wtorek, 6 stycznia 2015

16. Też nas kochasz?

Nareszcie jestem w Melbourne. Witaj Australio! W innych okolicznościach bardzo bym się cieszyła, że jestem w tak cudownym miejscu, ale nie dziś. Bolą mnie nadgarstki. Nie spodziewałam się, że w grudniu będzie tu tak ciepło. Jest 27 stopni. Masakra. Muszę iść do hotelu się przebrać bo się ugotuję. Jeszcze te nadgarstki. Znalazłam dość niedrogi hotel. Zameldowałam się jak na razie na 3 dni, ale zobaczymy jak mi to wszystko wyjdzie. Pierwsze co poszłam pod prysznic. Właśnie tego potrzebowałam. Ubrałam się w to, a moje fioletowe włosy związałam w niechlujnego koczka.


Zrobiłam swoje zdjęcie na tarasie i wysłałam Shak i Anto. Wyjęłam z portfela kartkę, na której miałam zapisany adres, gdzie mieszka rodzina Neymara. Co ja właściwie im powiem? Położyłam się na łóżku i patrzyłam tępo w kartkę. Z moich oczu znów poleciały łzy. Nadal go kocham. Sięgnęłam ponownie po portfel. Tym razem wyjęłam zdjęcie Neya. Zaczęłam mówić do fotografii:
"Nawet nie wiesz jak mi Cię brakuję. Dlaczego mnie nie umiałeś pokochać? Wiem, że jestem o dużo brzydsza, grubsza i głupsza od Bruny, ale mogłeś mi to powiedzieć. Przecież wiesz, że nie lubię kłamstwa. Dlaczego kochanie?" 
Po tych słowach wybuchnęłam płaczem. Znowu wzięłam żyletkę i pocięłam się na brzuchu i biodrach. Tam też było mało miejsca, ale trochę więcej, niż na nadgarstkach. Obiecałam jemu i samej sobie, że tego więcej nie zrobię. Więc dlaczego nie dotrzymałam słowa? On obiecał, że przy mnie będzie i nigdy mnie nie skrzywdzi. Byłam naiwna, że mój idol, świetny piłkarz zainteresuje się właśnie mną. Dziewczyną z bliznami, kolorowymi włosami i jakże pyskatą i upartą. Mam ochotę sobie coś zrobić. Moje życie straciło sens. On był moim życiem, jego sensem. Poszłam do łazienki się ogarnąć i umalować, ponieważ w samolocie też cały czas płakałam. Wyglądałam jak zombie. Znowu na mojej twarzy zawitał mocny, czarny makijaż. Ciekawe co zrobią jej rodzice kiedy mnie zobaczą. Wiadomo jak wyglądam, a ludzie różnie na to reagują. Trudno. Niepewnym krokiem wyszłam z pokoju. Udałam się na autobus, ponieważ nie chciałam  wydawać zbyt dużo pieniędzy, przecież miałam je od Shakiry. Na ulicę, na której mieszkała Raf dostałam się 2 autobusami. W sumie nie jest źle. Szłam wolno, zwlekając. W końcu znalazłam się pod ich drzwiami. Stałam pod nimi jakieś 10 minut, aż zdobyłam się na odwagę. "Skoro już tu przyjechałaś to załatw tę sprawę  wreszcie zniknij. Będziesz wolna"- pomyślałam, ale zaraz pojawiła się kolejna myśl: "Co jeśli nie chcę być wolna?". Zaraz się jednak opamiętałam i cicho zapukałam, apotem kolejny raz. Ktoś krzyknął za drzwi, że już idzie. Gniotłam rękawy swojej bluzy. Byłam bardzo zdenerwowana. Neymar mówił, że jego rodzice nie są tolerancyjni, co do wyglądu. Drzwi otworzyła mi kobieta po 40. To chyba ich mama. 
-Dzień dobry- powiedziałam przyjaźnie, ale kobieta od razu skrzywiła się na mój widok- Jest Rafaella?- zapytałam już nie tak miło.
-Jest- powiedziała szorstko- Rafaella!- krzyknęła. Zaraz przed moimi oczami stała piękna dziewczyna, bardzo podobna do "11" Barcy. Chyba nie zbyt dobrze żyła z mamą.
-Czego chcesz?- zapytała dość groźnie.
-Ktoś do ciebie- powiedziała, spojrzała na mnie i znowu się skrzywiła. Nawet nie próbowała tego ukryć. Zostawiła nas same.
-Znamy się?- zapytała jego siostra.
-Możemy porozmawiać na zewnątrz?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Wychodzę!- krzyknęła tylko- To co znamy się?- zapytała ponownie.
-Nie- odpowiedziałam.
-To czego chcesz?- zapytała niezbyt życzliwie.
-Ja w sprawie Neya- powiedziałam, ona po tych słowach odwróciła się i chciała wrócić do domu, ale złapałam ją za nadgarstek- Posłuchaj, przyjechałam tu... Dobra na początek jestem Marika Guardiola- przedstawiłam się
-Córka tego głupiego trenera i tej głupiej drużyny?- zapytała z pogardą.
-Uważaj na słowa, ok? Posłuchaj, żeby cię odnaleźć musiałam wynająć detektywa z Lizbony. Aby tam dotrzeć spędziłam prawie cały dzień w pociągach. Detektyw dał mi twój adres i radź sobie teraz sama. Z Lizbony przyleciałam tutaj. Spędziłam w samolocie ponad dobę i jestem naprawdę zła. Więc może mnie wysłuchasz?- zapytałam już wściekła. Była taka jak ja. Uparta i nie dało się jej nic przetłumaczyć.
-Po co? On nas zostawił, napisał jakiś głupi list i nara, piątka, cześć- powiedziała, a w jej oczach ujrzałam łzy.
-Jaki list?- zapytałam.
-Pojechał do tej swojej Barcelony i zostawił list, że nie chcę nas znać. Nie chciał nawet Daviego. Po prostu nas wszystkich olał- wytłumaczyła.
-Jak Daviego? Coś jest tu nie tak- powiedziałam.
-Jak to? Kim ty w ogóle jesteś?- zapytała.
-Byłam jego dziewczyną, ale nie powiedział mi, że ma dziecko i zdradził mnie. Zerwałam z nim- odpowiedziałam.
-To czemu mnie szukałaś?
-Bo kiedyś szczerze rozmawialiśmy i powiedział, że gdyby ciebie odnalazł to byłby szczęśliwy. Ja będę szczęśliwa, kiedy on będzie.
