niedziela, 1 marca 2015

35. Zawsze walcz o swoje.

Doszliśmy do bawiących się już tam piłkarzy i oddaliśmy się w wir zabawy.
Od razu  podeszła do mnie Antonella z Shakirą i pociągnęły mnie na parkiet. Zdążyłam tylko rzucić kurtkę Neyowi i posłać mu przepraszające spojrzenie. Świetnie bawiłam się z dziewczynami, ale po 2 piosenkach postanowiłam sobie coś zamówić. W końcu nie mam zamiaru bawić się na trzeźwo. Nie chodzi, że nie potrafię, ale mam wielką ochotę się upić. Wiem, że mówiłam, iż więcej nie będę piła, ale chyba nikt mi w te bzdury nie uwierzył. Piłam kolejnego drinka, kiedy przysiadł się do mnie jakiś chłopak. Wysoki, bardzo dobrze zbudowany brunet z zielonymi oczami zaproponował mi drinka.
-Ja chyba wolę wódkę- powiedziałam z uśmiechem. Mężczyzna w granatowej, opinającej się koszulce i w czarnych spodniach był zdziwiony, ale już po chwili przede mną stał kieliszek z palącą cieczą. Piliśmy kolejkę za kolejką, wesoło przy tym rozmawiając. Nagle Max bo tak miał na imię owy brunet wziął mnie za rękę i zaczął ze mną tańczyć. Piosenka szybko się skończyła, a DJ puścił na nieszczęście wolną nutę. Chłopak przyciągnął mnie bliżej siebie, co mnie już tak bardzo nie krępowało. Alkohol zaczął mi szumieć w głowie. Jego ręce zawędrowały na moje pośladki, a mi jakoś to nie przeszkadzało. Taka już jestem po wypiciu mocniejszych trunków. Miałam świadomość co robię, ale chciałam o wszystkim zapomnieć. Nie chciałam już pamiętać o Davim, Rafie i... o Neymarze. Tak bardzo chciałam, aby wyleciał z mojej głowy raz na zawsze. Dobrze wiedziałam, że to nie takie proste. Mimo to miałam tą pieprzoną nadzieję. Po co mi wspomnienia z nim? Jak dla mnie to one nie są potrzebne. Dobrze wiem jaki on był i jest teraz. Podrywacz i nikt więcej. Właśnie siedział przy stoliku z naszymi przyjaciółmi obok jakieś laski. Zaczął bawić się jej włosami i słodko się do niej uśmiechać. Moje oczy momentalnie się załzawiły. Nie wiem czemu. Kiedyś był po prostu dla mnie ważny i bliski. To na pewno z tych powodów. Moje wcześniejsze słowa zostały przez niego samego potwierdzone. Niedawno zerwał z dziewczyną, a już ma nową. On nigdy się nie zmieni. Dlaczego ja nie mam się zabawić z kimś? Chciałam przez chwilę pocałować Maxa, ale w mojej głowie zawitał nowy i o dużo lepszy pomysł. Przeprosiłam mojego partnerka do tańca i poszłam do stolika. Udawałam, że się potknęłam i upadłam wprost na kolana Tello. Wiedziałam, że zerwał z dziewczyną.
-Przepraszam- powiedziałam i chciałam wstać, ale on mi nie pozwolił. Przytuliłam się do niego, a on się uśmiechnął.
-Neymar jest już zazdrosny- wyszeptał mi prosto do ucha.
-O co ci chodzi?- zapytałam, udając bardzo zdziwioną.
-Znam cię i wiem, że specjalnie się potknęłaś- jego słowa mnie zamurowały. W sumie czego  ja się spodziewałam. On zna mnie bardzo dobrze i wie, kiedy jest coś nie tak- Obserwowałem cię. Cały czas patrzyłaś się na Neya i tą blondynę. Chcesz trochę poudawać?- zapytał zachęcająco. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Czytasz mi w myślach- wypowiedziałam te słowa trochę głośniej, niż wcześniejsze. On zbliżał swoją twarz do mojej. W końcu nasze usta połączyły się w jedno. Cris całował mnie delikatnie, a ja tak samo oddawałam pocałunki. Jednak nie było w tym wszystkim miłości i namiętności. Okazało się jednak, że Tello na prawdę czyta mi w myślach. Lekko mnie przechylił i po chwili leżeliśmy na kanapie namiętnie się całując. Jedynym okiem zobaczyłam wściekłego Neymara. Oto mi właśnie chodziło. Tyle, że nie wiem tylko czemu on jest zły, przecież podrywał tę dziewczynę. Nie wolno mi całować się z jego kumplem? Przerwał nam Bartra.
-Eee... Gołąbeczki może wrócicie do hotelu?- zapytał. Oderwaliśmy się od siebie i uśmiechnęliśmy się.
-To chyba dobry pomysł- powiedział Cris, a ja wstałam i pocałowałam piłkarza, tym samym pokazując, że się zgadzam. Odsunęłam się do chłopka, a on złapał mnie za rękę. Mieliśmy już wychodzić, gdy ktoś złapał mnie za nadgarstek. Obejrzałam się za siebie i ujrzałam Daniego.
-Po co udajecie?- zapytał nas Alves. Popatrzyliśmy zdezorientowani na niego, a potem na siebie. Zaczęliśmy szybko zaprzeczać i udawać, że nie wiemy o co mu chodzi- Znam was oboje. Nie poszlibyście ze sobą do łóżka... Neymar jest cholernie smutny- wyjaśnił, a w moich oczach znów pojawiły się łzy.
-Blondynka go pocieszy- wypowiedziałam te słowa bardzo pewnie i bez większych emocji. Jednak w środku szalałam ze złości, smutku, cierpienia i bezsilności.
-Dani daj sobie spokój... Idziemy do pokoju Mariki. Poinformujemy cię, gdy trzeba będzie wymienić łóżko bo może się złamać- z opresji uratował mnie nie kto inny jak Cristian. Byłam mu bardzo wdzięczna. Zaśmialiśmy się oboje, a ja go pocałowałam. Piłkarz objął mnie w talii i wyszliśmy z klubu. Zostawiliśmy tam Alvesa i innych. W czasie drogi do hotelu dużo rozmawialiśmy o tej całej sytuacji. W końcu stanęliśmy przed moim pokojem.
-Może jednak zostanę- stwierdził Tello, widząc mnie w takim stanie. Moje oczy były zaszklone i wiedziałam, że nie uda mi się dłużej powstrzymać łez. Nogi same się pode mną uginały. Poruszyłam tylko głową na znak, że się zgadzam. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka. Szłam na łóżko, zdejmują po drodze buty. Od razu rzuciłam się na łóżko, a po chwili poczułam wgniecenie w materacu. Bowiem obok mnie znalazł się Cris. Opowiedziałam mu całą sytuację odkąd weszłam do pokoju Daniego i Neymara kilka godzin temu.
-Wiesz... Najbardziej boli to, że jeszcze przed chwilą mnie przytulał, a teraz wyrywa jakąś laskę- zakończyłam swoją opowieść i jeszcze bardziej się rozpłakałam. Cały makijaż mi się rozmazał, ale wtedy to się nie liczyło. Dostałam sms-a od Alvesa. Przeczytałam wiadomość na głos.
"Udowodnię Neymarowi, że zrobiłaś to specjalnie :) Wiem, że go kochasz ♥"
-Tello ja nie chcę, aby on się dowiedział- wypowiedziałam te słowa szeptem, a kiedy spojrzałam na chłopaka widać było, że nad czymś myśli.
-Wiem!- krzyknął, a ja popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem- Słuchaj idź się pomaluj jak wcześniej, żeby nie było, że płakałaś. załóż jako piżamę jakąś bluzkę bez ramiączek, a ja będę spał bez koszulki i wywieszę swoją skarpetkę na klamkę bo to znak, żeby nie przeszkadzać. A i jeszcze musisz mieć włosy w nieładzie- mówił entuzjastycznie. Zaśmialiśmy się na jego pomysł. Był genialny, a ja byłam gotowa to zrobić.
-Jeszcze musimy porozrzucać ubrania- powiedziałam.
-To ja pójdę do pokoju po bokserki to rzucimy je tak na widoku- wypalił, a ja wybuchnęłam śmiechem. On także był bardzo wesoły. Przybiliśmy sobie piątkę i Tello poszedł po te bokserki. Tymczasem ja weszłam do łazienki. Zmyłam makijaż, który mi się całkowicie rozmył i zrobiłam nowy. Był taki sam jak na imprezie. Przebrałam się w piżamę, którą dzisiaj był top bez ramiączek i odkrywający mi brzuch oraz krótkie spodenki. Zrzuciłam jeszcze gdzieś lampkę, a po chwili przyszedł mój wybawca. Porozrzucaliśmy razem ciuchy, a Cris zmierzwił mi włosy. Zrzuciliśmy też kilka przedmiotów. Była dość późna godzina, więc położyliśmy się do łóżka. Musiałam położyć się na torsie chłopaka, aby być w gotowości. Tello leżał na poduszce, a po chwili ją rzucił przed siebie. Zaśmiałam się na to.
-Dziękuję- powiedziałam do chłopaka i mogłabym przysiąść, że właśnie się uśmiecha.
-Od tego ma się przyjaciół... To zabrzmiało jakbym się naprawdę z tobą przespał- na jego słowa znów wybuchnęłam śmiechem, a on razem ze mną. Właśnie to się nazywa prawdziwy przyjaciel.
-Dobranoc przyjacielu.
-Dobranoc przyjaciółko- powiedział, a ja z uśmiechem na ustach zasnęłam. Miałam cholerną satysfakcję. Jednak Tello kiedy chcę to myśli.


