piątek, 21 sierpnia 2015

52.Nie masz rodziny.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że zastaliśmy ją w dość nietypowej sytuacji. Oboje leżeli na trawie w ogrodzie Rafy. A raczej to on leżał, a ona siedziała na nim i namiętnie go całowała. Wtedy wszystko zrozumiałam. Dani oddawał każdy jej pocałunek. Widać było, że są w sobie zakochani. Właśnie Dani kochał Rafaellę, a ona chyba jego. Pocałowała go teraz. Może są razem. Neymar puścił moją rękę. Zerknęłam na niego i widziałam jaki jest zdenerwowany. Miarka się przebrała, gdy Daniel położył rękę na pośladku Rafy. Ney natychmiast do nich podbiegł i odciągnął ich od siebie. W jednej chwili jego ręka znalazła się na twarzy przyjaciela. Jednocześnie z siostrą piłkarza szybko odciągnęłyśmy swoich mężczyzn od siebie. Dani chciał się wytłumaczyć, ale brunet nie potrafił się uspokoić. 
-Neymar Davi tu jest!- krzyknęłam. Dopiero wtedy Brazylijczyk zwrócił na mnie uwagę. Spojrzał na mnie i swojego syna tymi brązowymi i przerażonymi oczami. Podbiegł szybko do małego, ale ten uciekł do środka. Ney usiadł na trawie i schował twarz w dłonie. Podeszłam do niego i go przytuliłam. 
-Później porozmawiasz o tym z Danim i Rafą, teraz musimy to wytłumaczyć Daviemu... On się ciebie przestraszył- powiedziałam łagodnie i wyciągnęłam do niego rękę, aby pomóc mu wstać. On popatrzył na mnie chyba nie dowierzając w to, co właśnie próbowałam mu przekazać. Złapał moją dłoń i chwilę potem stał już na przeciwko mnie. Po lewym policzku popłynęła łza, którą starłam kciukiem. Brazylijczyk wtulił się we mnie. Wiedziałam, że żałował. Znam go, aż za dobrze. Poszliśmy poszukać Davisia. Wołaliśmy go, ale nie chciał wyjść ze swojej kryjówki. Okazało się, że malec schował się w garderobie swojej cioci. Wtedy także usłyszeliśmy dźwięk zamykanych drzwi. Weszliśmy do pomieszczenia, gdzie chował się mały blondynek. 
-Skarbie czemu się chowasz?- zapytałam i ukucnęłam przy nim. To samo uczynił jego tatuś. 
-Bo tata krzyczał i uderzył wujka Daniego, a wujek jest super i tata też tak mówił, a przecież się nie bije swojego brata bo tata mówił, że wujek to jego brat- wyjaśnił swoim dziecięcym głosem, który nic jeszcze nie rozumiał. 
-Synku, tatuś się trochę zdenerwował- próbował się tłumaczyć.
-Przecież wujek tylko całował ciocię! Ty też całujesz mamę i jakoś wujek cię nie bije ani nie krzyczy- uśmiechnęłam się na słowo "mama", ale wiedziałam, że przed nami ciężka rozmowa z malcem. No bo niby jak to wytłumaczyć małemu dziecku? 
-Davi...- zaczął mój chłopak i zaraz przeczesał ręką włosy i wypuścił głośno powietrze- Wujek może skrzywdzić ciocię- próbował jakoś z tego wybrnąć.
-Ale zawsze mówiłeś, że wujek jest super i jest dobry i mama też tak mówiła i babcia i dziadek i Leo i...- w tym momencie byłam zmuszona przerwać tą wyliczankę, ponieważ wiedziałam, że Neymara to najzwyczajniej w świecie boli, ale także denerwuje. Nie chciałam, aby wybuchł przy dziecku. Chciał dobrze, to pewne, ale to się mu dzisiaj nie udało.
-Wujek jest super i tata go na pewno przeprosi i pojedziemy z ciocią i wujkiem w jakieś fajne miejsce, które tylko ty wybierzesz. Co ty na to?- zapytałam uśmiechnięta. Daviś od razu się rozpromienił.
-Obiecujecie?- zapytał blondyn, patrząc na nas.
-Obiecujemy- powiedziała Rafa, która ukucnęła obok nas.
-A ty mamo i tato?- dopytywał.
-Obiecujemy- powiedzieliśmy jednocześnie. Mały wpadł mi i Neymarowi w ramiona, a potem Rafie. Wysłaliśmy Daviego po dinozaura, którego zostawił w ogrodzie, ponieważ chcieliśmy się już zbierać. Wystarczyło, żeby tylko wyszedł, a Ney od razu zaatakował swoją siostrę.
-Co ty sobie myślisz? Że co, że on cię kocha? No błagam cię- zaśmiał się sztucznie- Nie sądziłem, że jesteś taka głupia, żeby się z nim związać- krzyczał. Chciałam go jakoś uspokoić, ale gdy otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, on mi na to nie pozwolił- Nic nie mów!- warknął.
-Sugerujesz, że nie można mnie kochać?- zapytała już i tak zapłakana Beckran.
-On ciebie na pewno nie może kochać- wrzasnął.
-A to z jakiego powodu?- zapytała zdeterminowana i bardzo zraniona.
-Bo on nie wie co to znaczy... Nie wiem jak mogłaś mu zaufać i tak po prostu zgodzić się na związek- nadal krzyczał i wymachiwał rękami. Był wściekły.
-Nie jestem z nim w związku- wyszeptała, ledwo słyszalnie.
-Co? I jeszcze się puszczasz!- tego było za wiele, ale nie mogłam nic zrobić. Rafa płakała, a mnie bolał ten widok- A on co? Uciekł jak pieprzony tchórz!- wrzeszczał. 
-Zamknij się Davi tu idzie idioto!- tym razem to ja podniosłam głos. Miałam go dość w tym momencie. Traktował swoją własną siostrę jak śmiecia, pobił przyjaciela, którego traktował jak brata i wystraszył własne dziecko. Zmierzył mnie tylko nienawistnym spojrzeniem i zwrócił się do Rafy, głosem pełnym nienawiści:
-Jeszcze wrócimy do tej rozmowy. Na pożegnanie przytuliłam przyjaciółkę i obiecałam, że z nim porozmawiam. Nienawidziłam, gdy ona płakała. To jest tak dobra i niesamowita osoba, że za nic w świecie na to nie zasłużyła. Wyszliśmy z domu Rafy nic nie mówiąc. W czasie drogi także panowała cisza. Davi usnął na rękach swojego taty. Myślałam cały czas o tej sytuacji. Dobrze wiedziała, że Ney jest na mnie zły, ale co mogłam zrobić. Nie miałam zamiaru go przepraszać bo nie miała za co. To on powinien błagać o przebaczenie Rafę i Daniela. Oboje są dorośli i wiedzą co robią. W domu rodziców Neymara nikogo nie było. Na stole leżała kartka.
"Wyszliśmy do znajomych. Będziemy wieczorem :) Mama i tata :)"