-Podziwiam... Ale jak nas szukał? Po co? Zostawił nas.
-Nie. Rafaella nie wiem o co tu chodzi, ale on, Leo i w ogóle cały klub mówią, że wyjechał do Barcelony, a kiedy dostał wolne i wrócił odwiedzić syna i rodzinę spotkał w domu obcych ludzi. Wyprowadziliście się i zabraliście jego syna. On wynajmował detektywów z całej Brazylii i Hiszpanii, ale żaden was nie znalazł. Dopiero ja w tajemnicy pojechałam do Lizbony, ponieważ tam był podobno najlepszy detektyw w całej Europie, a także na świecie- wyjaśniłam.
-Co?- usiadła na kamieniu, a z jej oczu zaczęły płynąć łzy- To niemożliwe- powiedziała.
-Ale prawdziwe... Raf czy u was jest David?- zapytałam.
-Nie.
-Jak to?- wystraszyłam się.
-Rodzice oddali go do sierocińca jeszcze, gdy byliśmy we Francji- odpowiedziała.
-Chciałabyś zobaczyć Neya?- zapytałam.
-Jasne, ale nie stać mnie na detektywów czy nawet samolot- wytłumaczyła.
-Ja za wszystko płacę, ale musimy jechać jeszcze po Daviego- powiedziałam- Tylko to  raczej nie jest takie proste zabrać dzieciaka.
-Jutro będę miała 18 i jako najbliższa osoba będę mogła go zabrać- powiedziała.
-To pakuj się!- oznajmiłam z entuzjazmem.
-Pomożesz mi? W pakowaniu i rozmowie z rodzicami?- zapytała jak małe dziecko.
-Jasne, wyjaśnimy wszystko i może namówimy ich na wyjazd.
-Chodźmy- wzięła mnie za rękę i poszłyśmy. Była naprawdę szczęśliwa. W drodze do jej domu wszystko sobie opowiadałyśmy. Weszłyśmy do jej domu. Od razu poszłyśmy do jej pokoju i zaczęłyśmy ją pakować. Nagle drzwi do jej królestwa się otworzyły i stanęła w nich jej mama.
-Co ty robisz?- zapytała.
-Wyjeżdżam- odpowiedziała, nie przerywając pakowania.
-Dokąd? To ta wariatka cię na to namówiła?- krzyczała.
-Nie twój interes! Ona nie jest żadną wariatką! Właśnie dlatego się nie możemy dogadać! Niczego nie akceptujecie! Jest wariatką bo co? Bo ma fioletowe włosy? A patrz ja mam tatuaż- podniosła koszulkę i pokazała matce piękny krzyżyk- Jak mogliście mnie tak okłamać? Przecież Ney nas szukał! On mnie kocha! Nie zapomniał o mnie! A Davi? Oddaliście własnego wnuka! I co? Dowiedziałam się o tym wczoraj, zresztą przypadkiem! Odsuń się!- popchnęła swoją rodzicielkę i chciała już wyjść.
-Poczekaj!- krzyknęłam do niej- Proszę Pani, nei chciałaby Pani zobaczyć syna?- zapytałam?
-Żeby się za niego wstydzić?! W życiu!- odpowiedziała, a w tym samym czasie przyszedł do nas chyba tata Neya i Raf.
-Co tu się dzieje? Córeczko gdzie ty jedziesz? I co to jest za wariatka?- zapytał. Matka rodzeństwa wszystko opowiedziała swojemu mężowi, Raf jeszcze pyskowała, a w końcu wyszła. Chciałam zaproponować jego ojcu wyjazd do syna, ale zareagował o dużo gorzej, niż jego żona.
-Wypierdalaj suko! Możesz mu powiedzieć, że nie mam syna, a on jest pierdolonym szmaciarzem, ćpunem i zjebanym chujem!- zaczął wyklinać, a potem złapał mnie za nadgarstki, które zaraz zaczęły krwawić. Popchnął mnie tak, że upadłam przed jego drzwi.
-Macie tu obje nie wracać!- krzyknął i trzasnął drzwiami. Rafa pomogła mi wstać i udałyśmy się do mojego pokoju w hotelu. Sprawdziłam loty z Australii do Paryża.
-Dobra zarezerwowałam nam na jutro samolot, ale jest z przesiadką. Stamtąd polecimy do Barcelony- uśmiechnęłam się blado.
-Nie wiem jak ci dziękować- powiedziała- A ile będziemy lecieć?
-25 godzin i 10 minut- odpowiedziałam.
-To długo.
-Bardzo, ale razem damy jakoś radę.
-Marika... Nie znamy się zbyt dobrze i zrozumiem, jeśli nie będziesz chciała o tym gadać, ale jak znalazłaś się w Barcelonie? Mówiłaś, że jesteś Polką. Dlaczego nie jesteś już z Neyem?- zadawała po kolei pytania.
-Owszem nie znamy się za dobrze, ale czuję, że muszę to komuś powiedzieć- westchnęłam i opowiedziałam jej o wszystkim.
-Dawno nie widziałam się z Neyem, ale to nie zbyt do niego podobne... Jeśli chodzi o Daviego to myślę, że bał się jak zareagujesz- przedstawiła swoje stanowisko.
-Nie wiem... Chodźmy spać bo jutro musimy wcześnie wstać- powiedziałam i udałam się do łazienki. Było mi tak cholernie smutno. Raf poszła już do swojego pokoju, a ja zamknęłam się w łazience i osunęłam się po drzwiach. Zaczęłam płakać jak chyba jeszcze nigdy. Bardzo było mi źle. Brakowało mi go. On wyciągnął mnie z cięcia się. On był przy mnie, kiedy najbardziej tego potrzebowałam. Nie byłam na siłach, aby cokolwiek robić. Udawałam szczęśliwą przed jego siostrą, ale w środku po prostu mnie rozwalało. Nie mogłam tego jednak pokazać. Byłam na to zbyt dumna. Dlaczego moje życie jest tak pochrzanione? Czuję się samotna, jak jeszcze chyba nigdy. Niby mam dziewczyny, ale jestem daleko, a one chyba nie zbyt rozumieją jak jest ze mną źle. Nie wiedzą, że lubię bransoletki tylko dlatego, że zakrywają moje blizny i rany. To naprawdę ciężkie. To wszystko mnie powoli zabija. Kolejny raz wyjęłam z mojej kosmetyczki żyletkę. Na rękach nie było miejsca. Musiałam zrobić je na nogach. Całe moje ciało pokryte było w ranach. Nie panowałam już nad tym.