***Rano~Perspektywa Neymara***

Wczoraj wróciłem z Danim z klubu zły. Wszystko przez tą drobną, chudą i małą istotkę. Wiedziałem, że się lubią, ale nie, że aż tak. Wyszedłem z lokalu zaraz po niej i po jak mi się wydawało do wczoraj po moim kumplu. Coś mnie zabolało, kiedy widziałem ją całującą się z Crisem. Chciałem mu przywalić, a ją stamtąd zabrać, ale powstrzymał mnie Leo z Antonellą. Wszyscy chcieli mnie pocieszyć mówiąc, że ona robi to specjalnie, ale ja wiem, że było inaczej. Nie poszła by z nikim d łóżka, żeby zrobić mi na złość. Ja bym mógł to zrobić, ale nie ona. Marika nie jest łatwa. Jednak wcześniej jakiś fagas ją obmacywał. Byłem cholernie zły na nią, na Tello, a przede wszystkim na siebie. Dani wleciał do pokoju jak torpeda i pociągnął mnie za rękę. Znaleźliśmy się na korytarzu, gdzie stał już Leo i Geri. 
-Udowodnię ci, że ona wcale się z nim nie przespała. Zrobili to specjalnie, żebyś był zazdrosny- powiedział żwawo i zaczął coś majstrować przy zamku. Gdyby tak było to oznaczało by, że ona mnie na prawdę kocha. To niemożliwe. Nie zachowuje się tak jakby nadal coś do mnie czuła. Wreszcie Alvesowi udało się otworzyć te drzwi. Weszliśmy do środka, a to co tam zastałem zabolało sto razy bardziej, niż to co widziałem w klubie. Wszędzie były porozrzucane ubrania, potłuczona lampka, poduszka przed komodą. Weszliśmy dalej i zobaczyłem Marikę śpiącą na klatce piersiowej Crisa. Była przykryta kołdrą, ale widać było jej gołe ramiona. W jednej chwili chciałem tam zabić Tello i zrobiłbym to gdyby nie chłopaki. Trzymali mnie, a ja szybko odwróciłem się i wybiegłem z pokoju. Messi złapał mnie gdzieś na korytarzu i zaprowadził do pokoju, który dzielił z Anto. Usiadłem na łóżku i widziałem zdziwione dziewczyny. Leo wytłumaczył wszystko swojej partnerce oraz Shakirze. 
-Neymar, a czego ty się do cholery spodziewałeś? Że będzie na ciebie czekać w nieskończoność?- wydarła się na mnie Antonella.
-Zamiast podrywać tą pustą blondynkę trzeba było iść z nią zatańczyć, a nie teraz być złym na cały świat bo dziewczyna znalazła sobie fajnego chłopka albo, że tańczyła z kimś z klubu- zawtórowała jej piosenkarka. Chłopaki próbowały je uspokoić, ale na nic się to zdało.
-Nie musiała mnie od razu zdradzać- powiedziałem cicho, ale one to usłyszały. Anto podniosła do góry ręce i spojrzała w sufit, kręcąc niedowierzająco głową.
-A byliście razem? Nie! A wiesz czemu?- brunetka chciała coś jeszcze powiedzieć, ale jej przerwałem.
-Bo mnie nie kocha?- zapytałem kpiąco, a w tym momencie wtrąciła się Shakira.
-Bo jej nie powiedziałeś, że ją kochasz idioto!- krzyknęła i wyszły. Zostaliśmy tylko my.
-Nie przejmuj się nimi- pocieszał mnie Leo- pewnie mają okres- śmiał się, ale ja wiedziałem, że one miały rację. Sam sobie byłem winny. Nie powiedziałem jej, że ją kocham.
-Nie mam zamiaru przejmować się tą dziwką- powiedziałem i poszedłem się do końca spakować. Po tej czynności ułożyłem swoje włosy i zamówiłem z Danim, Gerim i Leo taksówkę, która zawiozła mnie na lotnisko. Chłopaki pokłócili się z Anto i Shak. Chciałem im jakoś przemówić do rozumu, że nie warto, ale w ogóle mnie nie słuchali.


~Perspektywa Mariki~

Jechałyśmy właśnie z dziewczynami na lotnisko. Opowiedziały mi jak się pokłóciły z chłopakami, a potem poszły do mojego pokoju, aby to wszystko zobaczyć na własne oczy. Wcale nie spaliśmy z Crisem. Powiem więcej słyszeliśmy co mówił Leo, Dani, Geri i Neymar. Po ich wyjściu zaczęliśmy sprzątać cały bałagan jaki zrobiliśmy po przyjściu z imprezy. Właśnie podczas sprzątania zastały nas dziewczyny. Kiedy skończyliśmy Tello poszedł do siebie, aby się ogarnąć. Zrobiłam to samo, a potem opowiedziałam dziewczyną całą prawdę. Zwijały się ze śmiechu i pogratulowały mi i Crisowi dobrej gry aktorskiej i pomysłowości. Miałam zamiar wytłumaczyć dziewczyną, że nie powinny kłócić się ze swoimi partnerami, ale oni sobie nieźle nagrabili. Potem kiedy rozmawiali na osobności powiedzieli, że miały rację, ale nie powinny mówić tego Neymarowi. One były innego zdania, a poza tym padły bardzo nieprzyjemne słowa. Niestety, ale skończyło się kłótnią. Dojechałyśmy na lotnisko i wsiadłyśmy do samolotu. Zajęłyśmy nasze miejsca, a po chwili przyjechał Bartra, Tello, tata i cały sztab szkoleniowy. Cris przyszedł i pocałował mnie w policzek, po czym wyszeptał mi na ucho, że w nocy było wspaniale. Pośmialiśmy się, po czym ja poszłam spać. Nie chciało mi się nikogo słuchać, a tym bardziej Leo, Gerarda i Daniego, którzy co chwila przychodzili do mnie na zmianę i powtarzali, że wiedzą, iż kocham Neymara. Alves nawet upierał się, że to musiało być ustawione po jego wcześniejszym smsie. Jedyny mądry, chociaż nie wygląda na takiego. Dolecieliśmy na miejsce. Witaj moja kochana Barcelono. Zaraz, gdy wysiedliśmy z samolotu podeszłam do Tello.
-Zdjęcie na Instagrama?- zapytałam. On się tylko uśmiechnął.
-Z tobą zawsze, ale ja robię bo mam dłuższą rękę- powiedział i oboje się zaśmialiśmy. Pocałowałam Crisa w policzek, a on zrobił nam zdjęcie, które wstawił na swój profil z dopiskiem: "Zawsze walcz o swoje :) Kochana ♥".
Następnie ja wrzuciłam zdjęcie, które zrobił nam przed momentem Bartra. Tello mnie przytulał od tyłu. Oboje byliśmy uśmiechnięci. Wrzuciłam tą fotkę i napisałam cytat z piosenki Shakiry.
"Sztuką jest przebaczyć
I boli wiedzieć, jak do ostatniego
Nie, nie graj z moim sercem
Nie zostawiaj mnie tutaj
Po prostu zabierz mnie do domu, bezpiecznie i szybko"

Miałam nadzieję, ze właśnie tak zrobi Neymar. Nie zostawi mnie i zabierze mnie do domu.
-Dodałem opis specjalnie dla Neymara- wyszczerzył się Tello i mi pokazał telefon. Uśmiechnęłam się i przytuliłam mojego przyjaciela. Tata zaniósł moje walizki do samochodu, a po chwili przyszedł po mnie.
-Skarbie zobaczysz się z nim już jutro- powiedział. Oderwałam się od chłopka. Tata się z nim pożegnał i poszliśmy do auta. Wsiadłam, zapięłam pasy i od razu włączyłam płytę z polskim rapem. Wsłuchałam się w przekaz, ale po chwili tata zaczął rozmowę.
-Między tobą, a Cristianem coś jest?- zapytał. Zdziwił mnie tym pytaniem, ale nie miałam zamiaru nikomu się tłumaczyć.
-Jeśli nawet to co?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Trener Barcelony głośno westchnął.
-A co z Neymarem?
-Nie obchodzi mnie to.
-Chłopaki mówili, że się pokłóciliście. Przecież ty go kochasz.
-Przylecieli na skargę?
-O co?- zapytał, zbywając moje pytanie. Pewnie, to zupełnie normalne.
-Nie będę się nikomu tłumaczyć- powiedziałam. Wyszłam z samochodu, a z bagażnika wyjęłam swoje walizki. Byłam cholernie zła na nich wszystkich. To moje życie i to ja o nim decyduję. Weszłam do mojego kochanego pokoju i położyłam się na łóżku. Założyłam ręce za szyję i leżałam tak kilkanaście dobrych minut. Patrzyłam się w sufit i nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Może i za bardzo się uniosłam podczas rozmowy z tatą, ale to wszystko mnie przerasta.Czuję się cholernie samotna. Dokładnie jak kilka lat temu. Poszłam zapalić papierosa, ale skończyło się na dwóch. Potem postanowiłam wreszcie się wypakować. Nie byłam zmęczona podróżą, ale życiem. To mogę powiedzieć otwarcie. Po rozpakowaniu się poszłam się wykąpać. Następnie ubrałam się w to:

Poszłam do łazienki i mocno się umalowałam. Nałożyłam na usta krwisto czerwoną szminkę, rzęsy pomalowałam tuszem, a powieki cieniem w kolorze czarnym i szarym. Zrobiłam także kreski. Wyglądałam jak nie ja. Miałam po prostu taką ochotę, aby się wymalować i wystroić. Sami wiecie, że na co dzień się tak nie ubieram, ale nie mam pojęcia co we mnie wstąpiło. Chciałam w końcu zapomnieć o tym wszystkim. Zeszłam na dół. 
-Idziesz na randkę z Tello?- zapytał tata, który oglądał właśnie powtórkę z ostatniego meczu Barcelony.
-Dobry pomysł- odpowiedziałam i wyszłam. Znowu za ostro reaguję. Jest mi tak cholernie źle. Długo myślałam o moim życiu. Dostałam dziś niezłą propozycję pracy, więc może skorzystam. Nie zorientowałam się nawet kiedy doszłam pod drzewo, gdzie Neymar wyrył nasze inicjały. Usiadłam pod rośliną, a jedna, pojedyncza łza powoli spływała po moim policzku. Bolał mnie każdy jego widok z inną dziewczyną. Najgorsze jest to, że sama już wiem, że się w nim ponownie zakochałam. Może nigdy nie przestałam go kochać. Jednak on nic już do mnie nie czuje. Co gorsza ma inne dziewczyny. Nie jest to jedna, ale kilka. Nagle usłyszałam jak ktoś siada obok mnie. Szybko odwróciłam głowę i zobaczyłam osobę, która tak intensywnie zaprząta moje myśli. 
-Co tu robisz?- zapytałam. Próbowałam udawać, że nic mnie to nie obchodzi, ale wcale tak nie było. Znów miałam tą iskierkę nadziei, że może coś dla niego znaczę.
-Czekam na dziewczynę- odpowiedział. Walczyłam ze łzami i wygrałam tę walkę. Na szczęście. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym rozpłakała się przy nim-A ty?- zapytał.
-Myślę- powiedziałam zgodnie z prawdą. Nie zdarzało mi się to w ostatnim czasie.
-Jak było z Tello?- spytał zbywając moją odpowiedź.
-Z Cristianem- poprawiłam go- Ok- po chwili odpowiedziałam od niechcenia. Miałam kompletny mętlik w głowie. Nie wiedziałam co mam robić.
-Myślałem, że powiesz, że był wspaniały, zajebisty, najlepszy- wymieniał, a jakiś głos w mojej głowie mówił, że taki jest tylko Neymar. Wpadłam po uszy. Znowu. Miłość jest dla słabych. Jestem cholernie słaba.
-Tego nie trzeba mówić- odrzekłam. Potem już milczeliśmy. Musiałam mu powiedzieć, że mam szansę wyjechać.
-Dostałam propozycję sesji w znanej gazecie- oznajmiłam.
-Fajnie.
-W Sydney- powiedziałam niepewnie. Nie wiedziałam jak na to zareaguje. Bałam się tego. Bałam się, że nic nie będzie go to obchodzić albo co gorsza będzie się z tego cieszył.
-A co z Tello?- zapytał. Czyli jednak. Nic go nie obchodzę. Muszę przyjąć tą propozycję. On sobie ode mnie odpocznie i wszystko sobie ułoży. Będzie nareszcie szczęśliwy.
-Poradzi sobie- odpowiedziałam bez uczuć.
-Nie wierzę- powiedział i kręcił głową. Nie wiedziałam o co mu chodzi- Przespałaś się z nim, a wcale go nie kochasz... Kiedyś taka nie byłaś- podniósł trochę głos, a ja nie miałam zielonego pojęcia co mam teraz zrobić.
-To nie tak- chciałam się jakoś bronić, ale jak widać on nie chciał mnie w ogóle słuchać.
-A jak? Zachowujesz się jak jakaś dziwka... Najpierw ten facet, z którym tańczyłaś, a teraz Tello- krzyczał, a ja już nie wytrzymałam. Dałam mu w twarz. Pierwszy raz, gdy go uderzyłam. Bolało mnie to cholernie i z trudem to zrobiłam, ale należał mu się taki chłodny prysznic.
-Nigdy więcej mnie tak nie nazywaj- powiedziałam i wstałam. Chciałam stamtąd iść. Wiedziałam, że zaraz się rozpłaczę. On jednak złapał mnie za rękę. Wstał i stanął na przeciwko mnie. Puścił moja rękę, a ja poczułam jak ciepło mnie opuszcza.
-Patrz jak jesteś ubrana. To nie ty. Gdzie twoje trampki? Gdzie luźna koszulka? Co się u ciebie dzieje?- pytał, a ostatnie zdanie wypowiedział jakoś z troską. Nie wiem. Na pewno nie. Wmawiam sobie tak, żeby poczuć się lepiej. W jednym miał rację. Znowu coś się ze mną działo. Nie chciałam jeść. Kolejny raz byłam na diecie. Kiedy byłam u lekarza mówił, że brakuję mi kilka kilogramów do wychudzenia. Mimo to ja uważałam swoje ciało za brzydkie i potrafiłam wskazać kilkanaście miejsc, z których nie byłam zadowolona. Byłam po prostu za gruba. Moja psychika już nie wytrzymywała tego wszystkiego. Czasami miałam ochotę rzucić to w cholerę i wyjechać. Zupełnie tak jak kiedyś. Tym razem nie mówiąc nikomu ani słowa i nigdy nie wrócić. 
-Zastanawiam się nad wyprowadzką do Sydney- powiedziałam. Tak też było. Nikt mnie tam nie zna. Ja nikogo nie znam. Nikomu nie rozwalę życia swoją osobą. Przeze mnie pokłóciła się Anto i Ahak z chłopakami, ranię tatę, a samej sobie nie potrafię pomóc w ułożeniu życia. No i oczywiście Neymar ćpa.
-Nie rób tego- wypowiedział te słowa taki przestraszony. W moich oczach pojawiły się łzy. Kochałam go jak głupia.
-Wszystko niszczę.
-Nic nie niszczysz.
-Przeze mnie Anto i Shak pokłóciły się z chłopakami... Widzę jak tata się o mnie martwi i jak ranię go na każdym kroku. Nie wiem sama co robię z własnym życiem. Pozwalam się obmacywać jakimś idiotom- wymieniałam.
-To nie powód, aby wyjechać.
-Nic nie rozumiesz.
-To mi wytłumacz.
-Nie przespałam się z Crisem.
-Jak to?
-Miałam na sobie piżamę, a Cristian dresy.
-Dlaczego to zrobiłaś?
-Bo sobie nie radzę- powiedziałam i odeszłam. Poczułam jeszcze jego rękę na moim nadgarstku, ale się wyrwałam. Nie zasługuję na takich przyjaciół. Nie zasługuję na miłość Neymara. Szłam tak, aż wpadłam na jakiegoś chłopaka w kapturze.On szeroko się do mnie uśmiechnął, ale to nie był miły czy przyjazny uśmiech. Zdjął kaptur, a ja ujrzałam Kacpra. Moje serce stanęło. Zamarłam. Kacpra poznałam w Polsce jeszcze przed przyjazdem do Barcelony. Nie znałam wtedy taty. Byłam samotna, zagubiona i brakowało mi kasy oraz przyjaciół. Wciągnął mnie w to Wojtek, mój były chłopak. Kacper był szefem małego gangu. Miał ksywkę Sycylijczyk. Dlaczego tak? Bo jego ojciec pochodził z Sycylii. Poza tym zachowywał się jak rasowy gangster.
-Witaj czarna- powiedział. Tak kiedyś do mnie mówili.
-Czego chcesz?- warknęłam. Dawno temu napadłam z nimi na sklep. Zwinęliśmy utarg, ale jego złapała policja. Przesłuchiwali nas wszystkich, ale załatwiliśmy sobie alibi. On nie miał tyle szczęścia. Znalazł się jednak świadek, który wskazał wszystkich, którzy okradali. Mianowicie ja, ostra, Wojtek i Sycylijczyk. Ostra i Kacper dostali wyroki bo byli pełnoletni. Zaś mi i Wojtasowi przydzielili wtedy kuratora. Wcześniej z nimi okradaliśmy ludzi, ale tylko tyle. Po tej akcji ze sklepem dałam sobie spokój, ale oni bali się, że ich wydam. Nie zrobiła bym tego. Nie jestem konfidentem, ale Sycylijczyk mi nie wierzył. Chciał mieć pewność. Co mu ją miało dać? Mój powrót albo moja śmierć. 
-Nie witasz się zbyt miło- pokręcił głową i pociągnął mnie za włosy. Wiedziałam, że głupotą było by się bronić. 
-Czego chcesz?- ponowiłam moje pytanie.
-Wiem, że zakochałaś się w tym piłkarzyku z  Barcelony. W Neymarze. Zastanowiłem się i nie chcę, abyś umierała, ale zniszczę ci życie. 
-Co ja ci zrobiłam?
-Nadal możesz chcieć mnie wydać- odpowiedział.
-Zrozum, że ja życie z Polski zostawiłam właśnie tam. Tutaj nie ma przeszłości.
-Nie obchodzą mnie twoje tłumaczenie. Jest jeszcze jedna sprawa.
-Jaka?
-Pamiętasz jak chciałem z tobą być? Powiedziałaś, że nie.
-Byłam wtedy z Wojtkiem.
-Mogłem go zlikwidować. Wystarczyło twoje jedno słowo.
-Nie kochałam cię.
-To nie ważne. Jutro jest impreza charytatywna.
-No i co z tego?
-Jako córka trenera będziesz brała w niej udział.
-Do czego zmierzasz?
-Obrobimy ich, a ty mi pomożesz.
-Zwariowałeś? Oni nie dostają tej kasy to idzie na chore dzieci.
-Nie interesuje mnie to. Wiem, że kasa będzie przechowywana na dole.
-Co ja mam z tym wspólnego?
-Ty to zwiniesz.
-Żartujesz?
-A wyglądam jakbym żartował? No właśnie. Pomożesz mi.
-A jeśli nie to co?
-To pomożesz w pogrzebie tego Neymara i jego syna.
-Nie zrobisz tego.
-Zakład? 
-Co mam dokładnie zrobić?
-Grzeczna dziewczynka... Załatwisz mi i ostrej wejściówki, a potem zejdziemy do piwnicy, zabijemy ochroniarzy i ukradniemy kasę. Potem uciekniemy przez tylne drzwi. 
-Nie możecie ich tylko ogłuszyć?
-Nie. Ty masz ich zabić.
-Nie zrobię tego!
-Czy Neymara? A potem zeznasz, że widziałaś, że zrobił to jakiś piłkarz. Pozwalam ci wybrać.
-Jesteś chory. Kto mi uwierzy, że piłkarz ukradł kase, której ma pod dostatkiem?
-Tutaj także jest twoja rola. Upijesz go i powiesz, że nie panował nad sobą, a poza tym poszło o panienkę. Ktoś skorzystał z okazji i ukradł pieniądze. A więc który to będzie piłkarz?
-To moi przyjaciele.
-Nie chcesz wybierać... Dobra to Messi. A i jak tego nie zrobisz to on też zginie. Rozumiesz kurwa?- wydarł się na mnie i pociągnął mnie za włosy. Zaraz przybiegł Neymar i mnie od niego odciągnął. Kacper cały czas mówił po polsku. Znał tylko ten język i włoski. Odciągnęłam Neya od niego.
-Pamiętaj co mówiłem. Pogrzeb jego, Daviego i Messiego albo wrobienie Messiego- powiedział i odszedł szybko. Siadłam na ławce i się rozpłakałam. Neymar się do mnie dosiadł.
-Zrozumiałem imię mojego syna i Leo- powiedział. Postanowiłam mu o wszystkim powiedzieć. Nie pominęłam też faktu jak znalazłam się w takim bagnie. On mnie przytulił. 
-Mam pomysł. Mam znajomego w policji. Zadzwonię do niego i on  do mnie przyjedzie. Opowiemy mu o wszystkim, a on zorganizuje to tak, że nic złego się nie stanie. Ok?- powiedział. Był wspaniały.
-Dziękuję- on w odpowiedzi tylko mnie mocniej przytulił. Dobrze, że to zrobił. W sumie gdyby nie on to nie wiem co bym zrobiła. Chyba bym się zabiła. Nie mówię tutaj ot tak. Zrobiłabym to. Poszliśmy do domu Neymara. Po chwili przyjechał Carlos. Opowiedzieliśmy mu wszystko, a on powiedział, że polska policja zawiadomiła ich o ucieczce z kraju. Są poszukiwani listem gończym. Carlos zorganizował wszystko tak, że ich złapią. Kazał mi się normalnie zachowywać. Musiałam kupić sukienkę, ponieważ ma być ona wieczorowa, a do tego maski. Udałam się z Neyem na zakupy. Byłam wyczerpana tym wszystkim. Powoli mnie to przerastało.Napastnik Dumy Katalonii właśnie odwoził mnie do domu. 
-Może zostaniesz dzisiaj u mnie?- zapytał niepewnie.
-Czekałeś na jakąś dziewczynę- zauważyłam, a on się słabo uśmiechnął. Coś ukrywał.
-Kłamałem.
-Dlaczego?
-Nie chciałem, żebyś dowiedziała się, że to miejsce mi po prostu przypomina ciebie.
-Właśnie mi to powiedziałeś.
-Kiedyś musiałem. Ty powiedziałaś, że nie przespałaś się z Crisem.
-Kiedyś musiałam- zaśmialiśmy się na te słowa- Może ty dzisiaj przenocujesz u mnie? Nie chcę zostawiać taty.
-A ja ciebie. Boję się, że ten idiota coś ci zrobi.
-To jedziemy do mnie?
-Jasne- tak też zrobiliśmy. Dużo rozmawialiśmy. Przyjechaliśmy do domu, który dzielił ze mną mój tata. Weszliśmy do środka, gdzie tata robił kolację.
-Cześć tato!- krzyknęłam. Położyłam zakupy na blacie- Przepraszam za wcześniejsze zachowanie. Wkurzyłeś mnie z tym Tello- wyjaśniłam swoje zachowanie, a w progu stanął Neymar. Przytuliliśmy się z tatą.
-Nic się nie stało. Ja też przepraszam, ale chyba się nie pomyliłem- uśmiechnął się szeroko wskazując na chłopaka.
-Jeszcze nie wiem- odpowiedziałam. Zaśmialiśmy się nadal trwając w uścisku.
-A ja? Ja też chcę przytulasa- powiedział jak dziecko, nie kto inny jak jedenastka Barcy. Szedł w naszą stronę z otwartymi ramionami, a ja szybko się schyliłam, aby do tego nie doszło. Tak jak się spodziewałam trener i jego podopieczny zaczęli się nieświadomie przytulać. Wybuchnęłam śmiechem. Neymar chciał mnie połaskotać, ale uratował mnie tata, który postanowił na stole kolację. Zjedliśmy ją żwawo dyskutując. Junior został pomóc tacie posprzątać po posiłku, a ja poszłam do swojego pokoju. Dostałam sms-a od Sycylijczyka, że jutro o 12 w tym samym miejscu z wejściówkami. Neymar ma je w kieszeni. Nie wspomniałam o tym, ale już po nie byliśmy. Wzięłam jednego papierosa z paczki i poszłam na balkon, aby go wypalić. Wyjęłam zapalniczkę, a potem go podpaliłam. Zaciągnęłam się dwa razy, a ktoś wyrwał mi go z ust i zgasił. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam Neya, który wcale nie był zadowolony.
-Ile razy ja ci mam mówić, że nie powinnaś palić- skarcił mnie.
-Nie jesteś moim tatą, żeby mi mówić co mam robić- wytknęłam mu język, ale on nie dawał za wygraną. Zawsze taki był. 
-Ale martwię się tak samo, a tak w ogóle to zaraz mu to powiem... Peee- zaczął się już drzeć, ale zatkałam mu buzię. On wziął mnie na ręce i położył na łóżku, po czym zaczął mnie łaskotać. Kiedy już miałam naprawdę dość chłopak przestał i zaproponował film. Przebrałam się w piżamkę z myszką minnie, a on pożyczył sobie od mojego taty dresy. Oboje przed tym wieliśmy prysznic, a potem włączyliśmy jakąś komedię. Był niezły ubaw. Jednak byłam tak zmęczona, że nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Najzwyczajniej w świecie odpłynęłam.