Neymar poszedł położyć Daviego do łóżka na górze w sypialni, a ja wyszłam do ogrodu. Po chwili usłyszałam czyjeś kroki. Nie musiałam się nawet odwracać, żeby wiedzieć, że to mój facet. 
-Możesz mi powiedzieć co ty sobie wyobrażasz?- zaczął ze złością w głosie. To nie wróżyło nic dobrego. Rozumiem, że jest zdenerwowany, zaskoczony całą sytuacją, ale nie może się tak zachowywać.
-O co ci chodzi?- zapytałam.
-Pojedziemy z wujkiem i ciocią, gdzie będziesz chciał- parodiował mnie. Było mi smutno, ale może to ja popełniłam błąd. Może nie powinnam tego mówić. To za wcześnie.
-Przepraszam, po prostu chciałam jakoś uspokoić Daviego, a poza tym myślę, że nie powinieneś tak reagować- wyjaśniłam.
-Ty lepiej już nie myśl i nic nie mów- syknął. Miałam łzy w oczach, ale on nie mógł tego zobaczyć. Siedziałam odwrócona do niego plecami. Bałam się odwrócić i zobaczyć jego zranione i przepełnione złością oczy. Nie lubiłam go takiego. Chciałam mojego, starego i dobrego Neya. 
-To twój przyjaciel, brat, a Rafa to twoja siostra. Dlaczego nie chciałeś jej wysłuchać? Po co tak na nią krzyczałeś? Nie widziałeś jak ją to bolało, jak płakała? Nie widziałeś tego smutku w oczach Daniego? Oni są dorośli i wiedzą, co robią. Nie mają po 10 lat- mówiłam to, ale tym razem patrzyłam mu w oczy. Czekałam na jego odpowiedź. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. 
-On nie jest już moim przyjacielem- wysyczał przez zaciśnięte zęby.
-Nie rozumiem cię, przecież oni się tylko całowali- wstałam ze swojego miejsca i podniosła głos, ale nie krzyczałam. 
-Tylko?! On ją posuwa, a nie!- darł się.
-Aha... Czyli, jeśli ja idę z tobą do łóżka to mnie posuwasz, tak?- zapytałam cały czas ze łzami w oczach. Starałam się nie płakać, ale pojedyncza łza wypłynęła z mojego oka, a potem druga.
-To nie tak, dobrze o tym wiesz- ani na trochę nie spuścił z tonu. Wolał krzyczeć na wszystkich. 
-Nie wiem, wytłumacz mi to- poprosiłam.
-I nie zrozumiesz bo nie masz siostry czy brata, matka się tobą nie interesuje, a tak naprawdę nie masz rodziny- wykrzyczał mi prosto w twarz. W tym momencie nie zwracałam uwagi na nic. Po prostu płakałam.
-Myślałam, że ty jesteś moją rodziną- wyszeptałam i wbiegłam do domu cała zapłakana. Neymar chciał mnie jeszcze zatrzymać, ale szybko wyrwałam swoją rękę z  jego uścisku. Chwyciłam tylko buty, które założyłam za bramą. Nie obchodzili mnie ludzie, którzy się na mnie dziwnie patrzyli. Włóczyłam się po mieście i nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. A miała być sielanka. Nikt nie mówił, że tak będzie idiotko. Zabolały mnie jego słowa. Zdążyło się już nieźle ściemnić, kiedy zapytałam o nazwę jednej z trzech ulic, którą pamiętałam. Młody chłopak szybko wytłumaczył mi jak tam dojść. Po chwili, nadal zapłakana zapukałam do drzwi przyjaciela. Czekałam chwilę, aż drzwi się otworzyły. Ujrzałam w progu chłopaka z podbitym okiem i spuchniętą wargą. Nieźle oberwał. On nie czekając na nic, wciągnął mnie do środka swojego domu. Wtuliłam się w Daniego i zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Dani zrobił mi herbatę i tosty. Powiedziałam mu o naszej kłótni z Neymarem. Sam był już na niego zły. Mimo wszystko mnie wysłuchał. 
-A tak w ogóle to kiedy wyszłaś z domu?- zapytał znienacka. 
-Nawet nie wiem, wzięłam tylko buty i wybiegłam, ale to było jakieś 20 minut po wyjściu od Rafy- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. 
-Jest już 21, a od Rafy wyszliście o 16- powiedział.
-Skąd wiesz?- zadałam mu pytanie.
-Rozmawiałem z nią przez telefon- wyjaśnił i posmutniał- Co ty robiłaś przez prawie 5 godzin w obcym mieście?- zapytał zszokowany.
-Włóczyłam się bez sensu po mieście- stwierdziłam i wzruszyłam ramionami-Jak się trzymasz?- zapytałam.
-Beznadziejnie... Rafa mnie wyrzuciła z domu, Neymar dał mi w pysk, przeze mnie się z nim pokłóciłaś, a ja nadal z nią nie jestem- powiedział smutno.
-To nie twoja wina... Zakochałeś się bo ta dziewczyna, o której nam mówiłeś to była Rafa, prawda?- zapewniłam go. Taka była prawda. To nie była jego wina. Mieli prawo do szczęścia.
-Tak, to ją kocham, ale nie powiedziałem jej tego- wyznał.
-Co? Dlaczego? A ten pocałunek? Przecież to niej wyjechałeś z wakacji- zadawałam pytania zszokowana.
-Do niej bo chciałem spędzić z nią trochę więcej czasu... Nie powiedziałem jej, co czuję bo bałem się jej reakcji, a poza tym domyślałem się jak zareaguje Ney... Zanim przyszliście goniłem ją po domu, wybiegła na ogród, złapałem ją za rękę i jakoś tak oboje się przewróciliśmy... Leżałem na niej, ona powiedziała, że jestem ciężki, trochę się z nią podroczyłem, a potem zamieniłem nas pozycjami, tak, że to ona na mnie leżała. Nie wiedziałem, gdzie mam podziać wzrok... Na jej ustach czy w oczach i wtedy ona mnie pocałowała... To był najlepszy pocałunek w moim życiu- wyznał. Rozmawialiśmy jeszcze trochę, dopóki nie postanowiłam się zbierać do wyjścia.
-Wracasz do domu?- zapytał troskliwie.
-Nie- uśmiechnęłam się blado- Zajrzę do Rafy, zobaczę co u niej, mówiłeś, że nie odbiera telefonu- powiedziałam. On podszedł do mnie i przytulił się. Odwzajemniłam uścisk. 
-Może pojadę z tobą?- zapytał.
-Myślę, że musisz dać Rafci czas na przemyślenie tego wszystkiego- wyznałam. On pokiwał głową.
-Masz rację, ale wezwę ci taksówkę, nie będziesz się po nocy włóczyć w nieznanym mieście- zakomunikował.
-Dani ja nawet nie mam kasy na taksówkę-  poinformowałam go załamana moją bezmyślnością. 
-O to się nie martw- rzucił i już dzwonił po auto, które miało mnie bezpiecznie dowieść do przyjaciółki. Cały czas myślałam o Neymarze. Bardzo mnie kochał, ale jego słowa zraniły mnie tak mocno... Nie było chwili, żebym o nim nie myślała. Zastanawiałam się co robi, jak się teraz czuje, jak radzi sobie z Davim, co mu powiedział, co powiedział rodzicom, czy nadal jest zły. Nie potrafiłam skupić się na niczym innym. W końcu pożegnałam się z piłkarzem, który wcześniej wręczył mi pieniądze. Dał mi też swoją bluzę, ponieważ było już zimno. Była jeszcze większa, niż bluzy Neymara, ale nie miałam niczego innego. Zmuszona byłam je przyjąć, ponieważ nie miałam innego wyjścia. Wsiadłam do samochodu i podałam adres kierowcy. Po dziesięciu, może piętnastu minutach byłam już pod domem mojej kumpeli. Zapukałam do drzwi i oparłam się o ścianę. Duże, ciemnobrązowe drzwi się otworzyły, a właścicielka ukazała mi się w fatalnym stanie. Miała rozmazany makijaż, czerwone oczy i nos, chusteczkę w ręce i brudną bluzkę od tuszu. Obydwie wpadłyśmy sobie w ramiona i zaczęłyśmy jeszcze bardziej płakać. Chyba tego było mi tak naprawdę potrzeba. Potrzebowałam się porządnie wypłakać. Zamknęłyśmy drzwi i nadal płakałyśmy. Usiadłyśmy w salonie na kanapie. To co tam zobaczyłam to był istny armagedon. Na stole leżało pełno zużytych chusteczek, wino, pizza jeszcze nietknięta, rozlana kawa, zalany zeszyt z projektami jakiś ubrań, połamane ołówki, koc na kanapie, pod stolikiem trampki Rafci. Płakałyśmy tak jeszcze długo. Opowiedziałam jej o wszystkim. Ona mnie pocieszała, a ja próbowałam ją.
-Wiesz co jest najgorsze?- zapytała Rafa, popijając wino prosto z butelki, które piłyśmy we dwie. Popatrzyłam na nią, aby kontynuowała- Że ja go kocham- powiedziała i się rozpłakała jeszcze bardziej.
-Powiedz mu o tym... Zraniłaś go tym, że go dzisiaj wyrzuciłaś- stwierdziłam i także upiłam trochę wina.
-Wyrzuciłam go bo nie chciałam, żeby Neymar mu coś zrobił- wyznała. Rozmawiałyśmy jeszcze długo. W końcu włączyłyśmy jakieś romansidło, poszłyśmy po lody, które jadłyśmy z pudełka i po więcej wina. Zrobiłyśmy zdjęcie na Instagrama, gdzie widać koc, którym jesteśmy przykryte razem, nasze lody, wino i chusteczki obok nas oraz nasze złączone dłonie. Rafa podpisała zdjęcie: 
"Najlepsza przyjaciółka. Kocham cię <3". 

*Perspektywa Neymara*

Szukałem jej po całym mieście. Martwiłem się o nią. Jestem skończonym idiotą. Niepotrzebnie jej to powiedziałem. Przecież nawet tak nie myślę. Cały czas mam w głowie jej słowa "Myślałam, że ty jesteś moja rodziną". Te słowa nie dają mi spokoju. Znowu spieprzyłem wszystko między nami. Kolejny raz pokazałem, że nie nadaję się do związku. Jak mogłem ją tak zranić? Przecież tylko ja kocham. Jest dla mnie wszystkim, co najważniejsze. Oddałbym za nią życie. Po co mi to było? Powinienem rozdzielić problemy związane z Rafą, a życie z osobą, która jest dla mnie wszystkim. Nie zrobiłem tego. Jeszcze opieprzyłem ją o ten pomysł z wyjazdem. Jasne, że nie chcę tam z nimi jechać, ale Mari chciała tylko uspokoić Daviego. Powinienem być jej wdzięczny, a tymczasem zraniłem ją najbardziej jak tylko mogłem. Co ja zrobię nawet gdy ją znajdę? Zwykłe przepraszam nie wystarczy. Nie tym razem. Jednak chciałbym wiedzieć, że jest bezpieczna. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś się jej stało. Postanowiłem pójść do Daniego. Nie chciałem się z nim widzieć, ale może tam jest Marika. Muszę to sprawdzić bo inaczej zwariuję. Zadzwoniłem dzwonkiem. Drzwi otworzył mi mój przyjaciel. Były przyjaciel. Albo i nie. Co ja mam teraz o nim myśleć? Mimo wszystko zabolał mnie jego widok. Widać było, że go obudziłem. Miał pod okiem wielkie limo i spuchniętą wargę. W sumie ja też nie wyglądałem za dobrze. 
-Hej- powiedziałem nieśmiało- Jest może u ciebie Mari?- zapytałem z nadzieją, że tam ją znajdę.
-Nie ma- odpowiedział. Mógł nic nie mówić, tylko zamknąć mi drzwi przed oczami. Nie zrobił tego- Była u mnie, ale zamówiłem jej taksówkę i pojechała do Rafy- dodał. Pokiwałem smutny głową na znak, że rozumiem. Dziwnie się czułem w towarzystwie Daniela. Zawsze, gdy się kłóciliśmy, godziliśmy się następnego dnia albo jeszcze szybciej- Neymar, możemy pogadać?- zapytał. Znowu to on wyciągnął do mnie pierwszy rękę. Nie to, że ja tego nie robię bo częściej to ja go przepraszałem. Brakowało mi go.
-Dani... Nie dzisiaj, muszę ochłonąć, przemyśleć to wszystko, uspokoić się ok?- wytłumaczyłem.
-Jasne, ale przeproś jutro Marikę... Nie jedź tam dzisiaj- udzielił mi rady.
-Dlaczego?- zapytałem ciekawy.
-Są pijane, wrzuciły najpierw zdjęcie na Insta, a potem drugie i filmik... Zobacz sobie sam- powiedział.
-Ok, dzięki- podziękowałem i skierowałem się do domu. Czyli upiła się przeze mnie. Jestem idiotą, kretynem... Nie ma nawet na to słów. Wróciłem do domu, a tam czekali na jakiekolwiek informacje o Marice moi rodzice. Powiedziałem, że jest u Rafy. Oczywiście nie poinformowałem ich dlaczego. Powiedziałem tylko, że się pokłóciliśmy, a ja powiedziałem kilka słów za dużo. Wstydziłem się swojego zachowania. Poszedłem na górę i opadłem bezwładnie na łóżko. Włączyłem Instagrama i ujrzałem ich zdjęcia. Jedno z lodami, kocem i chusteczkami i ich ręce złączone. Drugie jak piją wino z butelki. Trzecie jak oglądają jakiś film. I filmik. Śpiewały piosenkę "Jebać miłość". W sumie to śpiewały tylko refren. 
"Jebać miłość, jebać miłość, jebać miłość i naprawdę umieć wytrwać w tym".
Chciałem już wyłączyć aplikację, gdy na koncie Rafy pojawiło się kolejne zdjęcie. Leżały razem, całe zapłakane. Poczułem na policzku słoną ciecz. Dwie najbliższe mi osoby płakały przeze mnie. Nie mogłem tego znieść. Zrobiłem sobie zdjęcie i podpisałem 
"Przepraszam Was. Zawsze przy mnie byli, a ja ich zraniłem. Jak widać nie jestem taki wspaniały... Przepraszam. Wróć i poskładaj mnie i mój świat w całość. Kocham Was". 
Wiem, że wszyscy to zobaczą. Mam to gdzieś. Teraz muszę wszystko naprawić. Zrozumiałem dopiero teraz coś, co powinienem zrozumieć, gdy tylko zobaczyłem Rafę i Daniego.



No to mamy 52 rozdział :) Namieszałam co nie? XD Nawet tego nie planowałam, ale co tam. Mam nadzieję, że Wam się podoba :) Piszcie opinie w komach :) 




















wtorek, 18 sierpnia 2015

51.Będziemy.