Potem poszłam spać. Poprawka. Próbowałam usnąć, ale kolejną noc przepłakałam. Nie mogłam dać sobie rady. Jestem dla niego nikim. Jestem gruba. Jestem brzydka. Jestem okropna. Jestem uparta. Jestem głupia. Nic nie robię dobrze. Nikomu nie umiem zaufać. Zaufałam jemu, a on to wykorzystał. Chciałabym usnąć i nigdy się nie obudzić. Jestem szmatą. Nic nie wartym ścierwem. On miał rację. Wyrzucił mnie na śmietnik. Należało mi się. Nic nie potrafię docenić. Jestem nikim. Ona na pewno jest inna. Jest lepsza. Nie jest taka jak ja. Przepłakałam całą noc. Ktoś zadzwonił do mnie. Byłam trochę zdziwiona, ale odebrałam. To Messi.
-Cześć Marika. Mam nadzieję, że cię nie obudziłem- powiedział.
-A która jest właściwie?
-po 6- odpowiedział. Fajnie. Od 22 do 6 rano ryczałam. 
-Płakałaś- bardziej stwierdził, niż zapytał.
-Nie- próbowałam zaprzeczyć, ale mój głos się łamał.
-O co?- zapytał, zupełnie ignorując moją odpowiedź.
-Tęsknie za nim Leo- powiedziałam i znów się rozpłakałam.
-Wiem mała... Ale dlaczego z nim zerwałaś?
-On mnie zdradził. Będzie miał dziecko. Kocham go, ale nie mogę mu tego wybaczyć. Myślałam, że to ten jedyny. Rozumiesz? Wiem, że byłam naiwna. Każdy mnie ostrzegał, ale ja sobie wmówiłam, że on jest inny, że nie jest taki jak każdy mówi. Pomyliłam się, Leo. Po prostu się pomyliłam. Nie daję sobie rady. Mam różne myśli... Nie wytrzymuję już- łkałam do słuchawki.
-Wróć... Proszę.
-Nie mogę Leo.
-Dlaczego?
-Wrócę za kilka dni. Obiecuję.
-Każdy się martwi. 
-Przepraszam.
-Shak i Anto wiedzą gdzie jesteś, prawda?
-Prawda.
-Przyjaźnimy się Marika.
-Wiem Leo.
-Powiedz mi gdzie jesteś, co się z tobą dzieje, proszę cię.
-Dobra... Jestem w Australii w Melbourne, a zaraz lecę do Paryża- powiedziałam.
-Co? Po co?
-Znalazłam Raf, teraz lecimy po Daviego.
-Ale jak ci się to udało?
-Wynajęłam detektywa z Lizbony... Powiedz dziewczyną, żeby wytłumaczyły ci resztę bo ja muszę wyszykować się na samolot. Pozdrów ich wszystkich- powiedziałam i rozłączyłam się nie czekając na żadne jego słowo. Musiałam się komuś wygadać. Poszłam do łazienki i znowu zrobiłam ostry makijaż. Wyglądałam jeszcze gorzej, niż w ostatnich dniach. Ubrałam się w to:


Nie lubię różowego, ale tylko takie były torby. Trudno. Zapłaciłam za hotel i wyszłam z Raf na autobus. Pojechałyśmy na lotnisko. W samolocie poszłam spać bo już po prostu padałam.


~Perspektywa Leo~

Siadłem na krześle. Wszyscy pytali się czy jest ok. Podobno bardzo zbladłem. Sam to czułem. To co ona mi powiedziała. Co z nią jest? Coś złego się z nią dzieje. Ona bardzo go kocha. On też. Gdybym nie obiecał Neymarowi, że dotrzymam tajemnicy już dawno powiedziałbym, że jest tutaj, w szpitalu. Muszę do niej polecieć. Jakoś im pomóc. Musze jej powiedzieć. Już raz zataiłem przed nią prawdę. Ona powinna wiedzieć. Kocha go. Kocha go jak nikt inny. On tez ją kocha. Powinna wiedzieć, a co zrobi to już jej decyzja. Tak. Muszę jej powiedzieć. Wziąłem na stronę Anto i Shak. One wszystko mi powiedziały. Natychmiast zarezerwowałem bilet do Paryża i pojechałem spakować się w małą torbę. Pojechałem szybko na lotnisko. Wsiadłem do samolotu. Wysłałem jeszcze sms-a do Mariki:

"Marika jestem w drodze do Paryża... Jak będziesz na miejscu to zdzwoń :) ♥"

Musiałem się z nią spotkać. Wszystko ejj wytłumaczyć.


~Następnego dnia~

Dostałem odpowiedź od Mariki.