Napisałam wam taki długi 35 rozdział :D Podoba się? Może wam zabije Marikę co? Tak przy tym kradnięciu pójdzie coś nie tak i ona zginie :D  A co myślicie o zachowaniu naszej pary? Coś do siebie jeszcze czują czy raczej to tylko przyjaźń? No i co ja mam z nimi zrobić co? xD 

































środa, 25 lutego 2015

34. Nieporozumienia, błędy, duma...

Wstałam rano i byłam w bardzo dobrym humorze. Postanowiłam z samego rana pobiegać. Co prawda nie znałam Brazylii, ale to nic.Jutro rano wyjeżdżamy do domu, a ja jestem jeszcze nie spakowana. Najpierw zaczęłam wrzucać wszystko do walizki. Zostawiłam sobie tylko ubrania do biegania i te, które założę potem. Ubrałam się w strój sportowy i wyszłam z hotelu, związując włosy. Biegłam przed siebie ze słuchawkami w uszach i się uśmiechałam. Czułam, że kocham życie. Na prawdę nie wiem czemu mam taki świetny humor, ale wcale mi to nie przeszkadza. Powiem więcej- wręcz przeciwnie. Okazało, że znalazłam się w jakimś parku. Przebiegłam obok jakiś chłopaków, którzy coś mówili do mnie, ale miałam słuchawki w uszach. Zaczęli biec obok mnie w tym czasie miło się uśmiechając. Przystanęłam i zdjęłam słuchawki.
-Fajna z ciebie dupa- powiedział jeden. Byłam tak zdziwiona i zażenowana, że nawet nie wiedziałam co mam mu powiedzieć.
-Proponuję kolację ze śniadaniem- dopowiedział drugi. Wybuchnęłam tylko niepohamowanym śmiechem. Oni spojrzeli na mnie z zaskoczonymi minami.
-Ja proponuje karnet na siłowni i zakup lustra- powiedziałam i pobiegłam dalej. Nie wiem czemu, ale rozbawiła mnie ta sytuacja. Włączyłam gps-a i pobiegłam do hotelu. Weszłam do pokoju i zastałam tam Rafe, która czegoś szukała.
-Hej, czego szukasz?- przywitałam się z przyjaciółką, a zaraz potem zapytałam.
-Prostownicy- jęknęła. Pomogłam dziewczynie w poszukiwaniach owego przedmiotu.
-Mari- zaczęła.
-Tak?- zapytałam. Wiedziałam, że czegoś chce.
-Nie wiem czy mogę cię o to prosić- wyznała zakłopotana. To było urocze. Ona i Neymar bardzo rzadko tacy byli.
-Oj tam, mów- zachęciłam dziewczynę.
-No bo Neymar miał jechać dzisiaj na wywiad, a potem wróci... Wiesz to są moje ostatnie chwile tutaj, a Marc wraca do Barcelony i...- ciągnęła swoją wypowiedź,a le widać było, że jest bardzo skrępowana.
-Mam zaopiekować się Davim?- zapytałam z uśmiechem. Tak na prawdę to bardzo chciałam spędzić z małym trochę czasu, ale z drugiej strony. Wiecie, ta sytuacja z artykułami nie daje mi spokoju.
-No tak... Bo wiesz mnie już dzisiaj wieczorem nie będzie- wyżaliła się. Usiadłam na łóżku zrezygnowana.
-Bardzo bym chciała, ale... Ostatnio nie byłam chora. Nie chciałam spędzić czasu z Davim...- wyznałam dziewczynie. Chciałam jej wytłumaczyć dlaczego, ale ona mi przerwała.
-Jak to? Jesteś jak Bruna!- krzyknęła, a w jej oczach pojawiły się łzy. Chciała wyjść z pokoju, ale ją zatrzymałam.
-Przeczytałam artykuł, że znowu się pojawiam i psuję życie Neymarowi... Oni mieli rację, przecież on ma dziewczynę. Nie chcę, żeby miał przeze mnie nieprzyjemności. Gdybym gdzieś wyszła z Davim to zaraz by mieli powód do pisania kolejnych bzdur. Rafa... Ja na prawdę nie chcę niszczyć niczego życia- wyjaśniłam. Ona usiadła obok mnie na łóżku. Popatrzyła się na mnie i po chwili przytulając cały czas przepraszała. Miała prawo tak pomyśleć.
-Kochana, ale Neymar się tym nigdy nie zacznie przejmować. Znam go bardzo dobrze, a jeśli chodzi o Jess to oni już nie są razem. Odkąd rozstaliście się z Neyem to on nikogo nie miał na prawdę. Jasne z Jessicą był długo. Ona miała dobry kontakt z Davim, z jego rodzicami, ale on jej nie kochał. Często ją zdradzał, a przed nią nie było nikogo- opowiedziała mi wszystko, a ja byłam w szoku. Nie miał nikogo przed Jess.
-A kiedy zaczął być z Jess?- zapytałam. Nie wiem czemu. Po prostu chciałam wiedzieć. Spłoniesz w piekle Marika- pomyślałam.
-Po twoim liście- odpowiedziała, a mnie zatkało. Nie wiedziałam co powiedzieć.
-On mnie kochał?- palnęłam bez zastanowienia. Rafa spojrzała na mnie z uśmiechem pod nosem.
-Jak nikogo innego. Kiedy cię poznał to przestał sypiać z kim popadnie, a potem długo nie mógł się ogarnąć po waszym rozstaniu... Kazał mi nie mówić, ale chyba powinnaś wiedzieć. Skoro już padło to pytanie. On zaczął ćpać po twoim wyjeździe, potem się ogarnął i znowu do tego wrócił- wyjawiła mi jego tajemnicę, a mnie po raz kolejny tego dnia zatkało. Jej słowa odbijały się w mojej głowie jak echo.
-Zaopiekuję się Davim... Idę się ubrać- oznajmiłam i poszłam do łazienki. Szłam totalnie oszołomiona. Nie wiedziałam co się dzieje. Wyjęłam papierosa i zapaliłam. Dopiero potem poszłam pod prysznic. Umyłam się dokładnie. Po wytarciu ciała nałożyłam na siebie balsam czekoladowy. Miał boski zapach. Weszłam na wagę. Tyle samo, co wczoraj. Niestety. W Barcelonie nad tym popracuję. Ubrałam się w to:

Włosy rozpuściłam, a full capa jak zawsze założyłam tyłem na przód. Uznałam, że jestem gotowa. Wzięłam tylko telefon, kartę od pokoju i portfel. Wszystko wsadziłam do nerki. Miałam już wychodzić, kiedy Brazylijka stanęła przede mną jednocześnie zasłoniła mi wyjście.
-Yyy Rafa?- zapytałam rozbawiona jej zachowaniem. Przypominała mi chłopca z kreskówki, który zobaczył ufo. Niestety nie pamiętam jak ta bajka się nazywała. Moje rozmyślania przerwało pytanie pięknej istoty stojącej przede mną.
-A ty?- tak mnie zdziwiła tymi dwoma słowami, że nie wiedziałam co robić. Mam się śmiać czy bać? Odbiło jej?
-Rafa jaśniej kochana- poprosiłam, przecież nie jesteśmy w Hogwarcie, a ja nie uczę wróżbiostwa czy  czegoś tam. Nie jestem też Nevillem czy Heromioną, którzy wszytko wiedza. Tak, lubię Pottera. Zastanawiam się czy aby nie złożyć tam podania. Chodzi mi o Hogwartu. TO chyba dobry pomysł- Jak myślisz złożyć podanie do Hogwartu?- zapytałam Rafy jak gdyby nigdy nic. Ona popatrzyła się na mnie jak na wariatkę, a potem obydwie wybuchnęłyśmy śmiechem. Kiedy już przestałyśmy Rafka przeszła do rzeczy.
-Chodziło mi o to czy kochasz Neymara- wyznała. Czemu przez tą kobietę cały czas zamyka mi się buzia? Kłamać nie kłamać? O to jest pytanie. Boże, Marika co ci się dzieje? "Ręczniki, gorąca woda... Nie, nie ty jesteś kaczką. Kaczką, pamiętasz?". Mówiłam już, że lubię oglądać bajki? Nie? To teraz mówię. Kocham bajeczki. Odruchowo spojrzałam w lustro i ujrzałam moją twarz. Ciekawe dlaczego. Czy tylko mnie irytuje ten głos w mojej głowie? Czary są możliwe. Dobra wiem, że nie ale za marzenia się nie płaci. Podobno. Nie, na pewno się nie płaci. Gdyby tak było to bym już dawno zbankrutowała. Dobra opanuj się i jej odpowiedz.
-Nie umiem kochać skarbie... Taka ze mnie suka ot co- powiedziałam z uśmiechem- Pa kochana- pożegnałam się z siostrą piłkarza i poszłam do pokoju Alvesa, gdzie znajdował się mały. 
-Cześć chłopaki- wydarłam się wchodząc do ich pokoju. Oglądali bajki na łóżku. Dani tak się przestraszył, że spadł z łóżka. Zaczęłam się z niego śmiać jak opętana. Dołączył do mnie także uroczy blondynek zwany synem Neymara. Nagle drzwi łazienki się otworzyły i zobaczyłam w nich jego tatusia. Był w samych bokserkach, a jego włosy oklapły. 
-Davi tatuś się nie uczesał- powiedziałam w kierunku chłopczyka. On dziwnie się na mnie spojrzał, a potem na jedenastkę Barcy. Zaczął się znowu śmiać.
-Tata się w głowę pewnie uderzył- powiedział, a wszyscy zwijali się ze śmiechu oprócz Brazylijczyka, o którym to rozmawialiśmy. 
-Nie Davi... Tata po prostu nie ma dla kogo się stroić- naśmiewał się z niego Alves. Próbowałam tłumić śmiech, ale nie wytrzymałam. 
-Ale jak to? Wujek, przecież jest tu Mari, a on ją kocha bo jak wczoraj siedzieliśmy to...- nie dane było mu skończyć bo Neymar zaczął łaskotać swojego synka. 
-Kocham Cię synu najmocniej na świecie... Mów jaką chcesz zabawkę- po tych słowach sama spadłam z łóżka. Oczywiście ze śmiechu. Pech chciał, że prosto na Alvesa. Na prawdę długo się śmialiśmy. Nie mogłam się uspokoić. 
-Ty płaczesz!- krzyknął  Dani i zaczął się ze mnie nabijać. Często tak mam, że płaczę sobie ze śmiechu. A co nie wolno? Zaraz do pokoju wpadł Pique z Bartrą na plecach.
-Słyszałem, że ktoś tu płacze, a więc ja książę się zjawiłem- powiedział wymachując ręką. Już nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Brzuch zaczynał mnie boleć z tego śmiechu, a łzy ciekły z oczu. 
-A dlaczego to ja mam nie być księciem?- wydarł się na Marca obrońca z numerem 3. Pomyślcie sobie co ja tam właśnie przeżywałam. W taki sposób to mięśnie brzucha idzie wyrobić. Nadal leżałam na podłodze i zwijałam się ze śmiechu. Neymar się ubierał, a przynajmniej próbował. Po pierwsze śmiał się jak głupi, a po drugie Davi schował mu wszystkie skarpetki, a w zamian oddał swoje. 
-Stop... Błagam....- mówiłam przez śmiech. Hotel wariatów. Oni przestali trochę, ale i tak mnie śmieszył Neymar. Następnie weszła Rafa, Anto, Messi i Shak. Mieli miny jakby zobaczyli nie wiadomo co. To tylko ja i Dani leżący an ziemi. Na mnie siedzący Davi. Marc na komodzie, a Pique na łóżku. Neymar biegający z skarpetkami ze spider-man'a i ze smerfami w ręku. Miał na sobie jedną skarpetkę i koszulkę na lewą stronę. Widok dość normalny na ekipę z Barcelony. Z tego trzeba nagrać film! Dostanę Oscara. Ulepszymy to o różne moce i super stroje.Tak, mam genialne pomysły. Zobaczyłam jak Rafa wymyka się z Bartrą.
-Ja ci tu dziecko pilnować będę, a ty bez słowa idziesz z przyszłym tatusiem- zawyłam, a każdy się śmiał oprócz Neymara. On ma jednak kiepskie poczucie humoru.
-Jesteś w ciąży?- wydarł się na siostrę, a ja znowu ryczałam ze śmiechu. 
-Bliźniaczej- ledwo to powiedziałam przez śmiech. Spojrzałam na Daniego, ale i on już płakał- A mówiłeś na mnie- zwróciłam się do niego, a on wybuchnął jeszcze większym śmiechem.
-Rafa na prawdę?- zapytał Neymar, a ja nie wytrzymywałam tam. Każdy się chyba połapał o co chodzi tylko nie on. 
-Tak. Spójrz na Marikę- powiedziała poważnie, ale po chwili zaczęła się śmiać. On na mnie spojrzał, a ja mu pomachałam. Zrobił face palma i sam śmiał się ze swojej głupoty. W końcu wszyscy się ogarnęliśmy. Było ciężko, ale daliśmy radę. Neymar nie chciał puścić Rafy z Marcem, ale pociągnęłam go za rękę w poszukiwaniu jego skarpetek. Znaleźliśmy je, a zakochana dwójka wyszła. Reszta także się rozeszła. Została tylko nasza "wyjściowa" czwórka. Kiedy Ney wychodził śmialiśmy się z Danim i Davim z niego.
-Powiemy mu?- zapytał szeptem Brazylijczyk.
-Idzie przecież na wywiad- powiedziałam ze śmiechem, oni również się śmiali. Przybiliśmy sobie piątki i pomachaliśmy grzecznie piłkarzowi. On pojechał, a my urządziliśmy sobie bitwę na poduszki. Oglądaliśmy też trochę bajeczki, a potem spakowałam do reszty Daviego. Następnie przełączyliśmy na wywiad z Neymarem. Trwało to już trochę. Nagle prowadzący zapytał go o mnie.
-Marika Guardiola wróciła... Czy coś między wami znowu jest?
-Jesteśmy przyjaciółmi- powiedział krótko.
-Może coś więcej? Co myślisz o artykułach, w których piszą, że ona niszczy ci życie i leci na kasę? Jaka jest na prawdę? Kiedy się z nią ostatnio widziałeś?- zadawał po kolei pytania ten ciekawy facet.
-Myślę, że ludzie nie powinni pisać o innych, jeśli ich w ogóle nie znają. Marika jest wesoła, miła, noo z tym różnie, ale przeważnie jest miła, fajna i bardzo się martwi o swoich przyjaciół. Po co ma lecieć na czyjąś kasę skoro sama jest dość bogata? Jest modelką i trenerką personalną. Nie zniszczyła mi życia, a wręcz przeciwnie. Ostatnio widzieliśmy się przed wywiadem- mówił uśmiechnięty Brazylijczyk.
-Widać- stwierdził pytający. Popatrzyliśmy się z Danim zdziwieni. Ney również taki był- Ma pan koszulkę na lewą stronę- wyjaśnił, a my z Alvesem zaczęliśmy się śmiać. Juninho zawstydził się, a na jego policzkach mimo ciemnej karnacji można było dostrzec delikatne rumieńce. Bez namysłu zdjął koszulkę i ją przełożył na dobrą stronę. Strzeliliśmy sobie z moim towarzyszem face palma, a Davi patrzył się w telewizor i nie wiedział kompletnie co jego tata właśnie robi. Chwilę jeszcze pogadali i zakończył się wywiad. 
-A ty też uważasz go za przyjaciela?- zapytał się Dani. Przewróciłam tylko oczami.
-Co wy z tym macie?- odpowiedziałam mu pytaniem na pytaniem.
-Co?- był zdziwiony moją reakcją.
-Dzisiaj Rafa pytała się mnie czy go kocham- wyjaśniłam.
-I co powiedziałaś?- był taki ciekawski. Cały on.
-W słowo w słowo mam powtórzyć?- zapytałam, a on mi przytaknął- Nie umiem kochać skarbie... Taka ze mnie suka ot co- powtórzyłam swoje słowa z rana.
-Przekonałaś ją?- zapytał.
-Czemu miałabym ją przekonywać?
-Bo to nie prawda.
-Wiesz lepiej co nie?
-Gdybyś go nie kochała to byś powiedziała, że nie- wyjaśnił swój tok rozumowania.
-To nie jest takie proste jak ci się wydaje- oznajmiłam mu. Pokręcił głową i uśmiechnął się pod nosem. 
-Mari kocha Neya!- wydarł się, a w tym samym czasie do pokoju wszedł Junior. Jestem pewna, że na moich policzkach widać było małe, różowe kółeczka. Jak ja tego ie lubię. Zabiję- powiedziałam bezgłośnie w stronę Daniego. Powiedzcie mi czy on w ogóle myśli? Oczywiście, że nie. Bo po co? Jest piłkarzem to nie potrzebny mu mózg. Muszę go w coś wkopać. Tylko dolecimy do Barcelony... Już ja się postaram o kilkanaście dodatkowych kółeczek dla niego. Zwiedzi sobie stadion. 
-Dlaczego mi nie powiedzieliście?- zapytał lekko zły napastnik.
-Było śmiesznie- wyjaśnił Alves.
-Wiesz, że oni sobie pomyśleli, że my ze sobą spaliśmy?- zwrócił się do mnie, a ja zamarłam.
-O kurwa- tylko tyle zdołałam wypowiedzieć.
-Spoko, powiem, że było fajnie- zapewnił mnie. Cóż za pomoc i pocieszenie. Nie chciałam się nic na ten temat odzywać- Synku chodź jedziemy... Ciocia Rafaela zaraz będzie na dole, a my się jeszcze musimy spakować- wyjaśnił.
-Mama mnie spakowała- odpowiedział dumny. Stanął przed Neyem z dinozaurem i tym ślicznym uśmiechem. To chyba u nich dziedziczne. 
-W takim razie zabieramy mamę i wujka na lody- powiedział, biorąc małego na ręce. Zrobił mu tak zwanego samolota. 
-Ja muszę się jeszcze spakować- zaprotestował Dani. Wiedziałam, że zrobił to specjalnie. Neymar pomógł mi wstać z podłogi, na której siedzieliśmy. Założyłam mojemu synkowi buciki i wyszliśmy. Davi trzymał za rękę mnie i tatę. Tego mi brakowało w dzieciństwie. Chociaż on też nie ma tak łatwo. Tata cały czas za granicą. Bardzo daleko od niego, a mama ma go gdzieś. Mógłby przeprowadzić się do Barcelony. Oboje by za sobą tak nie tęsknili. Z transu obudził mnie głos małego.
-Mamo jakie chcesz lody?- zapytał wesoło.
-Ja kochanie nie chcę lodów- odpowiedziałam z uśmiechem. 
-Mari co się dzieje?- spytał Neymar. Kochałam jak wymawiał moje zdrobnienie imienia. Dużo osób tak na mnie mówiło, ale w jego ustach brzmiało to zupełnie inaczej. Co się ze mną dzieje? 
-Nie mam ochoty- odrzekłam. Nie powiem mu, że się odchudzam bo zaraz by powiedział mojemu tacie. Brakuje mi już tylko kilka kilogramów do upragnionej wagi. Po lodach poszliśmy z chłopakami na plac zabaw. Pobawiliśmy się z malutkim i musieliśmy pojechać na stację kolejową. Pożegnałam się z moją siostrą bo tak nazwalam Rafe, a ona powiedziała do mnie przyszła bratowa. Długo trzymałam w objęciach Daviego. Starałam się nie rozpłakać, ale kiedy weszli do pociągu i odjechali nie dałam rady. Z moich oczu popłynęły łzy. Neymar natomiast miał je w oczach. Słona ciecz płynęła po moim policzku. 
-Nie płacz- szepnął mój towarzysz. Zbliżył się do mnie i niepewnie mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk. Nie oszukujmy się potrzebowałam teraz czyjeś bliskości. Nienawidzę pożegnań. Pojechaliśmy z powrotem do hotelu. Chłopaki wymyślili imprezę. Na początku nie chciałam bo totalnie zepsuł mi się humor przez wyjazd tego malca, ale dziewczyny mnie namówiły. Szykowałyśmy się u mnie. One już zeszły, a ja nadal siedziałam w pokoju. Nie szykowałam się. Siedziałam na łóżku i słynęła mi pojedyncza łza. Nawet nie wiedziałam, że będzie mi go tak brakować. Ich obu. Neymara i Daviego. Zeszłam na dół w takim stroju:


Włosy miałam tylko rozpuszczone, a oczy pomalowane na czarno- złoto. Nie było źle. Zeszłam na dół i okazało się, że czeka na mnie Neymar. Każdy się podzielił, a Alves wepchnął się do taksówki sam. On robi wszystko, żeby nas ze sobą zeswatać. To się nie uda. Za bardzo go skrzywdziłam. Dopiero teraz rozumiem jaką byłam egoistką. Mogłam wtedy to z nim wyjaśnić. Uniosłam się dumą. Postanowiliśmy przejść się. do klubu, ponieważ wcale nie był tak daleko.
-Wiesz, że oni chcą nas zeswatać?- zapytał po chwili Brazylijczyk. Przytaknęłam mu tylko głową. Myślami byłam przy tym samym temacie. Chyba go kocham. Nie. To na pewno tylko głupie zauroczenie, które przyszło bo nie mam nikogo na prawdę bliskiego obok siebie. 
-Mogę zabrać cię najpierw jedno miejsca?- zapytał ponownie.
-A gdzie?- serio chciałam z nim spędzić trochę czasu. Zastanawiałam się nad wyjazdem z tatą do Niemiec. Język jako tako znam. Musiałabym tylko trochę sobie przypomnieć i było by dobrze. 
-Niespodzianka!- krzyknął i wziął mnie na ręce, po czym zaczął biec. Śmialiśmy się jak głupi. To było niesamowite. Okazało się, że Neymar zabrał mnie na plażę. Delikatnie wiał wiatr, a morze szumiało. Było cicho i ciemno, ale fajnie. Usiedliśmy na jednym z kamieni, a ja poczułam, że robiło mi się zimno. Nastawiłam się na klub, a nie na zimna, morską bryzę. Mimo to, to w nim uwielbiałam. Potrafił być spontaniczny. 
-Zimno ci- powiedział ze śmiechem.
-No wiesz nie uprzedziłeś, że będziemy siedzieć na plaży- powiedziałam uśmiechnięta. Przy nim mogłam być sobą. Nie musiałam nikogo ani niczego udawać, choć tak często to robiłam. Odpychałam go, kiedy chciałam rzucić się na szyję. Stop. Nie myśl tak. Ney zdjął z siebie kurtkę i chciał mi ją założyć.
-Nie chcę- zaprotestowałam.
-Jestem dżentelmenem, a tobie jest zimno- stwierdził z nie małym uśmiechem.
-Ney na prawdę nie...- nie dał mi nawet skończyć. Przerwał w połowie.
-Co ty filmów nie oglądasz? Jak ci daję to masz wziąć moją kurtkę bo  zamarzniesz, a ja próbuję być uprzejmy- wyszczerzył się do mnie i nałożył mi ją na swoje ramiona. Sięgała mi do połowy ud. On zarzucił swoje ręce na moje ramiona i siedział tak, przytulając mnie od tyłu. 
-Rafa i Dani by powiedzieli, że romantyczny- zaśmialiśmy się na te słowa oboje -Neymar...
-Tak?- zapytał, jakby o czymś długo myślał.
-Co się z nami stało?- zapytałam. Nie wiem po co. Po prostu chciałam wiedzieć. Chciałam znów poczuć się 3 metry nad niebem.
-Właśnie nad tym myślałem- uśmiechnął się lekko- Nieporozumienia, błędy, duma...- wypowiedział, a ja w pełni się z nim zgadzałam. W końcu postanowiliśmy pójść do klubu. Neymar mnie zasunął przez co musiałam komicznie wyglądać w jego wielkiej kurtce. Doszliśmy do bawiących się już tam piłkarzy i oddaliśmy się w wir zabawy. 