Nasze wakacje dobiegły końca. Czas wrócić na ziemię. Wszystko się przecież kiedyś kończy. Dani wyjechał tydzień wcześniej od nas. Została tylko nasza szóstka. Neymar bardzo się starał. W sumie ja też. Chciałabym, żeby nasz związek przetrwał. Chciałabym, abyśmy tym razem zrobili to dobrze, tak jak trzeba. Z naszymi przyjaciółmi rozstaliśmy się  na lotnisku. Shak z Gerim wrócili do Hiszpanii, Anto z Shak polecieli do Argentyny, a my... My lecimy do Brazylii. To była spontaniczna decyzja. Neymar bardzo stęsknił się za rodziną. Ja mam co do tego obawy. Mam znów spotkać się z jego rodzicami? Nie wiem jak. On im wybaczył i ja też muszę. Skrzywdzili tyle osób, ale każdy popełnia błędy. Każdy ma prawo te błędy naprawić. Czuję lęk przed spotkaniem z nimi. Neymar zapewniał mnie, że nawet gdyby mnie nie polubili to on ma to gdzieś. Stwierdził, że to ja byłam z nim, kiedy najbardziej tego potrzebował i jestem najważniejsza. Ale ja wiem, że ciężko by mu wtedy było.Jest przywiązany do swojej rodziny. Gdy mnie nie było chodzili wszyscy do psychologa. Zrozumieli swoje błędy i wrócili jego starzy rodzice. Tak przynajmniej mówi. Wiem, że ważne jest dla niego zdanie jego mamy. Zresztą taty też. Prawie codziennie z nimi rozmawia. Ostatnio opowiadał mi o swoim dzieciństwie. Było takie kolorowe. I tak wiem, że nie powinnam, ale mu tego zazdrościłam. Ja też codziennie rozmawiam z tatą, ale przecież mam też drugiego rodzica. Swoją mamę też kocham. Dużo o niej ostatnio myślę. Zastanawiam się czy jej nie odwiedzić. Chciałabym ją zobaczyć, porozmawiać. Z drugiej strony bardzo się boję. Strach mnie paraliżuje, gdy tylko pomyślę, że moja mama może nie chcieć ze mną rozmawiać. Opowiadałam o tym Shak i Anto na wakacjach. Obydwie były zdania, że powinnam spróbować dogadać się z mamą. "Widać, że za nią tęsknisz". Nie wiem czy aż tak to widać, ale wiem, że właśnie to czuję. Cholernie to wszystko boli. Z rozmyśleń wyrwał mnie głos mojego ukochanego, który oznajmił, że lądujemy. Witaj więc brazylijska ziemio. Lęk ogarniał mnie coraz bardziej. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Wsiedliśmy do taksówki i skierowaliśmy się w stronę domu rodziców Neymara. Rodzinnego domu. Ney użył swoich znajomości i kupił z powrotem ten dom.
-Nie denerwuj się tak kotek- wyszeptał mi do ucha, a potem je przygryzł. Czułam jak się uśmiecha. 
-A ty byś się nie denerwował?- zapytałam. Przez moją głowę przemknęły myśli, że Pepa znał wcześniej, niż ja, a mojej mamy w ogóle nie zna i nie sądzę by chciał to zmienić. Znów smutek zakrył moją twarz. Najważniejsza osoba w całym moim dzieciństwie po prostu mnie nie chce. Nie jestem już małą dziewczynką. Wiem, że w życiu nie mamy tego, co chcemy. Dostajemy kolejne lekcje. Nie wiem czy to los, życie czy Bóg, ale ktoś z nich wystawia nas na bardzo ciężką próbę, gdy zabiera nam osoby, które kochamy. Tak, kocham swoją mamę. Mogła mnie bić, wyzywać, pić i nie stwarzać mi prawdziwego domu. Owszem, mogła przyczynić się do moich problemów z narkotykami, policją, gangiem. Oczywiście, że to przez nią nie umiałam rozmawiać z ludźmi, bałam się miłości i nikogo do siebie nie dopuszczałam. Mimo to wszystko jest moją mamą. Kobietą, która mogła usunąć ciążę, a tego nie zrobiła. Na początku było dobrze. Dopiero potem wpadła w nałóg. Alkohol ją zniszczył. Nie trzeba umrzeć dzieciak, żeby przeżyć piekło. Mówią, że wszystko siedzi w głowie. To prawda. Jeśli myślisz, że jesteś gruba i nieatrakcyjna każdą próbę poznania cię przez chłopaka będziesz uważała jako nierealną rzecz, kiepski żart. A pewnego dnia obudzisz się w swoim łóżku jak zwykle rano, ale od razu będziesz wiedziała, że dzisiaj jest inaczej. W tym dniu zrozumiesz, że straciłaś to, co najważniejsze. Zrozumiesz, że odepchnęłaś to o czym marzyłaś przez całe życie. Ja kiedyś wycofałam się z życia. Pozwoliłam, aby strach i niepewność zawładnęły moim umysłem. Nie rób tego samego. Nie popełniaj moich błędów. Ktoś jednak wyciągnął do mnie pomocną dłoń. Sprawił, że zaczęłam na nowo ufać ludziom. Chociaż wiele razy mnie zawiódł, rozczarował to rzadko o tym pamiętam. Jego wady spostrzegam jako zalety. Przysłonił mi cały świat. Uczynił sam siebie moim światem. Nie poddał się, gdy codziennie go odpychałam. On postanowił walczyć o nas, o nasz związek, o nasze uczucie. Jestem mu za to wdzięczna. Był ze mną wtedy kiedy nikt nie chciał ze mną być. Był ze mną wtedy, kiedy byłam najgorsza. Zmieniłam się dla niego, przez niego. On również to zrobił. Zagubione dzieci? Być może. Dzisiaj już dorośliśmy. Nadal ciężko nam rozmawiać o trudnych rzeczach, o problemach, ale próbujemy. Tym razem obiecaliśmy sobie, że nie będziemy uciekać. W związku musisz ufać drugiej osobie na 100%. Co ja mówię. Na 200%, 300%... Musisz ufać bezgranicznie. Czy my tak sobie ufamy? Ja Neymarowi tak ufam. Wiem, że on mi też. Nie raz mi to udowodnił.Taksówka się zatrzymała, a ja poczułam wielką gulę w gardle. Chciałam, żeby mnie polubili. Znacie mnie i wiecie już, że nigdy tak nie było, że zawsze miałam gdzieś opinie innych ludzi o mnie. Nie tym razem. Dobrze zdaję sobie sprawę z tego jak ważni są dla mojego ukochanego jego rodzice. Wiem, że nie zostawiłby mnie, jeśli nie dogadałabym się z jego rodziną, ale chciałabym, aby był szczęśliwy. Nie mam pojęcia czego mam się spodziewać. Piłkarz zapłacił kierowcy i wysiedliśmy. Gdy tylko opuściłam samochód Neymar mnie przytulił od tyłu, a przed tym złożył na moim czole słodkiego buziaka.
-Nie martw się... Dobrze wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza... Nie ma ważniejszej osoby od ciebie kochanie... Kocham cię jak wariat kotku- wyszeptał mi wprost do ucha. Odwróciłam się do niego przodem i wpiłam się w jego usta. 
-Ja ciebie też- wyszeptałam między pocałunkami. Starszy kierowca uśmiechał się miło w naszą stronę. Kiedy oderwaliśmy się od siebie usłyszeliśmy od niego radę.
-Pielęgnujcie ten wspaniały dar od Boga, którym jest wasza miłość. Drugiej takiej synu nie znajdziesz- wypowiedział te słowa, a potem chciał sięgnąć po walizkę, jednak Neymar mu na to nie pozwolił. Mnie zresztą też- Nigdy nie zwątp w jego miłość skarbeńku. Widzę jak ten chłopak na ciebie patrzy. Oddałby za ciebie życie- zwrócił się do mnie taksówkarz.
-A ja za niego- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Wiem, takie rzeczy widać. Pielęgnujcie to kochani- powiedział, po czym wsiadł do samochodu.
-Będziemy- powiedział Neymar, przytulając mnie od tyłu. Pomachaliśmy miłego staruszkowi, a klubowa 11 znowu mnie pocałowała. Nie miałam nic przeciwko temu. Czułam się coraz lepiej. Nie myślałam już o spotkaniu z jego rodzicami. Moje myśli wypełnił całkowicie on sam. Chciałam wziąć chociaż jedną walizkę, ale chłopak mi na to nie pozwolił. Pokręciłam z uśmiechem głową. Kiedy on wziął 2 i pozostałe zostawił obok bramy wjazdowej skierował się do w stronę drzwi. Szybko chwyciłam za 2 pozostałe walizki. Jednak nie dałam rady ich dwóch uciągnąć. Piłkarz odwrócił się i zostawił walizki na chodniku. Pokręcił z niedowierzaniem głową i podbiegł do mnie.
-Czemu mnie to nie dziwi?- zapytał.
-Nie dziwi cię to, że nie mogę uciągnąć tych walizek czy to że jednak próbowałam?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie, ukazując szereg białych ząbków.
-Jedno i drugie kotku- powiedział i pstryknął mnie w nos. Pocałował mnie przelotnie, a potem przerzucił przez ramię. Śmialiśmy się jak chorzy umysłowo ludzie, ale nie przeszkadzało mi to. Piłkarz traktował mnie jak księżniczkę.Chłopak zapukał do drzwi swojego rodzinnego domu. Prosiłam go, aby mnie postawił już na ziemię, ale nie był zbyt chętny do tego. Nie byłam na niego zła. Po chwili wybuchnęliśmy gromkim śmiechem. Drzwi się otworzyły, ale nie widziałam, kto w nich stoi z wiadomego powodu. Oboje cały czas się śmialiśmy. W końcu weszliśmy do środka i wtedy Brazylijczyk mnie postawił. Stałam jakieś pół metra od niego, a on w mgnieniu oka przyciągnął mnie zwinnym ruchem jednej ręki do siebie i pocałował w policzek. Przed sobą zobaczyłam mamę i tatę Neymara. 
-Dzień dobry, jestem Marika- powiedziałam z uśmiechem i wyciągnęłam do nich dłoń. Chyba każdy był zdziwiony moim zachowaniem. Ja chyba trochę też- Lepiej zapomnieć nasze ostatnie spotkanie i poznać się od nowa- wyjaśniłam szybko, a mama Neya wpadła mi w ramiona i zaczęła płakać. Byłam zaskoczona jej reakcją, ale przytuliłam ją.
-Przepraszam cię za wszystko... Wiem, że robisz to dla naszego syna... Jesteś wspaniałą osobą... Dziękuję ci i przepraszam...-szlochała. Było mi jej tak szkoda. Żałowała. Każdy popełnia błędy. Ona także miała do tego prawo.
-Proszę nie płakać. Nie ma mnie pani za co przepraszać. Zaraz ja się rozpłaczę- powiedziałam z uśmiechem, ale i ze łzami w oczach. 
-Zawsze płacze, gdy ktoś inny to robi- wytłumaczył Neymar. Potem przywitał mnie tata mojego ukochanego. On także mnie przepraszał i dziękował. To zupełnie inni ludzie.
-A gdzie Davi?- zapytałam w końcu.
-Właśnie gdzie Davi?- zainteresował się tata chłopca.
-Śpi- odpowiedziała nam pani Nadine- Zapraszam do środka- powiedziała, a potem objęła mnie i skierowała się do dużego, przestronnego salonu. Neymar przyszedł po chwili ze swoim tatą i z walizkami. Pokręciłam głową i poszłam pomóc babci Daviego w kuchni. Oczywiście kobieta nie chciała robić mi kłopotu, ale dla mnie była to przyjemność. Siedzieliśmy wszyscy w kuchni. Ja z panią domu przygotowywałyśmy obiad, a mężczyźni siedzieli przy wyspie kuchennej. Nagle usłyszeliśmy czyjeś kroki. Wszyscy odwrócili się w stronę skąd one dochodziły i ujrzeliśmy małego szkraba o blond włosach. Kiedy nas zobaczył na jego zaspanej twarzyczce pojawił się duży uśmiech. Szybko podleciał w moją stronę, a ja wzięłam go na ręce i obróciłam kilka razy wokół własnej osi. Mały był zachwycony. Tulił mnie i całował bez końca.
-Mnie też synu dobrze cię widzieć- zaironizował rozbawiony tą sytuacją Neymar. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Mały zeskoczył z moich rąk i pognał do taty.
-Ciebie też kocham tatusiu- zapewnił.
-Ja ciebie też brzdącu- odpowiedział maluszkowi jego tatuś. Synek postanowił pomóc nam w kuchni. Na obiad był kurczak z mleczkiem kokosowym i rodzynkami, a do tego sałatka i bataty. Pychotka. Żałowałam tylko, że nie było Rafaeli. Stęskniłam się za nią. Ona jednak nie mieszka z rodzicami. Kupiła dom dwie ulice dalej od nich. Mamy zamiar zrobić jej z Neymarem niespodziankę. Po obiedzie wzięliśmy Daviego i skierowaliśmy się do domu Brazylijki. Weszliśmy bez problemu, ponieważ drzwi były otwarte. Cichutko na paluszkach skierowaliśmy się do salonu, ale tam jej nie było. Usłyszeliśmy jej śmiech na tarasie. Tam też poszliśmy. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że...