"Po co tu jedziesz?"
"Wiem, że jest z tobą źle :( Jesteśmy przyjaciółmi ♥"
"Jesteś kochany ♥ Za ile będziesz na lotnisku?"
"Już jestem na głównym... A ty?"
"Widzę cię :)"

Ona szybko do mnie podbiegła i rzuciła mi się na szyję, płacząc. Wiedziałem, że będę tu potrzebny. Na razie jej nie powiem. Dopiero jak będziemy wracać. Tak będzie dla niej lepiej. Marika zaczęła mi szeptać na ucho, jak bardzo mi dziękuję, że przyjechałem. Potem przywitałem się z Rafaellą. Często widziałem ją na zdjęciach. Dużo o niej opowiadał Neymar.
-To co idziemy po Daviego?- zapytałem.
-Jasne- odpowiedziała entuzjastycznie siostra mojego kumpla. Ona szła przed nami. Dobrze znała to miasto. Podobno tu mieszkali. My z fioletowłosą szliśmy z tyłu.
-Jesteś wielka- powiedziałem.
-Niższa od ciebie- skwitowała.
-Nie o to mi chodzi... Przecież wiesz- wytłumaczyłem jej.
-Chcę, żeby był szczęśliwy.
-Bez ciebie nie będzie.
-Ma Brunę.
-Ale on cię nie zdradził.
-A te zdjęcia?
-Są stare.
-Nie wierzę ci. Chcesz go kryć.
-Okłamałem cię kiedyś?
-Nie.
-No właśnie. On cię naprawdę kocha. 
-Nie ma związku bez zaufania.
-Oboje macie od siebie zaufanie i dobrze o tym wiesz.
-Ja do niego mam, ale on do mnie raczej nie. Nie powiedział mi, że ma syna.
-Bał się, że cię straci.
-Przecież nie jestem jakąś szmatą, że kazałabym mu wybierać czy coś...
-To nie tak... On tak nie myślał o tobie... Nigdy.
-Leo nie wiem co myślał, ale to nie było fair.
-Mi to mówisz... On się po prostu pogubił. 
-Nie gadajmy o tym, proszę.
-Nie możesz uciekać od problemów.
-Nie uciekam!
-A co właśnie robisz?
-Udowadniam ci, że go już nie kocham.
-Rano było co innego.
-Rano to było rano.
-Jasne.
-A nie?
-Nie. Kochasz go i tyle w tym temacie.
-Mówiłam o Wojtku.
-O kim?
-O moim byłym.
-Ney o tym wie?
-Powiedziałam mu, że go nie kocham... Chciałam przez Neymara zapomnieć o moim byłym.
Byłem w szoku. Nie wiem czy jej wierzyć. Nie. Ona kłamię. Nie będę jej nic mówił, o tym, że wiem, iż kłamie. Ona go kocha jak jeszcze nikogo. Nie chce się do tego przyznać, ale widać to w jej oczach. Pewnie długo płakała bo ma bardzo mocny, czarny makijaż. Weszliśmy do domu dziecka, gdzie miał znajdować się David. Nigdy go nie widziałem. Ciekawe czy będzie podobny do Neya.
-Dzień dobry- powiedzieliśmy wszyscy razem.
-Dzień dobry- odpowiedziała starsza kobieta.
-Nazywam się Rafaella Beckran. Jestem ciocią Davida Lucca da Silvy. 
-Chce go Pani zabrać?
-Owszem.
-A jest Pani pełnoletnia?
-Tak. To mój dowód- powiedziała, podając kobiecie swój dokument.
-Dałabym Pani już dokumenty do podpisania, ale niestety wolałabym, żeby Pani najpierw z nim porozmawiała.
-Dlaczego?
-On ma tylko 4 lata, a zachowuje się bardzo źle. Pyskuje albo nic nie mówi.
-Jestem jego ciocią. Dam radę. Proszę mnie do niego zaprowadzić.
-Proszę za mną.
-Możemy iść z wami?- zapytała ich Marika.
-Tak- odpowiedziała kobieta.
Poszliśmy za nimi. Starsza pani zaprowadziła nas do małego blondyna. Trochę przypominał Neya. 
-David ciocia chce cię zabrać- powiedziała chyba jego opiekunka czy ktoś.
-Ciocia?- powtórzył z niedowierzaniem i zaczął płakać.
-Co się stało Daviś?- zapytała Raf.
-Zostawiłaś mnie tu! Pozwoliłaś im na to! Nie chcę cie znać!- krzyczał i wybiegł.
-To nie tak- powiedziała cicho jego ciocia i także się rozpłakała.
-Leo uspokój ją, a ja pójdę z nim pogadać- rozkazała Marika i podążyła za synem swojego byłego chłopaka.


