique. Nie wiem co ja sobie myślę- Nie dziwię się, że wylała ci ten jogurt- powiedział wesoły. W przeciwieństwie do niego mi już nie było tak do śmiechu.
-Z nią dzieje się coś złego. Nie zostawię jej. Już raz to zrobiłem- oznajmiłem pewny siebie. Cholernie tęsknie za tą małą, kruchą, drobną i chudą osóbką. 
-Nigdy jej nie zostawiłeś- bronił mnie samego Geri. Nie rozumiał. Musiałem mu to wyjaśnić. Było mi ciężko. 
-Nie pomogłem jej, a wiedziałem, że się tnie, że ma różne głupie myśli, że się odchudza. Porozmawiałem z nią, ale to było za mało. To tak samo gdybym ją zostawił. Miała rację, gdy mówiła, że to przeze mnie swoje urodziny spędzała w szpitalu- powiedziałem z trudem wypowiadając ostatnie zdanie. Gdybym tylko mógł cofnąć czas zrobiłbym to bez żadnego zastanowienia. Była kiedyś dla mnie wszystkim. Nie da się od tak wziąć ołówka i wykreślić tego czasu, który spędziliśmy razem. Właśnie ołówek. Kiedyś go wziąłem, ale ona była sprytna i użyła gumki. Zmazała całą linię, którą tak długo kreśliłem. Zrobiła to jednym ruchem, jednym spojrzeniem, jednym słowem, jednym uśmiechem. Nie stać mnie chyba na to, aby wziąć długopis i wykreślić ja z mojego życia. Dobrze wiem, że i tak wróci. Zawsze wraca. Chociażby w postaci wspomnień, ale jednak wraca. Tyle na nią czekałem. Potem sobie odpuściłem. Chciałem być twardy, gdy wróciła i nie dać się po raz kolejny oczarować, ale znów nie dałem rady. Co ze mnie za facet? Co ta kobieta ze mną robi?
-Słuchaj to nie twoja wina. Nie myśl tak i chodź już na trening bo Pep zaraz nas zabije.
-Geri... Powiedz, że jestem chory. Proszę- poprosiłem przyjaciela. Miałem nadzieję, że to zrobi. 
-Ney to kolejny trening, który opuszczasz. Pep w końcu nie będzie miał wyjścia i posadzi cię na ławce- ostrzegł mnie. Wiedziałem o tym doskonale, ale teraz to nie było ważne.
-Dla niej mógłbym nawet rzucić piłkę- powiedziałem i zaraz ugryzłem się w język. Może i to była prawda. Sam nie wiem, ale nie chciałem, aby to usłyszał Gerard. Zaczną znowu gadać, że się zakochałem czy coś. Ja po prostu... No wiecie... To tylko dlatego, że jest córką trenera, a on dla mnie bardzo dużo zrobił. Obrońca wstał i wychodząc krzyknął:
-Tylko dlatego, że się w niej zakochałeś!- myślałem, że w końcu wstanę i mu coś powiem, ale nie będę się z nim kłócił. On wie lepiej. Nie wygrałbym. Poszedłem sprawdzić czy aby księżniczka się nie obudziła. Zobaczyłem koc na trawie, którym ją przykryłem. Mógłbym pomyśleć, że podczas snu go zwaliła, ale materiał leżał jakieś pięć metrów od leżaka, na którym Mari spała. Westchnął tylko bo musiała się przebudzić i rzucić ten cholerny koc. Nie poddam się. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do mojej sypialni, którą wcześniej posprzątałem po wizycie Polki. Była piękna jak prawie wszystkie Polki. W tamtej chwili rozumiałem dlaczego wszyscy mówią, że to one są najpiękniejsze, ale temperament miała prawdziwie hiszpański. Mimo to jest w niej coś, co nie pozwala ci się na nią gniewać, a wkurzyć potrafi konkretnie. Położyłem ją na łóżku i przykryłem. Pocałowałem ją delikatnie w czoło i zszedłem na dół. Siedziałem kilka godzin sam na dole i chciało mi się zajarać skręta. Wiedziałem jednak, ze nie mogę tego zrobić. Nie chcę uderzyć wtedy Mariki, Daviego czy Rafy. Nie chcę być jakimś pieprzonym ćpunem. Poza tym obiecałem to Rafie i... Marice. Nie mogę złamać tego słowa. Zacząłem oglądać telewizję. Zająłem się czymkolwiek, aby tylko nie myśleć o narkotykach. Moje ręce zaczęły drżeć. 