Będę niedobra i przerwę Wam w tym momencie :) Taki raczej o niczym, ale dodałam. Przepraszam, że tak długo nie dodawałam :/ Mam nadzieję, że rozdział się podoba :) Zapraszam do komentowania :) <3





































wtorek, 14 lipca 2015

50. "Nawet taki gość jak ja musi zaufać kobiecie. Siła to jedno, ale spokój daje tylko ktoś obok. Wiem to".

*Neymar*
Obudziłem się przytulony do Mariki. Ona zaś położyła się jak zawsze na moim torsie. Wczoraj specjalnie nastawiłem wcześnie budzik. Chciałem pokazać coś mojej ukochanej. Była godzina 7:45. Chwilę patrzyłem jak Marika śpi. Uśmiechnąłem się na sam widok. Nie wiem jak ona to zrobiła, ale mnie zmieniła. Przy niej czuję, że staję się inny. Jestem sobą i nie muszę nikogo udawać. "Nawet taki gość jak ja musi zaufać kobiecie. Siła to jedno, ale spokój daje tylko ktoś obok. Wiem to". Czuję, że to ta jedyna. To ta dziewczyna, której mógłbym się oświadczyć, z którą mógłbym mieć dzieci, dla której mógłbym rzucić futbol, rodzinę. To ta dziewczyna, której chciałbym się oświadczyć, z którą chciałbym mieć dzieci. Miłość jest trudna. Nie wierzcie nikomu, kto mówi inaczej. Jeśli z kimś jesteś to musisz być za tą osobę odpowiedzialny. Jeśli ona zrobi coś złego, musisz jej bronić przed innymi ludźmi. Możesz potem powiedzieć jej, jaka jest głupia, że zrobiła to czy tamto, ale zawsze przy niej będziesz. Ona musi wiedzieć, że ją kochasz, że zawsze będziesz obok, że nie pozwolisz jej skrzywdzić, że będziesz ją bronił, pomagał jej we wszystkim. Musisz ją zapewnić, że nigdy nie zostanie sama. Czyż to nie jest odpowiedzialność? Są momenty, kiedy naprawdę cię wkurza, gdy zachowuje się nieodpowiednio, jest zazdrosna jak cholera, obraża się bez powodu, sprawia, że jesteś smutny... Ale zawsze będziesz ją kochać. Chciałbym kiedyś stanąć w kościele w czarnym garniturze. Spoglądać na wszystkich zgromadzonych ludzi, a potem zobaczyć ją... Ubraną w piękną, białą suknię, prowadzoną przez Pepa do ołtarza. Gdy przyrzekasz, że będziesz w zdrowiu i chorobie, że nie opuścisz, aż do śmierci to tak ma być. Te słowa mają taką niezwykłą moc. Owszem dzisiaj rozwód to naturalna rzecz dla ludzi. Nie dla mnie. Wiem, że dla niej też nie. Bóg jest ważny i nic ani nikt tego nie zdoła zmienić. O czym ja w ogóle myślę? Zaśmiałem się sam z siebie w duchu. Kocham ją najmocniej na świecie. Może teraz zabrzmi to egoistycznie i jakbym traktował ją materialnie, ale jest tylko moja i nikomu jej nie oddam. Pocałowałem mojego malutkiego aniołka prosto w usta. Myślałem, że zaraz odwróci się na bok, a ja miałem już na to plan, a mianowicie łaskotki. Zdziwiłem się, kiedy odwzajemniła ten pocałunek. Nachyliłem się nad nią jeszcze bardziej i mocniej wpiłem się jej w usta. Oderwaliśmy się dopiero, gdy zabrakło nam tlenu.
-Takie poranki to ja mogę mieć codziennie- powiedziałem uśmiechnięty ciągle patrząc jej w oczy i nad nią wisząc.
-Uwierz, że ja też- odpowiedziała radosna. Kocham ten uśmiech... Ten uśmiech mógłby leczyć raka i wygrywać wojny. Nie wiem czy to ona jest taka niesamowita czy jej śmiech, ale wiem jedno... Będę dla niej najlepszym facetem na świecie. Przynajmniej będę się starał.
-No, ale dość tego leżenia bo trzeba się ubierać- powiedziałem i wstałem z łóżka.
-Dobrze się czujesz? Jest ciemno za oknem- była taka zdziwiona. Pokazałem jej zegarek, a ona wytrzeszczyła oczy- Po co mnie budzisz przed 8?- zapytała.
-Myślałem, że zapytasz a gdzie słońce? Dlaczego jest tak ciemno?- parodiowałem moją dziewczynę za co oberwałem poduszką w głowę. Pokręciłem głową z niedowierzaniem i się uśmiechnąłem pod nosem.
-Dlaczego?- zapytała po chwili. Właśnie wkładałem moje ulubione granatowe spodenki, które były zarazem kąpielówkami. Odwróciłem się w jej stronę i wyszczerzyłem się jak głupi.
-To chcę ci właśnie pokazać- powiedziałem.