~Perspektywa Mariki~


Wiedziałam co czuł ten mały. Znaczy tylko po części. Poszłam z nim pogadać. Siedział na parapecie. Płakał. Coś ukuło mnie w sercu. 
-Cześć David. Jestem Marika. Wiem, że pewnie nie chcesz ze mną gadać- zaczęłam.
-Nic nie wiesz.
-Nie miałam taty. Dopiero teraz go znalazłam.
-Naprawdę?- zaciekawił się mały.
-Tak- przytaknęłam lekko głową- Słuchaj nie obwiniaj Raf, że cię pozwoliła tu zostawić. Kocha cię bardzo mocno, ale jej rodzice, a twoi dziadkowie są...- nie dał mi dokończyć.
-Straszni.
-Tak. są straszni- zaczęliśmy się śmiać- A ja cię nie przerażam? Wiesz fioletowe włosy i czarne ubrania?- zapytałam trochę ze śmiechem.
-Jeśli wyglądałabyś inaczej to bym z tobą nie gadał- zaśmiał się.
-Jesteś zupełnie jak tatuś- powiedziałam
-Znasz mojego tatę?- zapytał.
-Yhy...
-A wiesz dlaczego mnie zostawił?
-Nie zostawił cię. On jest piłkarzem. Jednym z najlepszych na świecie. Zostawił cię z dziadkami, ale kiedy przyjechał cię odwiedzić już was nie było. Długo was szukał. Ciebie i cioci. Niestety nie znalazł.
-Ty nas znalazłaś, prawda?
-Tak.
-Dlaczego?
-Twój tatuś kiedyś powiedział, że tylko z wami byłby szczęśliwy.
-Jesteś aniołem?- zapytał, a ja się zaśmiałam na to pytanie.
-Nie, dlaczego?
-Bo jesteś taka dobra. 
-Chciałabym być taka jak mówisz.
-Jesteś śliczna i bardzo dobra.
-Jesteś bardzo grzeczny.
-Inni tak nie mówią. Codziennie dostaję kary na granie w piłkę czy komputer za zachowanie- pożalił się.
-Ja mogłam trafić do więzienia- odpowiedziałam, a potem trochę tego pożałowałam, przecież on jest dzieckiem.
-Dlaczego?
-Nie chodziłam do szkoły, jadłam różne zakazane rzeczy, biłam się itd. Nie rób tego nigdy.
-Z biciem będzie ciężko.
-Dasz radę.
-Opowiesz mi coś o tacie?
-A chciałbyś się z nim spotkać?
-Tak, ale nie pamiętam go w ogóle- wyznał, a z jego oczu znów popłynęły łzy.
-Pokazać ci jego zdjęcie?
-Tak, tak, tak, proszę- pokazałam mu zdjęcie Neya- To Neymar? Aaaa mój tata to Naymar!- krzyczał.
-Masz jego nazwisko.
-To Neymar ma takie samo?
-Tak- zaśmiałam się.
-Ale nie myśl, że jadę tam z wami tylko, dlatego, że mój tata gra w najlepszym klubie.
-Wiem, że go kochasz i dlatego tam jedziesz.
-Kocham cię- powiedział i mnie przytulił, a następnie pocałował.
-Ja ciebie też- powiedziałam. Wzięłam go na ręce i zaczęłam się z nim kręcić. Potem się trochę pobawiliśmy i poszliśmy oznajmić wszystkim, że Davi jednak jedzie. Dopiero wtedy zorientował się, że jest z nami Leo. Był naprawdę szczęśliwy. Bawił się ze swoją ciocią i Leo, a ja poszłam go spakować. Obiecałam mu, że opowiem o Neymarze. Nie ma sprawy. Teraz rozumiem, dlaczego on tak bardzo cieszył się, gdy mógł opiekować się Milankiem lub Thiago. Udaliśmy się na lotnisko. To wszystko naprawdę szybko nam poszło. Dobrze, że we Francji jest takie prawo, a nie inne. W samolocie opowiedziałam małemu wszystko o jego tacie. Bardzo uważnie słuchał. Był z początku na siebie zły, że go nie pamięta, ale wytłumaczyłam mu, że to nie jego wina. Chyba mi ufał. Zasnął mi na kolanach. Raf spała nieco dalej, a do mnie przysiadł się Leo.
-Możemy pogadać?- zapytał.
-Jeśli o Neyu to nie dzięki- odpowiedziałam.
-Ale musimy- wyrywał się, a to było bardzo dziwne. W ogóle do niego nie podobne. Spojrzałam na niego pytająco, ale potem się opamiętałam.
-Nie kocham go.
-Myślisz, że uwierzę ci, że go już nie kochasz? że to niby przez tego Wojka czy jak mu tam?
-Wojtka- poprawiłam go.
-Ney jest w szpitalu- wypalił.
-Ten fajtłapa znowu sobie coś zrobił na treningu? Aaaa pewnie na meczu- powiedziałam.
-Chciał się zabić.
-Co?- wypowiedziałam ledwo co to słowo. Myślałam, że się przesłyszałam. Bardzo bym chciała, aby to był tylko sen. Najgorszy z najgorszych, ale sen. 
-Jego stan jest ciężki... Lekarz powiedział, że jeżeli przeżyje to będzie cud. W zasadzie nie daje mu żadnych szans- wypowiedział te słowa z trudem. Płakałam. Mój świat zawalił się na nowo.
-Nie możliwe- powiedziałam nadal płacząc.
-Pociął się. powiedział, że mamy ci nie mówić, dlaczego umarł. Uznałem, że powinnaś to wiedzieć. Kochasz go, a on ciebie.
-Kiedy to było?
-To nieważne.
-Po moim telefonie, prawda?
-Teraz ważne jest, żeby wyzdrowiał.
-To po tym, jak mu nakłamałam, że już go nie kocham?
-Tak- wyznał w końcu. Wiem, że chciał mi tego oszczędzić, ale niestety nie dał rady. W sumie jestem mu wdzięczna za to, że mi o tym powiedział. Ney mu zabronił. Znam go- dużo go to kosztowało, ale jednak mi to powiedział.
-Co powiemy Davidowi?
-Wiem, że jest mały, ale mam dość kłamstw. On zresztą bardzo czeka na spotkanie z tatą... Jeśli go okłamiemy, może pomyśleć, że Ney go olał. Znienawidzi na si jego.
-Masz rację- w tym momencie obudził się Davi.
-Wszystko słyszałem- powiedział i zaczął płakać.
-Pójdę powiedzieć Raf- był wyraźnie przybity. Ja i David- oboje płakaliśmy. To przeze mnie.
-Wszystko słyszałem... Wszystko- mówił malec.
-Wiem, że to moja wina... Masz prawo mnie znienawidzić- powiedziałam szczerze, nadal płacząc.
-Nie- przytulił mnie- Czasem ludzie kłamią, ale tata musiał cię kochać, że tak zrobił- mówił to, ale nadal cicho szlochał. Usłyszeliśmy krzyk Raf. Obejrzeliśmy się oboje w tył i jeszcze bardziej się rozpłakaliśmy. Zanim się obejrzeliśmy minęły już 2 godziny naszego lotu i musieliśmy zapiąć pasy. Lądowaliśmy. Wyszliśmy z samolotu.
-Leo zabierz nas do niego- powiedział David.
-Nie wiem czy to dobry pomysł- wyjaśnił Leo.
-Proszę cię Leo... Błagam...- powiedziałam tym razem ja. Miałam nadzieję, że się zgodzi. On odszedł na papierosa. Nigdy nie widziałam go jak palił. Musiał to naprawdę przeżywać. Rozumiałam go. Był dla niego jak brat. Raf siedziała na ławce, a ja  z Davidem na rękach staliśmy na środku lotniska i płakaliśmy. On się po chwili uspokoił i zapytał.
-Czemu wspaniali ludzie się kaleczą?
-Tata nie mógł dać sobie z tym wszystkim rady... Chyba mnie kochał... Ciebie na pewno.
-A ty?
-Co ja?
-A ty czemu to robisz?
-Ale co?
-Kaleczysz się? Przecież jesteś piękna... Też nas kochasz?- zapytał słodko. Jest taki mały, a tak bardzo dojrzały.