~Perspektywa Mariki~

Obudziłam się w jeszcze innym pomieszczeniu. To pokój Brazylijczyka. Uparty jest. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół. W salonie nie było nikogo. Może poszedł na trening. Zajrzałam jeszcze do kuchni i tam go zastałam. Stal oparty o blat, ale coś było nie tak. Ręce bardzo mu się trzęsły. Podeszłam do niego.
-Wszystko ok?- zapytałam, kładąc mu rękę na ramieniu. On przechylił głowę tak, że dotykał policzkiem mojej dłoni. Poczułam jego łzę. Coś niedobrego się stało. 
-Co się dzieje?- zapytałam już lekko przestraszona. Droczyłam się z nim, ale nie chciałam, żeby płakał czy czul się źle. To na pewno nie przeze mnie, ale nie chcę, żeby dochodziły mu jeszcze moje humorki. Nic nie mówił. Nie wiedziałam co się dzieje i nie miałam pojęcia co mam zrobić.
-Przytul mnie i nic nie mów... Proszę- wypowiedział te słowa bardzo powoli, a po jego policzkach spływała  łza. Co się tu stało? O co mu chodzi? Nie mogłam mu odmówić, gdy znajdował się w takim stanie. Objęłam go od tyłu, a on się wtedy odwrócił. Popatrzyliśmy sobie prosto w oczy. Starłam  łzę z jego policzka.
-Idź już- powiedział twardo. Nie rozumiem. Najpierw chce, żebym go przytuliła, a teraz mnie wygania. 
-Nie zostawię cię w takim stanie- zapewniłam go. Nie miałam takiego zamiaru. On poszedł na górę, a ja zaczęłam robić nam kolację. Co prawda nie wiedziałam czy chłopak już coś jadł, ale miałam pretekst, aby z nim porozmawiać. Wzięłam się za robienie jego ulubionego steka, ale po kilkunastu minutach spędzonych w kuchni usłyszałam huk, dochodzący z góry. Bardzo się przestraszyłam i pobiegłam na górę, prawie zabijając się na schodach. To nie było wtedy ważne. Weszłam do pokoju Neymara i ujrzałam rozbitą lampę. Spojrzałam na niego pytająco.
-Daj mi koke albo tabake! Teraz! W tym momencie!- krzyczał, a ja wiedziałam już o co chodzi. W takich sytuacjach nie powinno  się podchodzić do człowieka, który chcę się naćpać, ale ja nie mogłam dać za wygraną. Kochałam go kiedyś. To ten sentyment. No i świadomość, że jego fanki zabiją mnie, gdy coś mu się stanie. Podeszłam do niego i złapałam go za dłoń. On nie był sobą, dlatego mnie popchnął. Każdy normalny człowiek od razu by zrezygnował, ale ja nie mogłam go tak po prostu zostawić. Nie zważałam już na konsekwencje. Mimo że mnie odepchnął podeszłam do niego drugi raz. Złapał mnie za ramiona i zaczął szarpać.
-Kobieto narkotyki bo cię zabije!- krzyczał i mocno mnie ściskał za barki. Bolało jak cholera, ale nie mogłam się poddać. Wiem, że on by mnie nie zostawił. Byłam na niego zła, ale to teraz nie jest ważne. 
-Nie mam- powiedziałam i delikatnie próbowałam zdjąć jego ręce z mojego ciała. Odepchnął mnie. Był dużo wyższy i silniejszy, więc wylądowałam na ścianie. Złapałam się odruchowo za plecy. On nie myśli racjonalnie. Nie jest sobą. 
-To wypierdalaj! No na co czekasz?- krzyczał, widząc, że nie mam zamiaru opuścić jego pokoju. W sumie nie pokoju, a jego. Rozum mówił mi, żebym stamtąd wyszła póki mogę, ale nie mogłam. Nie potrafiłam wyjść, zamknąć za sobą drzwi i zostawić go samego. Nie zasługiwał na to. Wstałam z podłogi i go przytuliłam. Nie miałam pojęcia co chcę przez to osiągnąć. Chciałam go jakoś wyciszyć. Nie miałam pojęcia jak zrealizować mój plan. Tak bardzo chciałam poczuć jego ramiona, ciasno oplatające moje. Wtedy wiedziałabym, że wszystko będzie dobrze, ale nie było mi to dane. Może to nie miało skończyć się happy endem. Chłopak wymierzył mi siarczysty policzek. Odrzuciło mnie na tę samą ścianę co poprzednio. Brazylijczyk wpadł w szał. Zaczął rozrzucać wszystkie przedmioty. Stłukł lampę, zdjęcia, jakieś talerze. Chciałam go jakoś uspokoić, ale znów mnie uderzył. Upadłam na szkła. Moja ręka krwawiła. W dłoni miałam kilka odłamków szkła. Czułam, że nie mogę ruszyć ręką, ale wtedy się tym nie przejmowałam. Wstałam po raz kolejny i popchnęłam go na łóżko. Wzięłam rozbite zdjęcie Rafy i Daviego. Pokazałam mu fotografię.
-Robisz to dla nich... Cii... Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Nie zostawię Cię. On nie chciałby, żeby jego tata taki był. Uważa Cię za wzór, autorytet, kocha Cię. On nie ma oprócz Ciebie nikomu. Nie schrzań mu dzieciństwa przez swoją głupotę- mówiłam to łagodnie, zupełnie jak nie ja. Ostatnie zdanie chyba nim wstrząsnęło. Widziałam to w jego oczach. Powoli się uspokajał. Chciałam przynieść mu szklankę wody, ale on wpadł wtedy szał.
-Mówiłaś, że mnie nie zostawisz! Gówno prawda! Zakłamana suka, która nic nie wie o życiu!- krzyczał, a mnie te słowa bolały. Chciałam mu coś odpowiedzieć, ale w porę ugryzłam się w język. Wiedziałam, że teraz musi się tylko uspokoić. 
-Idę po wodę... Dla Ciebie i dokończę obiad dobrze?- w mojej wypowiedzi było wyczuwalne pytanie. Nie chciałam bardziej zdenerwować piłkarza. Musiał się wreszcie wyciszyć. Boże pomóż mu. Narkotyki tak bardzo niszczą ludzi. On taki nie był. 
-Wrócisz?- zapytał błagalnym, a zarazem pełnym obawy głosem. Bał się i miał ten strach wymalowany na twarzy. Czułam, że wraca mój Neymar. Stop. Chodziło mi o starego Neymara. 
-Jak najszybciej- zapewniłam, a on opadł na łóżko. Nie wiem czemu, ale pocałowałam go w policzek i udałam się do kuchni. Mało mi już zostało do zrobienia, ale ręka bardzo mnie bolała. Nie mogłam zgiąć palców. Żadnego i to mnie niepokoiło. Teraz był najważniejszy Brazylijczyk. Po przyrządzeniu jego ulubionego dania poszłam z tacą na górę. Zastałam tam śpiącego napastnika. Nie chciałam go budzić. Podczas snu bardzo się uspokoi i wstanie już inny. Wróciłam, więc z jedzeniem do miejsca, gdzie go przygotowałam. Poszłam do łazienki i włożyłam rękę pod zimną wodę.Próbowałam zgiąć palce, ale nie mogłam. Krew lała się jak jeszcze nigdy, a dłoń była cała spuchnięta. Nie mogłam sobie poradzić z wyjęciem odłamków szkła z dłoni. W końcu wzięłam 3 tabletki na ból. Na opakowaniu pisało, żeby wziąć jedną, ale wiedziałam, ze to mi nie pomoże. Niue zważając na towarzyszący mi ból poszłam zapalić.Siedziałam na tarasie w domu Neya i paliłam już trzeciego papierosa. Przypadek? 3 tabletki, 3 papierosy. Zaciągnęłam się dymem, który drażnił moje gardło, gdy ktoś obok mnie usiadł. Przesiadłam się tak, aby nie zauważył mojej ręki. Starałam się chować rękę. 
-Przepraszam- odezwał się brunet. Spojrzeliśmy sobie w oczy, a ja zgasiłam papierosa bo wiedziałam, że nie lubił, gdy paliłam. 
-Nie masz za co- odpowiedziałam z uśmiechem- wyspałeś się?- zapytałam, zmieniając temat. Nie chciałam dłużej o tym rozmawiać. Widziałam po nim, że jest mu wstyd i ciężko z tą sytuacją, dlatego postanowiłam nie drązyć tego tematu. Poza tym to nie jego wina. Każdy robi błędy. Potem ponosimy ich konsekwencje, ale na tym chyba polega życie. Poprzez upadki kształtujemy nasz charakter. Od razu widać po człowieku ile przeżył. Trzeba tylko uważnie patrzeć. To naprawdę łatwe. Jeśli ktoś am silny charakter, niczym się nie przejmuje lub tego nie pokazuje to wiele przeszedł. Osoby kruche jeszcze nie wycierpiały dużo. Takie jest moje zdanie. Nie powinniśmy skreślać kogoś bo w danej sytuacji zachował się tak czy inaczej. Nie wiemy co ta osoba przeszła. Może straciła ojca, może nigdy go nie poznała, a może wszyscy ją opuścili. Nie oceniajmy książki po okładce, ale także nie można robić tego po pierwszej stronie. Z moich refleksji wyrwał mnie ten zachrypnięty głos.
-Na pewno nic ci nie jest?- zapytał z troską, a ja pokiwałam głową i powiedziałam, że na pewno. Taka była prawda. Ręka co prawda trochę mnie bolała, a tak dokładniej to bardzo, ale to nie było ważne. Pech chciał, że Neymar złapał moją dłoń w swoją. Wybrał akurat tą, która mnie bolała i nadal krwawiła. Jego oczy zaszły łzami w jednym momencie. 
-Przepraszam cię księżniczko... Przepraszam. Jestem kompletnym idiotą. Przepraszam. Ja...- przepraszał tak w kółko, a ja nie mogłam już tego znieść. Starłam z jego policzka łzę i uśmiechnęłam się do niego.
-Nie przepraszaj. To nie twoja wina. Skaleczyłam się sama, gdy robiłam obiad- wyjaśniłam. Oczywiście, że kłamałam. Ale po co miał się zadręczać? Nic się takiego nie stało.
-Jedziemy do szpitala- zarządził i wziął mnie na ręce. Co za człowiek. Jestem dla niego zbyt miła. Jestem miła bo go nie wyzywam. Moja inteligencja, a raczej jej brak aż mnie śmieszy. 
-Neymar nic mi nie jest, a poza tym mam nogi- powiedziałam jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. Hmm... Może dlatego, że była. Mówiłam już, że padam na kolana przed moim mózgiem, który chyba zgnił gdzieś tam dawno temu. Wkurza mnie moja własna głupota. Chociaż nie jestem najgłupsza... W końcu są jeszcze ci durnowaci, ale kochani piłkarze. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w stronę szpitala. Podczas drogi panowała cisza. Wiele razy chciałam ją przerwać, ale chłopak był nieobecny. Dałam sobie w końcu spokój i siedziałam cicho. Dojechaliśmy pod biały budynek, którego tak bardzo nie lubiłam. Tutaj leżałam ja i Neymar. Źle kojarzyło mi się to miejsce. Mieli wspaniałych specjalistów, ale wspomnienia brały górę. Zrobiło mi się jakoś smutno. On chyba to zauważył bo objął mnie ramieniem.
-Też nie lubię tego miejsca, ale to najbliższy szpital- powiedział. To znaczy, że nie tylko ja nie lubię tego budynku. Piłkarz poszedł mnie zarejestrować i pokłócił się z dziewczyną z recepcji, ponieważ kazała mu czekać na lekarza. Uspokoiłam go i czekaliśmy na moją kolej. Kilka razy podejmowałam próbę namówienia go, abyśmy pojechali do domu, ale stanowczo odmawiał. Wreszcie pielęgniarka wezwała mnie do sali, ale ja nie ruszałam się z miejsca. 
-Mari nie wygłupiaj się... O co ci chodzi?- zapytał.
-Nie chcę tam iść- wyznałam. Trochę się obawiałam tej wizyty. Wiedziałam, że będą mi wyjmować te szkła, a ja... Po prostu się tego bałam. Jak powiem o tym Neymarowi to mnie wyśmieje i powie, że jestem jeszcze niedojrzałym dzieckiem.
-Boisz się- bardziej stwierdził, niż zapytał. Czy ten człowiek jest wampirem? On mi czyta w myślach. Miał rację. Nie wiem czemu tak było- Chodź, pójdę z tobą- powiedział i się lekko uśmiechnął. Nie był zbyt szczęśliwy, ale to chyba z powodu, że musimy tu być. Złapał mnie za prawą rękę, ponieważ była ona zdrowa i poszliśmy. Cały czas upominał mnie, żebym trzymała tamtą rękę w górze. Słyszałam gdzieś, ze to pozwala zatamować krwotok, ale już mnie wszystkie mięśnie od tego bolały. U lekarza okazało się, że muszę mieć zszywaną dłoń. Naymar przez cały czas trzymał mnie za rękę. Mimo że był dość nieobecny zupełnie jak w samochodzie to dodawał mi dużo otuchy. Po wizycie odwiózł mnie do domu. Tam przebrałam się spać, wysłałam sms-a z podziękowaniem do Neymara i poszłam spać.



Przepraszam za tak długą nieobecność, ale nie miałam weny i nauka :( A jak podoba Wam się ten rozdział?






