Mamy 34 rozdział :D Taki romantyczny xd Nagle Marika i Neymar się nie bili ani nie byli dla siebie chamscy xd Jakoś tak się nam miło zrobiło :) Czas to zmienić? :* Dziękuję za każdy komentarz :)

Zapraszam także na mojego instagrama: https://instagram.com/werczi1608/





















piątek, 20 lutego 2015

33. Nigdy nie będziesz sama.

W nocy spałam dość niespokojnie. O ile ranek można nazwać nocą. Budziłam się co chwila. Kiedy to robiłam przed moimi oczami pojawiały się najgorsze chwile w moim życiu. Zastanawiałam się dlaczego moje życie jest takie popaprane. Matka się mną nie interesowała, wychowała mnie ulica, problemy z prawem, o których nawet Neymar nie wiedział, ćpanie, cięcie się, molestowanie... A dorośli i tak powiedzą: "To nastolatka bez problemów... Co ona może wiedzieć o życiu?". Nie rozumiałam dlaczego Bóg postawił mnie przed tymi wszystkimi próbami. Myślałam już nawet o tym, że Go nie ma. Tyle nieszczęść na tym świecie, tyle smutku w ludziach, ta samotność i cierpienie jakie odczuwają, wojny, głód, bieda... Ale wtedy przypomniałam sobie jedną z rozmów za czasów kiedy byłam dziewczyną piłkarza. Powiedział mi wtedy ile szczęścia daje Bóg. Miał rację. Dzięki niemu się cieszymy, są długo wyczekiwane dzieci, radość z życia... Położyłam się jeszcze i usnęłam. Sen mi był potrzebny. Po godzinie znowu wstałam, ale już się nie kładłam. Spojrzałam na zegarek- 9:30. Trzeba by było się ogarnąć, ale tak mi się nie chce. Dzisiaj mecz. Ciekawe jak tam Neymar. Przekręciłam głowę w bok i ujrzałam puste łóżko, a na nim kartkę.
"Dziękuję za wczoraj <3 Jestem na treningu :) Dziękuję i przepraszam...
                                                                                               NJR"

Nie musiał mnie przepraszać. W sumie nie miał za co. Postanowiłam się ubrać, ale najpierw poszłam wziąć kąpiel. Siedziałam w wannie blisko godzinę. Nie wiem może myślałam, że woda spłuka moje wszystkie smutki. Musicie wiedzieć... Może i wyglądam oraz zachowuję się jak zimna suka bez uczuć, ale wczorajsza sytuacja z Neymarem na prawdę mną wstrząsnęła. To nie jego wina, że mnie wczoraj uderzył. Rozumiałam go. Wyszłam z wanny i wytarłam starannie swoje ciało. Wyjęłam z kosmetyczki balsam czekoladowy, którym się nasmarowałam. Spojrzałam w lustro, a przez moja myśl przechodziło tylko jedno pytanie... Jak mogliśmy tak to wszystko spieprzyć? Szybko jednak się ogarnęłam. Zauważyłam wagę w kącie. Dziwne- w pokoju hotelowym waga. Dawno tego nie robiłam, ale musiałam się zważyć. Ważę 47 kg przy wzroście 167 m. Sprawdziłam na internecie- niedowaga. Jednak mnie to i tak nie zadowalało. Byłam zła, że tyle ważę. Nigdy  nie będę dla siebie wystarczająco dobra. Odpędziłam od siebie moje złe myśli i podeszłam do szafy. Ubrałam się w to:

Wróciłam jeszcze do łazienki, aby się umalować. Tak, mam dzisiaj zły nastrój i po prostu chcę się pomalować. Jak się domyślacie na czarno. Jest jeszcze jeden powód, dla którego musiałam to zrobić. Mam małą ranę na policzku. Spojrzałam na łuk brwiowy, z którego wczoraj leciała mi krew. Nie jest najlepiej. Cóż zasłoniłam to grzywką i przykryłam pudrem, ale cholernie szczypało. Uczesałam się i poszłam zobaczyć co z Davim. Okazało się, że poszedł z Rafą i dziewczynami na lody. Nie chciały mnie budzić. Może to i lepiej. Poszłam na trening mojej ukochanej Barcelony. Gdyby nie oni mogę śmiało powiedzieć, że mnie by tu nie było. Sama bym sobie nie dała rady. Zasiadłam na ławce trenerskiej i wzięłam do ręki jakąś kartkę. To chyba statystyki czy coś innego, ale na pewno mojego taty. Patrzyłam na to z miną typu "wtf?". Wszędzie kolorowo i dużo cyferek. Za dużo jak dla mnie, a musicie wiedzieć, że ja nie lubiłam dostawać oczopląsu. Podszedł do mnie tata i pocałował w obolały policzek. Z trudem powstrzymałam się od syknięcia.
-Coś się ostatnio mało widujemy- powiedziałam, a on usiadł obok mnie. Mieszkaliśmy razem, ale wcale nie rozmawialiśmy. Wiem, że tata musi pracować, ale wcześniej miał dla mnie więcej czasu.
-Muszę ci coś powiedzieć- nieee.... Znowu poważna rozmowa. Był taki stanowczy, a jego wyraz twarzy był smutny, pełen żalu i jakiś dziwny. Chyba, że to ja po prostu nie potrafię rozszyfrować ludzkich uczuć. W sumie to bym się nie zdziwiła. Sama nie wiem co ja czuję, a co dopiero co czują inne osoby- Barca nie przedłuży z mną kontraktu... Wyjeżdżam do Niemiec-wyznał, a mnie po prostu zamurowało. Analizowałam w głowie jego słowa i nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam. Dlaczego wtedy kiedy jest ze mną tak źle? Kiedy w ogóle sobie nie radzę? Chciałam mu teraz powiedzieć, że znowu mam problem, ale nie w tej sytuacji. Zerwałam się z miejsca i wybiegłam. Zareagowałam jak głupia małolata. Wtedy mnie to nie obchodziło. Nie chciałam zostać sama. Słyszałam jak mężczyzna, który miał wyjechać woła moje imię. Biegłam. Rana obok brwi bardzo mnie bolała. Stanęłam i złapałam się za to miejsce. Po chwili szłam powoli do pokoju hotelowego. Miałam nadzieję, że Rafy jeszcze nie będzie. Pierwszy raz pomyślałam, aby znaleźć coś ostrego i zrobić czerwone ślady, które po czasie przerodzą się w blizny. Czułam się samotna. Mimo tych wszystkich ludzi wokół. Pewnie tego nie zrozumiecie. Mało osób to pojmie. "Bo depresja jak tyfus niszczy społeczeństwo, i niektórzy poddają się tej dziwce zbyt często". To prawda. Tekst Słonia idealnie oddawał ten stan. Tkwiłam w nim odkąd skończyłam 14 lat. Nie wierzycie? Powiecie pewnie: " Nie mów, że 14 latka ćpała czy piła... To jeszcze dziecko, które nie zna problemów". Owszem zgodzę się, że to dziecko. Tylko powiedzcie mi w taki m razie dlaczego tyle osób w jej wieku popełnia samobójstwo? "A każdego dnia siedemnastu z nas z parapetu okna skoczy zatrzaskując oczy"? Dlaczego to w tym wieku zaczynamy się ciąć? W tym wieku próbujmy alkoholu, zaliczamy pierwszy zgon. Później bierzemy narkotyki. Jest także ten pierwszy raz, który nic dla nas nie znaczy. Te dzieci wychowuje ulica. W domu patologia. Spójrz czasem w oczy takiego dziecka. Jeśli ujrzysz w nich radość lub szczęście to musiało coś brać albo jest kurewsko silne. W większości z nich zobaczysz smutek, złość, nienawiść, niezrozumienie, niechęć i ból. Na ustach każdy ma uśmiech. Nauczyliśmy się wszystko maskować. Wychodząc do ludzi zakładasz maskę. W końcu dochodzi do tego, że uśmiechasz się, aby nie płakać. Mówisz sobie, że masz się cieszyć życiem bo inni mają gorzej, ale nie potrafisz. Starasz się, ale czasem nie dajesz rady. Twoja rzeczywistość jest pokolorowana markerem i ołówkiem. Gdzie podziały się flamastry i kredki? Ktoś wyrzucił je do kosz. Gdzie te sklepy, w których można je kupić? Zapotrzebowanie było zbyt duże. Kończąc ten melancholijny nastrój powiem wam, że poszłam do pokoju. Trzasnęłam drzwiami i nie chciałam z nikim rozmawiać. Jednak już po chwili usłyszałam pukanie. Otworzyłam je.
-Chcę być sama!- wrzasnęłam, myśląc, że to tata. Myliłam się. W progu stał Neymar. Nie czekając na moje zaproszenie po prostu wszedł do środka. Zamknęłam drzwi i stanęłam naprzeciwko niego. Patrzyliśmy sobie w oczy. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku, a wtedy poczułam jego silne ramiona ciasno oplatające moje ciało. 
-Nie chcę zostać sama- wyszeptałam. Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale potrzebowałam czyjeś obecności. Prawda była taka, że nie dawałam sobie rady. Czasem przychodzą te złe momenty w życiu każdego człowieka, a ja zdecydowanie taki miałam. Nie miałam tylko pojęcia co robić. Opowiedziałam Neymarowi co się stało. Dlaczego ja się mu zwierzyłam? Miałam tylko mu pomóc. To było silniejsze ode mnie. Jakoś mu ufałam. Czemu? Sama chciałabym wiedzieć. Moje zaufanie zdobywa się bardzo trudno, ale on znowu mnie przełamał. Zupełnie jak kilka lat temu. 
-Nigdy nie będziesz sama... Są chłopaki, dziewczyny- powiedział i przełknął głośno ślinę- Jestem ja- wypowiedział te słowa bardzo powoli, ostrożnie jakby bał się, że go zaraz odepchnę. Miał rację. Odsunęłam się od niego. W tym momencie cholernie zapiekła mnie rana przy łuku brwiowym. Syknęłam z bólu.
-Co jest?- zapytał przerażony. Martwił się czy mi się tylko wydawało? Stawiam na to drugie.
-Nic- odparłam. Poszłam do łazienki zmyć tapetę jaką miałam na sobie bo dopiero po pomalowaniu się tak bardzo mnie to szczypało. Wcześniej odczuwałam tylko ból, ale nic więcej. Do pomieszczenia wszedł Neymar.
-Wyjdź- powiedziałam ostro, choć wcale nie miałam takiego zamiaru. On nic nie powiedział. Patrzył się w moje odbicie w lustrze. W końcu wziął ode mnie wacik i zmył resztę mojej tapety. Jego oczy nagle stały się większe, a twarz pobladła. Nie widziałam o co mu chodzi. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam zupełnie normalnie. O co więc może mu chodzi? Złapał mnie za dłoń. Trzymał ją lekko, jakby bał się, że coś mi zrobi. Wydawało by się, że po wczorajszej sytuacji to ja powinnam się bać, ale jego. Nie było tak. Nawet nie przeszło mi to przez głowę.
-Przepraszam.... Jak ja mogłem... Wybacz mi... Prze... Przepra... Przepraszam... Ja... Ja... Ja nie wiem jak cię przepraszać bo słowa tu nie wystarczą- mówił łamiącym się głosem, a co chwila przerywał. Nie mógł ułożyć spójnego zdania. Ruszyło to nim. 
-Nie musisz mnie przepraszać. Rozumiem. Sama kiedyś ćpałam i wiem, że wtedy to nie byłeś ty- zapewniłam go. Wiedział, że zrobił źle. Dobrze, że to wie, ale obawiam się, że wpadł w to bagno po uszy. Miejmy jednak nadzieję, że będzie dobrze. Musi się jakoś wylizać.
-Twoje czoło, policzek, ręka... Obroniłaś mojego syna- mówił i był wyraźnie w szoku. Jeśli miałabym cofnąć czas to zrobiłabym to jeszcze raz. 
-Musisz z nim porozmawiać... On nie wie co się stało, nie rozumiał tego, a ja wczoraj nie dałam rady mu tego wytłumaczyć. Uśpiłam go i powiedziałam o dragach Anto, Shak, Leo, Gerardowi i Rafie- poinformowałam go. Nie chciałam, żeby wynikły z tego jakieś nieprzyjemności. 
-Zorientowałem się- spojrzałam na niego pytająco- Tylko oni nie byli dla mnie dzisiaj chamscy- wytłumaczył. Było mi go żal. Wiedziałam jak się czuł. Coś im chyba powiedziałam. Oni wszyscy są kretynami- Chodź- pociągnął mnie za rękę.
-Gdzie?- zapytałam zdziwiona jego poleceniem.
-Wsiadaj- rozkazał ponownie. Wsiadłam posłusznie do samochodu, a całą drogę pytałam gdzie jedziemy. On natomiast zmieniał tylko tematy. W końcu sobie odpuściłam i siedziałam obrażona z głową zwróconą ku szybie. Dojechaliśmy pod biały budynek, którym był szpital. NA parkingu było dużo samochodów. Przed wejściem do środka tego znienawidzonego przeze mnie miejsca stało kilka osób. Większość z nich paliła albo rozmawiała przez telefon. 
-Co my tu robimy?- zapytałam, wysiadając z samochodu Latynosa. Znowu nie doczekałam się odpowiedzi tylko poczułam pociągnięcie za rękę, która mnie bolała. Syknęłam kolejny raz, a Neymar słysząc to wziął mnie na ręce. Wszedł ze mną do pomieszczenia i udał się do recepcji. Nie zwracając uwagi na kolejkę zaczął mówić rudej dziewczynie przed komputerem, że mam rozcięty łuk brwiowy i coś z ręką. Wydawało mi się, że kobieta tylko dlatego mnie wpisała i zawołała lekarza bo nie chciała słuchać lamentów piłkarza. Poprosiłam go, aby wreszcie mnie puścił, ale on zaniósł mnie do sali, gdzie miał zająć się mną lekarz. 
-Mogę zostać?- zapytał od razu mojego prowadzącego. Starszy mężczyzna z siwą już brodą i tego samego koloru włosami uśmiechnął się pod nosem i kiwnął głową. Był dla mnie bardzo miły. Podczas badań opowiadał mi dowcipy. Był to gruby mężczyzna w białym kitlu. Wydawał się być człowiekiem wesołym. Jego buty także to mówiły. Każdy nosił białe lub czarne chodaki, a  on miał je fioletowe w kolorowe wzorki. Znajdowały się na nich potworki, zwierzątka, ludziki i jakieś jedzenie. Śmialiśmy się w trójkę, że aż miło. Okazało się, że mój łuk brwiowy był do zszycia, a ręka nadawała się do stabilizatora. Na plecy dostałam specjalną maść. W czasie, gdy zabawny doktor przygotowywał się w innym pomieszczeniu do zabiegu jakim było zszycie mojej rany porozmawiałam z "11" Barcy.
-Po co ty mnie tu przywiozłeś?- zapytałam. On był bardzo przejęty całą sytuacją. 
-Bo wiedziałem, że musi cię obejrzeć lekarz... Przez moją głupotę- odpowiedział, a ostatnie zdanie wyszeptał. Spojrzałam mu głęboko w oczy. Był zły i smutny. Za bardzo się tym wszystkim przejmuję, przecież nic takiego mi nie jest.
-Albo o tym zapomnimy albo się pokłócimy- odpowiedziałam hardo. Wlepił we mnie te swoje czekoladowe oczy i lustrował moją twarz. Czułam się jakby wypalał w niej wielką dziurę, a z nieznanych powodów poczułam ciepło na policzku. Na bank wkradł się na niego rumieniec. Potwierdzeniem mojej teorii był uśmiech Neymara. Zgodził się. Byłam mu za to bardzo wdzięczna. Lekarz zszył mi rankę i pouczył, że następnym razem mam od razu udać się do lekarza i na pewno nie przykrywać tego makijażem. Jestem pewna, że nie będzie następnego razu. Pojechaliśmy do hotelu, w którym byliśmy zakwaterowani. Od razu chłopaki porwali mojego osobistego kierowcę. Tata chciał ze mną pogadać.
-Co ci się stało?- zapytał przestraszony.
-Biliśmy się z Neymarem na poduszki i się odwróciłam i wpadłam na drzwi- skłamałam. Zaśmiałam się w duchu za tą głupią wersję wydarzeń. 
-Nic ci nie jest?- pytał, a ja nie miałam ochoty na rozmowę. Wystarczy, że byłam zmuszona gadać z Neymarem. Dobra... Może nie zmuszona, ale byłam skazana na jego towarzystwo i to nie z własnej woli. 
-Nie... Ja będę szykować się na mecz- powiedziałam, aby uniknąć dalszej konwersacji. Tata klepnął się w czoło. Powiedział, że jakby co to wiem gdzie jest i pobiegł się chyba wyszykować. Miał mało czasu. Kibice podobno zbierali się już na stadionie. Dziwne, że nikt nie ogarnął, że mi ktoś przywalił. Nie nazwę tego pobiciem bo to brzmi tak, jakby ta osoba była jakaś nienormalna i niezrównoważona, a wcale tak nie było. Można powiedzieć jedynie, że była niedojrzała i pogubiona. Przebrałam jedynie koszulkę. Założyłam bordowo- granatową bluzkę z moim nazwiskiem. Na plecy założyłam szalik ukochanego klubu i sama do siebie się uśmiechnęłam. Chłopaki wyszli wcześniej, niż dziewczyny. Spotkałam się z nimi u mnie w pokoju. Shak jeszcze poprawiała makijaż, a Rafa szybko się przebierała. Śmiałyśmy się z niej, że zaliczy życiówkę. Po dość długim oczekiwaniu wreszcie udałyśmy się na stadion. Mecz rozpoczął się piłką dla przeciwnika. Santos jednak zaraz ją stracił. W 3' gola strzelił Pique, który zadedykował gola swojemu synkowi i jego mamie. Potem strzelił jeszcze Leo, który zdobył hattricka.  Koniec pierwszej połowy zakończył się wynikiem 4:0. Po kilkunastu minutach przerwy,  w których żwawo dyskutowałyśmy z dziewczynami zaczęła się druga połowa meczu. Tym razem gola strzelił Neymar, który zaraz potem został sfaulowany. Odgwizdano rzut karny. Wykonał go także Ney, ale nie trafił. Ostatnią piłkę do bramki wbił Pedro. Atmosfera na stadionie była wspaniała. Ostatecznie wygraliśmy 6:0. Chłopaki bardzo się cieszyli i nawet zapomnieli o tym, że mają nie odzywać się do Neymara. Chodzi mi o to, że przecież mówił, iż na treningu był koszmar. On nigdy nie przesadzał z takimi wyznaniami. Wiedziałam, że musiało być okropnie. Potem zorganizowano wielką fetę z okazji zwycięstwa. Cieszyłam się z tego, ale nie miałam ochoty dzisiaj świętować. Wymigałam się bolącą głową i poszłam do pokoju. Nagle wparował do niego nie kto inny jak Neymar.
-Cześć- wyszczerzył się.
-Dawno się nie widzieliśmy- powiedziałam z ironią w głosie.
-Mogę wejść?- zapytał.
-Po co?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Nie widziałam sensu w ponownych odwiedzinach Brazylijczyka.
-Pogadać- uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Co się tak szczerzysz?- zapytałam. Co z tego, że nadal staliśmy w progu.
-Powiedziałem przed meczem wszystkim chłopakom, że brałem- odpowiedział.
-Dlatego ci podawali- udawałam zamyśloną.
-Bardzo śmieszne panno Mariko- odrzekł, a ja wybuchnęłam śmiechem. On również.
-Mogę wejść?- ponowił pytanie zadane gdzieś na początku naszej rozmowy.
-Nie widzę takiej potrzeby- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Ale...- chciał protestować, ale mu na to nie pozwoliłam.
-Co za dużo to nie zdrowo- powiedziałam i zamknęłam mu drzwi przed nosem.
-I tak mnie kochasz- powiedział przez drzwi. Coś tam jeszcze gadał, ale nie zwracałam na to uwagi. Pomogę mu i na tym będzie koniec. Nie mam zamiaru znowu komuś ufać, a potem cierpieć.  Wzięłam prysznic, po czym przebrałam się i poszłam spać.


33 rozdział :3 Jak wrażenia? Podoba się? 
Bardzo dziękuję za te wszystkie komentarze <3 Miałam doła, ale kiedy je przeczytałam to miałam łzy w oczach... Tak bardzo mnie to zmotywowało. Poruszył mnie bardzo komentarz, że powinnam książkę napisać :') Jak to wspominam to mam łzy w oczach <3 Dziękuję wam za to <33