No to mamy 16 rozdział :) Jak wam się podoba? Co myślicie o zachowaniach bohaterów? Ney przeżyje? Czy Daviś znowu wróci do domu dziecka? Jak będzie? Kocham was ♥ Dużo osób do mnie pisało- dziękuję :) 


W Barcy źle się dzieje. Enrique ma być odwołany, jeśli nie wygramy kolejnych meczy. Popełnił błąd nie wystawiając w pierwszej połowie Messiego. Rozumiem jeszcze, że Neymar siedział na ławce bo miał kontuzję, ale Leo? Mogliśmy objąć prowadzenie. To ryzyko nie było dobre. Za czasów Pepa wszystko wygrywaliśmy, a teraz? Szkoda gadać :( Go go Barca! Wierzę, że jeszcze się odbudują :) Wszystko będzie dobrze ♥ Jestem z wami chłopaki ♥


Komentujesz=Motywujesz :)



































niedziela, 4 stycznia 2015

15. Nie da się w kimś odkochać z dnia na dzień.

Na początku chciałabym podziękować Oliwii P.♥ Poznałyśmy się na fb i nadal ze sb piszemy :) :* Kochana ten rozdział jest dedykowany właśnie dla Ciebie ♥


Ostatnią godzinę jaką ujrzałam na telefonie była 5:34- wtedy pewnie usnęłam. Tata wszedł mnie obudzić i zaraz wyszedł. Czuję się jak pies wyrzucony na ulicę. Czy nie zasługuję już na miłość? Jak oni wszyscy mogli mi to zrobić. Myślałam, że wreszcie znalazłam przyjaciół, chłopaka, z którym będę szczęśliwa. Niestety po raz kolejny się pomyliłam. Dlaczego żadne z nich nie pisnęło nawet słówka. Skoro tyle osób wiedziało to... To wie o tym pewnie cały klub. Tata o tym wie! Natychmiast zbiegłam w piżamie na dół, mało nie zabijając się na schodach. Pobiegłam do kuchni. Wiedziałam, że będzie mi szykował śniadanie. 
-Wiedziałeś?- zaatakowałam go od samego progu.
-Mari co się stało? O co ci chodzi skarbie?- zapytał naprawdę zdziwiony. Miał do tego prawo, to że ja o tym cały czas myślę  nie mogę o tej sytuacji zapomnieć nie oznacza, że inni o niej w ogóle wiedzą.
-O tym, że Neymar ma dziecko- wytłumaczyłam już dużo spokojniej, ale nadal miałam podniesiony głos.
-Powiedział ci?- zapytał, a moje oczy chciały wyjść z orbit. Niestety łzy im to uniemożliwiły. Myślałam, że oszaleję. Każdy wiedział, tylko nie ja. Pobiegłam do swojego pokoju. Zamknęłam się na klucz, a potem opadłam na łóżku z wielkim rykiem. Po chwili jednak się ogarnęłam i zaczęłam się ubierać. Chciałam wziąć cokolwiek, ale zadzwonił mój telelfon.


~Rozmowa telefoniczna~

-Tak?
-Dzień dobry pani Mariko tu Jero Mussa- odezwał się głos.
-Mam informację, które panią zainteresują. Możemy się spotkać jutro?
-Oczywiście- powiedziałam i poszłam się wyszykować. Weszłam do łazienki. Uczesałam włosy i się umyłam. Potem się ubrałam w to:



Zeszłam na dół.
-Gdzie idziesz?- zapytał mój tata.
-W dupe- powiedziałam mega zła.
-Marika! Dokąd?- zapytał poważnie.
-Do szkoły! A gdzie mam iść? Na kurs bycia matką?!- wrzasnęłam tak, że chyba słyszała mnie cała okolica.
-Znowu masz czarne ubrania...- zauważył. Zawsze się tak ubieram, gdy jest mi smutno. Dzisiaj zrobiłam sobie mocny, czarny makijaż bo wyglądałam jak zombie. O taki:

-Marika czemu jesteś taka? Przecież się wtedy nie znaliście... Dobrze, że ci powiedział. Mógł to ukrywać i...- nie dałam mu skończyć.
-Dowiedziałam się przypadkiem!- krzyknęłam i wyszłam. Poszłam do sklepu.
-2 żyletki poproszę- powiedziałam beznamiętnie.
-Po co?- zapytała jakaś ciekawska ekspedientka.
-Dajesz czy mam iść obok?- zapytał zła. 
-Masz- powiedziała. Zapłaciłam i poszłam. Siadłam pod drzewem, pod którym siedzieliśmy razem. Ney wyrył tam nasze inicjały. Było ono trochę na odludziu, ale to dobrze. Podwinęłam rękawy i zrobiłam kreski. Było ze mną źle. Po dłuższej chwili ogarnęłam się i zamówiłam taksówkę. Kierowca zawiózł mnie na dworzec kolejowy. Tam kupiłam bilet. Poczekałam trochę i pojechałam tylko w sobie znane miejsce. Musiałam się przesiadać w wile pociągów. Cały czas byłam w podróży. W końcu następnego dnia wieczorem znalazłam się w Lizbonie. Była dokładnie godzina 22:21. Tata kilka razy do mnie dzwonił, ale tylko raz wysłałam mu sms-a, że nic mi nie jest. Teraz postanowiłam do niego zadzwonić.