piątek, 6 marca 2015

36. Cholernie się o ciebie bałem.

Otworzyłam swoje oczy, ponieważ ktoś mnie pocałował w policzek. Myślałam, że to tata, ale obok ujrzałam Neymara. Popatrzyłam na niego zdziwiona. Wtedy przez moją głowę przeszły dziwne myśli. Mianowicie chciałam znów poczuć smak jego ust. Wiedziałam, że tak nie może się stać. W końcu nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. 
-Dzień dobry- wyszczerzył się Brazylijczyk. Nie rozumiem go. Kiedy powinien się cieszyć wcale tego nie robi, ale za to gdy powinien się martwić albo być speszony czy coś w tym stylu on się śmieje i myśli, że nie wiem, iż to tylko maska. Bez słowa wyszłam z łóżka i jak co rano skierowałam się na balkon z paczką papierosów i zapalniczką. Dzisiaj miałam nawet ochotę zapalić skręta, ale nie przy Neymarze. On szybko wstał i zabrał mi szlugi. Popatrzyłam na niego zła.
-Nie będziesz palić- powiedział pewnie. Bardzo śmieszne. Niczego mi nie zabroni. Nie jest moim ojcem ani... W sumie to ja nawet ojca nie słucham. Jestem sobą i nie zamierzam tego zmieniać tylko dlatego, że jemu nie pasuje mój sposób odstresowania się. 
-Będę robić co chcę- syknęłam w jego stronę. Byłam na niego zła. Co on sobie myślał? Najpierw mnie całuje, a potem zabiera moją własność. Mam dość. 
-Czy ty nie rozumiesz, że tym niszczysz swoje zdrowie?- zapytał krzycząc. Tak nie będziemy rozmawiać albo ok... Jeśli chce takiej konwersacji to będzie taką miał. Kim on jest do kurwy nędzy, aby się na mnie darł i robił co chce? Jemu wszystko wolno, a mi nic. W jego snach.
-Ćpanie za to jest zdrowe- odgryzłam się, a w jego oczach zobaczyłam coś dziwnego. Zdawałam sobie sprawę z tego, że trafiłam w jego czuły punkt. Nie dbałam o to. Byłam zawiedziona jego zachowaniem wobec mnie, ale nie powinno mnie to dziwić. Zawsze taki był. Wszystko musiało być po jego myśli, a gdy było inaczej miał fochy. Wkurzało mnie to niemiłosiernie. A wiecie co jeszcze doprowadzało mnie do szału? Że był taki tylko w stosunku do mnie.
-Nie masz prawa niczego mi wypominać... Ty miałaś wszystko, ja nic i...- nie dałam mu skończyć. Te słowa mnie zabolały, ale i wyprowadziły z równowagi. 
-Mam ci co wypominać! Davi jest nikim? Rafa i rodzice są nikim? Przyjaciele są nikim? Masz to wszystko, kasę, miłość fanów, talent, ale niszczysz to przez dragi!- krzyknęłam. Odzywał się stary Neymar. Nie lubiłam takich zachowań, ale on się nigdy nie zmieni. Dlaczego ja mu w ogóle zaufałam kolejny raz? Łudziłam się, że to ten sam człowiek, którego kochałam, ale wcale tak nie było. W sumie to on nigdy się nie zmienił. To ja nie dostrzegałam jego zachowania bo byłam nim zauroczona. 
-Ćpam przez ciebie!- wykrzyczał mi prosto w twarz, a ja na chwilę zaniemówiłam. Przez głowę przechodziły mi takie myśli. Pytałam się Rafy czy to możliwe, ale zawsze utwierdzała mnie w przekonaniu, że wcale tak nie było.
-Przez ciebie urodziny obchodziłam w psychiatryku!- nie wiem czemu to powiedziałam. Byłam na niego zła. Jednak smutek jaki wtedy czułam był silniejszy od złości. Przyjechałam tutaj i znowu namieszałam. W dodatku teraz coś może się stać Leo, Daviemu i temu idiocie, a wszystko przeze mnie. Jestem nie myślącą idiotką, która wcale nie powinna wracać do Katalonii.
-Przynajmniej miałem spokój bez ciebie i twojego ciągłego marudzenia!
-Słyszałam co innego.
-Ciekawe co.
-Jessica była już po liście. Czyżby zabolało cię to, że odeszłam?
-Uciekłaś!
-Bo nie mogłam cię znieść.
-Jasne. Byłaś i jesteś tchórzem i to tylko dlatego.
-Ja jestem tchórzem? Ty nawet nie potrafisz powiedzieć, że kogoś kochasz.
-Kocham Daviego, Rafe, rodziców.
-A powiedziałeś to jakiejś dziewczynie?
-Każdej.
-A ile razy była to prawda?- zapytałam, ale odpowiedzi się nie doczekałam. Poszłam się ubrać, aby dać wejściówki Sycylijczykowi. Słyszałam już w łazience jak ten frajer mówi, że ode mnie każdy chłopak odchodzi i cieszy się, że ze mną już nie jest. Ostatnie słowa zraniły mnie okropnie, ale nie mam nawet zamiaru przez niego płakać. Otarłam szybko jedną łzę i poszłam pod prysznic. Próbowałam wyłączyć swoje myśli, ale marnie mi to szło. Ubrałam się i poszłam do tego pieprzonego parku. Wręczyłam Kacprowi obiecane wejściówki i poszłam się przejść. Miałam tego wszystkiego dość. Nigdy więcej nie ufać facetowi. Włóczyłam się bez celu po mieście przez kilka godzin. Wróciłam o 18. Weszłam do domu i zaczęłam robić sobie coś do jedzenia bo przez cały dzień nic jeszcze nie zjadłam. Padło na tosty z serem i szynką. Nie chciało mi się robić nic innego. Do kuchni wpadł tata.
-Ooo... Jesteś już. Gdzie cię wywiało? Dzwoniłem, ale nie odbierałaś- wyjaśnił i mnie pocałował. Nie miałam nawet ochoty, aby z nim rozmawiać, ale co ja na to poradzę. Nie miałam ochoty znów go olewać, a potem przepraszać za moje zachowanie, co na pewno bym zrobiła. Tata był jedyną osobę, przed która czułam respect. 
-Poszłam spotkać się z kolegą, poszłam do Shak na chwilkę, a potem chodziłam po mieście- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Byłam u Kolumbijki, aby się zwierzyć. Powiedziała, że nadal coś do siebie czujemy bo inaczej oboje byśmy się tak nie zachowywali. Stwierdziła też, że zareagowałam zbyt nerwowo i w tym się z nią zgadzam, ale przynajmniej dowiedziałam się, że nie chciałby ze mną już nigdy więcej być. 
-Ok, nie wnikam z jakim kolegą, ale teraz idź się przygotuj bo za niedługo jedziemy- powiedział, a ja się już stresowałam. Co jeśli się nie uda? Co jeśli coś się komuś stanie? Byłam przerażona. Poszłam do pokoju i zadzwoniłam do Leo. Nie wiem czemu, ale chciałam z nim porozmawiać. 
-Cześć Mari co tam?- zapytał wesoły. Ten jego humor ściskał mi serce. Moje ciało przeszły nieprzyjemne ciarki. 
-Hej, dobrze a u ciebie?- przywitałam się i próbowałam brzmieć jak najbardziej wesoło. Nie chciałam, aby zorientował się, że coś jest nie tak.
-Umiesz kłamać, ale nie mnie. Powiecie mi co się dzieje? Najpierw zadzwonił Neymar i miał taki sam wystraszony i smutny głos, a teraz ty. O co chodzi? Pokłóciliście się?- zapytał. Nie powinnam go okłamywać, ale gdyby dowiedział się, że może przeze mnie zginąć to by mnie znienawidził, a Anto razem z nim. Poza tym nie chciałam, aby się bał. Dziwnie to brzmi, ale taka była prawda. Jest moim przyjacielem i nie może się mu nic stać.
-Ja muszę już kończyć bo się nie wyrobię. Pogadamy później, pa- powiedziałam i się rozłączyłam nie czekając na jakąkolwiek reakcję Argentyńczyka. Usiadłam na łóżku, rzucając telefonem w poduszki. Schowałam twarz w dłonie, a po chwili przejechałam nerwowo po włosach. Postanowiłam wreszcie przygotować się na ten cały bal. Poszłam się wykąpać. Po tej czynności wysuszyłam włosy i tylko je rozczesałam. Nie miałam nastroju, żeby się stroić. Pomalowałam się na prawdę lekko bo tylko rzęsy i usta. Potem ubrałam się w to:


Zeszłam na dół i ujrzałam tam Neymara i mojego rodzica. Tata był jak zwykle elegancki. był ubrany jak na meczach. Za to Ney wyglądał bardzo se... Nawet dobrze. Widzę, że tak jak ja zachował resztki swojej osobowości. Mianowicie tak jak ja miał sportowe obuwie. Mój tata miał krawat, ale Neymar nie. Właśnie trener go namawiał, aby go założył. Kiedy zeszłam oboje na mnie spojrzeli.
-Pięknie wyglądasz córeczko- posłał mi komplement nie kto inny jak mój tatuś. Podziękowałam i rozłożyłam się na kanapie. Leżałam z nogami na oparciu. Straszy mężczyzna spojrzał na mnie jak an wariatkę.
-Masz zamiar iść w trampkach i pogniecionej sukience?- zapytał niedowierzająco, a ja się tylko uśmiechnęłam i przytaknęłam głową. Sukieneczka i tak mi się nie pogniecie bo to taki materiał. Nie wzięła bym innej bo nie chciało by mi się jej pracować- Nie mam do was sił. Weźcie przynajmniej te maski bo trzeba- powiedział i wręczył nam maski.
-Wiem, że mam krzywy ryj,a le chyba nie aż tak- powiedział Neymar i się skrzywił. Nie dziwię mu się. 
-Muszę? Przecież i tak każdy nas pozna. Ja jedyna mam wygolony bok i takie tatuaże. Jego też poznają po tatuażach- broniłam nas, abyśmy nie musieli tego czegoś zakładać. Mimo naszych sprzeciwów tata postawił sprawę jasno: element obowiązkowy. Powiedział, że jak się spijemy to wtedy nam wybaczy,a le ma nadzieję, że się nie schlamy bo będzie ciężki trening i takie tam. Ten jakże surowy człowiek po swojej wypowiedzi odebrał telefon i poszedł z kimś rozmawiać. Nie wnikam. Ostatnio dużo wychodzi przez co mało rozmawiamy. Wiem, że teraz poszedł tylko do drugiego pokoju, ale no... Zaśmiałam się z własnej głupoty, ale w duchy. Przynajmniej mam taką nadzieję bo ze mną to nigdy nie wiadomo. Może tata ma jakąś kobietę. To by wszystko wyjaśniało, ale czemu nie chciał mi nic powiedzieć? Dobra, za bardzo się nakręcam. To dlatego, że chciała bym, aby tata sobie znalazł kogoś pożądnego. 
-Przepraszam- z transy wyrwał mnie zachrypnięty głos, który tak dobrze znałam. Spojrzałam na niego zdziwiona. Wiem, że ciężko mu się kogokolwiek przeprasza. Pewnie dużo go to kosztowało. W sumie to ja też nie jestem bez winy. Zachowałam się tak jakby papierosy były dla mnie najważniejsze. Czasem po prostu jestem małym, niedojrzałym dzieciakiem. Mimo to lubię tą cechę w sobie. Wtedy wiem, że nie jestem jakaś mega stara, że nie da się ze mną o niczym pogadać. To chyba nie zbyt odpowiedni argument bo nawet mnie samej nie przekonał, ale co tam. Po prostu lubię to w sobie. Postanowiłam wreszcie odpowiedzieć jedenastce Barcelony.
-Ja też... W sumie to przeze mnie bo za nerwowo zareagowałam- wyjaśniłam i wzięłam winę na siebie. Taka była prawda, że potrafię się wkurzać o cokolwiek. Byłam wystraszona tym, że mnie rano pocałował. Niby jeden, malutki buziak w policzek, a cieszył i robił jakąś nadzieję. Ja jestem jakaś ułomna czy jak? Tata pewnie nastrój chciał zrobić jak mnie z mamą robił i po ciemku. Widać po mnie. Ludzie czy ze mną jest coś nie tak? Dobra... Stop. Nie wymieniajcie dalej. 
-Nie, to moja wina. Nie lubię, gdy palisz bo niszczysz swoje zdrowie, a jesteś dla mnie ważna i nie pozwolę ci na to. Nie chciałem, żebyś poczuła się urażona czy było ci smutno. Miałaś racje. Mam wszystko i tego nie doceniam. Mam przecież Davisia, rodziców, Rafe i przyjaciół, do których ty się wliczasz- powiedział. Uwierzcie mi, że Neymar da Silva Santos Junior bardzo rzadko przyznaje się do błędu i mówi o swoich uczuciach. Czyli jestem jego przyjaciółkę... To dobrze. Uśmiechnęłam się do niego. Słyszeliście nazwał mnie jak to mówią gimbusy, do których jeszcze kilka lat temu się wliczałam "bff". Oh, ah, eh Neymar super jest! Czy ja, aby na pewno nie pomyliłam szynki z maryśką? Wiecie zielone, duże i fajne listki, ale żeby z szynką. To trzeba być udanym.
-Wcale nie uważam, że przez ciebie wylądowałam w psychiatryku- powiedziałam poważnie. W końcu kiedyś trzeba przestać śmiać się z samej siebie. W Barcelonie jakoś trudno mi to przychodzi, ale próbować można. Powiedziałam mu prawdę. Nie jestem, aż taką suką, żeby zganiać na niego to wszystko. Chciałam mu dopiec, ale nawet nie wiem czy się udało. Teraz to nawet nie takie ważne.
-Nie przez ciebie zacząłem ćpać- wyznał. Coś nam się tu poważnie robi. Może walnę mu jakiś śmieszny tekst. Dobra nie bo się chłopak jeszcze obrazi. Poza tym muszę zobaczyć ile mi powie. A tak na poważnie to ta rozmowa przyda nam się obojgu. 
-Nie kłam- ciekawe co teraz powie. Nie chciałam, aby mówił to tylko dlatego, że ja wcześniej powiedziałam coś innego. 
-Mówię prawdę- bronił się uparcie. Zmusić go nie mogłam, aby wreszcie przyznał, że kłamie. Dobra. Teoretycznie mogła, ale biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw odpuszczam sobie bitwę na poduszki, którą i tak bym przegrała.
-Rafa mówiła co innego.
-Musiałem na kogoś to zwalić- tymi słowami to mnie normalnie wbił jeszcze bardziej w kanapę, na której leżę. Tak a pro po kanapy to zawsze kojarzy mi się z kanapką. Jestem dziwna. A wracając do słów Neya to mnie zaskoczył bo często zwalał na kogoś winę, ale nigdy tego nie powiedział głośno. Brawa dla niego. Na mojej karcie mogę postawić mu plusa za tę rozmowę. Chyba, że na końcu postawię dodatkowo dwa minusy bo on ma taki sam dar jak ja. Mianowicie potrafi coś spieprzyć w kilak minut. Wiem, jesteśmy wyjątkowy. Rzadko kto ma taki dar.
-Nie umiesz kłamać.
-Słuchaj... Zacząłem barć po twoim wyjeździe, ale to nie twoja wina. To był mój wybór i jeśli będziesz o tym myśleć to nie wiem co ci zrobię- powiedział- Gadałaś dzisiaj z Leo?- zapytał po chwili. Dlaczego on tak szybko zmienia temat? Zanim mój mały móżdżek poukłada sobie wszystkie jego słowa to on już mówi o czym innym. Gdybyś się tak na niego nie gapiła i nie wypalała mu dziury w oczach bo twoim zdaniem są hipnotajzing to by było inaczej. Boże, zaczyna się. Weźcie mi z głowy ten piekielnie wkurzający głosik bo oszaleję.
-Domyślił się, że coś jest nie tak- poinformowałam Latynosa. Ten chciał coś powiedzieć, ale do salonu wparował tata. Mówcie co chcecie, ale on także ma rzadki dar. Zupełnie jak piłkarze Barcelony. Potrafią mieć tak genialne wyczucie czasu, że aż wcale.
-Dzieci jedziemy!-krzyknął tata, a my poderwaliśmy się z miejsca i ruszyliśmy w  stronę samochodu. Każdy siedział cicho. Chciałam zacząć śpiewać, ale głupio tak jakoś samej. Dojechaliśmy na miejsce, a ja coraz bardziej się bałam. Tutaj chodziło o życie tej trójki. Sycylijczyk jest nieobliczalny. To taka maszyna, która kiedyś była człowiekiem tylko wyrwali jej serce. Nie byłby taki, gdyby nie jego rodzice. Jeśli zajęli by się nim, kiedy tego potrzebował to teraz mógłby być lekarzem czy adwokatem. Był to bowiem inteligenty chłopak, ale pogubił się. Wszystko go tak wciągnęło, że stał się zły i wyrachowany. To nie ten sam człowiek co kiedyś. Wyszliśmy z auta i stanęliśmy na czerwonym dywanie. Musieliśmy chwilę tam postać, aby zrobiono nam zdjęcia. Uśmiechaliśmy się z Neyem, ale mogę się założyć, że jemu wcale nie było wesoło. Nie dość, że nie lubię pozować przed tymi hienami zwanymi dziennikarzami to jeszcze mam to robić dzisiaj, kiedy kompletnie mi się to nie uśmiecha. Dogonił mnie przy samym wejściu piłkarz pochodzący z Sao Paulo i objął mnie  w talii. Mam się jarać? Miliony fanek tego mośka by tak zrobiło. Nie dziwię się im. Ja przed przyjazdem do taty tez taka byłam. Myślałam, że ci ludzie mają kolorowe życie i są nieskazitelni, ale tak nie jest. Mają wiele problemów i wad, ale jak każdy z ludzi. Za to ich kocham. Mają wady, ale gdyby policzyć je i zalety to dobrych cech będą mieli tysiąc razy więcej. To dzięki nim zrozumiałam co to znaczy przyjaźń, zaufanie, dobre serce, bezinteresowna pomoc, szczęście i... Miłość.
-Boisz się?- zapytał, szepcząc mi wprost do ucha. Popatrzyłam mu się głęboko w oczy i przytaknęłam. Chyba takiej odpowiedzi się spodziewał. 
-Wszystko będzie dobrze mała- powiedział. Nie wiem czemu, ale jego słowa mnie trochę uspokoiły. Czułam się przy nim na prawdę bezpiecznie. Starałam mu się tak nie ufać, ale to działo się samo. Naszym zadaniem było spicie Leo. Tak też zrobiliśmy. Na początku stawiał czynny opór, ale wiadomo kto go chciał spić. Jak nie my to kto? Daliśmy w końcu radę. Na szczęście Atomowa Pchła nie miała mocnej głowy. Nie mieliśmy innego wyjścia. Kacper przekazał mi w środku pistolet. Szłam z drżącymi rękami w kierunku ochroniarzy i modliłam się, aby w pobliżu zjawił się kolega Neymara, który jest policjantem. Bałam się, że coś pójdzie nie tak. Sycylijczyk dał znak, ze mam teraz strzelać. Wyciągnęłam pistolet i czekałam. Na szczęście nie musiałam strzelać bo zaraz zjawiła się policja. Kazali rzucić nam broń i dojść do ściany. Oczywiście ja nie musiałam tego robić. Kacper zorientował się bardzo szybko o co tu chodzi. Pociągnął mnie za rękę, a ja upuściłam broń. On jednak wyjął nóż i przystawił mi go do pleców. Wiedziałam, że coś pójdzie nie tak. Zawsze tak jest.