*Marika*
Chciałam z niego wyciągnąć coś, ale zbytnio nawet mi się nie chciało. Owinęłam się kołdrą, ponieważ nie miałam na sobie żadnych ubrań i chciałam już iść się ubrać, ale przypomniało mi się, że spaliśmy w pokoju Neymara, a ja mieszkałam z Danim. Jakoś nie za bardzo mi się uśmiecha iść w takim stroju, a raczej bez niego tam i wybierać ubrania.
-Ney?- wypowiedziałam jego imię pytająco. On odwrócił się z dwoma podkoszulkami w ręce i pytającym wzrokiem- Ten biały- poradziłam mojemu chłopakowi- Mógłbyś mi przynieść jakieś ubrania bo nie chcę iść tak do Daniego?- zapytałam. On do mnie podszedł uśmiechnął się i popatrzył mi w oczy.
-Dla mojej księżniczki wszystko- odpowiedział, po czym mnie pocałował. Wyszedł z pokoju, a ja wzięłam telefon i sprawdzałam portale społecznościowe. Neymar wrócił po jakiś 10, może 15 minutach z ubraniami w ręce.
-Może być?- zapytał niepewnie. Obejrzałam ubrania. Nachyliłam się nad chłopakiem, ponieważ ten siedział na łóżku i musnęłam szybko jego usta, po czym poszłam do łazienki się ubrać. Umyłam się, ponieważ brunet przyniósł mi także szczoteczkę do zębów, a potem się uczesałam. Oczywiście szczotką, którą on także przyniósł. O wszystkim pomyślał. Jest niesamowity, jedyny w swoim rodzaju, najlepszy. Wyszłam z łazienki, a chłopak natychmiast poderwał się z miejsca. Odłożył swój telefon na półkę i mogliśmy iść. W kuchni napisałam tylko karteczkę dla pozostałych.
"Jesteśmy... Sama bym chciała wiedzieć gdzie idziemy, ale się nie martwcie :)"
Szliśmy tak za rękę brzegiem oceanu i cały czas rozmawialiśmy. Na zewnątrz było jeszcze ciemno, ale nie przeszkadzało mi to. Cieszyłam się obecnością chłopaka. Przy nim zawsze czułam się bezpieczna. Czułam się przy Neymarze tak jakby nic nigdy miałoby mi się złego nie przydarzyć. To było cudowne uczucie. Nigdy się jeszcze tak w życiu nie czułam. Chciałam, aby takie chwile trwały wiecznie. Ney w końcu oznajmił, że jesteśmy na miejscu. Znajdowaliśmy się na tak zwanej dzikiej plaży. Rzadko przychodzili tu ludzie. Po prawej i lewej stronie otaczały nas skały, a za nami znajdował się mały las. To była taka mała szczelina między klifami z piaskiem. Wyglądało to wszystko bajecznie. Staliśmy z Neymarem odwróceni w stronę oceanu i patrzyliśmy na wschodzące słonce.
-Widzisz tutaj słońce wschodzi równo o 8:45- powiedział Neymar. Pocałowałam go czule, a on jak zwykle to odwzajemnił. Byłam mu wdzięczna, że mi to pokazał. Dbał o mnie jak nikt inny i rozpieszczał na każdym kroku. Przy nim czułam się naprawdę kochana i ważna. To było niezwykle uczucie. Po naszym pocałunku znów staliśmy przytuleni do siebie. Neymar wyjął z kieszeni swój telefon.
-A czy ty go nie zostawiłeś na półce?- zapytałam lekko zdziwiona.
-Miałem tak zrobić, ale pomyślałem, że takie chwile trzeba uwiecznić i jak pisałaś tą karteczkę poszedłem po telefon- wyjaśnił, a ja pokręciłam głową nie dowierzając w jego wszechstronność. Nemar zrobił nam zdjęcie, gdy przytula mnie od tyłu i całuje w ramię. Wrzucił je obowiązkowo na tt, fb i ig, a potem podpisał: "Chciałbym zatrzymać takie chwile na zawsze... Kocham Cię aniołku ♥". Uśmiechnęłam się szeroko na te słowa wypisane w internetowej krainie.
-Ja też- powiedziałam.
-Kochasz mnie czy chciałabyś zatrzymać takie chwile?- zapytał z tym swoim łobuzerskim uśmieszkiem, któremu żadna się nie oprze.
-To i to- odpowiedziałam. Jeszcze najbliższą godzinę, a w sumie to prawie dwie spędziliśmy chlapiąc się w wodzie. Przedtem jednak obiecaliśmy coś sobie. Żadnych kłamstw. Przysięga na mały paluszek w końcu zobowiązuje. Wróciliśmy do domu w świetnych humorach. Po drodze śmialiśmy się, wygłupialiśmy i ścigaliśmy. Jednym słowem sielanka, rajska sielanka. Niczego innego nie potrzebuję. Weszliśmy do domu, ale nikogo nie było w środku, więc udaliśmy się na taras. Tam też znajdowali się wszyscy. Jedli śniadanie, więc się do nich dosiedliśmy. Oczywiście nasza ekipa nakryła też stół dla nas.
-Siadajcie, zrobiłam śniadanie- powiedziała Shak z uśmiechem na ustach. Promieniała wręcz dzisiaj. W dodatku świetnie wyglądała. Uwielbiam jej blond kręcone włosy.
-Opowiadaj, gdzie byliście- zagadała mnie podekscytowana Antonella. Opowiedziałam wszystkim w skrócie, gdzie nas wywiało z samego rana. Dziewczyny było wniebowzięte romantyzmem Neymara.
-Stary postawiłeś nam poprzeczkę trochę za wysoko- powiedział zrezygnowany i z pełną buzią Gerard.
-No wiesz kochanie już wczoraj to zrobił- powiedziała Shak. Była trochę rozbawiona smutą miną swojego ukochanego, ale dobrze to ukrywała.
-Kochanie chciałbym cię gdzieś wieczorem zaprosić- oświadczył Leo, zwracając się oczywiście do Anto. Ona się szczerze uśmiechnęła i zapytała gdzie- To już niespodzianka, ale mam nadzieję, że ci się spodoba- odpowiedział i czule pocałował ją w usta.
-I ty przeciwko mnie?- zapytał zrezygnowany Geri. Wiadome było, że Pique też jest romantyczny. Nie raz Shak opowiadała mi o jego szalonych pomysłach, ale zawsze były one urocze. No i co najważniejsze piosenkarka je kochała- Wpadłem na genialny pomysł! Shak jedz i się zbieramy- zarządził podekscytowany obrońca. Zaśmialiśmy się z tego wszyscy oprócz Daniego. On cały czas pstrykał coś na komórce. Chyba z kimś pisał bo cały czas uderzał lekko w ekran swojego telefonu i się uśmiechał delikatnie.
-Zakochany- powiedział Neymar i wskazał głową na Alvesa. Ten jednak nic nie zrobił. W ogóle nie zareagował. Chyba nawet tego nie usłyszał. Wszyscy automatycznie podnieśliśmy ręce do góry i się zaśmialiśmy. Nie wiem po co tak, ale samo to wyszło. Tak wiem, jesteśmy bardzo dziwni. To mi chyba nawet pasuje.
-Wyjeżdżam- powiedział Dani. Z początku nikt nie wiedział do kogo chłopak mówi, ponieważ nie oderwał ani na chwilę wzroku od swojego telefonu. Dopiero po chwili odłożył swój sprzęt na stolik obok talerza, który stał pusty.
-Gdzie?!- wydarł się zdziwiony Leo.
-Nie mów, że przechodzisz do...- nie dane było skończyć Geriemu zdania.
-Idioto nie z Barcelony- wyjaśnił Daniel i zrobił tak zwanego face palm'a- Nie dokończę tych wakacji z wami- dopowiedział. Wszyscy popatrzyli po sobie, a dopiero później na niego.
-Dlaczego?- zapytał wyraźnie zmartwiony Neymar.
-Ejj bracie Brazucas- powiedział d niego. Często tak do siebie mówili. Obaj są bardzo związani ze swoją ojczyzną- Nic się nie dzieje... Mówiłem Ci o dziewczynie, w której się zakochałem. Chcę ją odwiedzić... Dla niewtajemniczonych mieszka bardzo daleko od Barcelony- wytłumaczył.
-To jak ty ją poznałeś?- zapytał Neymar. Dani miał jakąś dziwną minę wtedy. Podrapał się po głowie.
-Wspólni znajomi- tylko tyle powiedział i stwierdził, że idzie się pakować bo jutro ma samolot. Poszłam za nim do naszego pokoju. Chłopak usiadł na łóżku, a ja zrobiłam to samo.
-Opowiedz mi coś o niej braciszku- poprosiłam przyjaciela. On uśmiechnął się szeroko i usiadł po turecku na przeciwko mnie. Zrobiłam to samo.
-Co chcesz wiedzieć?- zapytał radosny.
-Jak wygląda, jaki ma charakter, dlaczego się w niej zakochałeś, jaka jest... Wszystko- powiedziałam uśmiechnięta.
-Hmm... Jest śliczna. Ma nieziemskie oczy, brązowe długie włosy, ciemną karnacje, idealne ciało, śliczny uśmiech... Uwielbia pomagać, jest miła, najpierw myśli o innych dopiero potem o sobie, wesoła, pozytywna, z poczuciem humoru, mądra, wyjątkowa, niezwykła, jedyna w swoim rodzaju, uparta, słodka, kocha morze, futbol i dzieci- wymieniał uśmiechnięty Daniel. Widać było, że się zakochał. Kto by pomyślał, że ten śmieszek wpadnie po uszy. Wydaję mi się, że zrobiłby dla tej dziewczyny dosłownie wszystko. Kiedy o niej opowiada, aż oczy mu się błyszczą, a na jego twarzy zawsze gości uśmiech. To niesamowite, że jakaś dziewczyna go usidliła, że tak powiem.Ona musi być naprawdę wyjątkowa-Ale wiesz ma brata...- powiedział trochę zmartwiony.
-I co boisz się, że cię braciszek pobije?- zapytałam trochę rozbawiona. Jemu jednak nie było do śmiechu.
-Serio się tego boję... Jej brat mnie zna i wie jakie prowadziłem kiedyś życie. On jest bardzo opiekuńczy w stosunku do niej i pewnie będzie robił wszystko, aby mnie zostawiła. Poza tym ona kiedyś kręciła z moim kumplem, ale im nie wyszło... Nie wiem co mam robić- powiedział, a ja go przytuliłam. Wiedziałam, że tego potrzebował. Przez wszystkich jest postrzegany jako taki gruboskórny, nic nie czujący człowiek, ale on jest zupełnym tego przeciwieństwem. Czasem nawet nie zdaję sobie sprawy jak bardzo jest wrażliwy. To w nim jednak uwielbiam.
-No to nieźle się wpakowałeś bracie- powiedziałam trochę zmartwiona- Ale dasz radę. Kto jak nie ty- dodałam uśmiechnięta.Wtedy on się zaśmiał.
-Dogadałybyście się. Jesteś wspaniała- stwierdził, a wtedy do pokoju wszedł Neymar. Widać było po jego minie, że się trochę zmieszał- Chyba do niego pójdę bo albo mi się wydaję albo jest ciut zazdrosny- oznajmił mi Daniel. Westchnęłam tylko głośno.
-Dlaczego on jest taki zazdrosny? Nawet o ciebie... Czuję, że on mi nie ufa- wyznałam. Dani natychmiast znowu siadł na łóżku i mnie objął.
-Miłość siostrzyczko... Miłość. On ci jak najbardziej ufa, ale boi się, że cię straci. Nie martw się już- wyjaśnił mi i dał całusa w policzek.
-To może dokończę cię pakować?- zaproponowałam swoją pomoc. On uśmiechnął się szeroko. Podszedł do mnie kolejny raz, przytulił i ponownie pocałował w policzek.
-Jesteś kochana!- krzyknął kiedy wychodził, a ja się na te słowa tylko zaśmiałam.