~Rozmowa telefoniczna~

-Tata?- zapytałam.
-Marika? Gdzie ty jesteś?- zapytał jakiś dziwny głos.
-Kto mówi?
-Marika gdzie ty jesteś? Tu Pique- wytłumaczył.
-Masz dziwny głos- powiedziałam.
-Jestem chory, ale gdzie ty jesteś?
-Dasz mi tatę?
-Jest w szpitalu.
-Jak to? Co się stało?
-Znaczy u Neya w szpitalu... Marika nie wiem gdzie jesteś, ale oni oboje odchodzą od zmysłów. Neymar miał kontuzję. Nie oglądałaś meczu?
-Nie. Słuchaj Geri jest obok Shak?
-Już się nie gniewasz?
-Rozumiem... Też bym się tak zachowała na waszym miejscu... Ale z Neymarem wszystko skończone... To co jest tam Shak?
-Tak już ci ją daję- powiedział i przekazał jej telefon.
-Jejku Mari tak bardzo cię przepraszam...- płakała- Powiedz mi gdzie ty jesteś. Wszyscy się o ciebie martwimy.
-Shak jestem w Lizbonie. Wiesz po co. Mam nadzieję, że dowiem się czegoś, ale chcę cię o coś zapytać.
-Jasne.
-Pomożesz mi w razie czego?
-Ale w czym?
-Jeszcze nie wiem.
-Dobra nie ma sprawy... Marika mogę powiedzieć Anto? Martwi się o ciebie i bardzo to przeżywa.
-Jasne i wymyśl coś dla taty. Jestem już pod jego biurem... Kończę pa.
-Zadzwoń jak będziesz coś wiedziała.
-Ok- odpowiedziałam i się rozłączyłam. Szybkim krokiem weszłam do dużego budynku. Skierowałam się schodami do góry. Wreszcie na 4 piętrze znalazłam drzwi z napisem: " Biuro detektywistyczne Jero Mussa". Zapukałam delikatnie i po chwili nie czekając na pozwolenie po prostu weszłam. 
-Kim pani jest?- zapytała chyba sekretarka.
-Marika Guardiola- przedstawiłam się.
-Aa tak. Dzień dobry, pan Jero już na panią czeka- uśmiechnęła się i zaprowadziła mnie do jego gabinetu, aby po chwili nas tam zostawić. Byłam bardzo zdenerwowana. Przywitałam się z detektywem i przeszliśmy do rzeczy. Po jakieś godzinie wyszłam z biura i od razu zadzwoniłam do Shak.

~Rozmowa telefoniczna~

-Hej kochana i co?- zapytała od razu.
-Wiem, gdzie jest Raf!
-Jak ci się to udało ustalić?
-Ten detektyw jest najlepszy w całej Europie... Ma dużo kontaktów, ale samo ustalenie jej adresu zajęło mu ponad miesiąc. 
-Co chcesz teraz zrobić?
-Jadę do niej.
-A gdzie ona jest?
-W Australii w Melbourne.
-Ale to jest bardzo daleko!
-Wiem... Przesłałabyś mi trochę ciuchów i kasy? Oddam ci, obiecuję tylko...- nie dała mi skończyć.
-Już idę zrobić przelew... Ciuchy będą długo iść, kup sobie tam coś, ok?
-Ale to dużo kasy...
-Trudno... Zaraz ci rezerwuję bilet i właśnie robię przelew... Kochanie kończę bo Geri coś podejrzewa. Kocham cię cześć.
-Ja ciebie też pa- zakończyłam rozmowę. Miałam trochę pieniędzy, więc wydam je na hotel. Znalazłam na moim telefonie najtańszy hotel. Nie był zbyt daleko, więc szłam z GPS-em. Zameldowałam się w hotelu. Kiedy jadłam kolację dostałam sms-a: 

"Mari bilet masz na jutro z głównego lotniska o 11:45 z przesiadką... Tylko takie były :( Pieniądze powinny być już na koncie :) Na miejscu będziesz następnego dnia około 15 :/ Dzwoń mała i pamiętaj, że bardzo cię kocham ♥".

Kochana- pomyślałam. Zjadłam moje naleśniki i poszłam do pokoju się przespać. Nastawiłam budzik na 6 rano, ponieważ musiałam kupić sobie jeszcze te ubrania. 

~Następnego dnia~

Wstałam prawie o 7. Szybko ubrałam się w ubrania, które miałam już 3 dzień. Zeszłam an śniadanie. Wzięłam sobie tosty. Zjadłam je ze smakiem i znowu musiałam wyłączyć telefon. Przez te 3 dni każdy z Barcelony do mnie dzwonił, ale najwięcej połączeń miałam od:
-Bartra (5187 połączeń)
-Pique (1593 połączeń)- pewnie dzwonił z Shak.
-Messi (1993 połączeń)- a on z Anto.
-Tata (3775 połączeń)- trochę mi głupio :(
-Neymar (11376 połączeń) chciałabym z nim pogadać, ale mam swój honor. Co inni nazywają dumą. Trudno.

Inni też dzwonili, ale nie chce mi się więcej wymieniać. Poszłam na zakupy. Kupowałam rozsądnie, ponieważ to były ich pieniądze. Kupiłam sobie jeszcze małą walizkę. Miałam trochę czasu do samolotu, więc postanowiłam pójść jeszcze na jakieś jedzenie. Następnie udałam się autobusem na lotnisko. Zadzwoniłam do taty. Trochę go uspokoiłam. Był na mnie zły, ale chyba o dużo bardziej cieszył się, że nic mi nie jest. Wiedziałam już co zrobię, gdy ją znajdę. Tata powiedział, żebym zadzwoniła do Neya i Messiego bo szczególnie ten pierwszy odchodzi od zmysłów. Zadzwoniłam do Bartry i Messiego, a reszcie Barcelony wysłałam sms-a, że wszystko u mnie ok i żeby się nie martwili. Potem jednak wybrałam numer do Neya. Nadal był zapisany jako "Mój kotek ♥". Sam się tak zapisał, a ja nie mam sera tego zmienić. Neymar odebrał po pierwszym sygnale. To było dziwne, naprawdę.