-Na dół te spluwy! Zaraz ją dźgnę jak się nie odsuniecie. Mam wyjść bez żadnego szwanku!- krzyczał, a ja musiałam tłumaczyć. Policjanci zrobili to, co im kazał. Szef gangu objął mnie ręką, a w drugiej trzymał nóż przystawiony do moich pleców. Włosy jednak go zakrywały. Szliśmy przez salę pełną gości, a ja z trudem opanowałam łzy. Wyglądało to tak, jakbym po prostu szła z ukochanym chłopakiem do wyjścia. Kiedy mieliśmy mijać Leo serce szybciej mi zabiło. Przez moją głowę przebiegło tysiące myśli. Na szczęście zostawił go w spokoju. Neymar biegł w naszą stronę i zaraz przywalił w twarz osobie, która przed momentem groziła mi śmiercią. Teraz musiałam się bać o kolejną ważną osobę w moim życiu. W końcu był moi przyjacielem. Nie wiem jak on zobaczył ten nóż. Zaczęli się bić, a panie w sali piszczały, gdy zobaczyły, że jeden z nich ma nóż. Policja jednak szybko przybiegła i schwytali Ostrą i Sycylijczyka. Zabawa miała trwać dalej, ale kilku gości wyszło z przyjęcia. Neymar podniósł się z podłogi i do mnie podszedł. Wtulił się we mnie i mocno ściskał. 
-Cholernie się o ciebie bałem- wyszeptał w moje włosy. Chyba chciał, żebym tego nie słyszała, ale nie udało mu się. Przytuliłam go i podziękował. Podeszli do mnie chyba wszyscy. Uspokoiłam ich i powiedziałam, że nie znam gościa. Większość osób była po alkoholu, więc zapomnieli o tej sytuacji dość szybko. Musiałam przed tym zabrać głos, aby ludzie się nadal bawili, ponieważ tu chodzi o pieniądze dla chorych dzieci. Tata był bardzo przejęty, ale zaczęłam żartować i wszyscy ze mną. Po kilku godzinach postanowiłam się zbierać. Powiedziałam o tym tacie, a on powiedział tylko, żebym zadzwoniła jak będę w domu. On nie miał takiego farta jak inni i musiał być tam do końca. Chociaż powiem wam szczerze, że chyba mu to nie przeszkadzało. Przed wyjściem ktoś złapał mnie za ramię. Przestraszyłam się na maksa, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia. Odwróciłam się i ujrzałam Neymara. Ludzie on ma szczęście, że nie trzymałam nic ciężkiego w dłoni bo by dostał w głowę. Czy każdemu piłkarzowi sprawia przyjemność, gdy mnie straszy?
-Boże... Nie strasz mnie tak- powiedziałam ze śmiechem. Byłam szczęśliwa, że tak to się skończyło. W sumie wygląda to jak w filmie, ale przeżyłam to na prawdę i nikomu tego nie życzę. Teraz mówię o akcji z gangsterem. Bardzo chaotycznie to zabrzmiało.
-Oj tam, oj tam... Dobrze, że nic się nie stało- odrzekł, nawiązując do sytuacji w sali tanecznej. Jak to dziwacznie brzmi. Przypomina mi się teraz Barbie. W tych bajkach takie teksty leciały. 
-Zaraz zamówię taksówkę- poinformowałam go.
-Chodź, coś ci pokażę- powiedział i pociągnął mnie za rękę. Nie wiedziałam co chce mi pokazać, ale chciałam z nim iść. Zapomniałam już o obietnicy, której złożyłam sama sobie. Miałam nigdy nie ufać Brazylijczykowi i go unikać. Nie chciałam, aby znów coś nas połączyło. To zbyt wiele powiedziane. Nie chciałam się znów w nim zauroczyć. Ciekawe czy aby nie jest jeszcze za późno na takie obietnice. Nie ma to jak myśleć po fakcie. Zapunktował u mnie dzień wcześniej, ale dzisiaj przez naszą kłótnię trochę odjęłam mu tych punkcików i niech się chłopak stara dalej.Doszliśmy do jego domu. Zaskoczył mnie, nie powiem. Zachichotałam cicho pod nosem z głupoty napastnika.
-Chciałeś mi pokazać swój dom?- zapytałam rozbawiona całą sytuacją. On podrapał się jak to miał w zwyczaju po karku i wyszczerzył się jak głupi do sera. Nie wierzę, że istnieją jeszcze tacy ludzie. On jest głupi czy głupi?
-Inaczej byś nie przyszła- powiedział i uniósł ręce w geście obronnym. Zaśmiałam się, a on razem ze mną. Wysłałam sms-a tacie, że jestem z Neyem i wszystko w porządku. Skąd on mnie tak dobrze zna? Wiadomo, że wkręciłabym mu jakąś wymówkę, a w rzeczywistości pojechałabym do domu i się nudziła przed telewizorem albo laptopem. Weszliśmy do środka i ściągnęliśmy buty. Rozejrzałam się po domu, w którym właśnie się znajdowałam. Coś za czysto tu ma. On jest takim bałaganiarzem, że głowa mała. Już wiem! Dzisiaj była Marcela, a go prawie w ogóle w domu nie było bo mieli spotkanie przed tym balem.
-Jesteś głodna?- zapytał. Zaśmiałam się z niego jeszcze bardziej. Zapytała się mnie osoba, która ma taki talent kulinarny jak i muzyczny. Słyszeliście kiedyś jak on śpiewa? Nie? To się cieszcie. Wyje zupełnie jak ja. Podoba mi się to w nim, że robi to dla beki i dlatego, że lubi to robić. Nie wstydzi się tego tylko potrafi się pośmiać sam z siebie. To jest w nim genialne. Za to brak talentu muzycznego nadrabia poczuciem rytmu. Tańczy wspaniale.
-Przecież ty gotować nie umiesz- przypomniałam mu.
-Miałem nadzieję na kolację ze śniadaniem- odpowiedział z tym swoim łobuzerskim uśmieszkiem. Zrobiłam tak zwanego face palma. Coraz bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że muszę mu załatwić dobrego psychologa. Tylko nie wiem czy taki w ogóle istnieje. Po kilku minutach w towarzystwie tego człowieka prędzej trafiłby na oddział zamknięty, niż by mu pomógł. Oszczędźmy zatem biednych terapeutów. 
-Najpierw to się dziewczynę czaruje, żeby poszła z takim idiotą jak ty do łóżka- powiedziałam przez śmiech. On gdzieś wyszedł, a po chwili wrócił z kwiatkiem. Na bank wyrwał go z doniczki.
-Marcela ci da po łbie za to-  pokręciłam głową, nie mogąc uwierzyć, że Brazylijczyk jest tak pozytywnie głupi. Jednak podobało mi się jego zachowanie. Było śmiesznie. Tego teraz potrzebowałam. Zdałam sobie sprawę, że przy nim zapominam dosłownie o wszystkim. Kiedy jestem w jego towarzystwie liczy się tylko tu i teraz. Nic więcej.
-Czaruję panią- oznajmił, kłaniając mi się i wręczając mi roślinkę. Dobrze, że powiedział. Wyciągnęłam rękę po kolorowego kwiatuszka, który tak wiele dziewczyn by uszczęśliwił do końca życia, a Neymar pociągnął mnie za dłoń tak, że wpadłam na jego klatkę piersiową. Co za człowiek... Jak my z nim wytrzymujemy? 
-Już na mnie lecisz huhuhu- powiedział zadowolony. Patrzcie jak człowiekowi mało wystarczy do szczęścia. On to zupełnie ze wszystkiego się cieszy. Lubię widzieć go uśmiechniętego. Spojrzałam na niego z miną typu "Człowieku zejdź na ziemię", ale on się tym wcale nie przejął. To także w nim lubiłam. Mało jest chyba rzeczy, których w nim nie lubię. Na przykład jego arogancji, ripost, durnego uśmiechu w nieodpowiednich sytuacjach, zboczeństwa, tego że ćpa, zabrania mi palić, popisów bo robi to często... Dobra, stop bo wyjdzie, że niczego w nim nie lubię. Ma też dużo zalet. 
-Na twoją lodówkę to owszem lecę- odpowiedziałam i wytknęłam mu język. Wyrwałam się z jego ramion i podeszłam do lodówki. Wyjęłam z niej jogurt pitny o smaku owoców leśnych. Siadłam na krześle barowym przy wyspie kuchennej na przeciwko Neya. Patrzyliśmy się tak na siebie i wcale nie było to nieprzyjemne. Chociaż trochę mnie peszył jego wzrok, który tak usilnie we mnie wbijał. Drażnił się ze mną. Wiedział, że tego nie zbyt lubię, ale mu tego nie powiem.
-Jasne... Nie krępuj się- rzekł sarkastycznie, mając na uwadze grzebanie w jego lodówce. Królewiczowi ubył jogurt. Ludzie na policje dzwońcie. Śmiałam się z niego w duchu. Jak dziecko. Znając jego to by nawet tego pysznego jedzonka nie tknął, ale nie, nie jedźcie mi mojego jogurtu, którego zostawiłem, aby śmietnik się najadł.
-A czy ja się krępuje?- zapytałam, wzruszając ramionami i cały czas się szczerząc. On także był uśmiechnięty. Do twarzy mu w uśmiechu. Przypomniało mi się polskie Top Model, jak Mateusz Maga powiedział: "Nie do twarzy mi w zębach/ uśmiechu". Nie pamiętam dokładnie, ale to było śmieszne. Może Neyowi też nie do twarzy w zębach, ale ja tego nie dostrzegam? Suarez za to ma na prawdę dziwne te zęby. Nie dziwię się, że wszystkich gryzie. Jakbym miała takie ząbki to robiłabym to samo. Wypiłam już jogurt, a my nadal siedzieliśmy w ciszy tylko się uśmiechając. Myślałam, że mam już dziury w gałkach ocznych przez mojego towarzysza. To było dziwne. Neymar zaczął się do mnie powoli przybliżać. Spojrzał mi najpierw w oczy, a następnie na usta. Nie wiedziałam o co mu chodzi. W końcu...