*Neymar*
Zachowałem się jak idiota. Chciałem zobaczyć co robi mój przyjaciel i Mari i zobaczyłem jak się przytulali, a Dani mówił jej, że jest wspaniała. W pełni ufam Marice i Danielowi, ale coś mnie wtedy ukuło w sercu. Ona jest dla mnie cholernie ważna. Nikt nigdy nie był dla mnie tak ważny i nigdy nie będzie. obok naszego domku jest małe molo. Usiadłem na nim i zamoczyłem nogi w krystalicznie czystej wodzie. Było mi przykro, że wyszedłem. Na początku byłem wściekły, ale po dosłownie dwóch minutach zrozumiałem. To mój przyjaciel, najlepszy przyjaciel i moja dziewczyna. Oni by mnie nie zdradzili. Mari też by mnie nie zdradziła. Wiem o tym doskonale. Poza tym Dani mi opisywał tę dziewczynę. Tamta ma brązowe włosy, Mari ma czarne, tamta ma brązowe oczy, a Mari najpiękniejsze niebieskie. Nie zakochał się w niej. W ogóle o czym ja myśę. Chyba przez Crisa jestem przewrażliwiony. Nagle obok mnie ktoś usiadł. Spojrzałem na tą osobę i zobaczyłem mojego kumpla.
-Dani przepraszam- powiedziałem od razu. Zdawałem sobie z tego sprawę, że głupio to wszystko wyszło.
-Ney spoko... Rozumiem, że jesteś o nią zazdrosny. Ale że ja z Mariką- zaśmiał się, a ja razem z nim.
-Kocham ją. Pierwszy raz kogoś pokochałem tak naprawdę. Nie ma drugiej takiej dziewczyny, która rozpalałaby we mnie wszystkie możliwe, pozytywne uczucia. Zachowałem się jak pajac, ale zrozum... Przez chwilę trzymałeś w ramionach cały mój świat. Jeszcze ten Cris- wyjaśniłem i przewróciłem oczami- Bałem się, że ona go wybierze. Wiesz... Chłopak bez nałogów, podobno przystojny, panny na niego lecą, dobrze się dogadywali z Mari, zawsze przy niej był, nie ma dzieci, zobowiązań, nigdy jej nie uderzył, nie zranił, był po prostu dla niej idealny- wyznałem to, co leżało mi na sercu. Dani objął mnie ramieniem jak brat brata.
-Słuchaj Ney, rozumiem co czujesz bo chyba zakochałem się w tej dziewczynie tak jak ty w Marice. Długo się przed tym broniłem, ale jednak to mi nic nie daję. Kocham ją jak wariat i oddałbym za nią życie. Zrobiłbym wszystko, żeby była szczęśliwa nawet beze mnie... Dobra ja znowu o sobie... Chciałem ci powiedzieć, że to normalne, ale Mari to boli. Zrozum, że ona zapytała się mnie czy jej ufasz. Wytłumaczyłem jej, że ją kochasz i to dlatego, ale musisz ty jej to powiedzieć. Co do Crisa... Ona cię kocha jak wariatka. Dobrze wiesz, że zrobiłaby dla ciebie wszystko i nie raz to udowodniła. Jeśli Marika zaakceptowała to wszystko i obiecała ci pomóc z dragami to ona to zrobi. Nie powiesz mi, że na ciebie panny nie lecą- powiedział i się zaśmiał- Nie zauważasz tego bo liczy się dla ciebie tylko jedna dziewczyna, ale uwierz, że lecą. On nie ma dzieci ok. Ale Mari kocha Daviego, on ją też. Moim zdaniem to ty jesteś dla niej idealny bo ona tak twierdzi i chce być z tobą na zawsze- tymi słowami zakończył swoją wypowiedź. Poprawił mi humor. Zawsze wiedziałem, że mogę na niego liczyć. Niby jest kilka lat starszy, ale dogadujemy się znakomicie. Naprawdę jest dla mnie bratem. Dokładnie tak jak Leo. Oni zawsze mnie wspierają. Nie zapomniałem oczywiście o Jo, Guim czy Gilu, ale jednak nikt tak jak Dani mnie nie rozumie. Zresztą tak samo jest z Leo. Uwielbiam tych błaznów.
-Dzięki stary- podziękowałem mu za wszystko. Wstaliśmy i przytuliliśmy się, klepiąc się po plecach. Dani jak to Dani zaraz wskoczył do wody, ciągnąc mnie oczywiście za sobą.Wynurzyłem się z wody i zaczęliśmy się chlapać jak dzieci. Cali mokrzy, popychający się co chwila i roześmiani weszliśmy do domu. W domu okazało się, że jest tylko Mari bo w drzwiach minęliśmy się z Leo i Anto, a Geri z Shak wyszli wcześniej. Znowu zostawiłem ją samą. Jestem na maksa głupi. Dani powiedział szeptem, żebym powiedział jej to co jemu i będzie dobrze. Sam zmył się do pokoju, aby porozmawiać ze swoją wybranką serca. Swoją drogą ciekawe kto nią jest.

*Marika*
Siedziałam na kanapie i oglądałam jakiś nudny serial w telewizji, w którym w ogóle nie wiedziałam o co co chodzi, kto jest tym dobrym, a kto złym, aż dosiadł się do mnie Neymar. Cały mokry Neymar.
-Idź się przebierz bo zachorujesz- powiedziałam. Nie byłam na niego zła, ale było mi smutno, że mi nie ufa. Niby Dani mówił, co innego, ale Ney reaguje tak na wszystkich chłopaków, którzy się koło mnie kręcą. Każdy chyba wie, że ta reakcja była najłagodniejsza.
-Martwisz się?- zapytał z lekkim uśmiechem. Nie odrywałam w ogóle wzroku od telewizora. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
-Trochę- odpowiedziałam w końcu. Ten zerwał się z kanapy, pocałował mnie w policzek i pobiegł na górę. Nie wiedziałam o co mu znowu chodzi, ale nie miałam ochoty nawet na dzisiejsze rozumienie Brazylijczyka. Nie minęły nawet dwie minuty, a ten znów siedział obok mnie na kanapie. Tym razem był już suchy, a raczej jego ubranie, an które składały się tylko szorty było suche.
-Przepraszam- powiedział. Czułam, że naprawdę było mu przykro. Miał taki zmartwiony i troskliwy głos. Wyłączyłam telewizor, który i tak mnie od początku nie interesował. Odwróciłam się do chłopaka i go przytuliłam. On pocałował mnie czule w czoło.
-Czemu mi nie ufasz?- zapytałam jak małe, głupiutkie dziecko. On na kilka centymetrów się ode mnie oderwał.
-To nie tak... Kocham cię najmocniej na całym świecie, a Dani trzymał w ramionach cały mój świat- wyjaśnił zaraz- Mam takie myśli, że możesz do kogoś odejść... Do kogoś kto nie ma dziecka, zobowiązań, nie ćpa... Do kogoś lepszego- dodał, a mnie w jednej sekundzie zrobiło się smutno. On chyba to zauważył bo zaraz mnie mocniej przytulił.
-Ja też kocham cię najmocniej na całym świecie, ale musisz wiedzieć, że nie ma lepszego od ciebie. Jesteś tym jedynym, jednym jedynym na zawsze, a to, że masz Daviego to tylko plus. On jest taki kochany i słodziutki... Nie powiem ci, że nie przeszkadza mi, że ćpałeś bo przeszkadza, ale obiecałeś mi, że więcej tego nie zrobisz, a ja ci wierzę... Cholernie ci wierzę i wierzę w ciebie, że dasz radę...Bez ciebie moje życie nie ma sensu- wytłumaczyłam mu. Chyba tego właśnie potrzebował. I co nadal twierdzicie, że jest z niego taki bad boy bez uczuć? Nic bardziej mylnego. On jest bardzo wrażliwy, chociaż tego nie pokazuje. Po tych słowach zatonęliśmy w głębokim pocałunku. Resztę dnia spędziliśmy opalając się i chlapiąc w oceanie. Na wieczór mieliśmy już pewne plany, ale musieliśmy uzgodnić to z naszymi przyjaciółmi.


No to mamy już 50 rozdział! Kochani chciałabym  Wam bardzo podziękować za to, że wytrzymujecie tyle ze mną, że czytacie te wypociny, że komentujecie, że liczba wyświetleń sięga prawie 90 000 wyświetleń, że chwalicie tego bloga na asku, pytacie kiedy będą rozdziały, za to że niektóre z Was się ze mną zapoznały i nadal utrzymujemy kontakt, piszemy... Jesteście niesamowici i dzięki wam zyskałam taką pewność siebie. Zrozumiałam, że mogę wszystko, że to zależy ode mnie czy coś mi się uda, że jestem w czymś nie najgorsza :) Dziękuje także kochanej Katht7 za piękny nagłówek i tło :) Świetnie to zrobiłaś! Dziękuje za to, że zaangażowaliście się w wybór muzyki na bloga. Dziękuję wszystkim osobom, które polecały to opowiadanie :) Jesteście najlepsi! Dziękuję bardzo <3

P.S. Mam urodziny 16 sierpnia i chciałabym na Instagramie napisać do chłopaków, ale nie wiem co miałbym napisać XD Chciałabym się też zapytać czy odpowiedź od Neymara dojdzie mi do tego czasu, jeśli wyślę ją jutro? Ktoś w ogóle pisał do Leo lub do Neymara? Do jakiegokolwiek piłkarza?Ja bardzo chciałabym napisać do Daniego, Neya, Leo, Geriego, Casillasa, ter Stegena, Suareza... Chyba do wszystkich XD


Propo Casillasa... Myślałam o tym, aby na Ig może wstawić jakieś zdjęcia z haszstagami typu pamiętamy, legenda, jesteś wielki i takie tam rzeczy... Może jakieś wiadomości prywatne:) Co o tym myślicie? W ogóle lubicie Ikera? Ja uwielbiam :) I bardzo mnie wkurzyło to, że np. real przestał go obserwować na tt bo odszedł i to tylko na życzenie Pereza -,- Dać odejść takiej legendzie... 25 lat w Realu Madryt... Miał tylko 9 lat, gdy pierwszy raz założył ich koszulkę. Zdobył z nimi 18 trofeów. Cieszył się z wygranych, był smutny gdy przegrywał. Nie raz ratował dupę Realowi, a oni? Pozbyli się go jak starej szmaty za przeproszeniem. Gdy widzę te zdjęcia to sama płaczę. Nie mogę znieść tego widoku. Czuję się tak, jakby Xavi odchodził po raz drugi... Good luck mater!





























poniedziałek, 6 lipca 2015

49. Aniołek Mari ♥ Kotek Ney ♥

-Jesteś w ciąży?- zapytał trochę jakby szczęśliwy. Czy to znaczy, że chciałby mieć drugie dziecko,
tym razem ze mną? Nie wiem co o tym myśleć. On jest przecież taki młody, ma karierę przed sobą,
zapowiada się na najlepszego piłkarza. Do sklepu wpadł nagle tryskający szczęściem Dani.
-Będę wujkiem!- wydarł się i mnie przytulił, a ja się zaśmiałam. Neymar spojrzał na mnie niecierpliwie. Achh tak nie odpowiedziałam mu jeszcze.