~Rozmowa telefoniczna~

-Cześć- odezwałam się.
-Marika?- wydarł się.
-Tak.
-Nareszcie kochanie przepraszam wróć proszę kocham cię jesteś dla mnie wszystkim zrozum- mówił bez żadnej przerwy. Popłakałam się, ale wiedziałam, że tak już nie może być. 
-Ney, dzwonię tylko dlatego, że tata mi kazał. Ja cię już nie kocham, rozumiesz? 
-Nie da się w kimś odkochać  z dna na dzień.
-Ja cię nigdy nie kochałam, po prostu chciałam zapomnieć o Wojtku... Przepraszam- powiedziałam i się rozłączyłam. Zaczęłam płakać jak dziecko. Byłam nim. Wcale tak nie było, jak mu powiedziałam. Kochałam go jak cholera, ale nie chciałam tego. Nie tylko ze względu na jego dziecko.Wczoraj dzwoniła do mnie Bruna. Wysłała mi ich wspólne zdjęcia. Powiedziała, że oczekuję dziecka, a ojcem jest Neymar. Tego było za dużo. Poza tym wczoraj w Lizbonie przeczytałam jakąś gazetę plotkarską o tym. Byłam załamana. Dlaczego w takim razie chciałam znaleźć jego siostrę? Kocham go jak wariatka. Nie chcę z nim po tym być, ale chcę żeby był szczęśliwy. Kiedyś powiedział, że gdyby znalazła by się Raf byłby szczęśliwy. Muszę zrobić to dla niego. Nie wiem co zrobię potem. Chyba wrócę do Polski. Pojadę tylko po swoje rzeczy i pogadać z tatą. Nic więcej. Zacznę wszystko od początku. Tak będzie najlepiej. Muszę dać radę, chociaż to jest naprawdę trudne. Zapłakana poszłam do odprawy. Lot miał trwać ponad dobę. Nie wiem jak to wytrzymam. Na moich nadgarstkach nie ma już miejsca. Coś wymyślę. Wyłączyłam telefon i udałam się na pokład samolotu.


~Perspektywa Messiego~


Z Pepem jest już nawet lepiej, ale Neymar rozmawiał przed chwilą z Mariką. Jest cały blady.
-Zerwała ze mną... Powiedziała, że nie chcę mnie znać- powiedział po chwili szeptem.
-Jest zła- chciałem go pocieszyć.
-Nie Leo... Znam ją. To koniec- potem pobiegł na górę. Zamknął się w łazience. Dobijałem się z pół godziny, aż w końcu wyważyłem drzwi. Kiedy go zobaczyłem byłem na siebie zły, że nie zrobiłem tego wcześniej. On sobie podciął żyły i wziął jakieś tabletki. Zadzwoniłem po pogotowie. Ney jeszcze coś szeptał. Nachyliłem się nad nim, aby coś usłyszeć.
-Leo nie mów jej od czego umarłem.
-Nie umrzesz- powiedziałem szybko, a z moich oczu popłynęły łzy. Byłem załamany. Karetka szybko przyjechała. Ratownicy udzielili mu wstępnej pomocy medycznej i zabrali do najlepszego szpitala w mieście. Byłem zły i załamany. Zadzwoniłem do Pepa i reszty. Powiedziałem co się z nim stało, ale zabroniłem o czymkolwiek mówić Marice. Oni się zgodzili. Wszyscy płakaliśmy, siedzieliśmy na podłodze, kopaliśmy krzesła, wybrane osoby chodziły po jedzenie i picie. Było ciężko, jest ciężko. Neymar ma tylko nas. Nie może liczyć na swoją rodzinę. Zrobił wszystko, żeby ich znaleźć. Szukał ich sam w Hiszpanii i Brazylii, wynajął chyba wszystkich możliwych detektywów z Brazylii i Hiszpanii. Potem stracił już nadzieję. Nadal szukał, ale tylko dlatego, żeby potem nie zarzucić sobie kiedyś, że nie zrobił wszystkiego. Nie wierzył, że kiedyś zobaczy Daviego czy Raf. Na jego miejscu zrobiłbym to samo. Kiedy życie się wreszcie do niego uśmiechnęło i przyszło szczęście wszystko się popsuło. Rozmawiałem z Antonellą i powiedziała mi, że gadała z Mariką. Ona zerwała z nim bo dzwoniła do niej Bruna i powiedziała, że spodziewa się jego dziecka, wysłała ich zdjęcia, a Mari przeczytała jeszcze jakiś magazyn plotkarski. Boże, proszę Cie... Niech wszystko się ułoży... Ocal go. Daj mu trochę szczęścia, nawet jeśli miałbyś zabrać moje, proszę"- zacząłem się modlić. W jednej chwili cały nasz klub, Shak i Anto zaczęli się modlić ze mną. Wszyscy klęczeliśmy, mieliśmy złożone ręce i po prostu się modliliśmy. Lekarz nie owijał w bawełnę. Od razu powiedział nam, że jeśli się obudzi to będzie cud. Nie dał mu żadnych szans.
-Ejj słuchajcie... Chodźmy do kościoła. Zaraz będzie Msza. Pomódlmy się za niego- wymyślił Pedro. Wszyscy przytaknęli i wręcz pobiegliśmy do kościoła. Poprosiliśmy księdza o Mszę w intencji Neymara. On natychmiast się zgodził. Każdy wziął świece. Cały kościół modlił się o jego zdrowie. Potem ze wszystkich wiernych zostaliśmy tylko my, Katalońska Barcelona, duma Katalonii jak kto woli. Modliliśmy się nadal. Wierzyliśmy, że Bóg wysłucha naszych modlitw. W szpitalu na świetny pomysł wpadł Montoya. Wszyscy napisaliśmy na swoich profilach na tt, fb i askach aby ludzie zamawiali Msze za Neya. Ludzie szybko włączyli się w akcję. Teraz musi przeżyć.




No to mamy kolejny rozdział :) Wiem, że jest bardzo smutny, ale sama jestem w kiepskim nastroju :( Jak wam się to wszystko podoba? Co myślicie o zachowaniu Neya, a co o Mariki?  A tak w ogóle to jeśli chcecie mnie poznać tak jak Oliwia to zapraszajcie na fb "Wercia Osman" ♥ 
                                     Komentujesz=motywujesz :)