hahaha przerwę wam w tym momencie :D Ja niedobra xd Jak wam się podoba? Wiem, że szybko zmieniłam nastrój opowiadania, ale musiałam napisać coś "romantycznego" xd Musicie wiedzieć, że mało rzeczy za takie uznaję :D Podoba się?


























niedziela, 1 marca 2015

35. Zawsze walcz o swoje.

Doszliśmy do bawiących się już tam piłkarzy i oddaliśmy się w wir zabawy.
Od razu  podeszła do mnie Antonella z Shakirą i pociągnęły mnie na parkiet. Zdążyłam tylko rzucić kurtkę Neyowi i posłać mu przepraszające spojrzenie. Świetnie bawiłam się z dziewczynami, ale po 2 piosenkach postanowiłam sobie coś zamówić. W końcu nie mam zamiaru bawić się na trzeźwo. Nie chodzi, że nie potrafię, ale mam wielką ochotę się upić. Wiem, że mówiłam, iż więcej nie będę piła, ale chyba nikt mi w te bzdury nie uwierzył. Piłam kolejnego drinka, kiedy przysiadł się do mnie jakiś chłopak. Wysoki, bardzo dobrze zbudowany brunet z zielonymi oczami zaproponował mi drinka.
-Ja chyba wolę wódkę- powiedziałam z uśmiechem. Mężczyzna w granatowej, opinającej się koszulce i w czarnych spodniach był zdziwiony, ale już po chwili przede mną stał kieliszek z palącą cieczą. Piliśmy kolejkę za kolejką, wesoło przy tym rozmawiając. Nagle Max bo tak miał na imię owy brunet wziął mnie za rękę i zaczął ze mną tańczyć. Piosenka szybko się skończyła, a DJ puścił na nieszczęście wolną nutę. Chłopak przyciągnął mnie bliżej siebie, co mnie już tak bardzo nie krępowało. Alkohol zaczął mi szumieć w głowie. Jego ręce zawędrowały na moje pośladki, a mi jakoś to nie przeszkadzało. Taka już jestem po wypiciu mocniejszych trunków. Miałam świadomość co robię, ale chciałam o wszystkim zapomnieć. Nie chciałam już pamiętać o Davim, Rafie i... o Neymarze. Tak bardzo chciałam, aby wyleciał z mojej głowy raz na zawsze. Dobrze wiedziałam, że to nie takie proste. Mimo to miałam tą pieprzoną nadzieję. Po co mi wspomnienia z nim? Jak dla mnie to one nie są potrzebne. Dobrze wiem jaki on był i jest teraz. Podrywacz i nikt więcej. Właśnie siedział przy stoliku z naszymi przyjaciółmi obok jakieś laski. Zaczął bawić się jej włosami i słodko się do niej uśmiechać. Moje oczy momentalnie się załzawiły. Nie wiem czemu. Kiedyś był po prostu dla mnie ważny i bliski. To na pewno z tych powodów. Moje wcześniejsze słowa zostały przez niego samego potwierdzone. Niedawno zerwał z dziewczyną, a już ma nową. On nigdy się nie zmieni. Dlaczego ja nie mam się zabawić z kimś? Chciałam przez chwilę pocałować Maxa, ale w mojej głowie zawitał nowy i o dużo lepszy pomysł. Przeprosiłam mojego partnerka do tańca i poszłam do stolika. Udawałam, że się potknęłam i upadłam wprost na kolana Tello. Wiedziałam, że zerwał z dziewczyną.
-Przepraszam- powiedziałam i chciałam wstać, ale on mi nie pozwolił. Przytuliłam się do niego, a on się uśmiechnął.
-Neymar jest już zazdrosny- wyszeptał mi prosto do ucha.
-O co ci chodzi?- zapytałam, udając bardzo zdziwioną.
-Znam cię i wiem, że specjalnie się potknęłaś- jego słowa mnie zamurowały. W sumie czego  ja się spodziewałam. On zna mnie bardzo dobrze i wie, kiedy jest coś nie tak- Obserwowałem cię. Cały czas patrzyłaś się na Neya i tą blondynę. Chcesz trochę poudawać?- zapytał zachęcająco. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Czytasz mi w myślach- wypowiedziałam te słowa trochę głośniej, niż wcześniejsze. On zbliżał swoją twarz do mojej. W końcu nasze usta połączyły się w jedno. Cris całował mnie delikatnie, a ja tak samo oddawałam pocałunki. Jednak nie było w tym wszystkim miłości i namiętności. Okazało się jednak, że Tello na prawdę czyta mi w myślach. Lekko mnie przechylił i po chwili leżeliśmy na kanapie namiętnie się całując. Jedynym okiem zobaczyłam wściekłego Neymara. Oto mi właśnie chodziło. Tyle, że nie wiem tylko czemu on jest zły, przecież podrywał tę dziewczynę. Nie wolno mi całować się z jego kumplem? Przerwał nam Bartra.
-Eee... Gołąbeczki może wrócicie do hotelu?- zapytał. Oderwaliśmy się od siebie i uśmiechnęliśmy się.
-To chyba dobry pomysł- powiedział Cris, a ja wstałam i pocałowałam piłkarza, tym samym pokazując, że się zgadzam. Odsunęłam się do chłopka, a on złapał mnie za rękę. Mieliśmy już wychodzić, gdy ktoś złapał mnie za nadgarstek. Obejrzałam się za siebie i ujrzałam Daniego.
-Po co udajecie?- zapytał nas Alves. Popatrzyliśmy zdezorientowani na niego, a potem na siebie. Zaczęliśmy szybko zaprzeczać i udawać, że nie wiemy o co mu chodzi- Znam was oboje. Nie poszlibyście ze sobą do łóżka... Neymar jest cholernie smutny- wyjaśnił, a w moich oczach znów pojawiły się łzy.
-Blondynka go pocieszy- wypowiedziałam te słowa bardzo pewnie i bez większych emocji. Jednak w środku szalałam ze złości, smutku, cierpienia i bezsilności.
-Dani daj sobie spokój... Idziemy do pokoju Mariki. Poinformujemy cię, gdy trzeba będzie wymienić łóżko bo może się złamać- z opresji uratował mnie nie kto inny jak Cristian. Byłam mu bardzo wdzięczna. Zaśmialiśmy się oboje, a ja go pocałowałam. Piłkarz objął mnie w talii i wyszliśmy z klubu. Zostawiliśmy tam Alvesa i innych. W czasie drogi do hotelu dużo rozmawialiśmy o tej całej sytuacji. W końcu stanęliśmy przed moim pokojem.
-Może jednak zostanę- stwierdził Tello, widząc mnie w takim stanie. Moje oczy były zaszklone i wiedziałam, że nie uda mi się dłużej powstrzymać łez. Nogi same się pode mną uginały. Poruszyłam tylko głową na znak, że się zgadzam. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka. Szłam na łóżko, zdejmują po drodze buty. Od razu rzuciłam się na łóżko, a po chwili poczułam wgniecenie w materacu. Bowiem obok mnie znalazł się Cris. Opowiedziałam mu całą sytuację odkąd weszłam do pokoju Daniego i Neymara kilka godzin temu.
-Wiesz... Najbardziej boli to, że jeszcze przed chwilą mnie przytulał, a teraz wyrywa jakąś laskę- zakończyłam swoją opowieść i jeszcze bardziej się rozpłakałam. Cały makijaż mi się rozmazał, ale wtedy to się nie liczyło. Dostałam sms-a od Alvesa. Przeczytałam wiadomość na głos.
"Udowodnię Neymarowi, że zrobiłaś to specjalnie :) Wiem, że go kochasz ♥"
-Tello ja nie chcę, aby on się dowiedział- wypowiedziałam te słowa szeptem, a kiedy spojrzałam na chłopaka widać było, że nad czymś myśli.
-Wiem!- krzyknął, a ja popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem- Słuchaj idź się pomaluj jak wcześniej, żeby nie było, że płakałaś. załóż jako piżamę jakąś bluzkę bez ramiączek, a ja będę spał bez koszulki i wywieszę swoją skarpetkę na klamkę bo to znak, żeby nie przeszkadzać. A i jeszcze musisz mieć włosy w nieładzie- mówił entuzjastycznie. Zaśmialiśmy się na jego pomysł. Był genialny, a ja byłam gotowa to zrobić.
-Jeszcze musimy porozrzucać ubrania- powiedziałam.
-To ja pójdę do pokoju po bokserki to rzucimy je tak na widoku- wypalił, a ja wybuchnęłam śmiechem. On także był bardzo wesoły. Przybiliśmy sobie piątkę i Tello poszedł po te bokserki. Tymczasem ja weszłam do łazienki. Zmyłam makijaż, który mi się całkowicie rozmył i zrobiłam nowy. Był taki sam jak na imprezie. Przebrałam się w piżamę, którą dzisiaj był top bez ramiączek i odkrywający mi brzuch oraz krótkie spodenki. Zrzuciłam jeszcze gdzieś lampkę, a po chwili przyszedł mój wybawca. Porozrzucaliśmy razem ciuchy, a Cris zmierzwił mi włosy. Zrzuciliśmy też kilka przedmiotów. Była dość późna godzina, więc położyliśmy się do łóżka. Musiałam położyć się na torsie chłopaka, aby być w gotowości. Tello leżał na poduszce, a po chwili ją rzucił przed siebie. Zaśmiałam się na to.
-Dziękuję- powiedziałam do chłopaka i mogłabym przysiąść, że właśnie się uśmiecha.
-Od tego ma się przyjaciół... To zabrzmiało jakbym się naprawdę z tobą przespał- na jego słowa znów wybuchnęłam śmiechem, a on razem ze mną. Właśnie to się nazywa prawdziwy przyjaciel.
-Dobranoc przyjacielu.
-Dobranoc przyjaciółko- powiedział, a ja z uśmiechem na ustach zasnęłam. Miałam cholerną satysfakcję. Jednak Tello kiedy chcę to myśli.


***Rano~Perspektywa Neymara***

Wczoraj wróciłem z Danim z klubu zły. Wszystko przez tą drobną, chudą i małą istotkę. Wiedziałem, że się lubią, ale nie, że aż tak. Wyszedłem z lokalu zaraz po niej i po jak mi się wydawało do wczoraj po moim kumplu. Coś mnie zabolało, kiedy widziałem ją całującą się z Crisem. Chciałem mu przywalić, a ją stamtąd zabrać, ale powstrzymał mnie Leo z Antonellą. Wszyscy chcieli mnie pocieszyć mówiąc, że ona robi to specjalnie, ale ja wiem, że było inaczej. Nie poszła by z nikim d łóżka, żeby zrobić mi na złość. Ja bym mógł to zrobić, ale nie ona. Marika nie jest łatwa. Jednak wcześniej jakiś fagas ją obmacywał. Byłem cholernie zły na nią, na Tello, a przede wszystkim na siebie. Dani wleciał do pokoju jak torpeda i pociągnął mnie za rękę. Znaleźliśmy się na korytarzu, gdzie stał już Leo i Geri. 
-Udowodnię ci, że ona wcale się z nim nie przespała. Zrobili to specjalnie, żebyś był zazdrosny- powiedział żwawo i zaczął coś majstrować przy zamku. Gdyby tak było to oznaczało by, że ona mnie na prawdę kocha. To niemożliwe. Nie zachowuje się tak jakby nadal coś do mnie czuła. Wreszcie Alvesowi udało się otworzyć te drzwi. Weszliśmy do środka, a to co tam zastałem zabolało sto razy bardziej, niż to co widziałem w klubie. Wszędzie były porozrzucane ubrania, potłuczona lampka, poduszka przed komodą. Weszliśmy dalej i zobaczyłem Marikę śpiącą na klatce piersiowej Crisa. Była przykryta kołdrą, ale widać było jej gołe ramiona. W jednej chwili chciałem tam zabić Tello i zrobiłbym to gdyby nie chłopaki. Trzymali mnie, a ja szybko odwróciłem się i wybiegłem z pokoju. Messi złapał mnie gdzieś na korytarzu i zaprowadził do pokoju, który dzielił z Anto. Usiadłem na łóżku i widziałem zdziwione dziewczyny. Leo wytłumaczył wszystko swojej partnerce oraz Shakirze. 
-Neymar, a czego ty się do cholery spodziewałeś? Że będzie na ciebie czekać w nieskończoność?- wydarła się na mnie Antonella.
-Zamiast podrywać tą pustą blondynkę trzeba było iść z nią zatańczyć, a nie teraz być złym na cały świat bo dziewczyna znalazła sobie fajnego chłopka albo, że tańczyła z kimś z klubu- zawtórowała jej piosenkarka. Chłopaki próbowały je uspokoić, ale na nic się to zdało.
-Nie musiała mnie od razu zdradzać- powiedziałem cicho, ale one to usłyszały. Anto podniosła do góry ręce i spojrzała w sufit, kręcąc niedowierzająco głową.
-A byliście razem? Nie! A wiesz czemu?- brunetka chciała coś jeszcze powiedzieć, ale jej przerwałem.
-Bo mnie nie kocha?- zapytałem kpiąco, a w tym momencie wtrąciła się Shakira.
-Bo jej nie powiedziałeś, że ją kochasz idioto!- krzyknęła i wyszły. Zostaliśmy tylko my.
-Nie przejmuj się nimi- pocieszał mnie Leo- pewnie mają okres- śmiał się, ale ja wiedziałem, że one miały rację. Sam sobie byłem winny. Nie powiedziałem jej, że ją kocham.
-Nie mam zamiaru przejmować się tą dziwką- powiedziałem i poszedłem się do końca spakować. Po tej czynności ułożyłem swoje włosy i zamówiłem z Danim, Gerim i Leo taksówkę, która zawiozła mnie na lotnisko. Chłopaki pokłócili się z Anto i Shak. Chciałem im jakoś przemówić do rozumu, że nie warto, ale w ogóle mnie nie słuchali.