-Niestety Dani, ale nie będziesz na razie wujkiem- powiedziałam trochę rozbawiona jego entuzjazmem i położyłam mu rękę na ramieniu. On spuścił głowę i wychodził smutny, ale po chwili krzyknął szczęśliwy
-Już niedługo!- zaśmiałam się na słowa tego wariata i spojrzałam na Neymara. Był jakiś taki smutny czy coś. Trochę zawiedziony? 
-Co jest?- zapytałam go z wyczuwalną troską w głosie. 
-Chciałbym mieć z tobą dziecko- wyznał, a mnie jego słowa zamurowały. Przecież ja dopiero w sierpniu będę miała 19 lat, a on chce mieć dziecko. Rozumiem, że on jest o te cztery lata starszy, ale też powinien się wybawić, skupić się na karierze, a nie na kolejnym dziecku. Uśmiechnęłam się słabo i niepewnie, a potem poszłam na dział chłopięcy. Chciałam kupić Davisiowi bluzeczkę, która mi się bardzo spodobała. 
-A ty?- zapytał mnie chłopak, grający z "11" na plecach w barwach Barcelony. Wybierałam akurat koszulki dla mojego księcia, więc byłam zdezorientowana jego pytaniem.
-Co ja?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Nie miałam pojęcia o co mu znowu chodzi.
-Czy chciałabyś mieć ze mną dziecko- wytłumaczył. A więc o to się rozchodzi. Nie chcę mu teraz tego tłumaczyć. To nie jest takie proste jak mu się wydaje. 
-Później o tym porozmawiamy bo na nas czekają- odpowiedziałam. Wzięłam kilka koszulek i spodenek, które mi się spodobały, a Neymar jakieś buciki i oczywiście czapeczki. 
-Tak czy nie? To jest proste- nie dawał za wygraną. Skoro tak stawia sprawę to odpowiem zgodnie z prawdą bez żadnych wyjaśnień. Przez sekundę byłam zła, ale zaraz na złość zastąpił smutek bo będę musiała go w jakiś sposób zranić swoimi słowami. 
-Nie- powiedziałam i poszłam do kasy. On stał chwilę w miejscu i dopiero po dłuższej chwili ruszył w kierunku, w którym ja także poszłam. Było mi go cholernie żal. Zapłaciłam miłej kasjerce za ubranka dla synka Neya i czekałam na piłkarza. On również zapłacił i wyszedł. Był na mnie zły. Od razu poszedł do chłopaków. Dziewczyny na mnie zaczekały i do nich dołączyłam.
-Co się stało?- zapytała przejęta moimi łzami Shak. Tak, płakałam. Wiem jaki jest Brazylijczyk i wiem, że będzie teraz na mnie obrażony. Opowiedziałam dziewczynom co się wydarzyło w sklepie i dlaczego tak odpowiedziałam. One mnie zrozumiały. To się nazywa przyjaźń. Byłam wdzięczna Temu na Górze, że dał mi takie osoby jak Shakira i Antonella. Kocham je jak siostry i czuję, że one tez mnie tak traktują. Zawsze potrafią mi doradzić, pomóc, stanąć w mojej obronie, pokłócić się o mnie ze swoimi facetami, nigdy mnie nie zostawiają samej, mówią jeśli coś źle zrobiłam, ale nigdy nie pozwalają obrażać. Kocham je najbardziej na świecie. 
-Musisz mu powiedzieć, dlaczego nie chcesz mieć teraz dziecka tak jak powiedziałaś to nam- poradziła mi Anto.
-Dokładnie... On zrozumie- dodała Shak.
-Wiem, ale teraz będzie trudno bo jest zły- powiedziałam smutna. Bolało mnie to, że nie umiemy rozmawiać z Neymarem. Większość naszych rozmów kończy się kłótnią. 
-On cię kocha i nie będzie się długo gniewał- stwierdziła Shak.
-On nawet nie umie się na ciebie gniewać- poinformowała mnie uśmiechnięta Antonella. 
-Dziękuję dziewczyny- podziękowałam moim siostrzyczkom i wszystkie się przytuliłyśmy. Poszłyśmy do domku, w którym mieszkaliśmy podczas tych wakacji. Chłopaki już pewnie są w środku albo na tarasie. Weszłyśmy do domu, ale tam ich nie było. Zostawiłyśmy zakupy w pokojach, które zamieszkujemy i poszłyśmy na ich poszukiwania. Anto znalazła ich na tasie i powiedziała, że się kąpią. Przebrałyśmy się w stroje kąpielowe i do nich dołączyłyśmy. Dziewczyny poszły do wody, a ja stałam za Neymarem, który leżał jako jedyny na leżaku. Wciągnęłam dużą ilość powietrza, a potem je wypuściłam. Usiadłam na leżaku, na którym Ney się wylegiwał i złapałam jego dłoń. On trochę się wystraszył i wziął swoją rękę. 
-Po co przyszłaś?- zapytał od niechcenia. Przygryzłam wargę od środka. Zawsze tak robię, kiedy się denerwuję. 
-Możemy porozmawiać?- zapytałam niepewnie. On zdjął okulary przeciwsłoneczne i wreszcie na mnie spojrzał. Przytaknął głową. Przynajmniej tyle- W ogóle chcesz wiedzieć dlaczego nie chcę mieć tego dziecka?- spytałam.
-Bo mnie nie kochasz albo uważasz, że nie nadaję się na ojca- odpowiedział. Teraz zrozumiałam jak on się musiał wtedy poczuć.
-Kocham cię i uważam, że jesteś najlepszym ojcem na świecie, ale zrozum ja mam dopiero niecałe 19 lat- wyjaśniłam. 
-Ja też miałem 19 lat kiedy urodził się Davi- argumentował.
-To była wpadka.
-A gdyby nam się zdarzyła?
-To kochałabym to dziecko- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Chyba nie tylko dlatego nie chcesz mieć ze mną dziecka- stwierdził. On za dobrze mnie zna. Zawsze wie, gdy coś jest nie tak.
-Cały czas się kłócimy, teraz nawet nie jesteśmy razem, to wszystko jest takie poplątane, ty masz karierę, a ja nie umiałabym być mamą- wyznałam szczerze. Tym razem to on mnie złapał za dłoń.
-Kariera to nie wszystko... Kiedyś ci powiedziałem, że dla ciebie rzuciłbym piłkę, a poza tym karierę da się pogodzić z dzieckiem. A co do nasze relacji to musimy nauczyć się rozmawiać tak jak teraz. Nigdy tak nie rozmawialiśmy zauważyłaś? A chyba na tym polega związek. Znaczy ja bym chciał, żebyśmy byli razem... I byłabyś wspaniałą mamą. Wiem bo Davi uważa cię za idealną mamę i ja tak samo- powiedział. Miał rację, ale dla mnie to i tak za wcześnie.
-Bałabym się, że wychowam nasze dziecko tak jak mnie moja mama- opowiedziałam o swoich obawach. On pokręcił głową.
-Nie. Ty jesteś niesamowita i wiesz jak zająć się dziećmi. Kocham cię- mówił. Przytuliłam go, a on wciągnął mnie na swoje kolana. Trwaliśmy tak w niedźwiedzim uścisku i było to bardzo przyjemne. 
-Ja ciebie też kocham- odpowiedziałam z uśmiechem na ustach. W tym momencie mnie pocałował. Złożył na moich ustach długi, delikatny, ale pełne miłości pocałunek. Tylko on tak całuje. Oderwaliśmy się od siebie, gdy zabrakło nam tego jakże cennego tlenu.
-Poczekam, aż będziesz gotowa na małą księżniczkę- obiecał. Uśmiechnęłam się do niego promiennie.
-Czyli chciałbyś taką malutką i słodką dziewczynkę- zaśmiałam się. On pokiwał szybko głową. 
-I taką śliczną po mamusi- dodał, a ja go pocałowałam w policzek. Piłkarz skrzywił się i pocałował mnie w usta. 
-Jesteś niemożliwy- mówiłam, śmiejąc się.
-Zakochany jak w nikim innym... Wiesz, że jeszcze z żadną dziewczyną nie chciałem mieć dziecka- wyjawił, a ja otworzyłam usta, żeby się odezwać, ale je zaraz zamknęłam bo nie wiedziałam co miałabym powiedzieć. 
-Zatkało mnie- powiedziałam w końcu i się zaśmialiśmy. Było tak cudownie. Śmialiśmy się i rozmawialiśmy o wszystkim. Nagle temat naszych rozmów zszedł na naszą przeszłość.
-Nigdy nie zapomnę ile dla mnie zrobiłaś... Znalazłaś moją rodzinę, chociaż nie byliśmy razem.
-Kochałam cię i chciałam, żebyś był szczęśliwy.
-Chłopaki mówili, że siedziałaś w szpitalu cały czas.
-Bo tak było... Nie mogłam cię zostawić, ale w końcu Leo zobaczył moje blizny, powiedział tacie, a on wysłał mnie do psychiatryka- powiedziałam smutno na samo wspomnienie tych wydarzeń. Nie ma co bogaty mamy życiorys. Chyba wielu czterdziestolatków ma mniej przeżyć na koncie, niż my.
-To ja to powinienem zrobić, kiedy się dowiedziałem- wyznał.
-Po co?
-Żeby ci pomogli... Teraz już tego nie robisz- wyjaśnił przejęty i spuścił głowę. Bolało go to jeszcze. Chwyciłam jego brodę w swoje ręce i podniosłam mu głowę tak, aby na mnie spojrzał.
-To nie twoja wina. Rozumiesz?- zapewniłam go, a on spuścił wzrok tym razem.
-Nie zapomnę tego, że mogłem cię uratować, a tego nie zrobiłem- odpowiedział smutny. Przytuliłam go, a on mocno się we mnie wtulił- Jak sobie pomyślę, że mogłem cię stracić to mam ochotę znowu sobie coś zrobić- powiedział, a po tych słowach z moich oczu popłynęły łzy. Oderwałam się trochę od niego, aby spojrzeć mu w oczy. W te piękne, brązowe oczy, które mogłam stracić.
-Nie mów tak bo dzień, w którym się dowiedziałam o tym, stał się najgorszym w moim życiu. Gdyby coś ci się stało to mi też. Kocham cię i nie wyobrażam sobie bez ciebie  życia- kiedyś musiałam mu to powiedzieć. Dobrze, że tak sobie szczerze rozmawiamy. Tego nam właśnie trzeba było. Musimy wreszcie zamknąć ten rozdział zwany przeszłością.
-Dlatego nie mam zamiaru już niczego tak głupiego zrobić- uśmiechnął się i mnie przytulił znowu. Tym razem siedziałam między jego nogami, a on od tyłu mnie przytulał, a swoją głowę opierał o moje ramię- A wiesz jak bałem się o ciebie, gdy Kacper się pojawił? Byłaś wtedy taka dzielna- przypomniał. 
-To była tylko moja wina, ale cholernie się wtedy bałam, że coś ci zrobi albo Davisiowi czy Leo- wyjaśniłam. 
-To nie była twoja wina... Każdy robił głupie rzeczy w przeszłości, ale według mnie to wina twojej mamy bo nie potrafiła zapewnić ci normalnego domu... Mnie uratowała piłka- powiedział.
-Nigdy cię o to nie zapytałam, ale jak zobaczyłeś ten nóż?- zapytałam. On uśmiechnął się słabo.
-Nie widziałem, ale widziałem jak się bałaś, a kiedy spojrzałem ci w oczy to wiedziałem, że coś jest nie tak- odpowiedział.
-Mógł ci coś zrobić- pomyślałam na głos.