~Perspektywa Mariki~

Jechałyśmy właśnie z dziewczynami na lotnisko. Opowiedziały mi jak się pokłóciły z chłopakami, a potem poszły do mojego pokoju, aby to wszystko zobaczyć na własne oczy. Wcale nie spaliśmy z Crisem. Powiem więcej słyszeliśmy co mówił Leo, Dani, Geri i Neymar. Po ich wyjściu zaczęliśmy sprzątać cały bałagan jaki zrobiliśmy po przyjściu z imprezy. Właśnie podczas sprzątania zastały nas dziewczyny. Kiedy skończyliśmy Tello poszedł do siebie, aby się ogarnąć. Zrobiłam to samo, a potem opowiedziałam dziewczyną całą prawdę. Zwijały się ze śmiechu i pogratulowały mi i Crisowi dobrej gry aktorskiej i pomysłowości. Miałam zamiar wytłumaczyć dziewczyną, że nie powinny kłócić się ze swoimi partnerami, ale oni sobie nieźle nagrabili. Potem kiedy rozmawiali na osobności powiedzieli, że miały rację, ale nie powinny mówić tego Neymarowi. One były innego zdania, a poza tym padły bardzo nieprzyjemne słowa. Niestety, ale skończyło się kłótnią. Dojechałyśmy na lotnisko i wsiadłyśmy do samolotu. Zajęłyśmy nasze miejsca, a po chwili przyjechał Bartra, Tello, tata i cały sztab szkoleniowy. Cris przyszedł i pocałował mnie w policzek, po czym wyszeptał mi na ucho, że w nocy było wspaniale. Pośmialiśmy się, po czym ja poszłam spać. Nie chciało mi się nikogo słuchać, a tym bardziej Leo, Gerarda i Daniego, którzy co chwila przychodzili do mnie na zmianę i powtarzali, że wiedzą, iż kocham Neymara. Alves nawet upierał się, że to musiało być ustawione po jego wcześniejszym smsie. Jedyny mądry, chociaż nie wygląda na takiego. Dolecieliśmy na miejsce. Witaj moja kochana Barcelono. Zaraz, gdy wysiedliśmy z samolotu podeszłam do Tello.
-Zdjęcie na Instagrama?- zapytałam. On się tylko uśmiechnął.
-Z tobą zawsze, ale ja robię bo mam dłuższą rękę- powiedział i oboje się zaśmialiśmy. Pocałowałam Crisa w policzek, a on zrobił nam zdjęcie, które wstawił na swój profil z dopiskiem: "Zawsze walcz o swoje :) Kochana ♥".
Następnie ja wrzuciłam zdjęcie, które zrobił nam przed momentem Bartra. Tello mnie przytulał od tyłu. Oboje byliśmy uśmiechnięci. Wrzuciłam tą fotkę i napisałam cytat z piosenki Shakiry.
"Sztuką jest przebaczyć
I boli wiedzieć, jak do ostatniego
Nie, nie graj z moim sercem
Nie zostawiaj mnie tutaj
Po prostu zabierz mnie do domu, bezpiecznie i szybko"

Miałam nadzieję, ze właśnie tak zrobi Neymar. Nie zostawi mnie i zabierze mnie do domu.
-Dodałem opis specjalnie dla Neymara- wyszczerzył się Tello i mi pokazał telefon. Uśmiechnęłam się i przytuliłam mojego przyjaciela. Tata zaniósł moje walizki do samochodu, a po chwili przyszedł po mnie.
-Skarbie zobaczysz się z nim już jutro- powiedział. Oderwałam się od chłopka. Tata się z nim pożegnał i poszliśmy do auta. Wsiadłam, zapięłam pasy i od razu włączyłam płytę z polskim rapem. Wsłuchałam się w przekaz, ale po chwili tata zaczął rozmowę.
-Między tobą, a Cristianem coś jest?- zapytał. Zdziwił mnie tym pytaniem, ale nie miałam zamiaru nikomu się tłumaczyć.
-Jeśli nawet to co?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Trener Barcelony głośno westchnął.
-A co z Neymarem?
-Nie obchodzi mnie to.
-Chłopaki mówili, że się pokłóciliście. Przecież ty go kochasz.
-Przylecieli na skargę?
-O co?- zapytał, zbywając moje pytanie. Pewnie, to zupełnie normalne.
-Nie będę się nikomu tłumaczyć- powiedziałam. Wyszłam z samochodu, a z bagażnika wyjęłam swoje walizki. Byłam cholernie zła na nich wszystkich. To moje życie i to ja o nim decyduję. Weszłam do mojego kochanego pokoju i położyłam się na łóżku. Założyłam ręce za szyję i leżałam tak kilkanaście dobrych minut. Patrzyłam się w sufit i nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Może i za bardzo się uniosłam podczas rozmowy z tatą, ale to wszystko mnie przerasta.Czuję się cholernie samotna. Dokładnie jak kilka lat temu. Poszłam zapalić papierosa, ale skończyło się na dwóch. Potem postanowiłam wreszcie się wypakować. Nie byłam zmęczona podróżą, ale życiem. To mogę powiedzieć otwarcie. Po rozpakowaniu się poszłam się wykąpać. Następnie ubrałam się w to:

Poszłam do łazienki i mocno się umalowałam. Nałożyłam na usta krwisto czerwoną szminkę, rzęsy pomalowałam tuszem, a powieki cieniem w kolorze czarnym i szarym. Zrobiłam także kreski. Wyglądałam jak nie ja. Miałam po prostu taką ochotę, aby się wymalować i wystroić. Sami wiecie, że na co dzień się tak nie ubieram, ale nie mam pojęcia co we mnie wstąpiło. Chciałam w końcu zapomnieć o tym wszystkim. Zeszłam na dół. 
-Idziesz na randkę z Tello?- zapytał tata, który oglądał właśnie powtórkę z ostatniego meczu Barcelony.
-Dobry pomysł- odpowiedziałam i wyszłam. Znowu za ostro reaguję. Jest mi tak cholernie źle. Długo myślałam o moim życiu. Dostałam dziś niezłą propozycję pracy, więc może skorzystam. Nie zorientowałam się nawet kiedy doszłam pod drzewo, gdzie Neymar wyrył nasze inicjały. Usiadłam pod rośliną, a jedna, pojedyncza łza powoli spływała po moim policzku. Bolał mnie każdy jego widok z inną dziewczyną. Najgorsze jest to, że sama już wiem, że się w nim ponownie zakochałam. Może nigdy nie przestałam go kochać. Jednak on nic już do mnie nie czuje. Co gorsza ma inne dziewczyny. Nie jest to jedna, ale kilka. Nagle usłyszałam jak ktoś siada obok mnie. Szybko odwróciłam głowę i zobaczyłam osobę, która tak intensywnie zaprząta moje myśli. 
-Co tu robisz?- zapytałam. Próbowałam udawać, że nic mnie to nie obchodzi, ale wcale tak nie było. Znów miałam tą iskierkę nadziei, że może coś dla niego znaczę.
-Czekam na dziewczynę- odpowiedział. Walczyłam ze łzami i wygrałam tę walkę. Na szczęście. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym rozpłakała się przy nim-A ty?- zapytał.
-Myślę- powiedziałam zgodnie z prawdą. Nie zdarzało mi się to w ostatnim czasie.
-Jak było z Tello?- spytał zbywając moją odpowiedź.
-Z Cristianem- poprawiłam go- Ok- po chwili odpowiedziałam od niechcenia. Miałam kompletny mętlik w głowie. Nie wiedziałam co mam robić.
-Myślałem, że powiesz, że był wspaniały, zajebisty, najlepszy- wymieniał, a jakiś głos w mojej głowie mówił, że taki jest tylko Neymar. Wpadłam po uszy. Znowu. Miłość jest dla słabych. Jestem cholernie słaba.
-Tego nie trzeba mówić- odrzekłam. Potem już milczeliśmy. Musiałam mu powiedzieć, że mam szansę wyjechać.
-Dostałam propozycję sesji w znanej gazecie- oznajmiłam.
-Fajnie.
-W Sydney- powiedziałam niepewnie. Nie wiedziałam jak na to zareaguje. Bałam się tego. Bałam się, że nic nie będzie go to obchodzić albo co gorsza będzie się z tego cieszył.
-A co z Tello?- zapytał. Czyli jednak. Nic go nie obchodzę. Muszę przyjąć tą propozycję. On sobie ode mnie odpocznie i wszystko sobie ułoży. Będzie nareszcie szczęśliwy.
-Poradzi sobie- odpowiedziałam bez uczuć.
-Nie wierzę- powiedział i kręcił głową. Nie wiedziałam o co mu chodzi- Przespałaś się z nim, a wcale go nie kochasz... Kiedyś taka nie byłaś- podniósł trochę głos, a ja nie miałam zielonego pojęcia co mam teraz zrobić.
-To nie tak- chciałam się jakoś bronić, ale jak widać on nie chciał mnie w ogóle słuchać.
-A jak? Zachowujesz się jak jakaś dziwka... Najpierw ten facet, z którym tańczyłaś, a teraz Tello- krzyczał, a ja już nie wytrzymałam. Dałam mu w twarz. Pierwszy raz, gdy go uderzyłam. Bolało mnie to cholernie i z trudem to zrobiłam, ale należał mu się taki chłodny prysznic.
-Nigdy więcej mnie tak nie nazywaj- powiedziałam i wstałam. Chciałam stamtąd iść. Wiedziałam, że zaraz się rozpłaczę. On jednak złapał mnie za rękę. Wstał i stanął na przeciwko mnie. Puścił moja rękę, a ja poczułam jak ciepło mnie opuszcza.
-Patrz jak jesteś ubrana. To nie ty. Gdzie twoje trampki? Gdzie luźna koszulka? Co się u ciebie dzieje?- pytał, a ostatnie zdanie wypowiedział jakoś z troską. Nie wiem. Na pewno nie. Wmawiam sobie tak, żeby poczuć się lepiej. W jednym miał rację. Znowu coś się ze mną działo. Nie chciałam jeść. Kolejny raz byłam na diecie. Kiedy byłam u lekarza mówił, że brakuję mi kilka kilogramów do wychudzenia. Mimo to ja uważałam swoje ciało za brzydkie i potrafiłam wskazać kilkanaście miejsc, z których nie byłam zadowolona. Byłam po prostu za gruba. Moja psychika już nie wytrzymywała tego wszystkiego. Czasami miałam ochotę rzucić to w cholerę i wyjechać. Zupełnie tak jak kiedyś. Tym razem nie mówiąc nikomu ani słowa i nigdy nie wrócić. 
-Zastanawiam się nad wyprowadzką do Sydney- powiedziałam. Tak też było. Nikt mnie tam nie zna. Ja nikogo nie znam. Nikomu nie rozwalę życia swoją osobą. Przeze mnie pokłóciła się Anto i Ahak z chłopakami, ranię tatę, a samej sobie nie potrafię pomóc w ułożeniu życia. No i oczywiście Neymar ćpa.
-Nie rób tego- wypowiedział te słowa taki przestraszony. W moich oczach pojawiły się łzy. Kochałam go jak głupia.
-Wszystko niszczę.
-Nic nie niszczysz.
-Przeze mnie Anto i Shak pokłóciły się z chłopakami... Widzę jak tata się o mnie martwi i jak ranię go na każdym kroku. Nie wiem sama co robię z własnym życiem. Pozwalam się obmacywać jakimś idiotom- wymieniałam.
-To nie powód, aby wyjechać.
-Nic nie rozumiesz.
-To mi wytłumacz.
-Nie przespałam się z Crisem.
-Jak to?
-Miałam na sobie piżamę, a Cristian dresy.
-Dlaczego to zrobiłaś?
-Bo sobie nie radzę- powiedziałam i odeszłam. Poczułam jeszcze jego rękę na moim nadgarstku, ale się wyrwałam. Nie zasługuję na takich przyjaciół. Nie zasługuję na miłość Neymara. Szłam tak, aż wpadłam na jakiegoś chłopaka w kapturze.On szeroko się do mnie uśmiechnął, ale to nie był miły czy przyjazny uśmiech. Zdjął kaptur, a ja ujrzałam Kacpra. Moje serce stanęło. Zamarłam. Kacpra poznałam w Polsce jeszcze przed przyjazdem do Barcelony. Nie znałam wtedy taty. Byłam samotna, zagubiona i brakowało mi kasy oraz przyjaciół. Wciągnął mnie w to Wojtek, mój były chłopak. Kacper był szefem małego gangu. Miał ksywkę Sycylijczyk. Dlaczego tak? Bo jego ojciec pochodził z Sycylii. Poza tym zachowywał się jak rasowy gangster.
-Witaj czarna- powiedział. Tak kiedyś do mnie mówili.
-Czego chcesz?- warknęłam. Dawno temu napadłam z nimi na sklep. Zwinęliśmy utarg, ale jego złapała policja. Przesłuchiwali nas wszystkich, ale załatwiliśmy sobie alibi. On nie miał tyle szczęścia. Znalazł się jednak świadek, który wskazał wszystkich, którzy okradali. Mianowicie ja, ostra, Wojtek i Sycylijczyk. Ostra i Kacper dostali wyroki bo byli pełnoletni. Zaś mi i Wojtasowi przydzielili wtedy kuratora. Wcześniej z nimi okradaliśmy ludzi, ale tylko tyle. Po tej akcji ze sklepem dałam sobie spokój, ale oni bali się, że ich wydam. Nie zrobiła bym tego. Nie jestem konfidentem, ale Sycylijczyk mi nie wierzył. Chciał mieć pewność. Co mu ją miało dać? Mój powrót albo moja śmierć. 
-Nie witasz się zbyt miło- pokręcił głową i pociągnął mnie za włosy. Wiedziałam, że głupotą było by się bronić. 
-Czego chcesz?- ponowiłam moje pytanie.
-Wiem, że zakochałaś się w tym piłkarzyku z  Barcelony. W Neymarze. Zastanowiłem się i nie chcę, abyś umierała, ale zniszczę ci życie. 
-Co ja ci zrobiłam?
-Nadal możesz chcieć mnie wydać- odpowiedział.
-Zrozum, że ja życie z Polski zostawiłam właśnie tam. Tutaj nie ma przeszłości.
-Nie obchodzą mnie twoje tłumaczenie. Jest jeszcze jedna sprawa.
-Jaka?
-Pamiętasz jak chciałem z tobą być? Powiedziałaś, że nie.
-Byłam wtedy z Wojtkiem.
-Mogłem go zlikwidować. Wystarczyło twoje jedno słowo.
-Nie kochałam cię.
-To nie ważne. Jutro jest impreza charytatywna.
-No i co z tego?
-Jako córka trenera będziesz brała w niej udział.
-Do czego zmierzasz?
-Obrobimy ich, a ty mi pomożesz.
-Zwariowałeś? Oni nie dostają tej kasy to idzie na chore dzieci.
-Nie interesuje mnie to. Wiem, że kasa będzie przechowywana na dole.
-Co ja mam z tym wspólnego?
-Ty to zwiniesz.
-Żartujesz?
-A wyglądam jakbym żartował? No właśnie. Pomożesz mi.
-A jeśli nie to co?
-To pomożesz w pogrzebie tego Neymara i jego syna.
-Nie zrobisz tego.
-Zakład? 
-Co mam dokładnie zrobić?
-Grzeczna dziewczynka... Załatwisz mi i ostrej wejściówki, a potem zejdziemy do piwnicy, zabijemy ochroniarzy i ukradniemy kasę. Potem uciekniemy przez tylne drzwi. 
-Nie możecie ich tylko ogłuszyć?
-Nie. Ty masz ich zabić.
-Nie zrobię tego!
-Czy Neymara? A potem zeznasz, że widziałaś, że zrobił to jakiś piłkarz. Pozwalam ci wybrać.
-Jesteś chory. Kto mi uwierzy, że piłkarz ukradł kase, której ma pod dostatkiem?
-Tutaj także jest twoja rola. Upijesz go i powiesz, że nie panował nad sobą, a poza tym poszło o panienkę. Ktoś skorzystał z okazji i ukradł pieniądze. A więc który to będzie piłkarz?
-To moi przyjaciele.
-Nie chcesz wybierać... Dobra to Messi. A i jak tego nie zrobisz to on też zginie. Rozumiesz kurwa?- wydarł się na mnie i pociągnął mnie za włosy. Zaraz przybiegł Neymar i mnie od niego odciągnął. Kacper cały czas mówił po polsku. Znał tylko ten język i włoski. Odciągnęłam Neya od niego.
-Pamiętaj co mówiłem. Pogrzeb jego, Daviego i Messiego albo wrobienie Messiego- powiedział i odszedł szybko. Siadłam na ławce i się rozpłakałam. Neymar się do mnie dosiadł.
-Zrozumiałem imię mojego syna i Leo- powiedział. Postanowiłam mu o wszystkim powiedzieć. Nie pominęłam też faktu jak znalazłam się w takim bagnie. On mnie przytulił. 
-Mam pomysł. Mam znajomego w policji. Zadzwonię do niego i on  do mnie przyjedzie. Opowiemy mu o wszystkim, a on zorganizuje to tak, że nic złego się nie stanie. Ok?- powiedział. Był wspaniały.
-Dziękuję- on w odpowiedzi tylko mnie mocniej przytulił. Dobrze, że to zrobił. W sumie gdyby nie on to nie wiem co bym zrobiła. Chyba bym się zabiła. Nie mówię tutaj ot tak. Zrobiłabym to. Poszliśmy do domu Neymara. Po chwili przyjechał Carlos. Opowiedzieliśmy mu wszystko, a on powiedział, że polska policja zawiadomiła ich o ucieczce z kraju. Są poszukiwani listem gończym. Carlos zorganizował wszystko tak, że ich złapią. Kazał mi się normalnie zachowywać. Musiałam kupić sukienkę, ponieważ ma być ona wieczorowa, a do tego maski. Udałam się z Neyem na zakupy. Byłam wyczerpana tym wszystkim. Powoli mnie to przerastało.Napastnik Dumy Katalonii właśnie odwoził mnie do domu. 
-Może zostaniesz dzisiaj u mnie?- zapytał niepewnie.
-Czekałeś na jakąś dziewczynę- zauważyłam, a on się słabo uśmiechnął. Coś ukrywał.
-Kłamałem.
-Dlaczego?
-Nie chciałem, żebyś dowiedziała się, że to miejsce mi po prostu przypomina ciebie.
-Właśnie mi to powiedziałeś.
-Kiedyś musiałem. Ty powiedziałaś, że nie przespałaś się z Crisem.
-Kiedyś musiałam- zaśmialiśmy się na te słowa- Może ty dzisiaj przenocujesz u mnie? Nie chcę zostawiać taty.
-A ja ciebie. Boję się, że ten idiota coś ci zrobi.
-To jedziemy do mnie?
-Jasne- tak też zrobiliśmy. Dużo rozmawialiśmy. Przyjechaliśmy do domu, który dzielił ze mną mój tata. Weszliśmy do środka, gdzie tata robił kolację.
-Cześć tato!- krzyknęłam. Położyłam zakupy na blacie- Przepraszam za wcześniejsze zachowanie. Wkurzyłeś mnie z tym Tello- wyjaśniłam swoje zachowanie, a w progu stanął Neymar. Przytuliliśmy się z tatą.
-Nic się nie stało. Ja też przepraszam, ale chyba się nie pomyliłem- uśmiechnął się szeroko wskazując na chłopaka.
-Jeszcze nie wiem- odpowiedziałam. Zaśmialiśmy się nadal trwając w uścisku.
-A ja? Ja też chcę przytulasa- powiedział jak dziecko, nie kto inny jak jedenastka Barcy. Szedł w naszą stronę z otwartymi ramionami, a ja szybko się schyliłam, aby do tego nie doszło. Tak jak się spodziewałam trener i jego podopieczny zaczęli się nieświadomie przytulać. Wybuchnęłam śmiechem. Neymar chciał mnie połaskotać, ale uratował mnie tata, który postanowił na stole kolację. Zjedliśmy ją żwawo dyskutując. Junior został pomóc tacie posprzątać po posiłku, a ja poszłam do swojego pokoju. Dostałam sms-a od Sycylijczyka, że jutro o 12 w tym samym miejscu z wejściówkami. Neymar ma je w kieszeni. Nie wspomniałam o tym, ale już po nie byliśmy. Wzięłam jednego papierosa z paczki i poszłam na balkon, aby go wypalić. Wyjęłam zapalniczkę, a potem go podpaliłam. Zaciągnęłam się dwa razy, a ktoś wyrwał mi go z ust i zgasił. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam Neya, który wcale nie był zadowolony.
-Ile razy ja ci mam mówić, że nie powinnaś palić- skarcił mnie.
-Nie jesteś moim tatą, żeby mi mówić co mam robić- wytknęłam mu język, ale on nie dawał za wygraną. Zawsze taki był. 
-Ale martwię się tak samo, a tak w ogóle to zaraz mu to powiem... Peee- zaczął się już drzeć, ale zatkałam mu buzię. On wziął mnie na ręce i położył na łóżku, po czym zaczął mnie łaskotać. Kiedy już miałam naprawdę dość chłopak przestał i zaproponował film. Przebrałam się w piżamkę z myszką minnie, a on pożyczył sobie od mojego taty dresy. Oboje przed tym wieliśmy prysznic, a potem włączyliśmy jakąś komedię. Był niezły ubaw. Jednak byłam tak zmęczona, że nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Najzwyczajniej w świecie odpłynęłam.



Napisałam wam taki długi 35 rozdział :D Podoba się? Może wam zabije Marikę co? Tak przy tym kradnięciu pójdzie coś nie tak i ona zginie :D  A co myślicie o zachowaniu naszej pary? Coś do siebie jeszcze czują czy raczej to tylko przyjaźń? No i co ja mam z nimi zrobić co? xD