-Byłaś ważniejsza- skwitował. Niby zwykłe słowa, ale jednak trochę dają do myślenia. Miłość to nie tylko jakieś tam słowa, ale także czyny. On swoje słowa udowodnił lub nadal udowadnia, a tego się nie zapomina. Nie każdy ma tyle szczęścia, co ja. Wiem, że wiele się w moim  życiu wydarzyło i to więcej tych złych rzeczy, ale dzięki temu poznałam swoją miłość życia. Nie mam wątpliwości, kto nią jest. Pewien odważny Brazylijczyk, który skoczył by za mnie w ogień, który oddałby za mnie życie. Brazylijczyk, który nie raz to udowodnił. Chłopak z cudownymi oczami, w których można się zatracić i swoim jedynym w rodzaju uśmiechem. Piłkarz, który skradł mi serce i nie chce oddać, a ja nie wiem czy chcę je z powrotem. Gadaliśmy tak jeszcze długo, aż nadeszła pora na jakiś obiad. Reszta siedziała jeszcze w wodzie, więc ja z Neymarem postanowiliśmy coś ugotować. Co prawda chłopak nie jest jakoś bardzo uzdolniony kulinarnie, ale podstawowe rzeczy umie zrobić. Postanowiliśmy zrobić sushi, ponieważ jest bardzo gorąco. Po kilku dłuższych chwilach wszystko było gotowe. Poszliśmy za domek, gdzie na drugim tarasie stał stół i krzesła, gdzie jadaliśmy. Postawiliśmy jedzenie i nakryliśmy do stołu. Poszliśmy zawołać tych kochanych mośków na obiadek. Oni zdziwieni, że nam się chciało coś przygotować chętnie zasiedli do posiłku. Zanim jeszcze wszyscy usiedli na stronę poprosił mnie i Neymara nie kto inny jak Cristian. Poszliśmy do kuchni, aby spokojnie porozmawiać. Neyowi natychmiast włączył się tryb zazdrości. Usiadłam na blacie kuchennym, a on obok mnie. Neymar chcąc coś udowodnić Crisowi pocałował mnie w policzek i przytulił. Uśmiechnęłam się do niego i pokręciłam głową. O dziwo Tello też się uśmiechnął.
-Słuchajcie, chciałem was przeprosić za moje zachowanie. Odbiło mi i to totalnie. Wiem, że się oboje kochacie i że Marika będzie z tobą szczęśliwa, więc nie chcę wam stać na drodze. Poza tym Barcelona wypożyczyła mnie do Porto- powiedział, co leżało mu na sercu. Nie wiedziałam jak mam się zachować w tym momencie.
-Szkoda, że wyjeżdżasz- wyznałam w końcu. On uśmiechnął się, ale wiedziałam, że tymi słowami mogę zrobić mu jakąś nadzieję- Ale tak będzie lepiej- dodałam szybko.
-Szkoda, że tak to spieprzyłeś stary, ale powodzenia w Porto- dopowiedziała Ney i przybił z nim piątkę. Nie było nawet mowy o jakiś uściskach. Cris w drzwiach jeszcze rzucił:
-Aaa mam samolot dzisiaj do domu... Skrócone wakacje przez wypożyczenie- powiedział i się uśmiechnął do nas.Nie wiem czy to było szczere, ale dobrze, że umiał przyznać się do błędu, który ewidentnie popełnił. Neymar zaraz mnie pocałował kolejny raz tego dnia.
-Ale jesteś zazdrosny- powiedziałam ze śmiechem. On stanął na przeciwko mnie z szeroko rozłożonymi nogami, przekręcił głowę na bok, a po chwili ją spuścił. Zaczęłam się śmiać- Neymar da Silva Santos Junior się zawstydził- zawołałam, a on spojrzał na mnie z politowaniem, ale w końcu sam zaczął się śmiać.
-Wariatka- skwitował, powstrzymując się od śmiechu, ale nie za dobrze mu to wychodziło- Nie pozwoliłbym cię mu nawet tknąć- poinformował mnie. Złożyłam na jego ustach krótki pocałunek.
-Jestem tylko twoja- zapewniłam go. Taka odpowiedź chyba mu się spodobała bo uśmiechnął się szeroko.
-Tylko moja- wyszeptał i mnie przytulił. Po chwili roześmiany wziął mnie na ręce i zaniósł do stołu. Nasze dwa miejsca były wolne. Chciałam zejść z jego rąk i usiąść na swoim krześle, ale on mi na to nie pozwolił. Miał troszeczkę inne plany, niż ja. 
-Ty siedzisz ze mną- rozkazał i usiadł na krześle, a mnie posadził na swoich kolanach. Chciałam zejść i udać się na swoje miejsce, ale on sprytnie mnie przytrzymał- Nie masz szans aniołku- powiedział i się zaśmiał, a ja razem z nim. Okazało się, że te mośki pomyślały i czekali na nas, aby zacząć obiad, który przygotowaliśmy razem z tym idiotą, którego tak bardzo kocham. Było cudownie. Wszyscy się śmiali, wygłupiali, a Neymar mnie karmił sushi, ponieważ stwierdził, że za mało zjadłam. Za każdy gryzek dostawałam buziaka. Geri i Leo zaczęli się z tego nabijać i robili to samo. Lio siedział na kolanach naszemu wielkoludowi i był karmiony i całowany. Oczywiście ich pocałunki były w powietrzu. Śmialiśmy się bardzo długo. Po obiedzie Neymar gdzieś wybył z chłopakami, a Cristian pojechał na lotnisko. My z dziewczynami gadałyśmy na skype z Melissą, Bartrą, Pepem, rodzicami Leo i dziadkami Shak. Potem trochę popływałyśmy. Nagle Shak dostała telefon. Uśmiechnęła się i powiedziała, że mam iść pod prysznic, a one mi dadzą zaraz ubrania, które mam założyć. Chciałam się dowiedzieć, co one kombinują, ale nie było mi to dane. W końcu się poddałam i poszłam pod prysznic. Wyszłam do dziewczyn w samym ręczniku na ciele i na włosach. One podały mi rzeczy, które miałam założyć. Byłam zdziwiona, że to takie eleganckie, ale nawet nie próbowałam dyskutować z moimi przyjaciółkami. Wyszłam już ubrana do pokoju, a dziewczyny poderwały się z miejsca. Shakira zrobiła mi włosy, a raczej je rozczesała i lekko jeszcze podkręciła, a po z boku wpięła mi kwiat w kolorze sukienki. Anto zrobiła mi makijaż. Byłam zdziwiona, że tak ładnie wyglądałam i pytałam ponownie dziewczyny o co chodzi, ale te trzymały buzię na kłódkę. Nie mogłam nic z nich wydusić. Powiedziały tylko, że za niedługo się dowiem. Same były ubrane w sukienki, ale krótsze. Wyszłyśmy wreszcie z domu, kiedy Anto zawiązała mi oczy. 
-Co wy robicie?- zapytałam roześmiana już. Bawiło mnie zachowanie tych pięknych istotek.
-Chodź, nie marudź- powiedziała także ze śmiechem Shakira. Prowadziły mnie w niewiadomym miejscu, ale cały czas rozmawiałyśmy. Po chwili poczułam piasek pod stopami.
-Jesteśmy na plaży- zaśmiałam się, a one ze mną.
-Zgadłaś- powiedziała Anto i zaczęły się śmiać. Nie wiem o co im chodziło, ale cała sytuacja była tak śmieszna, że też się śmiałam. Ciekawe co sobie o nas ludzie myśleli. Wreszcie stanęłyśmy. Dziewczyny puściły moje ręce i chyba gdzieś poszły.
-Ejj a wy gdzie?- zapytałam, ale nadal się śmiałam. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie od tyłu w talii. Na początku się przestraszyłam, ale potem poczułam ten niesamowity zapach i silne, duże ręce. 
-Neymar- wyszeptałam, a on cicho się zaśmiał. To na 100% on. 
-Skąd wiedziałaś aniołku?- zapytał, ściągając chustę, którą dziewczyny zakryły mi oczy. 
-Po perfumach- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. On ze śmiechem pokręcił głową. Dopiero teraz ujrzałam jak wygląda. Nie ubierał się tak na co dzień, ale wyglądał fantastycznie. 
-Wyglądasz niesamowicie- powiedział i mnie pocałował. 
-Ty też- odpowiedziałam, a potem się zaśmiałam. Neymar miał usta całe w mojej szmince. Zbliżyłam się i wytarłam mu ją kciukiem- Szminka- wyjaśniłam, a on zaczął się śmiać razem ze mną. W końcu zobaczyłam, co Brazylijczyk przygotował na dzisiejszy wieczór. Wyglądało to pięknie. Musiał się trochę natrudzić. To pewnie w tym mu chłopaki pomagali, kiedy ich nie było. Kochany. 
-Podoba ci się?- zapytał i podrapał się po karku. Zawsze tak robił, kiedy był czegoś niepewny lub coś złego zrobił. Nic mu nie odpowiedziałam tylko go pocałowałam. Czułam jak uśmiecha się między pocałunkami. Neymar jak dżentelmen odsunął mi krzesło, abym mogła usiąść. Palnął się w głowę zaraz, a ja rozbawiona nie wiedziałam o co chodzi. 
-Zapomniałem ci kwiatów dać- powiedział trochę smutny. Zawsze taki jest, kiedy coś mu nie wychodzi. Wstałam od stołu i pociągnęłam go za rękę. 
-Po perfumach- powtórzyłam wcześniejsze słowa. On uśmiechnął się i wyszeptał mi, że jestem niesamowita. Wręczył mi piękny bukiet kwiatów, a potem działo się już to co wcześniej. Porozmawialiśmy trochę i zjedliśmy kolację, którą przygotował ten wspaniały chłopak. 
-A więc tak oficjalnie... Zostaniesz moją dziewczyną aniołku?- zapytał, a ja się zgodziłam. Co innego miałam zrobić. Pocałowaliśmy się, a Neymar wyciągnął niebieskie, duże pudełeczko. Otworzył je przede mną kucając obok mojego krzesła. Ujrzałam tam złoty łańcuszek z napisem "love". 
-Cudowny- wyszeptałam do niego. On się uśmiechnął szeroko i mi go założył. Wzięłam blaszkę do ręki i ujrzałam z drugiej strony napis "Kotek Ney" i serduszko. W moich oczach pojawiły się łzy szczęścia. Często tak do niego mówiłam i kiedyś mi powiedział, że bardzo mu się to podoba.
-Nie płacz aniołku- powiedział i wyjął spod koszuli swój łańcuszek. Miał taki sam, ale gdy go odwrócił zobaczyłam napis "Aniołek Mari" i serduszko. 
-Kocham cię najbardziej na świecie kocie- wyszeptałam i go pocałowałam, a on okręcił mnie wokół własnej osi. Zrobiliśmy zdjęcia naszych naszyjników i wrzuciliśmy z takim samym dopiskiem na różne portale społecznościowe: "Kocham Cię <3". Potem poszliśmy na spacer wzdłuż oceanu. W końcu weszliśmy do wody w ubraniach i się chlapaliśmy. Gdy wracaliśmy do domu Neymar dał mi swoją marynarkę, która była sucha, abym nie zachorowała. Nie było zimno, ale jemu się nie przetłumaczy. Martwił się o mnie. Mój kochany chłopak. Jak to pięknie brzmi. Okazało się w ogóle, że chłopaki z dziewczynami poszli do klubu. My wróciliśmy do domu, już  w progu się całując. Nasze ubrania zniknęły szybciej, niż kiedykolwiek. Nie muszę wam mówić, co działo się dalej. To była wyjątkowa noc, a najlepsze jest to, że usnęłam wtulona w mężczyznę, którego kocham.


Kochani mamy już 49 rozdział :) Szczerze powiem, że jestem z siebie dumna, że już tyle tego napisałam i powiem wam jeszcze jedno :) Mianowicie znam mało blogów z tyloma rozdziałami, które nie są krótkie :) Dziękuje wam za to, że nadal ze mną jesteście bo to dzięki wam ten blog powstał i nadal istnieje :) Dziękuję również za ponad 80000 wyświetleń ♥ Jesteście wspaniali :) Kocham was mocno ♥ Co myślicie o rozdziale? Co będzie dalej? Jak to wszystko się potoczy?